Artykuły

Yvette P'M » Artykuły

Do Siego Roku 2014

Tradycje noworoczne sa świętowane na całym świecie. Ludzie spotykają się na balach i innych spotkaniach,
aby bawić się przez całą noc. Dokładnie o północy ze strzelającymi korkami z szampana składamy sobie życzenia. Ludzie wychodzą o północy na, zewnątrz,
aby obejrzeć pokazy sztucznych ogni. Uczestniczą też
w koncertach noworocznych.

Ale NOWY ROK 2014 już o godz.11.00 przed po­łu­dniem naszego czasu miesz­kań­cy ma­leń­kiej wy­sep­ki Ki­ri­ba­ti na Oce­anie Spo­koj­nym, jako pierw­si na świe­cie przy­wi­ta­li Nowy Rok. Ki­ri­ba­ti za­in­au­gu­ro­wa­ło tym samym rok 2014 na świe­cie. My jesz­cze mamy kilkanaście godzin przed nami, to aż 13 go­dzin róż­ni­cy. Ale akcja już się za­czę­ła: miesz­kań­cy świa­ta Nowy Rok po­wi­ta­ją o 27 róż­nych po­rach. Naj­póź­niej, bo aż 13 go­dzin po nas – ma­leń­kie mia­stecz­ko Baker w USA. 

Nowy rok to nie tylko zabawa sylwestrowa, ale także pierwszy dzień nowego roku. Bardzo ważne jest to, co się dzieje tego dnia. Od dawnych czasów aż do teraz znany jest zwyczaj dbania o to, aby dzień nowego roku był jak najbardziej udany. Wywodzi się to z tego, ze istniało przekonanie o tym, że jaki jest pierwszy dzień nowego roku, taki będzie cały nowy rok. Dlatego tego dnia każdy starał się wstać wcześnie rano, dobrze zjeść i spędzić dzień miło, nie kłócąc się z innymi. Niemal w każdym kościele w nowy rok jest odprawiana pasterka noworoczna, po której zwykle ludzie składają sobie nawzajem życzenia. W Nowy rok istnieje także do dziś zwyczaj winszowania. Jest to składanie życzeń w postaci wiersza lub piosenki. Ważne jest, aby pierwszą osobą jaka odwiedzi dom był chłopiec, a nie dziewczynka. Ma to zapewnić
szczęście w nadchodzącym nowym roku. Niechętnie natomiast przyjmuje się dziewczynkę, która zamiast chłopca pierwsza trafi na dany dom, aby winszować.

Historia Nowego Roku sięga starożytności. Obchody noworoczne wywodzą się z tradycji rzymskiej. Gajusz Juliusz Cezar wprowadził w swojej reformie zwyczaj rozpoczynania nowego roku kalendarzowego 1 stycznia. Nazwę kalendarza juliańskiego wprowadził od swojego imienia.
1 stycznia Rzymianie obchodzili też święto boga Janusa – boga bram i początków. Później wiele języków przyjęło nazwę miesiąca styczeń właśnie od Janusa (ang. January).Dlatego też Nowy Rok w większości świętuje się 1 stycznia. Nie jest to jednak reguła. Tak naprawdę może on różnicować się ze względów wyznaniowych – wiele religii zupełnie inaczej odlicza nowy rok, inaczej też jest on świętowany w różnych krajach. Prawosławni i grekokatolicy witają Nowy Rok nieco później, bo 14 stycznia w przeliczeniu na nasz kalendarz juliański. Na uwagę zasługuje również fakt, że w Chinach obchody noworoczne odbywają się o ponad miesiąc później w stosunku do naszego wieczoru sylwestrowego. Tam jest to najważniejsze święto w całym roku
i aż pierwsze 3 dni chińskiego roku są dniami wolnymi od pracy.

W Belgii i w Polsce do dziś przetrwał zwyczaj składania sobie życzeń słowami „do siego roku”, które w staropolskim języku oznaczały „szczęśliwego i dostatniego roku”.

Mat.YvetteP’M

 

 

 

 

 

 

 

Neosurrealistka z kresową duszą.

Kreacja artystyczna  Marty Cywińskiej.

 

- Kiedy i jak zaczęła się Twoja pasja i przygoda życiowa z poezją oraz literaturą?

M.C. Na naszą dorosłość – również twórczą i artystyczną – silny wpływ mają echa dzieciństwa.

Moja Babcia przekazała mi kresowego ducha oraz fascynację literaturą
i kulturą francuską, którą pogłębiałam na studiach, w czasie przeróżnych podróży i wypraw literackich, które doprowadziły mnie do potrzeby tworzenia poezji bezpośrednio w języku francuskim. Przez całe życie czuję się zanurzona w poezji, obcując z nią w wielu wymiarach,
– jako poetka, krytyk literacki, tłumacz i literaturoznawca. Widzę wyraźną granicę między Poezją a wierszami, między Poetą a autorem wierszy. Wielbię francuskich surrealistów, włoskich futurystów, polskich romantyków i pieśni trubadurów czytane w oryginale.

- Credo twórcze pisarki, poetki?

M.C. Poezja to miłość w akcji. Poeta… poetka nie może jednak żyć samą poezją, bo szybko popada w chorobliwe samouwielbienie.

- Skąd czerpiesz inspiracje do swojej twórczości literackiej?

M.C. Uważanie obserwuję, chwytam rzeczywistość do niewidzialnej sieci… jako naukowiec i jako poetka nie jestem niewolnicą ani nauki… ani poezji… splatam doświadczenia, obserwacje, podróże, lektury, radości i rozczarowania…

- W jaki sposób odnalazłaś w sobie pasje do pisania?

M.C. Pierwszą „powieść od lat ośmiu” napisałam jako siedmiolatka,  pisanie traktuję jako coś zupełnie naturalnego jak oddychanie. Pisząc po polsku i po francusku przeżywam coś w rodzaju poetyckiego istnienia równoległego.

-  Jakie motywy najczęściej przejawiają się w Twojej poezji?

M.C. Motywy akwatyczne, galeria postaci z różnych epok, reminiscencje z podróży od Bretanii po Transylwanię, doświadczenie pustyni, rozrachunek z przeszłością, intensywne tęsknoty, obrazki
z dzieciństwa, wyidealizowana Lubelszczyzna, paryska, rozedrgana młodość, muzyka Chopina... skompletowanie listy pozostawiam uważnym odbiorcom.

- Przez jaki pryzmat poruszasz temat miłości?

M.C. O miłości powiedziano na świecie już chyba wszystko, a mimo to…brnę dalej. Piszę o miłości nieistniejącej, trudnej, niespełnionej, zapomnianej…o takiej, za którą tęskniła literatura
do 1 września 1939 roku.

- Uprawiasz również inne dziedziny jak… tłumaczenia, w jakich okolicznościach praca twórcza obudziły Twoje zmysły?

M.C. Czasem mam wrażenie, że jestem machinerią funkcjonującą w kilku wymiarach jednocześnie, Poetką jestem od strony serca, naukowcem od strony płuc, a tłumaczem literatury?! Tłumaczem niebezpiecznie dwoistym, bo inną część mnie absorbują tłumaczenia literatury francuskiej i frankofońskiej, inną część – współczesna poezja włoska. Moje twórcze rozedrganie potęgują dwie płyty wydane w Hiszpanii i Francji, kilka wystaw-rekwizytorni do kolejnych zbiorów poezji. Mam świadomość, że otrzymałam dary, których nie wolno mi zaprzepaścić, ale zarazem – nie wolno też popaść w destrukcyjny egoizm, typowy dla większości poetów przekonanych o własnej wyjątkowości, niepowtarzalności, geniuszu wręcz. Dlatego jeśli decyduję się na poetyckie więzi czy przyjaźnie, staram się pielęgnować je latami i unikać epatującej przerostem formy nad treścią… pustoty.

- Szukasz tego czegoś ulotnego w dużych formach literackich, przekazu w poezji. Na co brak słów, czego nie można tylko pokazać, nie można ubrać w słowa?

M.C. Szukam przez całe życie. Jeden z moich mistrzów, prof. Charles M. Marie – ostatni potomek pierwszego diuka Normandii, niezwykły poeta i naukowiec-pasjonat pokazał mi paralelę między poszukiwaniem Świętego Graala a tworzeniem materii poetyckiej: czasem ważniejszy jest proces twórczy niż jego finał.

- Jaką techniką piszesz?

M.C. (uśmiech) Ćwierć wieku temu wyrosłam z zapisu automatycznego, typowego dla naiwnych surrealistów.  Piszę sercem i dlatego rękopis ma taką dziwną barwę.

- Jak godzisz prace zawodową? Ognisko domowe ze swoimi zainteresowaniami?

M.C. Staram się wprowadzać właściwe proporcje i hierarchię. Moim priorytetem jest mądre wychowanie dzieci. Dla nich jestem przede wszystkim mamą, a nie kobietą-instytucją czy poetką, prozaiczką czy tłumaczem, ambasadorem tego czy innego przedstawicielstwa czy stowarzyszenia poetyckiego na świecie. Staram się je przygotowywać do dorosłości, zapewnić im edukację patriotyczną, wpajać zasady, co szczególnie ważne jest w czasach zagrożenia spowodowanego ideologią gender.

- Czy najczęściej przedstawiasz ludzi w rożnych sytuacjach życiowych? Czy są tematem przewodnim, myślą kolejnego wiersza lub pracy literackiej?

M.C. Mój ulubiony malarz, Amadeo Modigliani powiedział kiedyś, że pejzaż nie istnieje, bo istnieje tylko portret. Literatura daje możliwość tworzenia porterów przestrzennych, zatrzymywania
w czasie nieobecnych na równi z żyjącymi.

- Przekazujesz rożne aspekty życia codziennego na wykładach ucząc studentów czy masz jakąś wizję przekazu?

M.C. Na moje nieszczęście mam zbyt rozległe zainteresowania naukowe, a w Polsce w dalszym ciągu źle widziana jest interdyscyplinarność. Moj kolejny mistrz - słynny  prof.  Jerzy Falicki zawsze mi powtarzał, gdy byłam jeszcze studentką: „Błagam, Cywińska, nie bądź tylko specjalistką od przydawki, nigdy nie ograniczaj się do jednej wąskiej dziedziny. Masz tworzyć ,pisać, tłumaczyć”. Posłuchałam profesora jak grzeczna dziewczynka: magisterium było romanistyczne, doktorat komparatystyczny, a przygotowywana praca habilitacyjna to zupełnie inne obszary…

- Przekazujesz nam, jako element natury społeczności, w życiu codziennym ich troskach i radościach w ich codziennym zabieganiu…

M.C. W estetyce starożytnej istniało pojęcie wszechpiękna (gr. pankalia). W owej  koncepcji słowo „piękno” bierze się zawsze nierozdzielnie od dobra, jako synonim dobra czy  doskonałości. Szukam piękna w ludziach, szukam w nich dobra, ale gardzę i brzydzę się brakiem honoru, oszustwem, zdradą i przemocą.

- Która z dziedzin sztuki fascynuje Cię najgłębiej?

M.C. Malarstwo, poezja, film, teatr, konwersacja w niegdysiejszym stylu. Kwintesencją piękna sztuk wszelkich były według mnie okres międzywojenny w Polsce i w tamtym kierunku podążają moje tęsknoty.

Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w Brukseli, nasza jedna z większych w świecie promotorek poezji polonijnej. Ponieważ Pani Marta Cywińska będzie u nas na ziemi belgijskiej Gościem Honorowym na I ŚWIATOWE UNISONO POETYCKIE / LiteraTosfera /.

Jest Doktorem nauk humanistycznych. Specjalność literaturoznawstwo i poezja współczesna. Ukończyła romanistykę mgr, następnie doktorat na polonistyce z komparatystyki polsko-francuskiej - literatury porowawczej. Poezja polsko - francuska. Surrealizm. Autorka kilku książek po francusku oraz prowadziła wykłady we Francji i na Litwie. Ale nade wszystko jest jest wybitną Poetką i Pisarką. Tłumaczyła również moje wiersze wybrane. Obecnie mieszka i pracuje
w Warszawie.

 

O Pani Marcie Cywińskiej http://pl.wikipedia.org/wiki/Marta_Cywi%C5%84ska

Mat. YvetteP’M

 

 

 

Marlena Zynger intrygująca w swojej twórczości ART.

 

 - Kreatywna, o ciepłej ogładzie, blasku ,, LIRY’’,  występująca na wielu scenach w Polsce i za granicą. Jaką naprawdę masz duszę wewnątrz?

M.Z. Tego jeszcze nie wiem. Wciąż odkrywam nowe oblicza mojej duszy. Zaskakują mnie.

- Jak i kiedy doszło do tego, że odkryłaś w sobie niezliczone pokłady artystyczne?

M.Z. Będąc dzieckiem dużo malowałam i śpiewałam. Słowo przyszło później.

- Twoja  pasja i przygoda życiowa z muzyką i poezją objawiała się już w latach młodzieńczych?

M.Z. Tak. Już w dzieciństwie. Razem z moją kuzynką
– aktorką Agnieszką Wielgosz, bawiłam się
w suchedniowskim lasku w teatr, gdzie poezja, muzyka i obraz łączyły się w sposób naturalny
i poniekąd konieczny. 

- Sukcesy, które osiągasz na jaką skalę są szerokie?

 M.Z.Trudno to zmierzyć. Celem mojej sztuki jest poszukiwanie sensu życia i odnajdywanie człowieczeństwa w człowieku. Drogą - służba i dialog, a nie sukces.

- Jakie kręgi zatacza Twoja twórczość?  Poezja czy śpiewanie?

M.Z Prezentuję moje wiersze w kraju i za granicą. Forma jest różna. Recytacja i śpiew. Czasami łączę je i splatam ze sobą. W zależności od tematu, którego dotyczy prezentacja oraz warunków technicznych powstaje kameralna recytacja albo też widowisko poetycko-muzyczne lub spektakl. Wiersze moje jako piosenki liryczne prezentowane były m. in. dwukrotnie w Starej Pomarańczarni Łazienek Królewskich w Warszawie w ramach corocznych Salonów Poezji, w Trójkowym Studio Polskiego Radia im. A. Osieckiej, w ramach letnich koncertów Radia Kraków, podczas II Festiwalu Piosenki Poetyckiej w Katowicach, w zakopiańskim „Dworcu Tatrzańskim”, w krakowskiej „Piwnicy pod Baranami”, trzykrotnie w londyńskim POSK-u (Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny) oraz
w Ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej w Londynie. Poezja moja zaistniała również na scenach teatralnych, m. in. dwukrotnie podczas Festiwalu Singera w Teatrze Żydowskim w Warszawie,
w krakowskim Loch Camelot, w katowickim Teatrze Korez oraz w Teatrze Witkacego
w Zakopanem.

 

 

 

Moje wiersze śpiewają profesjonalne wokalistki lub aktorki, m. in. Dominika Świątek (również kompozytorka, Teatr Hybrydy w Warszawie), Beata Jankowska-Tzimas (Teatr Syrena
w Warszawie), Adrianna Jerzmanowska (Teatr Witkacego w Zakopanem), Hanka Wójciak
(Radio Kraków, wokalistka zespołu „Kapela Hanki Wójciak), Monika Lidke (Londyn).

- W jakich okolicznościach dochodzi do ciągłego pobudzania Twojej veny?

M.Z. Okolicznością jest codzienność. Czerpię z niej nieustannie.

- Co jest Twoim priorytetem? Która z dziedzin ART?

M.Z. Oczywiście jest to poezja.

- Największe sukcesy i osiągnięcia?

M.Z. Tegoroczna Nagroda XIII Światowego Dnia Poezji UNESCO 2013 – „Złote Pióro” i wydany
w dwóch językach tomik – w języku polskim i w języku angielskim (w tłum. Anity & Andrew Fincham).

