Agnieszka Walczak - Chojecka

By mogła tworzyć, jej zmysły muszą się obudzić. 

Wśród pejzaży gorącego wybrzeża Amalfi 

rozpoczyna niebezpieczną grę

 

Marianna Wisłocka, nieśmiała flecistka, ma talent, urodę i wielkie marzenie. Chce skomponować niezwykłą symfonię. Od swojej akademickiej nauczycielki dziewczyna otrzymuje propozycję występów w słonecznej Italii z orkiestrą słynnego Antonia Balamonte.

Nie wie, że promotorka wiąże z nią pewne plany.

Ekscentryczny i charyzmatyczny Antonio od pierwszych chwil fascynuje Mariannę, która godzi się na pięć kroków wtajemniczenia. Pod batutą Maestra, wśród wspaniałych krajobrazów włoskiego wybrzeża Amalfi zmysły Marianny budzą się do życia. Dziewczyna odkrywa świat namiętności, o jakim nigdy nawet nie śniła.

Jednak jak długo można żyć pełną piersią, nie ponosząc konsekwencji? Każda gra musi kiedyś się skończyć. Zwycięzca jest tylko jeden.

Chyba, że prawdziwą symfonię odegra miłość.

 

„Włoska symfonia” to erotyczna opowieść o kobiecych zmysłach i pasji tworzenia. Romantyczna i zarazem współczesna. Jak zawsze w swoich powieściach Agnieszka Walczak-Chojecka zaprasza czytelnika w fascynującą podróż, i tę rzeczywistą, i tę w głąb kobiecej duszy.

 

KSIĄŻKA UKAŻE SIĘ 1 LIPCA 2015 NAKŁADEM WYDAWNICTWA FILIA, W SERII Z TULIPANEM (tylko dla dorosłych)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

„GDY ZAKWITNĄ POZIOMKI” – Agnieszka Walczak-Chojecka

 

Notka o książce

 

 

 

Opowieść o kobiecie, która pragnie zbyt mocno

 

Karolina ma 38 lat i pragnienia, przed którymi nie da się uciec. Chce miłości, namiętności i przede wszystkim dziecka.

Filip, też chciałby czegoś od życia, tylko czy ich marzenia są wspólne?

I jest jeszcze ten drugi, który zawsze był dla niej tajemnicą, przystojny pół Serb pół Chorwat, czarnooki Milan. Może to właśnie on jest jej przeznaczony?

Czy stary dom w malowniczym Cavtacie pomoże Karolinie podjąć właściwe decyzje? I czy na pewno wszystko jest takie, jakim nam się zdaje?

Wśród warszawskich kamienic, w prestiżowym studiu graficznym, w Kazimierzu nad Wisłą i w cudownej, gorącej Chorwacji bohaterka szuka spełnienia, bo jeśli tylko zakwitną poziomki… 

AGNIESZKA WALCZAK CHOJECKA oddaje głos kobiecie współczesnej, silnej i jednocześnie zagubionej, poszukującej oraz pełnej nadziei. 

Pożądanie, miłość i ogromna potrzeba macierzyństwa - o tym jest ta opowieść.

"Czy uwierzycie, że czasami największym szczęściem może być nagła ochota na śledzia?

Rozterki uczuciowe, sekrety rodzinne, niespodziewane zwroty akcji i walka z własnym ciałem - wszystko to znajdziecie w najnowszej książce Agnieszki Walczak-Chojeckiej.

 

Dobra lektura, którą naprawdę polecam"

 

 

 

Maria Ulatowska

 

 

Więcej na stronach:

WWW.walczak-chojecka.pl

http://www.wydawnictwofilia.pl/gdy_zakwitna_poziomki,147.html

Książka wydana przez wydawnictwo FILIA będzie miała premierę rynkową 24.09.14

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

FESTIWAL LITERATURY KOBIECEJ „PIÓRO I PAZUR” – zlot czarownic, czy  impreza
z charakterem?

 

Gdy w zeszłym roku zaczynałam pisać swoją pierwszą książkę, przez przypadek natrafiłam na informacje o Festiwalu Literatury Kobiecej „Pióro i Pazur”. Nazwa imprezy zaintrygowała  mnie jako przyszłą pisarkę i starego marketingowca. Zastanawiałam się, jaki właściwie wydźwięk ma sformułowanie „literatura kobieca”?

Aby jak najlepiej zgłębić zagadnienie, udałam się w październiku zeszłego roku do Siedlec. 

 

Dwudniowe spotkanie, które odbywało się pod patronatem Prezydenta Miasta, to dopiero druga edycja Festiwalu. Już na dzień dobry zaskoczyła mnie pasja, energia i rozmach, z jaką został on zorganizowany. Jeszcze większe zdumienie wywołało we mnie odkrycie, że główny ciężar organizacyjny całego przedsięwzięcia spoczywa na barkach praktycznie jednej, drobnej, zawsze uśmiechniętej osoby - dziennikarki „Tygodnika Siedleckiego” i pisarki, Marioli Zaczyńskiej. Wspiera ją, kilkuosobowa kapituła, do której należy między innymi autorka kilku bestsellerów, jednocześnie pomysłodawczyni festiwalu - Manula Kalicka. Ale zacznijmy od początku, czyli od odpowiedzi na pytanie:

 

LITERATURA KOBIECA – CO TO WŁAŚCIWIE ZA ZWIERZ? 