Ponadto tłumaczenia i druk moich wierszy w różnych pismach w kraju i za granicą, prezentacje poezji na scenach teatralnych, co umożliwia mi dialog z otoczeniem.

-  Każdy z poetów ma swoje Credo twórcze a Twoje jest jako piosenkarki, kompozytorki, aktorki?

M.Z. Jako człowieka, ponieważ nadrzędnym celem człowieka jest kreacja.

Wierzę w słowo, jako środek odnalezienia na nowo wartości ludzkich i przeniesienia ich na grunt współczesnego człowieka. W pewien uporządkowany zbiór słów, który tworzy pomost do dialogu zarówno pomiędzy współczesnymi, jak i stanowi pewnego rodzaju perpetuum mobile myśli minionej i współczesnej.

Moja podróż poetycka, będąca pielgrzymką słowa wyrażającego myśl ociosaną, zmierza współcześnie do odkrywania w człowieku jego człowieczeństwa i służy budowaniu prawdziwych ludzkich relacji.

- My poeci biegamy myślami, piszemy setki wersetów… a potem przekładamy je na twórczość, którą chcemy zaskoczyć czytelnika…?

M.Z. Moje teksty powstają i dojrzewają w sposób naturalny. Czasem potrzebują czasu, nowej myśli i nowych okoliczności, czyli odpowiedniego emocjonalnego i intelektualnego dystansu.
Tak ociosane wyruszają w podróż do czytelnika.

Odbiór ich zależy nie tylko od wartości poetyckiej, ale w dużej mierze od indywidualnej możliwości percepcji potencjalnego odbiorcy. Moja poezja nie jest łatwa.

- Skąd pomysł na łączenie słowa poetyckiego z muzyką? 

M.Z. Zdaję sobie sprawę z faktu, iż nie do każdego dociera słowo pisane. Szczególnie
w dzisiejszych czasach – epoce tak wielkiego szumu informacyjnego – wrażliwość na jego odbiór jest stępiona. Łącząc zatem wiersze z muzyką wychodzę naprzeciw mniej lub bardziej uświadomionym oczekiwaniom odbiorcy.

- Jakie tematy i motywy najczęściej przejawiają się w Twoich wierszach, tych lirycznych i innych?

M.Z. Tematem zawsze jest człowiek i jego zmagania. Walka głównie ze sobą samym. Ale też
z wrogim mu otoczeniem i przeciwnościami losu. Motywów dostarcza mi codzienność, połączona ze spotkaniami z przyjaciółmi i osobami twórczymi. Ta – pełna rutyny, i ta – obfitująca
w pojedyncze zdarzenia szczególne lub okresowo powtarzające się. I tak tłem dla poruszanych tematów jest np. dom rodzinny, Muzeum - Park „Łazienki Królewskie” w Warszawie, bar „Przy Teatrze” (przy Teatrze Syrena i obok Ministerstwa Spraw Zagranicznych), Dom Literatury
i „Literatka”, Teatr Witkacego i Dom Aktora na Bilinówce, okolice Tamizy w Londynie, polskie góry
i wyspy greckie.

- Używasz pięknych prostych słów w tekstach bez żadnych retuszy, dlaczego? Chociaż często czytelnik musi zadać sobie pytanie, co autorka miała na myśli…

M.Z. Najtrudniej jest w prostych słowach zawrzeć myśli skomplikowane i w konsekwencji pobudzić do refleksji. Prostota stanowi wielkie wyzwanie.

- Uprawiasz również inną dziedzinę ART? Jaką?

M.Z. Czasami maluję, reżyseruję własne sztuki i tworzę do nich scenografię. Zdarza się, że występuję z innymi aktorami na scenie, wcielając się w różne role i mierząc się z ich kreacją.

- Skąd potencjał, żeby pisać i realizować jednocześnie własne twórcze pomysły?

M.Z. Potencjał powstaje z determinacji towarzyszącej potrzebie prowadzenia dialogu z innymi ludźmi, w tym z twórcami.

-  Coś na co brak słów, czego nie można napisać, zaśpiewać, ubrać w obraz
lub w muzykę?

M.Z. Pocałunek.

- Jaka preferujesz muzykę, technikę grania i śpiewania swoich poetyckich tekstów?

M.Z. Lubię styl Jacka Kaczmarskiego, Żanny Biczewskiej i Marka Grechuty, połączony z dźwiękami chopinowskiej klasyki. Tego rodzaju kompozycje do moich wierszy stworzyła Dominika Świątek.
I one właśnie były prezentowane podczas wielu koncertów poetyckich w kraju i za granicą.

Jednakże ostatnio – w poszukiwaniu nowej formy – nawiązałam współpracę z londyńską wokalistką Moniką Lidke, która zinterpretowała moje wiersze na sposób folkowo-jazzowy.
I aktualnie w Londynie nagrywamy płytę, będącą kompilacją wybranych wierszy z mojego tomiku „do-tykanie/tick - touching” oraz jej autorskiej muzyki i niezwykłego charakterystycznego wokalu.

- Jak godzisz prace oraz ognisko domowe ze swoim już chyba teraz zawodem?

M.Z. Tak. To nie jest łatwe. Tym bardziej, że od roku sama wychowuję prawie już dorosłe dzieci. I, jak każda matka, piorę, gotuję, sprzątam. Jednocześnie robię pisemne tłumaczenia na język angielski i realizuję duże projekty kulturalne z racji pełnienia stanowiska wiceprezesa Stowarzyszenia Promocji Polskiej Twórczości. Ponadto jestem redaktorem naczelnym pisma literacko-kulturalnego „LiryDram”. I oczywiście – jednocześnie piszę nowe wiersze.

Sytuacja zawodowa i różnorodność ról wymagają ode mnie wielkiej dyscypliny pracy i wielu wyrzeczeń. Jednakże nie potrafiłabym żyć inaczej. We wszystkim tym, co robię odnajduję pewien rodzaj spełnienia. Moja aktywność życiowa połączona z pasją pisania definiują mnie  jako człowieka i pozwalają mi rozwijać się i podążać w kierunku pełniejszego stawania się nim.

 Jestem szczególnie wdzięczna swoim dzieciom i tu pragnę im podziękować za wyrozumiałość
i wsparcie.

- Widzisz ludzi w rożnych sytuacjach życiowych? Co chcesz im wtedy napisać w wierszu?

M.Z. To zależy od człowieka i konkretnej sytuacji. Nie lubię generalizować.

- Piszesz o relacjach ludzkich, o naturze nas otaczającej. Co chcesz przez to przekazać?

M.Z. Prowokuję do dialogu. Ostateczne wnioski pozostawiam odbiorcy.

- Widzimy różne aspekty życia codziennego w Twojej pracy zawodowej, ponieważ już wydajesz własną gazetę. Skąd tyle wyczucia w dobieraniu autorów tekstów?

M.Z. Głównie z doświadczenia z pracy z różnymi ludźmi ze świata sztuki. Również z intuicji oraz zaufania do tych, z którymi współpracuję. Tworząc kolejne numery tematyczne sama uczę się wiele.

- Czy masz swojego mentora, jako przewodnika duchowego? A może vena potrafi cię zastać w środku nocy lub nad ranem?

M.Z. W czasach licealnych pewnego rodzaju moim mentorem był Isaac Baschevis Singer – mistrz krótkich form prozatorskich oraz genialny obserwator i wyraziciel różnorodnych namiętności drzemiących w człowieku. Symbolicznie nawiązuję do jego prawdziwego nazwiska w swoim pseudonimie literackim. Chciałabym być Singerem w spódnicy.

- Uprawiasz tyle dziedzin sztuki, która fascynuje Cię najgłębiej?

M.Z Poezja i jej sceniczna prezentacja.

- I nagle dowiadujemy się, że będziesz wydawcą pisma o bardzo tajemniczym tytule.
Co miałaś na myśli wtedy, kiedy wypowiedziałaś słowo „LIRYDRAM”?

M.Z. Wydawcą jest wydawnictwo IBIS. Ja pełnię funkcję redaktora naczelnego. Kreatora charakteru i głównej myśli, towarzyszącej tej publikacji. Czynię to poprzez odpowiedni dobór tematów i autorów. Realizuję wizję pisma, którą w głowie nosiłam od kilku lat.

LiryDram jest nazwą sygnalizującą zaniedbane obecnie obszary liryki i dramatu, ale w podtekście mieści się również pokazanie dramatu współczesnego twórcy. Dzięki temu mam możliwość redagowania pisma interdyscyplinarnego a nie tylko literackiego.

- Czy masz jakiś specjalny zamysł na dalsze prowadzenie kwartalnika?

M.Z. Oczywiście. Moja wizja łączy się z długofalowością działania i misją promocji i pokazywania tego, co w sztuce jest najważniejsze, nie zapominając o tradycji. Jednocześnie myślę, że jest to misja nie tylko dla jednego pisma, ale też dla wielu innych czasopism na wiele przyszłych epok.

- Chciałabyś coś przekazać Twoim fanom a zarazem czytelnikom, którzy czekają na kolejne wydanie LiryDramu?

 M.Z. Tak. Chciałabym, żeby to pismo było Waszym pismem, ponieważ ono jest stworzone, żeby przybliżać Wam to, co w kulturze jest najważniejsze.

 

Marlena Zynger - redaktor naczelna zakreśliła obszary zainteresowań nowego pisma, do których należą m. in. poezja, proza, malarstwo, rysunek, grafika, teatr i muzyka, podkreślając wagę wzajemnego przenikania i inspirowania się sztuk oraz istotnego ich wpływu na dialog międzyludzki. „LiryDram” jest interdyscyplinarną próbą spotkań artystów o różnych doświadczeniach, wizjach estetycznych i światopoglądach.

Przyjedzie również do Belgii na I ŚWIATOWE UNISONO POETYCKIE /Literatosfera/ jako jeden
z Gości Honorowych obok takich osób jak Doktor nauk humanistycznych. Specjalność literaturoznawstwo i poezja współczesna Pani Marty Cywińskiej oraz innych znamienitych gości
z Belgii oraz wielu państw europy a może i z innych kontynentów.

Rozmawiała Yvette Popławska z Belgii.

Mat: YvetteP’M

 

 

 

 

 

 

Jemiołowe życzenia*

Ileż radości Świątecznej 
tyle w nas siły witalnej 
chociaż daleko od Rodzinnego Kraju 
pozbierać słowa z pozoru prostych 
a jednak mgłę magii w sobie mających...

Wesołych Świąt oraz spełnienia marzeń 
Rodzinie wszystkim Przyjaciołom 
i ich najbliższym

gdzie dzielić nam dane będzie 
przyjaźń którą 
opłatkiem kruchym przełamiemy

wśród mroźnego 
zimowego chłodu 
wirujących płatków śniegu 
serca ogrzeją życzenia 
nadadzą nowy rytm w życiu 
zagrają jak struny 
na igiełkach rozświetlonej jodły 
ogrzanej ciepłem

zimowej puchowej pierzynki 
radości nie będzie końca 
ze wspólnego biesiadowania 

słowa zaczarowane 
,,do widzenia'' do następnego roku 
niech nigdy nie stracą
w swej wymowie 
w gwieździstym BETLEJEMSKIM blasku... 
uroku Świąteczno Wigilijnego 
oraz Szczęścia w Nowym 2014 ROKU.

©YvetteP'M

Bij deze een zalige kerst en

een gelukkig Nieuwjaar 2014j  

Groeten van MS AADTP VIRTUALIA ART

 

Mat: Yvette P‘M

 

 

 

 

 

 

W anturażu Laury Sąsiadek

Urodzona w Kanadzie w Polskiej rodzinie. Serce dzieli na dwie ojczyzny Kanadę i Polskę. W Kanadzie po ukończeniu York University – Bachelor of Science, wyjechała do Polski gdzie kontynuowała Uniwersytet Jagielloński w Krakowie otrzymując tytuł Master of Science z Biotechnologii. W chwili obecnej podjęła prace na uczelni. Od najmłodszych lat zawsze chciała być piosenkarka i realizować swoje marzenia.

 

YP: Od kiedy Lauro zaczęłaś śpiewać?

 

Laura Sąsiadek:  Kiedy miałam 11 lat zaczęłam grę na pianinie. Mając osiemnaście lat, byłam sama w domu i śpiewałam, na co weszła Mama odkrywając mój talent wokalny. Natychmiast zapisała mnie na lekcje śpiewu w Szkole Muzycznej - Mavo Academy - w której pobierałam lekcje na pianinie. Pierwszą moją nauczycielką była Pani Ola Turkiewicz.

 

Y.P: Jak potoczyła się później kariera tak bardzo zdolnej a zarazem skromnej piosenkarki?

 

Laura Sąsiadek: Właśnie wtedy zmieniałam kierunek na studiach z Biochemii na Muzykę. Pobierałam również lekcje klasycznego pianina, i vocalu jazowego. W trakcie zmieniłam powtórnie zdanie wracając na Biologie. Podjęłam równocześnie prywatne lekcje u Pani Kingi Mitrowskiej, która ćwiczyła metodami klasycznymi mój głos, szlifując gamę i czystość dźwięku. Nauczycielka moja kształciła się na kierunku teatralnym w Marianopolis College.

Następnie podjęłam studia z wyróżnieniem, jako sopranistka liryczna na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Dzięki tym przygotowaniom muzycznym zdobyłam II miejsce na Festiwalu Piosenki Religijnej w Mississauga w 2009r.

 

Y.P: Czy wówczas zaczęła się Twoja świetlana droga do kariery piosenkarskiej, i czy to jest Twoją mocą artystyczną?

 

Laura Sąsiadek: Tak właśnie wtedy zaczęłam śpiewać standardy światowe i między innymi piosenki z repertuaru Edith Piaf i Czesława Niemena.

Również piszę własne teksty, do których komponuję własną muzykę. „Filled with Rain” i ,, Can't Let Go’’ (ta piosenka jest na ukończeniu w studiu ALCATRAX, na Święta powinniśmy usłyszeć ją na rynku) to utwory do których napisałam teksty i i rozpisałam linię melodyjną na pianinie. Lubię również śpiewać piosenki Christiny Aguilery np. ,,Hurt’’,  Etty James, Celine Dion, Ireny Santor, Edyty Geppert i innych wykonawców.

 

Y.P: Jak doszło do tak wyjątkowego spotkania
i wspólnych koncertów z Aleksandrem Ładyszem?

 

Laura Sąsiadek: Forum Pasjonatów Kultury i Cafe Pasja z Mississaugi rozesłali moją piosenkę „Filled with Rain”
e-mailami do Pana Aleksandra Ładysza. Otrzymałam telefoniczną odpowiedź, że Pan Ładysz chciałby ze mną zaśpiewać
w Krynicy Zdroju. I tak wystąpiłam na dwóch koncertach w Polsce 29.12.2011r. w Koncercie Kolęd, a drugi  1.01.2012r. na Gali Noworocznej w Krynicy Zdroju 11.11.2013r. zaśpiewałam z Panem Ładyszem na koncercie Z Polski Rodem
w Bazylice Mariackiej w Kołobrzegu.

 

Y.P: Wiem, że jesteś związana i masz poważne plany z wyjątkowym człowiekiem. Może zza kulis zdradzisz nam, kim jest i czym się zajmuje?

 

Laura Sąsiadek: Tak to Robert Moskalik tworzący komputerowo muzykę elektroniczną. Jest również producentem muzyki elektronicznej z kolegą Arwidem Vasilev. Mają cały sprzęt muzyczny i współpracują jako ,,Friendly Intentions’’ tworząc rożne aspekty muzyki elektronicznej, Drum & Bass i  Dubstep. W najbliższym czasie planujemy wspólną współpracę, koledzy będą komponować muzykę a ja mam śpiewać teksty, które napiszemy w trójkę. Jest to absolutnie dla mnie nowe wyzwanie pracować w tej dziedzinie muzycznej. Wierzę, że nowe perspektywy zainteresują szeroką publiczność w Europie i Ameryce.