 

Na stronie internetowej festiwalu czytamy:

„Literatura kobieca? Krytycy krzywią się na sam dźwięk tych słów, ale to przecież nie oni tłoczą się na spotkaniach autorskich, nie oni stoją po autograf na targach książki, nie oni zapisują się
w bibliotekach, by przeczytać to, na czym im zależy. Kobiety chętnie sięgają po książki mówiące
o sprawach bliskich ich duszy. Po powieści, które coraz częściej określa się mianem "literatura kobieca".”

 

- Określenie "literatura kobieca" funkcjonuje nie od dziś - twierdzi Mariola Zaczyńska - bo zarówno wydawnictwa, jak i biblioteki, czy księgarnie tak właśnie klasyfikują powieści obyczajowe i romanse. Chcemy czytać o kobietach, ich problemach, marzeniach, bądź codziennym życiu? Sięgamy na półki z literaturą kobiecą. Czym jest dla mnie literatura kobieca? To powieści,
w których kobiety odnajdują swoje emocje, czasem odpowiedzi na nurtujące je pytania. To książki, do których uciekają, gdy im źle, lub gdy po prostu potrzebują rozrywki. Dobrze, gdy ta rozrywka jest na wysokim poziomie.

 

SKĄD WZIĄŁ SIĘ POMYSŁ NA FESTIWAL?

 

Jakiś czas temu, także w Siedlcach, odbywał się literacki panel dyskusyjny, w którym brały udział pisarki z kilku zakątków Polski. Oprócz przyjacielskich stosunków, łączyło je poczucie, że rodzaj twórczości, którą uprawiają nie jest doceniany przez krytyków i media. Postanowiły przeciwdziałać temu stanowi rzeczy.  

„Festiwal wymyśliłam dlatego, że czułam dyskryminację.” – mówi Manula Kalicka –„ Serio. Kryminały, nie zawsze mądrzejsze, są traktowane poważnie, fantastyka weszła na salony, a nas pisarki traktowano z przymrużeniem oka. Ot, gawędy, niezbyt zborne dla pań. Kobieca literatura popularna nie miała szans zaistnieć, nie jest w ogóle recenzowana, jest w swoistym getcie niepełnowartościowości. Stad potrzeba festiwalu, a co za nim idzie selekcji. Chcemy być swoistego rodzaju drogowskazem; to czytajcie, to jest dobre, po to warto sięgnąć” – dodaje.

Podobne zdanie ma Mariola Zaczyńska. „W kontekście recenzji i opracowań krytycznych określenie literatura kobieca brzmi pejoratywnie” – twierdzi – „Tymczasem, to po prostu literatura popularna, wśród której możemy znaleźć zarówno powieści miałkie i źle napisane, jak też prawdziwe perełki z wielowątkową akcją, świetnie skreślonymi postaciami, skrzące dowcipem, wzruszające. Stąd pomysł na festiwal, który wyłuska powieści warte przeczytania i polecenia, nagrodzi je i pokaże szerokiej publiczności. Literatura wyższa ma swoje nagrody, jest doceniania, a literatura popularna, mimo większego czytelnictwa, pozostaje w cieniu. 

Nasz festiwal to zmienia” – mówi Zaczyńska.

 

POŁAWIACZKI PEREŁ

 

Jak wygląda proces przyznawania nagród Festiwalu? Otóż jest on wieloetapowy. Powieści polskich autorek, wydanych w roku poprzedzającym daną edycję, zgłaszają wydawnictwa. Następnie trafiają one w ręce prawdziwych książkowych moli, czyli zwykłych, a właściwie bardzo niezwykłych czytelniczek. Jest to 20 pań, najzagorzalszych „klientek” biblioteki w Siedlcach, znanej z jednych z najwyższych wskaźników czytelnictwa w Polsce. Następnie, wybrane przez nie pozycje trafiają w ręce profesjonalnego jury.

O tym, że czytelniczki w Siedlcach naprawdę żyją polską literaturą kobiecą, miałam okazję przekonać się podczas spotkania autorskiego, w którym brałam udział wraz z czterema innymi koleżankami po piórze. Gorąca atmosfera w jednej z filii siedleckich bibliotek, pytania świadczące o dogłębnej znajomości twórczości autorek: Jolanty Kwiatkowskiej, Renaty Kosin, Karoliny Wilczyńskiej, czy Beaty Kępińskiej, którym towarzyszyłam, sprawiły, że poczułam ogromne pragnienie pisania. Szczególną przyjemność sprawiła mi rozmowa z panią Marzenną Sienicką, która pomimo opieki nad chorym dzieckiem, znajduje czas, by miesięcznie pochłaniać dwadzieścia do trzydziestu książek! 

„U nas wybierają czytelniczki i potem ich wybory weryfikuje jury” – mówi Manula Kalicka. „Czasem są to gusty odmienne i nagrodę czytelniczek dostają inne pozycje, niż nagrodę jury.
I bardzo dobrze, i jedne i drugie są w cenie. Warto je przeczytać.”

„Na Festiwalu o wyborze najlepszych książek nie decyduje kampania medialna kreująca bestsellery, tylko rzeczywista wartość powieści – dodaje Zaczyńska. –„Wielkim plusem festiwalu jest odkrywanie nowych talentów. Na równi ze znanymi nazwiskami szanse na sukces mają tu debiutantki i autorki publikujące w małych wydawnictwach.”

 

Patrząc na wyłącznie żeński skład jury, można by posądzić organizatorów Festiwalu o zapędy seksiztowskie, z drugiej jednak strony, złośliwy mógłby zrobić taki przytyk do całej imprezy. A kto ma oceniać książki skierowane do kobiet, jeśli właśnie nie kobiety? Organizatorki postarały się
o jury w najlepszym kobiecym wydaniu. Jego skład stanowią: dr Bernadetta Darska
- literaturoznawczymi (UWM, blog krytyczno-literacki), Teresa Drozda - dziennikarka prowadząca audycje poświęcone książkom, swoisty odkrywca debiutów (Radiowa Trójka i RdC), Joanna Laprus-Mikulska – wcześniej redaktor naczelna pism literackich „Bluszcz” i „Papermint”, dziś szafowa Fundacji Age of Reading (od 2014 zastąpi ją Katarzyna Czajka, czyli Zwierz Popkulturalny, gdyż pani Joanna została wydawcą), Anna Luboń - szef działu kultury w piśmie kobiecym „ELLE” oraz Grażyna Musiałek – dziennikarka „Polityki” i miłośniczka literatury. To właśnie tych pięć gniewnych poświęciło wiele godzin na lekturę, wyłowiło literackie perełki, przyznało im nominacje, a następnie, po burzliwej dyskusji – nagrody.

 

NAJJAŚNIEJSZE PERŁY czyli werdykt 2013

 

Przebywając z autorkami nominowanymi do nagrody „Pióra” i „Pazura”, w dniu, w którym toczyły się obrady jury, widziałam, jak wielkie emocje towarzyszyły oczekiwaniu na werdykt. W niejednym przypadku nie obyło się bez uspokajających ziółek. Zauroczył mnie klimat tego wspólnego oczekiwania, znów bardzo kobiecego, lecz co najważniejsze, pełnego życzliwego wsparcia dla nominowanych. Osobiście żałowałam, że w tym wąskim gronie zabrakło miejsca dla Ałbeny Grabowskiej-Grzyb i jej powieści „Coraz mniej olśnień”, choć jak się później nieoficjalnie dowiedziałam otarła się o nominację. 

Wręczenie nagród miało miejsce 5 października podczas uroczystej gali w pięknej sali teatralnej Centrum Kultury i Sztuki w Siedlcach. Uroczystość poprowadziła Mariola Zaczyńska, która oprócz wcześniej ujawnionych talentów literackich i organizacyjnych, pokazała nam jeszcze jeden
– sprawnego prezentera. 

Publiczność rozbawił filmik, w którym Humphrey Bogart, Daniel Craig, Sylvester Stallone i kilku innych sławnych panów, porzucało swe męskie zajęcia, by zdążyć na festiwal Literatury Kobiecej do Siedlec. 

No, a potem na scenie panowały już pisarki, a na wielkim ekranie okładki ich nagrodzonych książek. Nagrodę Pióra i 10 000 zł, zdobyła debiutantka, niezwykle skromna osoba  - Marta Stefaniak za „Czary w małym miasteczku”. Nagrodę Pazura i także 10 000 zł, otrzymała warszawska pisarka i scenarzystka Anna Fryczkowska za powieść „Starsza pani wnika”. Natomiast nagroda czytelniczek i 2000 zł powędrowały w ręce Magdaleny Zimny- Louis za powieść „Pola”.

 „Festiwal się rozwija i widać to w ilości nadesłanych na konkurs książek.” – stwierdziła  Joanna Laprus – Mikulska, jurorka, poproszona przeze mnie o krótkie podsumowanie ostatniej edycji festiwalu –„Ale to co najważniejsze, można było znaleźć wśród tych propozycji naprawdę dobre teksty. O ile w ubiegłym roku dało się wyodrębnić nurt „powieści o spadkach”, z dość przewidywalną fabułą, to podczas tej edycji pojawiło się wiele ciekawych i pogłębionych psychologicznie opowieści o relacjach międzyludzkich oraz tematów trudnych, takich jak na przykład przemoc domowa, problem wykluczenia. To pokazuje, że literatura kobieca ma wiele odcieni i nie musi smakować jak landrynka.”

A co o festiwalu i nagrodach myślą same autorki? Zapytałam o to zdobywczynię „Pazura” Annę Fryczkowską. „ Cieszę się, że zaczyna się w Polsce doceniać dobrą literaturę popularną. Tę dopracowaną, starannie zredagowaną, pisaną z szacunkiem dla polszczyzny i dla inteligencji czytelników. Taką, jaką sama staram się tworzyć. Jak dobrze, że dwa lata temu powstał festiwal, który takie książki wynajduje i promuje. Nie chodzi tylko o to, że wywiozłam z Festiwalu Literatury Kobiecej w Siedlcach dwukilogramową statuetkę oraz czek, który przez parę miesięcy pozwoli mi nieco ograniczyć chałtury. Ważniejsze jest, że pięć oczytanych i inteligentnych jurorek, z których niektóre ostrością swych sądów budzą grozę w środowisku literackim, powiedziało mi za pomocą głównej nagrody: idziesz dobrą drogą. A reszta? Pewnie, że bardzo bym chciała, by czytelnicy, hurtownicy, księgarze chcieli sprawdzić, czy te laureatki naprawdę są warte swoich czeków.”