 

Y.P: Mówimy o Twojej pasji – muzyce, śpiewie, ale wróciłaś, na co najmniej cztery lata do Polski i można składać Tobie propozycje np. koncertów?

 

Laura Sąsiadek: Tak jak mówiłam już wcześniej jestem w Polsce. Można się ze mną kontaktować poprzez e-mail l.sasiadek@hotmail.com. Ale w międzyczasie będę również wyjeżdżała do innego państwa, nie wiem jeszcze kiedy i na ile.

 

Życzę Tobie wspaniałych perspektyw i sukcesów w nauce, pracy, muzyce. Rozwoju artystycznego w różnych dziedzinach oraz świadomości samorealizacji w celach, jakie sobie wytyczyłaś.

http://www.youtube.com/watch?v=zri6rItHvEQ

 Z piosenkarką rozmawiała Yvette P’M

 

 

 

 

 

 

Podwójna miłość Anny Siwek

Absolwentka  dawnego SGPiS (dzisiaj SGH), zakłada rodzinę, wychowuje dzieci, wspiera męża w karierze. Punktem zwrotnym w życiu prywatnym pisarki są podróże, które jak drogowskaz wytyczyły szlak do pisania.  Publikuje artykuły podróżnicze w ,,Travelerze", pisze książki-reportaże ze swoich podróży Moja przygoda z Kilimandżaro", ,,Moja przygoda z Peru". W 2010 r.  ukazała się jej pierwsza powieść ("Znów mnie pokochaj"), a rok później następna ,,Powiedz jak mnie kochasz". Tej jesieni na półkach księgarskich zagościła kolejna powieść "Zakochani w Brukseli". 

 

Y.P: Od kiedy naprawdę piszesz, i jakie gatunki literackie uprawiasz, lub upodobałaś sobie najbardziej?

 

- Anna Siwek: Można przyjąć, że naprawdę pisaniem zajęłam się w 2008 roku, bo wtedy ukazał się mój pierwszy artykuł w ,,Travelerze". Ale o pisaniu myślałam od dawna. Było we mnie coś, co kazało przelewać na papier emocje, uczucia, rozczarowania życiowe. Myślę, że na początku było to sposób na radzenie sobie właśnie z emocjami, pewien rodzaj terapii. Pisanie mnie uspokajało
i pozwało na ułożenie myśli. Wtedy to marzenie o pisaniu było jeszcze bardzo mgliste i wydawało mi się nierealną mrzonką, poza tym rodzice zawsze mi wbijali do głowy, że w życiu trzeba mieć ,,konkretny" zawód, aby się utrzymać. Dlatego za ich namową poszłam na handel zagraniczny.
A jeśli chodzi o gatunki literackie, to myślę, że każdy pisarz przeżywa swoistą ewolucję; od form krótszych po dłuższe.  Najpierw opowiadania, a potem powieści.  Ale to sprawa bardzo indywidualna.

 

Y.P: Czy masz swoje wzorce, poetów lub miejsca skąd czerpiesz inspiracje?

 

- Anna Siwek: Nie mam jednej ulubionej książki, ale lubię czytać i myślę, że twórczość wielu pisarzy odcisnęła  piętno na moim sposobie pisania. Co do poetów, to kocham Gałczyńskiego, Staffa, Tuwima, Marię Pawlikowską-Jasnorzewską, ostatnio Szymborską. Ale przyznam, że poezji czytam mało. Uwielbiam natomiast książki Kapuścińskiego i z pewnością jest to mój mistrz.  Ale lubię również  Johna Grishama, Nicolasa Sparksa, Katarzynę Grocholę i wielu innych. Ogólnie lubię wszystkie książki, w których można się ,,zatopić" i ,,odpłynąć" myślami w inny świat.

 

Y.P: Czy każda z książek ma inny wątek, inne pokłady miłości w romansach?

 

- Anna Siwek: Każda z moich książek jest inna, przedział wiekowy bohaterów jest różny, nic ich nie łączy. W ,,Znów mnie pokochaj" główną bohaterką jest trzydziestoparoletnia kobieta, która przeżywa kryzys w małżeństwie. ,,Powiedz, że mnie kochasz" jest o młodej dziewczynie, która zakochuje się w swoim szefie, a "Zakochani w Brukseli" traktują o ludziach dojrzałych, którzy już mają bagaż życiowych doświadczeń i są, lub byli w związkach. We wszystkich powieściach tematem przewodnim jest miłość, ale jest ona bardzo różna. 

 

Y.P: Spontanicznie i twórczo kochasz Brukselę, napisałaś książkę ,,Zakochani w Brukseli'', uchyl proszę rąbek tajemnicy, o czym jest ta piękną przygoda miłosna?

 

- Anna Siwek: Od ośmiu lat mieszkam w Brukseli i zdążyłam pokochać to miasto, choć sercem zostałam w mojej pięknej rodzinnej Warszawie i często tam powracam. W Brukseli są piękne, dostojne kamienice, szerokie bulwary, szyk i elegancja aspirująca do paryskich wzorców. Bruksela potrafi zrobić wrażenie. To nie tylko siedziba Unii, ale również różnych agend z nią związanych
i międzynarodowych korporacji.  Ponieważ klimat pracy w korporacjach jest mi znany, stąd moi bohaterowie tu właśnie pracują.  Sonia to emigrantka polska z lat 80., Michał - warszawiak, który za granicą stawia swoje pierwsze zawodowe kroki.  Tu, w Brukseli,   spotykają się i zostają przyjaciółmi. A miłość, czy ktoś ma na nią wpływ?  Ona się rodzi gdzieś niepostrzeżenie i zaczyna władać naszą wyobraźnią. Nie sposób od niej się uwolnić.  Zachęcam do przeczytania książki. Nic więcej nie powiem. Jest oczywiście intryga, namiętność, ambicje - wszystko, co potrzebne do dobrej, wciągającej powieści.

 

Y.P: Konsekwencja i świadomość tego, czego się chce daje znakomite rezultaty. Dyscyplina
w pisaniu i samotności, czy wówczas odnajdujesz siebie rozmawiając ze swoimi myślami?

 

- Anna Siwek: Piszę głównie, kiedy jestem sama.  Mogę swobodnie wysłuchać swoich myśli, dać im popłynąć i wymyślić jakąś historię. Ale do pisania potrzebna jest dyscyplina, choć myślę, że to dotyczy każdego zajęcia, które chcemy wykonywać dobrze. W pisaniu jest to o tyle trudne, że tą dyscyplinę musimy narzucić sobie sami. To ja sama muszę usiąść i pisać.  A uwierzcie, że czasami mi się bardzo nie chce.

 

Y.P: Ale przecież romanse to nie jedyna twoja miłość?

 

- Anna Siwek: Tak, kocham również podróżować, zwiedzać nowe miejsca, poznawać nowych ludzi i ich zwyczaje. Opisując swoje wrażenia w książkach przeżywam na nowo przygody, mogę się jeszcze raz przyjrzeć swoim doświadczeniom, mam czas na refleksję i bardziej obiektywną ich ocenę. Podróże, więc kształtują we mnie  pełniejszy obraz świata, pozwalają mi zauważyć, że życie jest  gdzie indziej jest tak bardzo inne, a jednocześnie tak bardzo podobne do naszego,
tu w Europie.

 

Y.P: Aniu, dziękuję za rozmowę, już nie mogę się doczekać, z nutką zaciekawienia, kiedy zacznę czytać twoją nową książkę.

 

www.annasiwek.info

Z pisarką rozmawiała YvetteP’M

 

 

 

 

 

 

I Edycja Międzynarodowego Konkursu

pt.:  Moja Gwiazdka dla Mikołaja

 

Regulamin 
I Edycji Międzynarodowego Konkursu
pt.: Moja Gwiazdka dla Mikołaja

 

Celem konkursu jest promocja potencjału twórczego mieszkańców gmin oraz integracja wszystkich środowisk twórczych, placówek oświatowych i kulturalnych w kraju i poza jego granicami.

 

 

Konkurs ma charakter otwarty. Kierowany jest do wszystkich:

-  od przedszkola po Uniwersytet III wieku 

- w kraju i poza jego granicami (liczna na całym świecie Polonia).

Konkurs ma za zadanie pokazać jak na przestrzeni lat naszego życia zmienia się podejście do Mikołaja  jednak zawsze pozostawiając sympatyczne skojarzenia.

 

I Edycja konkursu została podzielona na kategorie:

A.    rysunek/obraz – technika dowolna wskazany format A4 (Prace 

o większym formacie (powyżej A4) zostaną uznane tylko wtedy, gdy będzie 

    do nich przesłany e-mailem skan lub zdjęcie). 

    Przedszkole 

    Szkoła podstawowa – klasy I-III i IV-VI 

    Gimnazjum

    Szkoła ponadgimnazjalna

    Dorośli

B. poezja 

    Szkoła podstawowa –IV-VI 

    Gimnazjum

    Szkoła ponadgimnazjalna

    Dorośli

C. proza 

    Szkoła podstawowa –IV-VI 

    Gimnazjum

    Szkoła ponadgimnazjalna

    Dorośli

1.    Każdy uczestnik konkursu może przesłać do 3 prac w kategorii A i B. W kat. C – jedno opowiadanie. Maksymalnie 7 prac we wszystkich kategoriach A, B i C. 

2.    Każda praca oceniana jest indywidualnie.

   

 

    Skany prac z opisem techniki wykonania należy przesłać na adres:   

    konkurs@egminy.eu 

    biuro@egminy.eu z dopiskiem „Moja Gwiazdka dla Mikołaja”

    w podanych niżej formach:

Kat. A 

Oryginał lub skan pracy w formacie A4. 

Prace o większym formacie (powyżej A4) zostaną uznane tylko wtedy, gdy będzie 

do nich przesłany mailem skan lub zdjęcie. 

Do celów konkursowych wystarczy przesłać skan /zdjęcia prac wykonanych 

dowolną techniką w rozdzielczości do 1,5MB. 

Organizator zastrzega sobie prawo zatrzymania nadesłanych oryginałów (bez 

obowiązku zwrotu Autorowi).

    Kat. B i C

a.    Maksymalna ilość stron w jednym opowiadaniu 10 (minimalna wielkość czcionki - 11) Word lub Notes. 

b.    Ilość prac w każdej kategorii B od 1 do 3

c.    W kategorii C – jedno opowiadanie

d.    Jeden Autor może maksymalnie nadesłać 3 wiersze i 1 opowiadanie 

e.    Dowolny charakter poezji i prozy – satyra, liryka, limeryk czy humoreska – mile widziane (bez wulgaryzmów, tekstów szkalujących i obrażających uczucia innych).  

3.    Do każdej pracy konkursowej należy dołączyć:

     dane autora, tj.: 

     imię i nazwisko autora

     wiek

     przynależność do placówki oświatowej/kulturalnej – nie jest obowiązkowe

     gmina, powiat, województwo, kraj 

     dane kontaktowe: e-mail, telefon 

     dodatkowo na osobnej kartce:

     Zgodę na publikację dzieła na portalu www.egminy.eu 

    W przypadku osób niepełnoletnich – wypełnione oświadczenie Rodziców/ opiekunów  prawnych) – załącznik na końcu regulaminu

    Organizator Konkursu uznaje nadesłanie prac konkursowych za zgodę

    oraz  akceptację niniejszego Regulaminu. 

           Nadesłanie utworów oznacza automatyczną akceptację niniejszego 

     Regulaminu przez osoby odpowiedzialne za dziecko.

4.    Na portalu www.egminy.eu zostaną zaprezentowane tylko prace dopuszczone 

     do konkursu.

5.    Prace znajdujące uznanie Jury, zostaną wyróżnione i nagrodzone.

6.      W Konkursie przyznane zostaną nagrody w poszczególnych kategoriach:

    Przedszkola – wszystkie dzieci otrzymują dyplomy w wersji elektronicznej 

- najciekawsze prace wyróżnione nagrodami rzeczowymi 

    Pozostałe kategorie wiekowe: Miejsca: I-III – dyplomy i nagrody

    Ocena internautów/ Egminowiczów – najwyższa ilość łapek (saldo) we

    wszystkich  kategoriach tylko Miejsce  I  – dyplomy i nagrody rzeczowe 

 W przypadku placówek oświaty/kultury przesyłających prace swych autorów 

 nagroda specjalna w postaci niespodzianki – za udział największej liczby  

 uczestników nagrodzonych w konkursie oraz dla opiekuna grupy.   

7.  Prace oceniane będą przez profesjonalną Komisję Konkursową stosowną do każdej 

     kategorii konkursu. 

  8.  Prace będą oceniane przez Jury za:

    Zgodność z tematem konkursu “Moja Gwiazdka dla Mikołaja”

    Twórczy dystans do tematu  

    Indywidualność pracy

    Profesjonalizm, stosowny do wieku i włożonej pracy.

  9.  Prace należy nadsyłać do 20 grudnia 2013r. (w przypadku przesyłki 

 pocztowej liczy się data stempla  pocztowego). 

10. Wszystkie zakwalifikowane prace będą umieszczone na portalu www.egminy.eu

      w zakładce LITERATURA lub GALERIA  do 27 grudnia 2013r. 

11. Nadsyłane prace konkursowe będą umieszczane na portalu 

      www.egminy.eu wkrótce po ich zgłoszeniu na konkurs. 

      Umożliwi to Egminowiczom ocenę prac w miarę ich zgłaszania do konkursu

      „Moja Gwiazdka dla Mikołaja”(prace najszybciej nadesłane będą 

     dysponowały najdłuższym czasem egminowej oceny w porównaniu 

     z pracami najpóźniej przesłanymi).  

12.  Ocena prac zarówno przez Jury, jak i Internautów trwać będzie do 27 stycznia

 2014r. Ocena Jury jest niezależna od oceny internautów Egminowiczów.

13.  Ogłoszenie wyników nastąpi w dniu 28 stycznia 2014 r. i zostanie 

 opublikowane na portalu Organizatora konkursu. Każdy z Laureatów zostanie

 drogą e-mailową poinformowany o wygranej.

14.  Nagrody i dyplomy Organizator prześle pod adres podany e- mailem przez 

       Laureatów.

15.  Organizator zastrzega sobie prawo do podawania tylko pseudonimów dzieci 

      (ochrona danych osobowych). Wyjątek stanowić będzie oświadczenie rodziców 

      wyrażające zgodę na podanie imienia i nazwiska dziecka, wieku i miejscowości. 

     Oświadczenie winno zawierać także telefon kontaktowy. 

     Brak prawidłowo wypełnionego oświadczenia będzie skutkował podaniem imienia i

     pierwszej litery nazwiska dziecka/ pseudonimu lub tylko numeru zgłoszenia 

     przesłanych prac.       (wzór oświadczenia w załączeniu).

16.  Organizator zastrzega sobie prawo do nieodpłatnego wykorzystania prac 

w publikacjach książkowych wydawanych przez portal (Organizator przewiduje 

w przyszłości wydanie osobnej publikacji nagrodzonych i wyróżnionych prac, 

     jako pokłosie konkursów portalu www.egminy.eu). 

17.  Organizator zastrzega sobie prawo do nieodpłatnego wykorzystania 

       nadesłanych prac w przypadku organizowanych wystaw artystycznych z podaniem 

       imienia i nazwiska autora, wiekiem i miejscowości, otrzymaną nagrodą lub 

      wyróżnieniem.

18.   Każda placówka pośrednicząca w przesyłaniu prac na konkurs  pt.:

 „Moja Gwiazdka dla Mikołaja” może podać imię i nazwisko dyrektora placówki 

 i nauczyciela prowadzącego dziecko.