 

ŚWIĘTO CZYTANIA

 

Nagrodzenie festiwalowych laureatek i wytworna gala to oczywiście nie wszystko, co działo się
w Siedlcach za sprawą Festiwalu Literatury Kobiecej.  Nie dosyć, że mieszkańcy miasta mieli możliwość spotkać się z ponad trzydziestoma polskimi pisarkami, w tym z autorkami bestsellerów takimi jak Maria Ulatowska, Anna Ficner-Ogonowska, czy wspomniana już wcześniej Manula Kalicka, to jeszcze mogli wziąć udział w ciekawym happeningu. Na głównym placu, pod Muzeum Regionalnym odbyło się bicie rekordu w jednoczesnym czytaniu książek. Ponad 550 osób przez pięć minut czytało przyniesione przez siebie książki, dając wyraz temu, że czytanie jest modne. W tym samym miejscu pisarki uwalniały przywiezione ze sobą książki i podpisywały festiwalowy plakat. 

Okazało się nawet, że tego dnia kilka autorek trafiło do lokalnego więzienia. Na szczęście nie znalazły się tam za sprawą swoich przewinień, lecz by podyskutować z grupą więźniów
o czytaniu i zapoznać ich z fragmentami książki Dariusza Lorantego o wiele mówiącym tytule „Spowiedź psa”. 

Z różnych wydarzeń towarzyszących Festiwalowi mnie najbardziej zainteresowały dwa
– prelekcja Adama Wolańskiego o tym jak wygląda polski rynek e-booków, oraz spotkanie
z blogerkami. W dobie postępującej elektronizacji naszego życia oba tematy są bardzo na czasie. Zaskoczyła mnie informacja, że w Polsce udział e-booków w wartości sprzedaży książek stanowi zaledwie 3-5%, podczas gdy np. w Stanach Zjednoczonych już kilka lat temu sprzedaż e-booków przerosła sprzedaż książek papierowych. 

O innym aspekcie wykorzystania narzędzi elektronicznych przy popularyzacji literatury mówiły zaproszone na Festiwal blogerki: Agnieszka Tatera (Książkowo), Maja Sieńkowska (Wieczniezaczytana), Katarzyna Czajka (Zwierzpopkulturalny) oraz gość z Irlandii Kasia Horodyniec (Notatki Coolturalne). Zażarta dyskusja toczyła się między innymi na temat tego, co motywuje autorów blogów o książkach do ich zakładania. Padł zarzut, że część z nich zakłada je przede wszystkim po to, by zdobywać darmowe pozycje z wydawnictw, które z kolei wywierają naciski na blogerów żądając pozytywnych recenzji.  Wśród samych blogerek, jak i uczestników panelu zdania na ten temat były podzielone. Jednakże, gdy podczas kuluarowych rozmów poznałam lepiej reprezentantki tej ciekawej dziedziny, doszłam do wniosku, że dziewczyny biorące udział w Festiwalu są zakochane w literaturze miłością czystą, a pisanie o książkach to ich szczera pasja. Po raz kolejny, podczas tych dni w Siedlcach, zrobiło mi się ciepło na sercu widząc ludzi oddanych swojemu powołaniu. 

 

DO ZOBACZENIA W 2014

Po wizycie w Siedlcach nasunęły mi się następujące wnioski: Festiwal Literatury Kobiecej jest zlotem czarownic, ale tych najlepszych – czarodziejek pióra, które swoim ciepłem, humorem
i empatią potrafią dawać radość innym. Impreza ta ma nie tylko pióro, ale także pazur. Jej organizatorzy nie boją się zarzutów o seksizm i niekonwencjonalnych rozwiązań, jak choćby spotkania z więźniami zakładu karnego, czy łączenia w jednym miejscu pisarek i ich surowych recenzentów, takich jak np. blogerki. 

Jedno jest pewne – z radością wrócę tu za rok, by znów zanurzyć się w atmosferę życzliwości dla słowa pisanego oraz człowieka i jego emocji. Na swoją miotłę zabiorę chętnie kilku panów. 