19.  Organizator zastrzega sobie prawo dokonania zmian lub odwołania konkursu 

 bez podania przyczyn.

 

Załączniki:

1.    Wzór oświadczenia dla Rodziców

 

 

Wzór oświadczenia

 

Oświadczenie

 

Ja, niżej podpisany, …………………………….….. ..…………………….………………………….………….., będący prawnym opiekunem ………………………………………….…………………………………………….... nieletniej/go uczestniczki/ka I Edycji Międzynarodowego Konkursu dla dzieci i młodzieży pt.: “Moja Gwiazdka dla Mikołaja” wyrażam zgodę na opublikowanie danych osobowych dziecka:

 

Imię i Nazwisko  dziecka ………………………………………………………………………………

Pseudonim (wg uznania Rodziców) …………………………………………………

Miejscowość   ………………………………

Wiek   ……………..

 

Data…………………………………….   Miejscowość …………………………………………………………….      

              

Czytelny podpis  rodzica/opiekuna

                              

………………………………………………………….

 

    Tel. Kontaktowy ……………………………………. E-mail ………………………….

 

 http://www.radioroza.eu/aktualnosci-68/sluchacze-pisza/3099-i-edycja-miedzynarodowego-konkursu

Publikacja: YvetteP’M

 

 

 

 

List do Św. Mikołaja

,,Opowieści o Św. Mikołaju i Jego Świcie’’, objął patronatem, oraz szeroką i aktywną współpracą panelową na rzecz DZIECI I DOROSŁYCH www.egminy.eu Bardzo Prywatny Portal Ludzi Ciekawych

 

Od 10.12.2013r wspólnym celem naszych Organizacji jest:

- Integracja rozmaitych dziedzin sztuki za pomocą takich działań jak: konkursy, festiwale, wykłady, sympozja, warsztaty, spektakle teatralne ( w tym dla dzieci), publikacje wydawnicze, oraz innych akcji edukacyjnych i wspierających talenty i rozwój artystyczny, oraz inne dziedziny techniki staro i nowożytnej.

- Promocja artystów oraz innych dziedzin codziennego życia w mediach, także umożliwiająca twórcom i dziennikarzom wzajemną i bezpośrednią wymianę celów i osiągnięć o charakterze poznawczym, ze szczególnym uwzględnieniem nowych mediów, m. inn. Internet.

Organizacje objęły szczególną opieka oraz wsparciem i pomocą  Centrum Rehabilitacji Psycho
- Fizycznej ,,Koniczynka’’ w Radomsku

 

                              *******

PROSIMY wszystkie śnieżne Eliki i Elfiątka, Śnieżynki o wsparcie i pomoc dla

Centrum Rehabilitacji Psycho - Fizycznej ,,Koniczynka’’ w Radomsku

 

Właściciele BARU ZAGŁOBA i org. Mikołajek KST Biało Czerwoni  jak ,,Elfy Dobroduszki’’ wyrazili zgodę na ZBIÓRKĘ wszystkich niezbędnych rzeczy, zabawek, ciuszków, książek, można wpłacać datki na konto

                            ,,Koniczynki’’ w Radomsku …

                                                                             

                                      ,,Odezwa do Ludzkich Serc’’

DALISMY IM ŻYCIE, pokazujemy jak przejść przez wszystkie meandry CHOROBY, smutków
i radości.  Teraz niech nasze SERCA STOPNIEJĄ w ten wyjątkowy raz w roku czas Mikołajkowy
i Świąteczny dla umartwionych Rodziców i Opiekunów. Dzieci są ufne oddają nam dorosłym całych siebie i obolałe schorowane serduszka.  Otwórzmy podwoje naszych sumień i uczuć. Wyciągnijmy dłoń z gestem POMOZEMY, zjednoczymy się … My Polacy i Polonia <3

Dysponujecie Państwo ogromnym potencjałem ,,dobroci, oraz oryginalnych pomysłów’’. Siła w nas i w naszych sercach.

 

Międzynarodowe Stowarzyszenie 

A A D P – Virtualia ART objęło szczególną opieką ,,Koniczynkę’’ w Radomsku

Niżej podpisani, Prezes z Zarządem

e-mail virtualiaart@gmail.com

Prezes, WSPÓŁPRACA szeroko panelowa:  www.egminy.eu Bardzo Prywatny Portal Ludzi Ciekawych

Mat: YvetteP’M

 

 

 

„Ave Maria” w mistrzowskim wykonaniu Elżbiety Dedek w Rawie Mazowieckiej

 

Specjalnie na okoliczność jubileuszu 400-lecia rawskiego kościoła przyjechała do nas wybitnej klasy pianistka, a zarazem Honorowa Obywatelka naszego miasta, Elżbieta Dedek. Z towarzyszeniem Marcina Bielawskiego (wiolonczela) oraz Pauliny Czech (flet) zachwyciła publiczność wykonaniem utworów m.in. Bacha, Gounoda, Piazzoli, Schuberta, nawiązujących do patronki kościoła, obchodzącego swoją okrągłą rocznicę.

 fot. Elżbieta Sukiennik        

Motyw jednej z najbardziej znanych i wzruszających pieśni, poświęconych Najświętszej Maryi Pannie dominował w utworach granych w sali Domu Kultury w Rawie Mazowieckiej, w niedzielę, 20 października, w trakcie uroczystego koncertu.
Podczas niedzielnego recitalu miała też miejsce premiera wykonania utworu „Ave Maria”, skomponowanego właśnie na rawską uroczystość, przez Belga - Vincenta Rouarda, przyjaciela Elżbiety Dedek. 

Specjalnym punktem programu było przekazanie na ręce zastępcy burmistrza, Wojciecha Skoczka, klucza do wyspy Nosy Be, należącej do Madagaskaru. Uczyniła to pani Elżbieta Dedek, która w kwietniu tego roku wystąpiła na Nosy Be 
z recitalem szopenowskim, otwierając tym samym świat muzyki klasycznej dla mieszkańców tej malowniczej wyspy. 

W dowód uznania i wdzięczności artystka otrzymała klucz do Nosy Be dla siebie i drugi, dla swojego miasta rodzinnego – Rawy Mazowieckiej, o którym zawsze pamięta, gdziekolwiek na świecie występuje.                                                                                                                                                             
                 fot. erawa.pl      

fot. Elżbieta Sukiennik        
Pani Elżbieta Dedek urodzona w Warszawie również silnie związana z Rawą Mazowiecką jest Międzynarodową pianistką koncertową.  Absolwentka Państwowej Szkoły Muzycznej Nr.1 w Warszawie. Od 1960-tego roku przebywa w Belgii i tu dalej rozwijała swój talent artystyczny studiując w Konserwatorium Królewskim w Brukseli - w klasie Profesora Stefana Askenase -   specjalisty interpretacji utworów Chopina. Uzyskała Dyplomy: tzw. " Prémier Prix de Piano " au Conservatoire   Royal de Mons  i ,,Prémier Prix de Musique de Chambre " au Conservatoire  Royal de Liège. Następnie zostaje profesorem fortepianu w Académie de Musique de Laeken, Aachener Stadtmusikshule, Conservatoire de Verviers.

 

Jako solistka gra kompozycje Chopina ,,na całym świecie’’ między innymi: w  Indiach, Egipcie, Turcji, Nigerii, Brazylii, Peru, USA, Kanadzie, Grecji, Szwecji, Anglii , Polsce .Nigdy nie zapominając o pomocy humanitarnej, występuje  ,nota bene’’  na rzecz Dzieci Niewidomych Czadu, Dzieci Czernobyla, Seveso, Tenerife, Czerwonego Krzyża, Oeuvres du Père Pire - Prix Nobel de la Paix

Elżbieta  Dedek otrzymała rożne wyróżnienia, dekoracje, tytuły takie jak:

- Srebrny  Krzyż Zasługi ( Londyn)

- Odznaka ??Polonia " ( Bruxela )

- Medaille Civique I classe (  Communauté Francaise de Belgique )

- Palmes d'Or de la Couronne du Roi Albert II

- Officier de l'Ordre de Leopold II

- "3 KDR " ( Province de Liège  )

- Diploma de Honor d'Asociacion Cultural Casa de América en Canarias

- Diploma de Brasilia Super Radio F M

- Dyplom Honorowy Stowarzyszenia Kultury Europejskiej

- Wyróżnienie jako jedna z najsławniejszych " Sto Polek " ( Żurnal ,,Pani ")

- Honorowy Członek Przyjaciół Ziemi Rawskiej 

- Honorowy Obywatel Miasta Rawa Mazowiecka

- Honorowy Obywatel Nosy Be – Madagascar

 

Rozmowa z Panią Bożeną Sukiennik z Wydziału Rozwoju Gospodarczego, Promocji i Integracji Europejskiej Urzędu Miasta Rawa Mazowiecka.

 

Autorami zdjęć są: Pani Bożena Sukiennik i serwis www.eRawa.pl

 

Mat: YvetteP’M

 

 

Margaux Kier - Dwa serca, dwie dusze, dwa światy

- Margaux, jaki jest Twój dorobek artystyczny, pisarski?
 
Po studiach medycznych, jeszcze podczas pracy, jako lekarz na wydziale chirurgicznym, zdecydowałam się pójść znowu do szkoły, czyli
na lekcje aktorstwa i śpiewu. Chciałam marzenia
z dzieciństwa przeistoczyć w rzeczywistość,  zaczęłam znów interesować się teatrem. 
Po trzech latach nauki grałam w kilku teatrach sceny offowej w Kolonii oraz krótko w Teatrze Miejskim  w Dortmundzie. Trafiłam do eksperymentalnego teatru polsko-niemieckiego w Pulheimie  pod kierownictwem Michała Noconia, co najbardziej ukształtowało moje podejście do bycia
na scenie.  Przez te  6-7 lat miałam okazję poznać podczas warsztatów i wypraw naszego teatru wybitnych ludzi teatru polskiego, takich jak Jerzy Stuhr, Jan Peszek, Zofia Kalińska z Teatru
T. Kantora i członków Teatru Gardzienice.  Będąc członkiem Studio Ensemble brałam udział
w projektach antropologiczno-teatralnych z młodzieżą, co mi dało niezmiernie wiele satysfakcji. Nigdy nie zostawiłam zupełnie zawodu lekarza, nadal pracuję w klinice, lecz tylko 2-3 dni
w tygodniu.  Jako aktorka i piosenkarka w Kolonii działam  samodzielnie, czasem prowadzę projekty teatralno - muzyczne dla młodzieży polskojęzycznej. Jednak najwięcej energii i czasu poświęcam pracy z grupą „Margaux und die Banditen”, z którą mogę realizować poprzez tę formę sztuki osobiste credo.
 
Grupę założyłam w 2000. roku. Zaczęło się od programu polsko - niemieckiego chanson, czyli
w kraju popularnego genre piosenki aktorskiej. „Also habe ich jetzt zwei Herzen...  więc teraz serca mam dwa“, w większości  ze starymi piosenkami miłosnymi. W międzyczasie jednak  powstało kilka programów - Niech żyje bal, Herzsplitternackt - nagie serce, Trzy kolory, Cinema paradiso, Agnieszka Osiecka i Seweryn Krajewski - czyli Traumfabrik - fabryka marzeń, do których napisałam także własne teksty i muzykę. 
Występowaliśmy w ponad 100 rożnych miejscach w Niemczech i Polsce. Braliśmy udział w w kilku renomowanych dużych festiwalach muzycznych, nagrywał nas Deutschlandfunk i WDR, udało nam się kilkakrotnie otrzymać wsparcie rządu niemieckiego na artystyczne projekty.  Bo, jak napisała kiedyś dziennikarka Karzyna Weintraub, może lepiej jest mieć dwa serca, niż jedno rozdarte na pół...
 
- Udzielasz się w spotkaniach polonijnych, czy sama masz jakiegoś menagera?
 
Niestety, nie mam, choć bardzo bym chciała taką osobę znaleźć. Ale to problem bardzo wielu artystów z branży - zwłaszcza, gdy się nie śpiewa mainstreamowch piosenek i aranżacji i ma się swoje lata...
 
- Jak udaje ci się godzić, łączyć poczucie więzi, z wielotematycznym światem polonijnym, kosmopolityzm - w dobrym tego słowa znaczeniu- z polskością, co  najbardziej łączy cię
z krajem rodzinnym?

   
Poza wspólnym językiem, podobnymi wspomnieniami, niegdyś marzeniami, to chyba najbardziej miłość do polskiego pejzażu, do uczuciowości, umiejętności cieszenia się z drobnostek, duma
z polskich artystów, poetów, podziw dla Kopernika, miłość do Fryderyka Chopina… i jeszcze,
i jeszcze, i jeszcze...

- Mieszkając od lat w Niemczech, jeżdżąc po całym świecie, poświęcasz swój czas także
dla Polonii i starego kraju, dlaczego? Ze względu na sentyment?

 
To nie wybór, to potrzeba…, kiedy kochasz nie masz za bardzo wyboru. Nawet, gdy nie przepadam za wszystkim, co reprezentuje Polonia - jest mi często za polityczna w sensie zamknięcia się
w Polskości i niedoceniania kraju, który im dał możliwość dobrobytu, wolności czy rozwoju. Ale moje polskie korzenie to ja i chcąc być autentyczną, muszę na nich bazować moją działalność
i kreatywność.
 
- Czy twoja współpraca z zespołem zaważyła na twojej karierze? Na pewno tak, w jakim stopniu?
 
Oczywiście bardzo! Na początku byli przy mnie polscy muzycy Arek Bleszyński, Krzysztof Kozielski, Krzysztof Żukowski, którym jestem niezmiernie wdzięczna  bo uwierzyli we mnie, czyli na początku w laika muzycznego. Potem nie mieli czasu… znalazł się Daniel Speer, który właśnie kończył drugie studium muzyczne gry na jazz-kontrabasie w Köln. Był zainteresowany Polską, a także innymi gatunkami muzyki, aniżeli tylko jazzem. Przez niego poznałam, gitarzystę Davida Plate i pianistę Dietricha Thomasa, z którymi współpracowałam na stałe 3 lata. Wtedy wypracowaliśmy sobie nasz styl i repertuar. Lecz po odejściu Dietricha i później Davida miałam ogromne szczęście, że zaczął
z nami grać Florian Weber, który wzbił się w międzyczasie pomiędzy gwiazdy europejskiego jazzu.  Także Frank Wingold, który jak Florian,  wykłada jako profesor na wydziale Jazz-Gitarre Wyższej Szkoły Muzycznej w Osnabrück i jest niesamowicie zdolnym, cudownym muzykiem. Ich podejście
do muzyki i umiejętność improwizacji sprawiła, że ja także ją uwielbiam. Pianista Jura Wajda, który
w tej chwili jest stałym członkiem ensemble, za to poza jazzem kocha i uprawia muzykę folklorową ze swojego kraju, czyli Czech. Jest jeszcze kilku innych pięknych muzyków, którzy z nami grają, jeśli się tylko uda zorganizować odpowiedni Gig: Radek Stawarz - skrzypce, Claudius Valk
- saksofon, Rupert Stamm - vibraphon, Christian Thome – perkusja i inni. Aranżacje grupy daleko przekraczają granice zwyczajnej interpretacji chansonu, a muzyka odgrywa coraz większą rolę.

Rozmawiała Yvette P’M

 

 

III edycja POLSKIEJ Majówki w Antwerpii

12.05.2013 r. w Antwerpii odbyła sie coroczna polska majówka. Obchodom tradycyjnej majówki patronowali: ANTWERPIA PO POLSKU oraz POLSKO-FLAMANDZKA FEDERACJA BUDOWLANYCH. W Park Spoor Noord pomimo anomalii pogodowych, ustawiło się w pasażu 30 różnorodnych stoisk. Organizatorzy Children of Europe i Polsko - Flamandzka Federacja Budowlanych stanęli na wysokości zadania
i przygotowali imprezę na satysfakcjonującym poziomie organizacyjnym i z dużym rozmachem artystycznym.

Sponsorem głównym był: Ortel Mobile.

Sponsorzy dodatkowi: Quality of service, Save Insurance, Batist, Simply the best.

Wystąpiły zespoły: The Flapping Ears, Fair Step Brukselki, Roger Martin Maluga, Let's dance (zespół taneczno - wokalny działający przy fundacji Children of Europe), Czarna Góra, laureaci
i uczestnicy Polonijnego Festiwalu Piosenki i Tańca w Antwerpii, Taaloor, Heaven.

Scena, światło i dźwięk: Jarosław Woźniak.

Atrakcją całodniowego bogatego programu był występ grupy ZUMBA z Antwerpii! Taniec ruchowy połączony z fitnessem w rytmach latynoskich i nie tylko takich dźwiękach. Pobudzili do życia publiczność, młodzież chętnie podjęła taniec razem z instruktorkami. Od godzin porannych zachmurzone niebo niepokoiło polonijną publiczność, i nagle w promieniach słonecznych wystąpili najmłodsi uczestnicy programu, znany i bardzo wdzięczny zespól Children of Europe. Jeszcze dwa lata temu zaczynali od dwunastoosobowej grupy, w dniu dzisiejszym liczą już pięćdziesięcioro dzieci. Tańczą, śpiewają w pięknych i barwnych strojach ludowych kreując i promując polską kulturę. Mają na swoim koncie z Polskiej Prezydencji w Radzie Unii Europejskiej płytę CD
z utworami po Polsku ,,TAŃCE POLSKIE’’. Siła przekazu jest tak przekonująca i atrakcyjna,
że natychmiast pod sceną zgromadził się tłum widzów.

Wielki aplauz dla młodych wykonawców, oraz gratulacje dla organizatorek i opiekunek, rodziców oraz choreografa grupy, za wkład i serce, jakie włożyli w kultywowanie polskiej mowy i tradycji wśród naszej przyszłości, naszego kwiatu polonijnego. Zapał dzieci, rodziców i niezliczone pokłady energii są najbardziej widoczne na scenie podczas takich właśnie dużych koncertów.

Przygotowanych było wiele konkursów i atrakcyjnych nagród, które również cieszyły się dużym zainteresowaniem i było powodem radości wszystkich dzieci. Na terenie placu jeden z Polskich Sklepów ,,Swojak’’ ugościł wyśmienitym polskim jedzeniem personel oraz gości na tej wielkiej integracyjnej imprezie oraz zimnymi napojami, piwem, sangrią i mojito. Na deszczową słotę można było się ogrzać ciepłą kawą i herbatą.

Spotkania takie są nadzwyczaj solenne i wzruszające. Edukacja poprzez rozrywkę to najlepsza forma przyswajania tradycji i wiedzy o kraju naszych przodków. Polonia oraz belgijska publiczność miała okazję spędzić czas przy świeżym grillu. Coroczna forma wypoczynku i spotkań rozpoczyna nowy nurt otwartych horyzontów i nawiązywania kontaktów.

Gazeta drukowana ANTWERPIA PO POLSKU – MIESIĘCZNIK ANTWERPSKIEJ POLONII świętował
w tym dniu dwa lata swojego istnienia.



Organizatorzy zapraszają również wszystkich na Międzynarodowy Dzień Dziecka 2.06.2013r.
od 12.00 do godz. 20.00 do Antwerpii na Stadsplein Morstel, na koncerty, konkursy
z atrakcyjnymi nagrodami, na wystawy prac artystów, gdzie będą polskie specjały, ale przede wszystkim na dobrą zabawę dla całej rodziny! Pod hasłem ,,Wszystkie dzieci nasze są’’ więcej info. na str. http://www.facebook.com/events/597438646942324/

Natomiast 6.10.2013 r. odbędzie się II Polonijny Festiwal Piosenki i Tańca w Antwerpii. Do wzięcia udziału w konkursie zapraszamy chętnych: pasjonatów piosenki i tańca, solistów oraz zespoły wokalne i taneczne. Celem festiwalu jest prezentacja dorobku artystycznego dzieci i młodzieży polonijnej, promowanie talentów i rozpowszechnianie polskiej muzyki rozrywkowej w Belgii. Gdzie popisy konkursowe oceniać będzie profesjonalne jury, a na zwycięzców czekają atrakcyjne nagrody. Hasłem przewodnim jest: ,,Śpiewajmy w tym dniu wszyscy razem!’’. Zgłoszenia organizatorzy przyjmują drogą mailową do 31 sierpnia 2013.
Więcej info. na str. http://www.festiwalantwerpia.be/

Mat: Yvette P’M
 
 
Wiosenna biesiada ze Slonskim-Musikbox w Brühl 2013r
 
I oto odbyła się kolejna III biesiada, 27.04.2013r w Brühl. Jak co roku bardzo troskliwie, pieczołowicie dbając o każdy szczegół Edith z Peterem wiele tygodni wcześniej dopatrywali uroczystości powstania 25.07.2009r. radia.
 
Wszyscy są co roku zapraszani! Wystarczy napisać do właścicielki radia, lub któregoś ze wspaniałych prezenterów. I każdy bez wyjątku niezależnie od ich statusu życiowego, przynależności regionalnej, wieku i zamiłowania do różnej muzyki, jest jak najserdeczniej witany w progach radia oraz na każdej tak międzynarodowej biesiadzie.
W tym roku wyjątkowo przyjechały aż 3 stacje radiowe! Radio Bombiki z Ahaus i z Münster, Radio Borutan80. Wielu prezenterów z kilku innych stacji radiowych, którzy już wiele lat wcześniej razem grali. Cała sala 120 osób bawiła się wyśmienicie do białego rana. A grali bardzo popularni i lubiani Jola & Chris z zespołu o wyjątkowym klimacie biesiadnym i nie tylko OXFORDUO. Każdy z biesiadników chciał wspólne zdjęcie, autograf i kilka słów rozmowy! Zespól nigdy nie odmawia, chociaż ich popularność wciąż rośnie na międzynarodowych scenach. Są silnie związani z radiem Slonski-Musikbox w Brühl, za co cała ekipa radiowa i wszyscy uczestnicy serdecznie dziękują. W przerwach, kiedy zasłużenie OXFORDUO odpoczywał, inni mogli zaprezentować u Edith swoje umiejętności jak: Roland ze Stuttgardu i Gabi, czy Johan z Bombików. Ku radości publiczności aplauz był ogromny z bisami.
 
Na wszystkie wspólne uroczystości radia wielbiciele radia przywożą wyśmienite tory i ciasta, każdy z gości może się częstować do woli! Picie w każdej postaci również zostaje do następnego dnia tak zwanych ,,poprawin’’. Bo właśnie tutaj w Brühl zabawy nie kończą się jednego wieczora. Każdy może przywieźć swoje jedzenie, ale w trakcie wszyscy częstują się nawzajem tym, co ze sobą przywieźli. Powstaje jedna wielka wspólna rodzinna atmosfera i klimat.
Jak co roku stałym rytuałem niestrudzeni Ewa i Rafał ufundowali wspaniałe prezenty oraz niespodzianki. W zeszłym roku niezapomniane krawaty z logo radia, proporczyki. W tym roku apogeum zaskoczenia publiczności były dyplomy za przynależność do KLUBÓW: ,,Szalonych Kobiet’’ i ,,Sexi Mężczyzn’’. A nasza wspaniała prezenterka Edith została dodatkowo uhonorowana ZŁOTYM medalem za maratony nocne i granie dla innych kontynentów poza Europą. Również, jak co roku Krystyna z Höxter wręczała prezenterom czerwone róże. Od nas osobiście organizatorzy dostali biało - czerwone kwiaty, a zasługują na słowo, które trudno literalnie oddać i opowiedzieć podczas relacji ,,dziękujemy’’. Pomimo iż cały sztab słuchaczy pomaga Edith i Peterowi, oni jednak sami potrafią integrować Polonię i zbudować od jednej cegiełki nasz wspólny dom. Co roku podczas każdej nowej edycji coraz więcej słuchaczy i prezenterów zjeżdża z Polski, Niemiec, Belgii oraz innych regionów Europy. Nie każdemu jest zapisane tak umiejętnie zjednać wielbicieli muzyki i dobrej zabawy na jednej sali. Ale nasi pasjonaci radia i wspaniali biesiadnicy dają na to co roku dowody swoją obecnością i postawą koleżeńską.
Wszyscy gremialnie mówimy Dziękujemy Edith i Peter - Vielen Herzlichen Dank, Dank u wel, ponieważ radio jest międzynarodową stacją w Internecie i do zobaczenia za rok w Brühl. A ja osobiście dedykuje każdemu utwór Mariusza Kalagi ,, Zapamiętaj mój numer telefonu’’. I dziękuję za tak oficjalne przywitanie, śląc ,,srogi kusik’’ wszystkim bez wyjątku prezenterom z całego świata oraz słuchaczom, których przybywa co roku!
 
Mat:Yvette P’M
 
 
 
----------------------------------------------------------------
 
 
Radio słonski–musikbox.de
 
Radio odkryliśmy cztery lata temu w czerwcu 2009r w Brühl i pozostaliśmy mu wierni do dzisiaj, wraz z całą rzesza słuchaczy z całego świata. Edith Fracek właścicielka i prezenterka radia w jednej osobie, pochodzi z okolic Kędzierzyna Koźle, obecnie od 25 lat mieszka w Niemczech w Brühl. Audycje prowadzone są w kilku językach regionalnych, śląskim jak zarówno polskim oraz w języku niemieckim. Każdy ze słuchaczy znajdzie dla siebie wspaniałą nutkę. Radio współpracuje z wieloma piosenkarzami i zespołami oraz wytwórniami płytowymi. Często gościnnie występują na antenie znani artyści, oraz słuchacze, którzy goszczą w Studiu u Edith.
 
- Kiedy powstało radio?
 
Edith: W 25.07.2009r. założyłam nasze radio w Studiu w Brühl. Z dnia na dzień zrodził się taki pomysł. W dwa tygodnie, przygotowałam materiały. Przy stronie internetowej pomagał mi nasz kolega Krystian, który mieszka również w Brühl i pomaga do dzisiaj organizować całą stronę. Na początku grałam sama. Z biegiem czasu dołączyli prezenterzy, przybywało słuchaczy.
 
- Kiedy była pierwsza biesiada w Niemczech?
 
Edith: W maju 2010r. Przyjechało wielu gości. Bawiliśmy się wspaniale przy muzyce live, gościem był również znany piosenkarz Jarek Staniek. Jarek śpiewa również piosenkę: ,,Edith dj mych snów’’, do słów Eli Izabeli, za co serdecznie dziękuję. Późną nocą dojechała jeszcze do nas grupa Oxforduo, którzy zrobili nam piękną niespodziankę i bawiliśmy sie do rana. Zespól, który trzeci rok z rzędu będzie zabawiał naszych biesiadników.
 
- Dlaczego właśnie na początku roku?
 
Edith: Ponieważ bardzo kocham wiosnę budzącą się do życia. Wtedy wszyscy są radośni, chętni do zabawy. Sala była pełna, wspaniała impreza, słuchacze przyjechali z całych z Niemiec i dojechali z Polski, oraz z innych państw sąsiednich. Bardzo sobie cenie przyjaźń, a podczas wspólnych imprez mamy okazje poznać się osobiście, uścisnąć się, porozmawiać i delektować swoją obecnością! To najpiękniejsza rzecz na świecie, kiedy prezenterzy wspólnie ze słuchaczami bawią się na jednym parkiecie.
 
- A jakie plany na 27.04.2013r.
 
Edith: Sala już jest zajęta do ostatniego miejsca. Bawić nas będzie zespól Oxforduo, oraz gościnnie przyjedzie znany również Tobie i szerokiej publiczności Roman Kostka. Oraz wiele innych niespodzianek.
 
- Jakich masz i skąd prezenterów?
 
Edith: Prezenterzy jak i prezenterki są z Niemiec, ze śląska i z kaszub. Mamy wyśmienitych prowadzących program oni potrafią czytać w gustach i sercach słuchaczy. Jest wiele szpasu, radości oraz zabawy. Prowadzą najwspanialsze audycje, jakie można sobie wymarzyć. Tyle ile spikerów radiowych tyle rożnych pomysłów na audycje, każdy ma swój smak, swój styl, wszyscy są wyjątkowi i nietuzinkowi. Cała grupa współpracuje razem, tworząc również tematyczne audycje. Umawiamy się, kiedy jest poezja, a kiedy promowanie książek. Moim nadrzędnym celem, na który kładę szczególny nacisk, jest współpraca i zgoda miedzy prowadzącymi a także wzajemne zrozumienie.
 
- Jak godzisz czas między rodziną a audycjami, na pewno też musisz prowadzić stałą korespondencje ze słuchaczami, uzupełniać stronę radia, i wiele innych rzeczy związanych z formalnościami stacji?
 
Edith: Czas należy sobie umieć zorganizować. Mąż pomaga mi przy wielu czynnościach domowych, odciążając od innych obowiązków. Jest bardzo wyrozumiały. Również sporo robimy razem, mamy wspólne pasje, dlatego też komfortem jest swobodne prowadzenie audycji. O dzieci również nie musze się już martwić, ponieważ są dorosłe i samodzielne.
 
- Czy puszczacie utwory na życzenie?
 
Edith: Tak mamy dużą kolekcje utworów, na pewno każdy znajdzie coś dla siebie odpowiedniego. Oprócz tego może indywidualnie zamówić swoją ulubioną piosenkę, to jest w pierwszej kolejności. A co tydzień jest prowadzona lista przebojów. W chwili obecnej jesteśmy na pierwszym miejscu Top Listy Radia Internetowego dzieki naszym niezmordowanym i wyjątkowym słuchaczom. Można nas również słuchać przez telefon stacjonarny nr 0345 483 41 0941., oraz przez przez tel. komórkowy.
 
- Z jakich państw macie odbiorców radia ?
 
Edith: W chwili obecnej tworzymy jedną wielką rodzinę, przyjaźnimy się, wszystkie radości oraz troski dzielimy wspólnie. Nasi stali od lat słuchacze ciepło przyjmują każdą nową osobę, witając ja na antenie. Cieszymy się z każdego pozyskanego słuchacza nie ważne, z jakiego zakątku świata. Dlatego też nadajemy w różnych godzinach, aby ci z za Oceanu mogli nas odbierać w porze dla nich dogodnej. Mamy nawet słuchaczy z Californii, New Jersey, Philadelphii, całej Europy oraz Polski.
 
- W jakich terminach jest największe obciążenie radyjka?
 
Edith: Oczywiście w weekendy, na przykład podczas świąt, podczas urodzin przyjaciół radia, oraz przy innych okazjach. Dużo osób słucha radia, kiedy nadajemy audycje gościnne. Podczas takich akcji nasza konsoleta jest pełna pozdrowień i gramy do późnych godzin nocnych.
 
- A powiedz nam proszę, czy wcześniej grałaś na innych stacjach radiowych, czy byłaś również spikerka?
 
Edith: Tak wcześniej prowadziłam audycje na dwóch radiach. Ale wówczas nie miałam takiej wprawy, takiego profesjonalizmu jak w chwili obecnej. Czas i doświadczenia jest najlepszym nauczycielem. Staram się nie powielać błędów, które na początku każdy nowicjusz ma przed sobą.
 