 

Agnieszka Walczak-Chojecka

 

 

RAMKA:

Nagrody Festiwalu Literatury Kobiecej Pióro i Pazur:

Nagrody główne:

Nagroda Pióra - Marta Stefaniak za "Czary w małym miasteczku"  

Nagroda Pazura - Anna Fryczkowska za "Starsza pani wnika" 

Nagrody Czytelniczek:

Nagroda Główna - Magdalena Zimny-Louis, "Pola"                              

II miejsce - Anna Birger "Skrywana przeszłość" 

III miejsce - Beata Kępińska "Zaradna" 

IV miejsce - Małgorzata Warda "Dziewczynka, która wiedziała zbyt wiele" 

V miejsce - Małgorzata Kalicińska "Lilka" 

Nagroda polonijnych blogerek "Książka bez granic": 

Dorota Combrzyńska-Nogala, "Wytwórnia wód gazowanych"

Nagroda Fundacji Age of Reading za poruszenie problemu wykluczenia otrzymała Małgorzata Warda, "Dziewczynka, która wiedziała zbyt wiele" 

Nagroda Szkoły Pisania "Maszynadopisania.pl" -  Joanna Jodełka, "Kamyk"

W ocenie czytelniczek:

Debiut roku - Sasza Hady "Morderstwo na mokradłach"

Najbardziej spektakularny debiut roku  - Anna Ficner-Ogonowska "Alibi na szczęście"

Kontrowersje roku - Jolanta Kwiatkowska "Przewrotność dobra" i Joanna Jodełka "Kamyk"

Najlepsza powieść kryminalna - Kaya Mirecka-Ploss "Kobieta, która widziała za dużo"

Najciekawszy bohater literacki - Dorota Combrzyńska-Nogala "Wytwórnia wód gazowanych" (babcia Eleonora)

Najbardziej interesujące relacje między bohaterami - Dorota Combrzyńska-Nogala "Wytwórnia wód gazowanych" (relacja między wnuczką i dziadkiem)

 

 

 

"Ważne, by być otwartym na konstruktywną krytykę" - Wywiad z Agnieszką Walczak-Chojecką przeprowadziła awiola z „Subiektywnie o książkach”

Udany debiut powieściowy, zależny od tak wielu czynników to marzenie niejednego twórcy.
W ramach mojego cyklu wywiadów z autorami, dzisiaj goszczę Agnieszkę Walczak-Chojecką, debiutującą pisarkę, która swoją pierwszą książką oczarowała już rzesze czytelników. Zapraszam na rozmowę z autorką, poznajcie jej "Dziewczynę z Ajutthai"... Recenzja – KLIK.

 

 

 

Agnieszka Walczak-Chojecka posiada bardzo bogaty życiorys. Swoją przygodę z literaturą rozpoczęła już w wieku pięciu lat, publikowała swoje wiersze w "Poezji" i "Nowym wyrazie", pisała również słowa piosenek m. in. dla Piotra Rubika. Autorka zagrała jedną z głównych ról w filmie "Grzechy dzieciństwa". Zajmowała się również tłumaczeniami, przekładami słuchowisk, współpracą z radiem czy działalnością biznesową. W 2012 roku porzuciła pracę w korporacji, dzięki czemu powstała jej debiutancka powieść "Dziewczyna z Ajutthai. Niezbyt grzeczna historia".

 

 

 

awiola: Właściwie od dzieciństwa miała Pani styczność z szeroko pojętą kulturą. Jak to więc możliwe, że na ponad dwadzieścia lat zajęła się Pani biznesem?

Agnieszka Walczak-Chojecka: To prawda, wychowałam się w domu, w którym królowała literatura. Można powiedzieć, że zamiłowanie do słowa pisanego wyssałam z mlekiem ojca, który jest cenionym poetą, prozaikiem i dramaturgiem. Mama, natomiast, zawsze oboje nas mocno wspierała i do dziś jest naszą muzą. To właśnie jej podyktowałam swój pierwszy wiersz, gdy miałam pięć lat. Potem był udział w festiwalu studenckim FAMA, publikacje w pismach literackich, a nawet jedna z głównych ról w filmie. A jednak, zaraz po ukończeniu Slawistyki trafiłam do pracy w... korporacji. Stało się to całkiem przez przypadek. W tamtych czasach, a była to połowa lat dziewięćdziesiątych, do Polski wchodziły zagraniczne firmy, które szukały pracowników
z potencjałem, bo nie było u nas jeszcze ludzi z doświadczeniem. Ja zostałam zatrudniona przez jedną z takich firm, nie będąc nawet na rozmowie wstępnej. Zadzwoniła do mnie koleżanka
i oznajmiła, że obie dostałyśmy świetnie płatną pracę, wystarczyła do tego nasza znajomość języka serbskiego. Moje doświadczenie dziennikarskie sprawiło, że od razu zostałam Menadżerem ds. Marketingu i PR. Trudno było odrzucić taką ofertę. Tak to się zaczęło, no, a potem była następna korporacja, coraz wyższe stanowiska...



awiola: Praca w korporacji była dla Pani inspiracją do napisania debiutanckiej powieści pt. „Dziewczyna z Ajutthai. Niezbyt grzeczna historia”? Może Pani coś więcej na ten temat zdradzić swoim czytelnikom?

Agnieszka Walczak-Chojecka: Napisanie tej książki było dla mnie jak swoistego rodzaju katharsis. Zaczęłam nad nią pracować dwa dni po tym, jak rozstałam się z moją ostatnią firmą
i stwierdziłam, że mam dosyć biznesu. To było niezwykłe – czułam jakby słowa, które przelewam na papier, mieszkały we mnie od dawna, jakby były gotowe i tylko czekały na właściwy moment, by się uwolnić. Wydaje mi się, że od przeznaczenia trudno uciec i moja historia to potwierdza.
Po dwudziestu latach wróciłam do korzeni, do mojej prawdziwej pasji, czyli do pisania.
W „Dziewczynie z Ajutthai” opisałam wiele swoich doświadczeń związanych z pracą w korporacji
i tzw. wyścigiem szczurów. Starałam się oddać poczucie totalnego zagonienia, wrogość ludzi względem siebie nawzajem i samotność, jaka dopada człowieka na szczycie firmowej hierarchii. Przede wszystkim jednak, chciałam pokazać, że poza korporacją też istnieje życie i to często
o wiele lepsze, bo prawdziwsze.



awiola: Dlaczego akurat miasto Ajutthaja stało się tak ważne dla głównej bohaterki?

Agnieszka Walczak-Chojecka: Nie chciałabym zdradzać istotnych wątków powieści, powiem jednak, że w Ajutthai, dawnej stolicy królestwa Tajlandii, znajduje się niezwykła rzeźba. To kamienna twarz opleciona grubymi konarami drzewa. Zafascynowała mnie ona podczas wyprawy do Tajlandii, którą z mężem i z córką odbyliśmy kilka lat temu. Kamienna twarz stała się ważnym symbolem w mojej książce. Jednak co on oznacza, niech pozostanie tajemnicą, którą czytelnicy sami odkryją.



awiola: Jakie przesłanie niesie ze sobą Pani debiut?

Agnieszka Walczak-Chojecka: Dla wielu czytelników, chyba także dla Pani, ulubionym cytatem z mojej powieści stało się zdanie „ W życiu trzeba gonić swojego króliczka i czasami warto go złapać”. Myślę, że dobrze charakteryzuje ono, to co chciałam przekazać. Próbuję namówić czytelników, by nie rezygnowali z poszukiwania swojego przeznaczenia, a także miłości. To książka o gotowości do zmian, które prowadzą do realizacji marzeń i do wolności, a także o tym, że warto mieć serce szeroko otwarte, gdy chce się znaleźć swoją drugą połówkę.



awiola: Do kogo w głównej mierze skierowana jest powieść „Dziewczyna z Ajutthai”?

Agnieszka Walczak-Chojecka: To dobre pytanie. Jako marketingowiec powinnam umieć odpowiedzieć na nie z łatwością, ale.... Kiedy pisałam książkę, byłam przekonana, że kieruję ją głównie do osób podobnych do siebie – zagubionych w biznesowej pogoni za tzw. sukcesem, trochę wypalonych, mieszkańców dużych miast, ludzi w średnim wieku. I wiem, że do takich czytelników moja powieść przemawia. Chociażby dlatego, że na uroczystej promocji „Dziewczyny...”, która odbyła się w grudniu w warszawskim Klubie Księgarza, kilka osób powiedziało mi: to książka o mnie. Widzę jednak, że ta powieść dobrze trafia także do młodych ludzi, którzy nie mają jeszcze dużego doświadczenia zawodowego, szczególnie do kobiet. Im bliski jest wątek niełatwych relacji damsko-męskich. Myślę więc, że każdy, kto lubi sprawnie napisane powieści obyczajowe, niosące ze sobą nutę optymizmu, może znaleźć w „Dziewczynie z Ajutthai” coś dla siebie.



awiola: Ile trwało napisanie i doszlifowanie książki?

Agnieszka Walczak-Chojecka: Nad pierwszą powieścią pracowałam osiem miesięcy. Niektórzy twierdzą, że to krótko, ale znam pisarki, które potrafią w ciągu roku napisać nawet dwie-trzy książki. Szczerze powiedziawszy nie wiem, jak im się to udaje... W moim przypadku kolejne kilka miesięcy zajęło poszukiwanie wydawcy, bo nie jest to na dzisiejszym rynku łatwe zadanie. Większość wydawnictw boi się debiutantów. Więcej o swoich przygodach z tym związanych zdradzam na blogu, jaki prowadzę na stronie WWW.2-pietro.pl. Przy okazji zapraszam też na swoją autorską stronę WWW.walczak-chojecka.pl oraz na mój profil na Facebooku.



awiola: Przed lekturą Pani debiutu, widywałam w swoim mieście plakaty reklamujące książkę. Czy taka forma promocji przyniosła spodziewane rezultaty?

Agnieszka Walczak-Chojecka: Jak wiadomo dziś trudno sprzedać coś bez promocji. Dotyczy to także książek, zwłaszcza, że nowych tytułów pojawia się masa. Wystarczy wspomnieć, że choćby na samym empik.com w kategorii Proza (tej samej, co moja powieść), jest jeszcze 9000 pozycji, a według danych Polak kupuje średnio półtorej książki rocznie. Na szczęście udało mi się pozyskać media patronów i dzięki temu „Dziewczyna z Ajutthai” znalazła się na citylightach we wszystkich dużych miastach. Była także promowana na portalach internetowych, a nawet
w warszawskim metrze. Jestem bardzo wdzięczna moim patronom, a także dwóm wspaniałym artystkom, które napisały rekomendację na okładkę książki – Manueli Gretkowskiej i Joli Fraszyńskiej. Wiem, że dzięki tym wszystkim działaniom, ale także dzięki pozytywnym opiniom
o powieści osób takich jak Pani, prowadzących blogi, informacja o „Dziewczynie...” dotarła do sporego grona czytelników. Świadczy o tym choćby to, że książka znalazła się na listach bestsellerów księgarni internetowych takich jak empik.com, czy merlin.pl

 

awiola: Czytałam, że Pani kolejna powieść pod roboczym tytułem „Gdy zakwitną poziomki”, jest już gotowa. Może pani przybliżyć czytelnikom jej fabułę?