- Czego życzyłabyś sobie, słuchaczom? Edith:
 
Chciałabym, aby stali słuchacze zawsze z nami zostali, i przyłączali się nowi, i wszyscy byli zadowoleni, a stacja radiowa się rozrastała. Proszę, aby zgłaszali się spikerzy ( prowadzący audycje). Służymy pomocą w nauce. Drodzy słuchacze wiem na pewno ,, muzyka łączy ludzi’’
Nasza strona internetowa: http://www.slonski-musikbox.de/
 
Mat:Yvette P’M
 
 
 
Ku sobie samej 
KU SOBIE SaMEJ
ZŁOTA SERIA w Bibliotece „Tematu” nr 62
 
C Copyright by Yvette Popławska Matuszak, Warszawa 2013
Biblioteka „Tematu” nr 62
ISBN 978-83-60943-86-1
 
 
TEMAT
Kopalnią złóż wiedzy
O życiu I o świecie
Jest nieustanna
Obserwacja
Literackiej weny.
C YvetteP’M
 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dariusz BereskiWłada słowem jak samuraj mieczem… rozmowa z Mistrzem mowy polskiej Dariuszem Bereskim.

Wrocław, wieczór autorski Dariusza Bereskiego, aktora i poety. Promocja tomiku wierszy ,,Alienacje’’- wydanego z okazji XII Światowego Dnia Poezji UNESCO i V Festiwalu Poezji Słowiańskiej - Wydawnictwo książkowe Ibis-Warszawa, akompaniuje gitarzysta i poeta Witold Łukaszewski.

Dariusz Bereski (ur. 29 grudnia 1965 roku we Wrocławiu) - polski aktor teatralny i telewizyjny. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie Wydziału zamiejscowego we Wrocławiu/1984-88/.W 1987 roku debiutował rolą Piotrusia w “Szaleństwie Macieja” Jana Hreczucha w reż. Wojciecha Ziemiańskiego na scenie Teatru Kalambur we Wrocławiu. Pierwszą pracę w zawodzie aktora podjął w Jeleniej Górze, w Teatrze im. C.K. Norwida w 1987 roku./Po III roku studiów/. W Teatrze jeleniogórskim pracował 10 lat. Kolejną pracę rozpoczął w Toruniu, w Teatrze W. Horzycy w 1997 - 2011r. Od 2012 roku występuje gościnnie na wielu scenach w Polsce - między innymi w Teatrze Polskim w Warszawie. Występuje także w programach muzycznych, specjalizuje się w prowadzeniu gal i jubileuszy, koncertów, recytacjach. Współpracuje z Filharmonią Pomorską w Bydgoszczy prowadząc i prezentując poezję i prozę z udziałem Bydgoskiej Orkiestry Symfonicznej.

Od 1999 roku pracuje również w rozgłośniach radiowych (Radio Toruń, Radio Sfera, Radio GRA i Radio Color w Warszawie). Współpracuje z internetowymi Bankami Głosów (Mikrofonika, RPM). Należy do trzech agencji aktorskich, z którymi współpracuję - Edwinfilm z Wrocławia i Skene z Warszawy, Epizod-Warszawa. W 2006 roku rozpoczął współpracę z Masterfilmem w Warszawie, gdzie nagrywa dubbing do filmów. Najważniejsze nagrody i wyróżnienia-1987-Złota Iglica-Nagroda Publiczności,1990-Brązowa Iglica, 1991 - Brązowa Iglica, 1992-Srebrna Iglica,1993-Srebrny Kluczyk, 2003-Miedzynarodowy Festiwal Sztuki Słowa ,,Verba Sacra’’- Nagroda Główna im. R.Brandstaettera. W 2012 roku-Mistrz Mowy Polskiej Vox Populi, Kawaler Brązowego Medalu Gloria Artis - Zasłużony Kulturze Polskiej 2012- nadanego przez Ministra Kultury i Sztuki.

- Podejmujesz wyzwania aktorsko – pisarskie, czy jest to wysoka poprzeczka?

   D.B Każde takie wyzwanie jest dla mnie wysoką poprzeczką, ponieważ wiem, że robię to nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla widowni oraz czytelników. Bardzo chciałbym zachować uczciwość. 25 lat temu ukończyłem aktorskie studia, a więc podjąłem decyzję bycia strażnikiem skarbnicy języka polskiego. Tak rozumiem swój zawód. W rodzinnym domu otrzymałem solidne podstawy, we wrocławskim liceum humanistycznym - pierwsze szlify, w teatralnej szkole - elementy warsztatu. W teatrach, przez ćwierć wieku zmagałem się z techniką emisji, impostacją głosu, poszerzaniem skali, wymową, wierszem i prozą. Przez lata dojrzewała i wciąż dojrzewa we mnie miłość do poezji. ,,Błąd w mowie to jak tłusta plama na fotografii matki, którą kochasz. Źle mówić i pisać po polsku to znaczy krzywdzić swoją mową wszystkich, którzy ją budowali" – to słowa Janusza Korczaka. Jestem zdania, że błąd w mowie, to jak wypieranie się ojczyzny. W świecie poezji, zwłaszcza jeśli chodzi o dorobek wciąż czuję się jeszcze ,,niemowlęciem’’ i długa droga przede mną. Ważne, że określiłem kierunek i mam nadzieję, że wiem, dokąd zmierzam. Dopiero dzisiaj stawiam pierwsze kroki tam, gdzie powinienem był je stawiać przed dziesięciu laty. Ale jestem szczęśliwy, że nie czekałem kolejnych dwudziestu.

- Jaki jest dla ciebie wzorzec językowy w przekazie poetyckim?

   D.B W różnych okresach czasu zmieniał się, co wydaje się dość naturalne. Wynikało to z przemian, jakie dokonywały się i we mnie i wokół mnie. Dość powiedzieć, że wróciłem do swoich poetyckich fascynacji osobą C.K. Norwida, Adama Mickiewicza, czy Juliusza Słowackiego, do ich języka. Wydaje mi się, że prymarne znaczenie nieskończoności, ujmowanej wielostronnie, jako pojęcie z gruntu filozoficzne w odniesieniu do obrazu uniwersum, czasami nawet teologiczno - mistyczne, organizuje przestrzeń moich myśli. Ale piszę również o codzienności, o zwykłych sprawach, w których dostrzegam piękno czy niepokój. Wiersze moje bardzo często powstają w drodze, w wiecznym ruchu. Fascynuje mnie również język Herberta, Miłosza, ale i wielu innych współczesnych poetów.

- Czy język, mowa polska jest najwyższym stopniem zaangażowania w promowaniu polskiej kultury i sztuki?

    D.B Człowiek uczy się mówić bardzo wcześnie, milczeć-bardzo późno. Więc skoro przez większą część swojego życia przychodzi mu mówić - niechaj to robi jak najlepiej potrafi. Niechże ma w pamięci fakt, że język jest nośnikiem ojczystej kultury, że jest on bezcennym dobrem każdego narodu. Wyraża się w nim, bowiem jego zbiorowa pamięć, tradycja, historia i kultura. Język jednoczy naród, pozwala budować jego moralną siłę i trwać mimo zmiennych kolei losu. Jako synteza wartości narodowych stanowi podstawę tożsamości narodu.

 “Wyrazem naszego szacunku do człowieka – mówił kiedyś kardynał Stefan Wyszyński – jest posługiwanie się mową ojczystą, przemawianie językiem czystym, pięknym, takim, który jak czerpak umie z myśli ludzkiej wziąć całą treść, by zamknąć ją w słowie. A co nie da się zamknąć w słowie, będzie się obficie przelewało, tworząc więź słów z myślą i duchem, ducha z miłością. Dopiero wtedy będzie to poezja, będzie to kultura, będzie to słowo pożywne jak pokarm. Takie właśnie słowo potrzebne jest współcześnie”. Literatura mnie fascynuje. Fascynują mnie ludzie ,dla których poezja jest domem, koniecznością, drogą z wyboru, spełnianiem skrytych marzeń, ucieczką w ,,lepszy świat’’. Promowanie polskiej kultury i sztuki , zwłaszcza na obczyźnie, poprzez bogactwo języka polskiego i ,,czystość’’ jego wymowy to dla mnie priorytet.

- Jesteś laureatem wielu nagród i wyróżnień, w tym ostatnio Mistrzem Mowy Polskiej Vox Populi 2012, a także odznaczony brązowym medalem Gloria Artis. Czy według ciebie, takie nagrody mobilizują, czy są tylko zwieńczeniem twojej działalności na rzecz promocji kultury?

      D.B Krzysztof Kolberger niezwykle pięknie przeczytał fragmenty ,,Sekretów Życia’’- poematu Juliusza Erazma Bolka. Słowa te poruszyły mnie, dały wiele do myślenia. ,,Kiedy za szybko strzelasz - nie trafisz, kiedy za szybko biegniesz - padasz przed metą, kiedy za szybko zwyciężasz - tracisz rozkosz walki. Zawsze trzeba odkryć rytm, po którym rozpoznaje się mistrza’’. Myślę, że w życiu należy też zachować rozsądek i rozwagę, umiar i powściągliwość. Ale od czasu do czasu należy sobie pozwolić na szaleństwo, bo wówczas zachowujemy wewnętrzna równowagę. Ale właśnie rytm, wyznaczanie sobie nowych celów, interesujące spotkania z ludźmi, pęd do świata podpowiadają mi intuicyjnie, że nie powinno się spoczywać na przysłowiowych laurach. Oczywiście nagrody, czy wyróżnienia zaspokajają próżność, ale też motywują do nowych przedsięwzięć. O zwieńczeniu swojej działalności, czy to teatralnej, czy poetyckiej nawet nie chcę słyszeć. Nawet, jeśli popełnię sporo błędów, wciąż wierzę, że wśród wielu zagranych przeze mnie ról i napisanych wierszy znajdą się takie, które będą godne zapamiętania. A wówczas spełnią się prorocze słowa poety ,,Lepiej żeby zamiast tysiąca słów było jedno, lecz takie, co niesie pokój. Lepiej, żeby zamiast tysiąca pieśni była taka, co niesie radość. Lepiej żeby zamiast tysiąca wierszy był jeden, lecz taki, co ukazuje piękno. Lepiej żeby zamiast tysiąca przedstawień było takie, co pozostaje w sercu’’.

 - Co sadzisz o języku polskim, jako barwny twój ojczysty w przekazie i w piśmie?

   D.B  Na pytanie odpowiem postulatem i wiarą, która zawsze czyni cuda -Niech mówienie, na co dzień pięknym językiem polskim i przelewanie mądrych, a więc pięknych myśli na papier stanie się troską nas wszystkich. I poetów, i mówców, i czytelników, i słuchających. Najbliższe jest mi przesłanie i apel Cypriana Kamila Norwida ,,O ! Żar słowa i treści rozsądek i niechaj sumienia berło, w muzykalny łączą się porządek, słowem każdym jak perłą’’. Choćby ktoś był niezrównanym mistrzem swojej dziedziny, a mówił czy pisał o niej w sposób niezrozumiały, nie odniesie sukcesu. Dbajmy wiec zawsze o nasz piękny język ojczysty.

I jeszcze jedno - poezja i jej język jest szczególnym darem, który nas dotyka, wszystkich nas piszących, recytujących lgnących do tego ,,mikrokosmosu makrospraw’’.

 

- Będąc aktorem, jakie role lubisz, czy zagrałeś już tą wymarzoną? Jak pracujesz nad rolą, co ci w tym pomaga?

   D.B  W teatrach zagrałem kilkadziesiąt premier, w tym sporo ról klasycznych, poczynając od rodzimej klasyki A. Fredry / Zemsta - rola Papkina, Śluby panieńskie - rola Gustawa /, A. Mickiewicza - ,,Pan Tadeusz - rola Hrabiego, Szekspira - Sen nocy letniej - Tezeusz, Poskromienie Złośnicy - Hortensjo, Ryszard III - rola Hastingsa, ,,Miarka za miarkę - rola Angela/Moliera-Świętoszek - rola Walerego, A. Czechowa - ,,Wiśniowy sad’’ w rola Jaszy i dziesiątki innych. Ostatnio na zaproszenie Andrzeja Seweryna dyrektora Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfmana brałem udział w nowym cyklu pt. ,,Listy w Polskim’’ ,,ADRESAT NIEZNANY" KATHRINE KRESSMANN TAYLOR
Zawarta w listach opowieść o trudnej relacji dwóch przyjaciół – Żyda i Niemca, która zostaje zdominowana przez realia początku lat trzydziestych i rodzącego się wówczas nazizmu. ,,Adresat nieznany” jest niezwykle wnikliwym, ale też pełnym niedopowiedzeń studium strachu i psychiki człowieka zniewolonego przez system polityczny. Zagrałem rolę Niemca. Czy mam role wymarzoną?  To trudne pytanie - wszystko zależy od okoliczności. Ważne jest, z kim będę pracował, kto będzie reżyserował i jaki ma pomysł na sztukę. Lubię role wyraziste, dynamiczne, gorące. Czasem nawet epizod może być wielkim wyzwaniem. Co pomaga mi w przygotowaniu roli? Cisza, skupienie, lektura i spacer. To chyba dla mnie najważniejsze.

- Masz duże aspiracje zawodowe, czy wymienisz jakiegoś aktora, którego osiągnięcia są dla ciebie jakimś wzorem, przykładem, który motywuje ciebie do najwyższych osiągnięć?

   D.B Krzysztof Kolberger, Jerzy Stuhr, Jerzy Trela, Janusz Gajos, Igor Przegrodzki, Marek Kondrat, Jerzy Zelnik, Gustaw Holoubek i jeszcze wielu, wielu innych mistrzów słowa i emocji.

- Jesteś posiadaczem wyjątkowego głosu, którym, zwłaszcza w poezji, czarujesz jego barwą, mistrzowsko operując tembrem, wprowadzając słuchaczy w magię słowa. Czy to efekt treningu, a może sentymentu do poezji?

   D.B Myślę, że jedno i drugie. Tembr głosu to oczywiście ,,Matka natura’’, choć ulega on modyfikacjom pod wpływem częstego używania na scenie. Niezbędny był i jest okres szkolenia głosu, tj. impostacji, artykulacji, wymowy, poznanie technik mówienia, wieloletnia praca nad emisją i świadomość prawidłowej artykulacji. A w moim zawodzie uczę się tego każdego dnia. Przez lata ćwiczyłem systematycznie. Ale i codzienna potrzeba, czy pragnienie wyrażania emocji prowokuje do dbałości o szczegóły. Na scenie mogę potem wyrażać emocje prozą bądź wierszem. Zamiłowanie do poezji ułatwia mi poruszanie się w tym obszarze.

-          Czy obcowanie z literaturą z racji zawodu ma jakiś wpływ na twoją poezję?

  D.B Obcowanie z literaturą, niekoniecznie z racji mojego zawodu ma ogromny wpływ na moją poezję. Daje natchnienie, często inspiruje. Niektóre z wierszy bezpośrednio odnoszą się do konkretnych dzieł literackich np. inspiracja opowiadaniami Le Clezia, Antoina de Saint-Exuperyego czy wierszy wietnamskiego poety Lam Quang My.

-          Niedawno wyszedł twój debiutancki tomik wierszy “Alienacje”. Jak czujesz się w roli poety prezentując go na swoich wieczorach autorskich?

   D.B To poważna sprawa.. Pisząc i dając wiersze do publikacji czuję na barkach odpowiedzialność za słowo. Słowo, które dzięki czytelnikom, wydawcom i dzięki autorskim spotkaniom zaczyna ,,żyć’’. Premiera ,,Alienacji’’ w Warszawie podczas V Festiwalu Poezji Słowiańskiej była dla mnie bardzo ważnym wydarzeniem i oczywistym jest, że odczuwałem tremę. Ale chyba największą, kiedy promowałem swój tomik wierszy w Toruniu, podczas mojego jubileuszu 25-lecia pracy scenicznej. Wielu z gości obecnych na benefisie po raz pierwszy usłyszało, że piszę wiersze. Kolejne spotkania autorskie, to już tylko radość z możliwości rozmowy z publicznością i czytelnikami. Ponieważ zawodowo zajmuje się interpretacją różnych tekstów mam świadomość, że potrafię skupić uwagę widza. To z pewnością ułatwia mi prezentację i własnych wierszy. Staram się również wprowadzać muzykę do wierszy, bo ona skupia uwagę i buduje nastrój.