Agnieszka Walczak-Chojecka: To powieść o tym, ile jest w stanie znieść i poświęcić kobieta, która pragnie mieć dziecko. Poruszam w niej niełatwe tematy dotyczące leczenia niepłodności, w tym In vitro. Choć to książka oparta w dużej mierze na autentycznej historii walki o dziecko mojej przyjaciółki, to starałam się napisać ją bez zbędnego patosu, raczej z pewnym dystansem. Jest w niej też wątek miłosny, oraz element podróżniczy, jak to w moich książkach. W pierwszej zabrałam czytelnika do niezwykłej Tajlandii, w drugiej – na piękne chorwackie wybrzeże oraz na dalekie Filipiny.



awiola: Brzmi ciekawie. Jakie są Pani dalsze plany pisarskie?

Agnieszka Walczak-Chojecka: Do końca tego roku mam zamiar napisać kolejną powieść. Śmieję się, że jej temat sam mnie znalazł. I to u fryzjera! Za wcześnie jednak, by zdradzać szczegóły. Myślę też o wydaniu tomiku wierszy. Poza tym z ogromną radością przyjmuję zaproszenia na spotkania z czytelnikami. Uwielbiam rozmawiać z nimi o twórczości i dzielić się swoimi życiowymi doświadczeniami. Bardzo dobrze czuję się na takich spotkaniach, być może dlatego, że chciałam zostać aktorką i nigdy nie stroniłam od publicznych wystąpień. Już niedługo zaproszę czytelników na dwa spotkania autorskie w Warszawie. Mam nadzieję, że może uda się je zorganizować także w innych miastach.



awiola: Czym jest pisanie dla Agnieszki Walczak-Chojeckiej?

Agnieszka Walczak-Chojecka: Powiem krótko: to moje gonienie króliczka. (śmiech)



awiola: Co najchętniej czyta autorka „Dziewczyny z Ajutthai”?

Agnieszka Walczak-Chojecka: Bardzo różne książki – od literatury iberoamerykańskiej: Marqueza, Vargas Llosa, Coelho; klasyków takich jak Hemingway, poprzez pisarzy byłej Jugosławii: Pavicia, Bulatovicia do powieści polskich pisarek. Na wakacje lubię zabierać lekkie powieści amerykańskiej autorki bestsellerów Emily Griffin lub też książki opowiadające
o wspinaczkach wysokogórskich. Moje ulubione pozycje z tego nurtu to: „Wszystko za Everest”
i „Wszystko za życie” Jona Krakauera. Ostatnie książki, które czytałam i mogę polecić, to „Coraz mniej olśnień” Ałbeny Grabowskiej–Grzyb, „Agent” Manueli Gretkowskiej oraz „Performance” Karoliny Wilczyńskiej, a więc panie rządzą!

 

awiola: Jak postrzega Pani rynek wydawniczy w Polsce?

Agnieszka Walczak-Chojecka: Jako debiutantka dopiero się go uczę. Wiem już jednak, że wyobrażenia, jakie miałam o nim pisząc pierwszą książkę, zupełnie nie przystają do rzeczywistości. Marzyło mi się, że jeśli powieść będzie dobra, to zewsząd i to szybko posypią się propozycje jej wydania. Ot, takie mrzonki naiwnej pisareczki. Zrozumiałam jednak szybko, że to rynek trudny, na którym każdy z graczy tak naprawdę walczy o przetrwanie. Niełatwe życie mają i wydawcy, i hurtownicy, i księgarze, nie mówiąc już o nas pisarzach, którzy za kilka miesięcy wytężonej pracy, otrzymujemy głodowe honoraria. Czego się jednak spodziewać jeśli powyżej sześciu książek rocznie czyta tylko 11% Polaków?

 

awiola: Tak, perspektywa czytelnictwa w naszym kraju nie przedstawia się niestety zbyt optymistycznie. Jakich więc rad udzieliłaby Pani osobom chcącym wydać swoją pierwszą książkę?

Agnieszka Walczak-Chojecka: Powiedziałabym im, żeby przede wszystkim byli wytrwali i nie rezygnowali ze swoich marzeń. Znam przypadki zdolnych osób, które nawet sześć lat szukały wydawcy na swoją książkę, a jednak się nie poddały. Jestem przekonana, że jeśli ktoś ma lekkie pióro i coś do przekazania czytelnikom, to w końcu znajdzie i wydawcę, i swoich odbiorców. Potrzeba tylko cierpliwości. Ważne też, by być otwartym na konstruktywną krytykę, jeśli chodzi o swój pisarski warsztat i cały czas się doskonalić.



awiola: Co na koniec chciałaby Pani przekazać czytelnikom mojej strony?

Agnieszka Walczak-Chojecka: Żeby nadal kochali książki, a także tych, co tak jak Pani promują polską literaturę.