- Jaki odczuwasz rezonans, po spotkaniu na scenie z Witkiem Łukaszewskim byłym współpracownikiem również ,,Kalambura’’ na Twoim wieczorze poetyckim? Jak układa się wasza artystyczna współpraca?

   D.B  Prezentacja ,,Alienacji” we Wrocławiu dała mi wiele radości. Spotkanie przygotowała bardzo profesjonalnie psycholog - Danusia Grabowska, a spotkanie z Witkiem Łukaszewskim – wybitnym muzykiem i poetą zaowocowało radością publiczności (sądząc po reakcjach). Witek jest wspaniałym muzykiem i bardzo ucieszyłem się, że zechciał przyjechać z Poznania do Wrocławia i wystąpić ze mną. Już, kiedy zagrał i zaśpiewał wiersz C.K. Norwida ,,Daj mi wstążkę błękitną’’ wiedziałem, że spotkanie będzie, jednorodne w swoim wymiarze, pełne porozumienia. I wystarczyło nam kilka słów przed koncertem. Witek zbudował piękny klimat, grając podczas prezentowanych przeze mnie wierszy. Wierzę, że będziemy mieli jeszcze okazję stworzyć coś wspólnego, przynajmniej ja będę z pewnością o to zabiegał. We Wrocławiu wspólnym mianownikiem dla nas jest Teatr Kalambur - bo i Ty Yvette i Witek i ja mamy zapisaną tu swoja historię.

-          Czy chciałbyś coś od siebie dodać?

   D.B Żyjemy w czasach głębokiej przemiany współczesnego świata. Wydaje mi się, że nigdy wcześniej nie byliśmy tak blisko centrum rzeczywistości. Z drugiej zaś strony, przy tak intensywnie rozwijających się technologiach, szybkości przepływu informacji coraz częściej stawiamy podstawowe pytania. I jednocześnie nigdy dotąd idea humanizmu nie wydawała się tak pusta i bezwartościowa jak dziś. W odpowiedzi na rozum - gloryfikuje się instynkty, sens - wypierany jest przez nonsens. Ale współczesny świat i myślę współczesna poezja daje też ogromną szansę pozostania sobą. Tak uważam. I takie wiersze pragnę pisać. Swoje. Nie obchodzą mnie nowe nurty, kierunki i mody. Słowo musi być moje, język również. Próby, próby, próby. I w Teatrze i w Literaturze. Bo przecież nie są one przeszkodami, ale stopniami, zaproszeniem do wchodzenia, a potem wieczną drogą.

Rozmawiała Yvette P’M

 



 

 

 
Witold Łukaszewski

Wirtuoz ,,strun’’ Witold Łukaszewski

Oblicze muzyki w świetle mistrzowskiej gry na gitarze w scenerii słowa pisanego. Żyje i uprawia muzykę, karmi duszę poezją.

Urodził się dawno temu w podwarszawskiej wsi Szczecin, gdzieś pomiędzy Świnoujściem a Kołobrzegiem. Już od najmłodszych lat nie przejawiał żadnych zdolności artystycznych, że o muzycznych nie wspomnę. W ramach „życia nienormalnego”, nagrał najpierw dwie płyty – jedną ze swoim zespołem „Acid Flamenco” (1995), a drugą i trzecią z zespołem swoim „Red Pink” (1997 i 2002). W ramach w/w życia i zainteresowania flamenco, stworzył jedyny w Europie Wschodniej Festiwal Flamenco, na który przyjeżdżali najwięksi mistrzowie gitary z Paco Penią i Tomatito na czele, a na który nie przyjeżdżały żadne media centralne, jako że festiwal odbywał się w Kościanie.

Trzykrotnie, w latach 1995-97, został wybrany najlepszym gitarzystą flamenco w tym kraju..

Gra z najlepszymi muzykami w tym kraju, że wymienię Józefa Skrzeka i SBB, Tomka Szukalskiego, Jurka Styczyńskiego (Dżem), Andrzeja Przybielskiego (grupa Niemen), Wojtka Hoffmanna (Turbo) czy Marka Radulego (ex. Budka Suflera). Właśnie z nimi nagrał bardzo dziwną i „zakręconą” płytę pod szyldem „Undertow” (2003r.) nawiązującą do najlepszych tradycji jazzu i rocka. Duszą i ciałem oddany jest jednak swojemu flamenco - rockowemu życiu i w ten sposób powstały płyty „13 utworów na gitarę i kobietę” (2004) i „Magia flamenco’’ (2006)

Mieszkając w okolicach Łagowa Lubuskiego, napisał powieść o bohaterach młodości - grupie Led Zeppelin "Schodami do nieba" (2007) oraz tom poezji wraz z płytą „Cafe Poema” (2009)

Witold Łukaszewski współpracuje od lat z poznańskim studiem ,,MMstudio’’ gdzie nagrywa większość swoich płyt. Używa gitar wykonanych przez legendarnego lutnika Jose Ramireza z Madrytu, oraz Gibsonów sygnowanych specjalnie dla niego przez Jimmy’ego Page’a, którymi to opiekuje się pracownia lutnicza Benedykta Niewczyka w Poznaniu. Na scenie Witek prezentuje zawsze najnowsze gitary ze swojej kolekcji, a ma ich naprawdę dużo. Jeden z pierwszych odtwórców muzyki Flamenco w Polsce. Koncertuje w Polsce i w świecie.

 

- Kiedy i jak zaczęła się Twoja pasja i przygoda życiowa z gitarą?

W. Ł Bardzo późno, bo dopiero pod koniec klasy maturalnej. Ale od razu wiedziałem, że chcę zostać gitarzystą i zacząłem ćwiczyć po 10-14 godz. dziennie.

- W jakich okolicznościach rozsmakowałeś się po raz pierwszy w tak trudnym warsztacie jak muzyka flamenco?

W. Ł Na początku lat 80-tych mój profesor gitary klasycznej Bogusław Kliszewski, puścił mi parę nagrań Manitasa de Platy. Odleciałem absolutnie i zacząłem praktycznie tylko grać flamenco, tak że, kiedy wielki Paco Pena przyjechał do Polski w 84-tym, byłem gotowy, aby zagrać prywatnie jemu jego utwór. Potem fascynacja flamenco osłabła na rzecz rocka, ale do dzisiaj łącze oba te gatunki.

- Grasz, komponujesz, koncertujesz, udzielasz lekcji muzyki a teraz piszesz poezje. Jak czujesz tą dziedzinę twórczości? Czy wrażliwość muzyczna ma wpływ na pisanie wierszy?

 

W. Ł Na pisanie moich wierszy mają wpływ głównie kobiety. Moje wiersze mają rytm, czym wyróżniają się z plejady innych twórców - To właśnie w poezji zawdzięczam muzyce. Aha- nie udzielam lekcji gry na gitarze, mimo wielu próśb, ponieważ to mnie ogranicza. I tak mam zbyt mało czasu na moje ćwiczenie!

 

- Jak wczuwasz się w akt komponowania utworów, co ciebie inspiruje? Skąd bierze się źródło natchnienia?

 

W. Ł Nie mam zielonego pojęcia. Natchnienie jest, albo go nie ma. Wszelkie naukowe metody podejścia do tego zagadnienia, organizowanie warsztatów twórczych uważam za śmieszne. Pisze się krwią i duszą. Jeśli tego nie czujesz idź do biura, albo zostań biznesmenem.

 

- Wolisz sam odtwarzać swoje utwory gitarowe i vocale oraz poezje śpiewaną, czy przyjmować zaproszenia do akompaniamentu od poetów?

 

W. Ł Wole występować z moim zespołem(znakomici muzycy jazzowi), ale przyjmuję zaproszenia także.

 

- Występowałeś na scenie wspólnie z Darkiem Bereskim, jak się zapowiada wasza artystyczna współpraca?

 

W. Ł Nie wiem, jak zapowiada się nasza współpraca. Czas pokaże. Darek jest artystą z duszą, więc myślę, że rokuje to dobrze.

 

- Najważniejszym pytaniem jest - jaki odczuwasz rezonans, po spotkaniu na scenie z Darkiem Bereskim, na jego wieczorze poetyckim?

 

W. Ł Było znakomicie. Rozumiemy się bez zbędnych słów. Poza tym poezja Darka mi odpowiada, więc granie „do niej” to tylko przyjemność.

 

- Jakie masz plany na przyszłość? Koncerty, wydanie nowej książki, a może nowe inspiracje w nowym roku?

 

W. Ł W przełomie marca i kwietnia ukazuje się moja nowa powieść „Dialogi: Hendrix & Paganini”, w czerwcu kolejna płyta a grudniu kolejna powieść : ,,Dialogi 2: Morrison& Picasso”. Poza tym dużo koncertów.

 

- Jak dzielisz czas pomiędzy życiem twórczym, zawodowym, a prywatnym, co się ze sobą zazębia?

 

W. Ł Moje życie prywatne i zawodowe to, to samo. Praca jest moją pasją i hobby, więc nie ma tu żadnego problemu.

 

- Witku, minęło dwadzieścia lat, od czasu spędzonego wspólnie w Kalamburze wrocławskim. Szczęśliwym trafem mieliśmy okazję porozmawiać w eterze pomiędzy Polską a Niemcami ,,na life” w audycji Radia Darmstadt u red. Julity. Co czułeś, jakie wspomnienia wtenczas w tobie ożyły, a później wspólne spotkanie we Wrocławiu w Kalamburze?

 

W. Ł Kalambur to trzy lata mojego życia. Zwariowane czasy. Było biednie, ale w ostrogach! Więc kiedy nagle spotkaliśmy się w eterze z tobą Yvette, to, to wszystko powróciło ze zdwojoną siłą, później spotkanie w Kalamburze. Bardzo miły moment.

 

- Czy chciałbyś coś od siebie dodać?

 

W. Ł Tak!... chcę już zostać milionerem dzięki mojej sztuce. Wiem, że jestem na dobrej drodze i będzie to bardzo miłe uczucie.

 

Dziękuję za wyjątkową rozmowę.

Rozmawiała Yvette P’M

 

 

 

14 lutego Święto Zakochanych - WALENTYNKI

 

Dzień Św. Walentego, czy Walentynki lub jak kto woli Dzień Zakochanych, obchodzony jest 14 lutego prawie na całym świecie. Nazwę swoją zawdzięcza któremuś z chrześcijańskich świętych o tym imieniu. Co najmniej 5 dni w roku jest poświęconych różnym Walentym. Łatwo zauważyć, że Walentynki historycznie są świętem katolickim. Powszechnie uważa się, że Walentynki należy wywodzić z grecko - rzymskiego święta płodności, które miałoby się odbywać w połowie lutego. Najczęstszym kandydatem na poprzednika Walentynek uważa się Luperkalia. Jednak okazuje się, że tak naprawdę nie ma żadnej bezpośredniej kontynuacji między starożytnymi świętami i tradycją obchodzenia dnia Świętego Walentego, która powstała dopiero w późnym średniowieczu. W późniejszych latach w Stanach Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii, szybko upowszechnił się zwyczaj wysyłania na to święto miłosnych kartek pocztowych, które stały się wszechobecne w tym okresie. W latach 90 ubiegłego wieku tradycja ta przywędrowała do Polski z Niemiec wraz z kultem Świętego Walentego i stała się konkurencją dla rodzimej Nocy Kupały, która przypada na przełom 21 i 22 czerwca. Również z Walentynkami związany jest święty Walenty - duchowny i męczennik, patron epileptyków, wspomożyciel chorych i cierpiących, opiekun przytułków i szpitali.

Tradycja ta przybyła, by lawirować w kształtach uczuć wybitych piętnem czerwonego serca i miłości, w dniu wpisanym na stałe w kalendarz całorocznych imprez. Słowo "miłość" nadaje niewątpliwie wyjątkowego splendoru temu dniu, który kojarzony jest stereotypowo z girlandami, czerwonymi bukietami, sercami, pluszowymi maskotkami a w krajach Benelux stałym rytuałem tego dnia są czekoladowe wyroby. Wystawy sklepowe, restauracje prześcigają się w reklamach, sieć restauracji proponuje wspaniałe zestawy dań zachęcając do degustacji i spędzenia tego romantycznego wieczoru właśnie w restauracji, w uroczystej atmosferze gdzie kelner szarmancko podaje szampana, płomień świecy romantycznie podkreśla magiczny nastrój...

 

Każdy w przeddzień święta ma jedną przewodnią myśl, gdzie go spędzić w restauracji za bajońskie ceny, czy kameralnie w domu, co kupić i za ile, czy kwiatami obdarować czy maskotką, których są pełne wystawy? Tego typu pytania pokazują jak mało wiemy o miłości. Przychodzą mi na myśl słowa piosenki „Cóż wiemy o miłości mając 16 lat...”, jednak bez względu na to, czy ktoś ma kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, jeśli zadaje sobie pytania typu, „co i za ile?”, to o miłości pojęcie ma raczej mierne. Inaczej rzecz się ma, jeżeli Walentynki traktujemy, jako okazję do zaakcentowania, dla podkreślenia naszych uczuć, które nosimy w sobie przez cały rok a nie wybuchają one niczym wulkan jedynie w tym zaznaczonym w kalendarzu dniu, ulegając coraz większej komercjalizacji. Oczywiście bywa i tak, że Dzień Św. Walentego jest początkiem żaru wielkiej miłości, ale niech ten żar nie będzie li tylko wybuchem z powodu otrzymanego kwiatka, maskotki czy romantycznej kolacji przy świecach.

 

Dialog między dwojgiem ludzi, wyznawanie miłości w dniu tradycji przyjętej od lat, oderwania się od problemów dnia codziennego, jest pojęciem wielowymiarowym pełnym emocji. Dzień 14 lutego jest tradycją, ale nasze wewnętrzne "ja" i stosunek do tego dnia, określa często nasza wrażliwość na uczucie, jakie powinno trwać zawsze, niezależnie od płci i wieku. I czy świętowanie na całym świecie skomercjalizowanego walentynkowego dnia, należy wyrzucać z kalendarza czy to nie kwestia dyskusyjna. Walentynki mogą być dobrym pomysłem na ujawnienie komuś, jak bardzo go lubimy, dostrzegamy czy też kochamy, jednak jednorazowo dany dowód miłości w formie prezentu nigdy nie będzie tak wartościowy, jak codzienna życzliwość, radość, serdeczność i uczucie okazywane tym, którzy są dla nas najważniejsi. Zwłaszcza dla osób nieśmiałych jest okazją dla przełamania wewnętrznych oporów i wyrażenia swoich uczuć.

Jako astrologiczna Waga, rozważam za i przeciw… to intymna wędrówka serc przy płomieniach świec w walentynkowy wieczór i tradycja zarazem, czy raczej komercja?