Pierwsze pisarskie koty za płoty, więc apetyt czytelników i fanów autorki z pewnością rośnie. Niebawem przekonamy się, cóż tym razem przygotuje dla nas Agnieszka Walczak-Chojecka. A ja zachęcam was do przeczytania "Dziewczyny z Ajuttahi", być może na kartach powieści odnajdziecie kawałek własnego życia.

Autor: awiola

 

Tekst wywiadu znajdziecie na stronie „Subiektywnie o książkach”: http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/2014/02/wazne-tez-by-byc-otwartym-na.html

 

 



 

 

 

UDANA PREMIERA KSIĄŻKI „DZIEWCZYNA Z AJUTTHAI”

AGNIESZKI WALCZAK-CHOJECKIEJ

 

To był piękny wieczór! 09 grudnia w warszawskim Klubie Księgarza odbyła się promocja debiutanckiej powieści Agnieszki Walczak-Chojeckiej „Dziewczyna z Ajutthai. Niezbyt grzeczna historia”. Na widok liczby gości autorka przecierała oczy ze zdziwienia, bowiem aż 160 osób przybyło, by posłuchać  opowieści o tym, że poza korporacją i pogonią za karierą też istnieje życie.

Spotkanie brawurowo, z zacięciem dziennikarskim  poprowadziła Joanna Laprus-Mikulska. Fragmenty książki czytała znakomita aktorka Jolanta Fraszyńska, a bohaterka spotkania prezentowała swoje wiersze. Wieczór uświetnił mini recital wokalistki i aktorki teatru Syrena Beaty Jankowskiej-Tzimas.

 

 

Agnieszka Walczak-Chojecka chętnie odpowiadała na pytania przybyłych, także te niełatwe, dlaczego po dwudziestu latach pracy w korporacjach przewróciła do góry nogami swoje życie
i zaczęła pisać. Wyjaśniła, że zamiłowanie do twórczości wyssała z mlekiem...ojca, cenionego literata, pierwszy wiersz ułożyła w wieku pięciu lat, a od przeznaczenia trudno uciec, zwłaszcza gdy w korporacyjnym świecie odczuwa się coraz większą samotność.

Publiczność przyjęła jej wypowiedzi, jak i fragmenty powieści, bardzo ciepło i jeszcze długo po oficjalnym zakończeniu spotkania nie mogła się rozstać z autorką.

„Dziewczyna z Ajutthai” Walczak-Chojeckiej zdobywa grono wiernych czytelników, o czym świadczą choćby wpisy na stronach księgarni internetowych (np. empik.com), które prezentujemy poniżej.

 

„Trudno uwierzyć, że to debiut. Żywa, dowcipna narracja natychmiast wciąga czytelnika w świat bohaterów. Niezwykle trafne obserwacje na temat kobiet i mężczyzn w świecie pogoni za sukcesem, ale i za szczęściem, sensem. Coraz bardziej aktualne dylematy „bezpieczeństwo czy spełnianie marzeń”, „związek czy praca” i zawsze ważne pytania o to co jest w życiu najważniejsze. Główna bohaterka to nie kolejna naiwna Bridget Jones rozpaczliwie poszukująca męża. Tym razem mamy do czynienia z kobietą pewną siebie, odważną, inteligentną, pozbawioną złudzeń i wiedzącą dokładnie czego chce od życia, a przynajmniej tak wydaje się na początku. Nawet taka kobieta, jeśli chce być szczęśliwa, musi sobie odpowiedzieć na ważne pytania wobec których stajemy wszyscy.

Ann77

 

Niezwykłej urody powieść napisana w swobodnym, lekkim stylu, świadczącym o tym, że Autorka debiutująca prozą powieściową od dawna posługuje się artystycznym piórem i wie, jak to się robi. Utwór z założenia skierowany do szerszej publiczności, w dużym stopniu kobiecej, ale nie tylko, ma też swoją oryginalną warstwę fabularną, związaną z tytułową dziewczyną z A. Intrygujące, a zarazem finezyjne powiązanie losów kobiety tracącej swój wysoko korporacyjny status, nagle pozbawionej możliwości tego powszechnie przez niektóre środowiska uprawianego "wyścigu szczurów" - przeżyć życiowo autentycznych - z czymś mitycznym i egzotycznym, świadczy o niemałym epickim potencjale Agnieszki Walczak-Chojeckiej. Łatwo się pisze proste książki dla niewybrednych czytelników, trudniej jest w sposób niewymuszony przywabić jednocześnie szerokie masy odbiorców i grono smakoszy. A tak to się właśnie zapowiada. I tego życzę Autorce, "niegrzecznej dziewczynce", piszącej o prawdziwych ludziach z wyobraźnią poetki.

Hermes

 

Najbliższe spotkanie z Agnieszką Walczak-Chojecką odbędzie się 14 stycznia 2014 o godz. 18.00 w Piasecznie. Autorka będzie gościem Klubu Klasy Kobiet w Przystanku Kultura, przy Placu Piłsudskiego 9. Organizatorzy zapraszają panie. Wstęp wolny.

 

Więcej informacji o autorce i jej twórczości na stronie WWW.walczak-chojecka.pl