Myślę, że nie należy negować tych, którzy mają wewnętrzną potrzebę i chęć kultywowania tego szczególnego dnia, ale i nie należy pozwolić sobie, by chwyty reklamowe i komercja przysłoniły ideę dnia Św. Walentego. Dla wielu wystarczy czułe spojrzenie w oczy partnera, bez różanej pychy, przytulenie ukochanej osoby. Gesty nawet bez wielkich słów niech będą dowodem na to, że potrafimy zauważyć małe szczęścia, potrafimy się nimi tak delektować jak w żadnym innym dniu roku. Przeciwnicy tego święta uważają, że jako zwyczaj, którego jeszcze niedawno w kulturze nie było, Walentynki nie powinny być tak szeroko reklamowanym dniem, tak głośno, z muzyką, kolorowo, w barwach czerwieni przyciągającej jak magnes nasze oko, świętowanie ponad stan naszego budżetu domowego, co nieuchronnie odchudza portfel a i kilogramów przybywa. Podsumowując, radykalne tak czy nie, obchodzić demonstracyjnie czy raczej nie? Trudno wypośrodkować lub znaleźć jednoznaczną odpowiedź, bowiem każdy ma swoje racje. Innym aspektem oprócz nadmiernej komercji jest bojkot Walentynek przez osoby samotne, a tych przybywa, taka moda. Każdy odbiera Walentynki bardzo subiektywnie i osobiście. Więc radykalne tak czy nie! Szczerze mówiąc, chyba nawet nie powinniśmy zaprzątać sobie głowy zastanawianiem się nad potrzebą lub nie, pielęgnowania takich obyczajów. A Walenty marketingiem jest przeklęty, usiłuje te potrzeby uświadamiać oraz pobudzać a nawet kreować i zaspokajać. Jak wypowiedzieć się w materiale, który wywołuje tyle emocji wśród społeczeństwa? Najgorszym jest to, że nie wiemy, co mamy z tym zrobić, jak się zachować, jak reagować na negatywne komentarze tego jakże romantycznego dnia. Ten dylemat był, jest i pewnie będzie w nas tak jak i sama magiczna data, na zawsze. Moim skromnym zdaniem jednak idea Walentynek jest przemiła. Dlaczego? Ponieważ miłość i przyjaźń należy pielęgnować codziennie jak kruchą roślinkę, podlewając kroplami uczucia. Po prostu emanujmy miłością zawsze, a w szczególności14 lutego w dzień Świętego Walentego, by tradycji stało się zadość podkreślajmy swoje uczucia tak jak każdy umie najlepiej. Wtedy dla wszystkich, również dla osób samotnych, Walentynki staną się dniem pięknym, ciepłym, przepełnionym serdecznością. Happy Valentine’s Day!

aut.Yvette P’M

Szarmancki Walenty

w myślach ujęty

duma, co wykwintniejsze…

Naręcza rubinowych kwiatów?

Czekoladowe serce miłości?

A może romantyczny liścik…

©Yvette P’M

 

 

Rozstrzygniecie konkursu w Rabce.

14.02.2013r odbędzie się XXI Ogólnopolski Konkurs Poetycki „Serduszkowy  wiersz”

Rabka-Zdrój 2013 r. godz. 15.00 w siedzibie MOK-u przy ul. Parkowej 5.

Miejski Ośrodek Kultury Rabka- Zdrój propaguje działalność laików i doświadczonych w wielu dziedzinach działalności artystycznej. MOK swoje działania kieruje do osób w każdym wieku oraz tak prowadzi swoje działania by były one przystosowane do zmieniającego się otoczenia. Cały rok prowadzone są tutaj zajęcia pisarskie, muzyczne, taneczne, teatralne, oraz inne.

Realizuje się tu interesujące modele takie jak koncerty, imprezy w plenerze, spotkania periodyczne, konkursy, modele edukacyjne skierowane do osób szczególnie uzdolnionych, warsztaty, itp. Ważną działalnością ośrodka jest współpracowanie z organizacjami pozarządowymi a także z innymi ośrodkami w całej Polsce.

Ogólnopolski konkurs poetycki “Serduszkowy wiersz” pod patronatem Miejskiego Ośrodka kultury w Rabce Zdroju oraz Pani Dyrektor Joanny Lelek. Od września 1992r. jest dyrektorem Miejskiego Ośrodka Kultury w Rabce Zdroju. Pani dyrektor prężnie angażuje się w działalność kulturalno -  artystyczną. To osoba, która jest dobrym menadżerem, radzi sobie w najtrudniejszych sytuacjach. Kultura dzięki niej kwitnie i się rozwija. Osoba, ta zaraza innych swoja pasją, dzięki niej dom kultury tętni życiem. Pani Dyrektor współpracuje ze szkołami, burmistrzami, z całym środowiskiem kulturalnym.

Miłość potrzebuje słów, którymi się wyraża…

Lekturą obowiązkową niech będzie najpiękniejszy „Hymn o miłości” św. Pawła Apostoła. Julian Staniewski zachęca do poetyckiego poszukiwania i odkrywania miłości Boga, bo „…człowiek nie udźwignie wielkiej miłości (…) To Bóg jest miłością i nie naszą rzeczą wytrzymać taki ciężar…” ( Ks. prof. Jerzy Szymik). Napisać wiersz o miłości to sztuka. Wszyscy o tym wiedzą, że miłość jest piękna, ale również jest trudna. Pisząc stosujemy najpiękniejsze słowa, używamy wiele metafor, ale najważniejsze aby pisać ,,prosto z serca" , ,,tak jak nam serce dyktuje", pamiętając o szacunku do czytelnika.











Główny juror XXI Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Serduszkowy  wiersz” w Rabka-Zdrój 2013 r:

Julian Staniewski – rabczański poeta, krzewiciel gwary i kultury góralskiej, społecznik, przewodnik beskidzki. Jako poeta zadebiutował w 1983 r. wierszem „Sposób na życie”, wyróżnionym w Turnieju Jednego Wiersza „O poetyckie wrzeciono”. Odtąd jego utwory zaczęto publikować na łamach czasopism: „Dunajec”, „Podhalanka”, „Gazeta Krakowska”, „Dziennik Polski”. Laureat wielu nagród i wyróżnień w konkursach poetyckich: Ogólnopolskiego Konkursu Poezji Religijnej im. ks. prof. Józefa Tischnera w Ludźmierzu (2006, 2009, 2011), Ogólnopolskiego Konkursu im. Tadeusza Staicha w Zakopanem (2006, 2009, 2010) oraz Ogólnopolskiego Konkursu im. ks. Jamroza „O autentyczną wiarę” w Mszanie Dolnej (2008, 2009, 2012), „Orkanowskie Gorce” (1986) „Serduszkowy wiersz” (2001, 2004), „Harfa Gorców” (2002, 2004). Poezja Staniewskiego na stałe wpisała się w tradycję literacką oraz kulturę regionu. Jego twórczość stała się tematem pracy licencjackiej Katarzyny Front pt. „Filozofia życia Juliana Staniewskiego”, napisanej w Katedrze Języka Polskiego PPWSZ pod kierunkiem dr Wojciecha Kudyby, a na Uniwersytecie Jagiellońskim, w 2012 r. została obroniona językoznawcza praca magisterska Joanny Stępień, której promotorem jest prof. dr hab. Janina Labocha z Katedry Współczesnego Języka Polskiego. J. Staniewski swój pierwszy tomik „To dusza moja śpiewa” wydał w 1997 r. W 2009 r. opublikował zbiór, „Kiedy góry sieją wiersze”, a w 2010 r. dwa inne wybory utworów - „Świecie mój” i „Widzenie Boga” oraz zbiór opowiadań „Biblijne sny”. Najnowsze wiersze poety, ukazały się w październiku 2012 r. w tomiku pt. „Pod okapem słońca”. Uhonorowany przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaczeniem Zasłużony dla Kultury Polskiej.

Aut. Yvette P’M

 


Maestro Marek Kubski…


W jakim kierunku się kształciłeś?

- Tak, jestem Absolwentem Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem batalisty prof. Michała Byliny.

Od ilu już lat jesteś poza Polską?

- Przyjechałem do Wiednia w 1981 roku, w nagrodę za wygranie Konkursu Wenus przedstawiającego akt kobiecy. Pierwsze kroki

na austriackiej ziemi były ciężkie - jak dla każdego człowieka, który decyduje się na karierę zawodową i artystyczną poza własną ojczyzną. Nie żałuję dziś swojego wyboru. Uważam zresztą, że jestem Polakiem „sercem i duszą”, lecz czuję się dobrze, zarówno w rodzimym Wrocławiu, jak i Wiedniu, Londynie, czy też New York’u. Należy pamiętać, że nie jest ważne, gdzie się jest – liczy się, co się robi i do czego się dąży.

Nazywają Cię ,,człowiekiem orkiestrą’’. Grasz, komponujesz, malujesz i piszesz. W czym czujesz się najbardziej spełniony?

- Jako Artysta „odnajduję siebie” w każdej z ról. Cykl płócien „ Myśliwy Apokalipsy”, poświęcam pełnym grozy przedstawieniom, budowanym
z realistycznych elementów. Na przekór obowiązującym malarskim awangardom, przedstawiam na nich w anachronicznych jakby konwencjach walk bitewnych, samotnych jeźdźców, najrozmaitsze urojenia, zawieszone między konwencją groteski i bajkowych przedstawień, ponadczasowych stereotypów lirycznej wrażliwości.

Jak odbierasz sztukę z perspektywy lat tworzenia?

- Chcę wyrazić prawdę o egzystencji jednostki, bowiem jest ona wpisana w historię zbiorowości ludzkiej i świata. Tym samym
w przeświadczeniu samego autora zmierza do totalnej zagłady i katastrofy.

Jesteś wyjątkowy w grze na instrumentach. Zarówno strunowych, dętych, jak i perkusji. Kiedy Twoja ręka jest najpewniejsza???

- Moje rozważania o wychowaniu muzycznym in fanta, datują się od chwili Jego narodzin, trzeba starać się znaleźć i odszukać własne oblicze w muzyce. Nie można zapominać o tradycji i korzeniach. To powinno stanowić fundament do budowania własnego ducha. Moim niewątpliwym sprzymierzeńcem jest absolutny słuch, który pozwala mi w sposób odważny, ale i spójny połączyć różne brzmienia, tworząc tym samym ekspresyjne aranżacje.

Na jakim instrumencie grasz najczęściej?

- Moim ulubionym instrumentem jest gitara.

Jakie płyty już wydałeś?

- „Hunter Of The Apocalypse”(1993), ”Ozon Gap”(1998), „Shock”(2000), „Memory Loss” (2013)

Piszesz książki, to wielkie wyzwanie.

- Tak. Nakładem Oficyny Filmowej „Galicja”, ukazała się książka pt.” Statek Widmo”. Jest to horror, który uzyskał doskonałe recenzje na rynku wydawniczym. Z reakcji czytelników wiem, że „Statek Widmo” się im podobał. Jest to chyba dla każdego pisarza ważne.

Czy masz w planach, jakieś swoje nowe dzieło, które zaskoczy czytelników?

- W przygotowaniu jest już kolejna książka pt.: „Bestia, czy AIDS?”, która jest według mnie symptomem apokaliptycznej degradacji i rozpadu naszej cywilizacji. Niektórzy zarzucają mi komercjalizm w pisaniu, ale nawet wrogowie przyznają,
że ma żywotność narracji oraz MacLeanowską precyzję. Uważam, że nie jest problem pisać- książki dla książek. Ważne jest,
aby książka była czytana.

Malujesz od wielu lat. Już tyle o Tobie pisano w środkach masowego przekazu. Który ze swoich obrazów cenisz najbardziej?

- Część krytyków jest zdania, że jestem doskonałym kontynuatorem Matejki, Kossaków, czy też Michałowskiego. Cykl „Myśliwy Apokalipsy”.

Co w chwili obecnej masz na swoich sztalugach?

- Ostatnio zostałem zaproszony do stworzenia okładki kalendarza, w którym będziemy mogli znaleźć zarówno grafikę użytkową, jak i nową figurację, przedstawiającą stabilizację malarstwa abstrakcyjnego.

Słyniesz z dobrego kontaktu z ludźmi. Jakie odczucia masz wtedy, kiedy jesteś na scenie przed publicznością?

- Kocham ludzi, i Oni wiedzą o tym. Scena jest dla mnie niczym dom, w którym odnajduję swój azyl - siebie - chęć grania.

Jaki jest Twój dorobek artystyczny? Może coś jeszcze chciałbyś dodać?

- Nie chcę, aby łączono mnie z konkretnym gatunkiem, albo stylem. Jeżeli poddajesz się jakimkolwiek klasyfikacjom, to cię od razu ograniczą, stwarza ramy, poza które nie można wyjść. To jednak nie jest dobre, ponieważ wszyscy muzycy awangardowi zaczynają od idei. Kiedyś ludzie tworzyli muzykę - „uderzając kamieniem o kamień” i w tym momencie - „narodził się rytm”,
a przecież żaden z nich nie umiał grać.

Kiedy zagłębiamy się w zestawienia harmoniczne, które miałem wydawałoby się narzucane - powstały niektóre elementy kompozycji, nie zawsze świadomie. Tęsknota, pragnienie czegoś, smutek, choćby nawet nienawiść, robi z ciebie geniusza. Nie mówiąc już o pracy, którą wkładasz. Wystarczy odkryć własną drogę do źródła inspiracji, zaczerpnąć zeń, podzielić się, ujawnić. W ten właśnie sposób będziesz sobą. Na przykładzie mojej muzyki: „Hunter Of The Apocalypse” (1993), „Ozon Gap” (1998), „Shock” (2000), jak i mojego malarstwa- widzimy jej różnorodność. Jednych, jej słuchanie wprawia w ekstazę. Drugich, w stan upojenia i rozkoszy, a jeszcze innych, uspokaja i relaksuje.

Wielu z tych, którzy czują się samotni, zagubieni, zestresowani - nie zdaje sobie sprawy, że to właśnie ta dziedzina sztuki może wywierać szczególny wpływ na psychikę człowieka. Dźwięki gitary, syntezatora, czy saksofonu mogą zdziałać więcej niż, niejeden renomowany lek. Muzyka, także moja „Apocalypse”, posiada oprócz uzdrowienia duszy i łagodzenia stresu inny istotny walor, pobudza wyobraźnię i to w sposób twórczy! Bo jak powiedział renesansowy myśliciel Marsylio Ficino: „Muzyka daje natchnienie twórcom, poetom, malarzom i rzeźbiarzom. A prawo do słuchania muzyki mają wszyscy - nawet ci, którym przysłowiowy słoń nadepnął na ucho”.

Gdzie będą Twoje kolejne wernisaże, koncerty, promocje książek etc?

- Lepiej być mile zaskoczonym, niż nie miło rozczarowanym. W niedługim czasie zaprezentuję nowe inspiracje i koncepty, mojej twórczości malarsko – muzyczno - literackiej.

Dziękuję za ciekawą rozmowę. Pozdrawiam serdecznie Marek Kubski.
rozmawiała: Yvette P’M

W zadumie.

Tradycja, z której się wyrasta... Refleksje, układają się szpalerem białych chryzantem w Panteonie, gdzie ich ciała złożono po krótkim bytowaniu ziemskim. Na ołtarzu cmentarnej świątyni, w tajemnicy przemijania ciszy pozaziemskich cieni, składamy poczucie naszego spełnienia.
Zaduszki po Wszystkich Świętych to obchody za wszystkich zmarłych, które w 998 roku wprowadził św. Odylon, piąty opat słynnego klasztoru benedyktyńskiego w Cluny. Święto to ma być opozycją dla pogańskich obrządków ku czci zmarłych. Łuny świec ponad grobami, to szczególne święto w naszej obrzędowości religijnej. Tyle wspomnień, tyle wzruszeń związanych z tym dniem jesiennym. Kultywujmy ten piękny obyczaj, każdy na swój sposób. Nawet, jeżeli nie mamy zmarłych na cmentarzach, wybierzmy się na belgijskie nekropolie, by zadumać się nad własnym życiem i zapalić płomień pamięci za swoich wszystkich zmarłych, chociażby na innym grobie. W zadumie i ciszy pomyślmy o tych, którzy odeszli.
Rota Marii Konopnickiej materiał: red. Iwona Aleksandra Matysik
iTVP Południe.pl

www.itvpoludnie.pl/wiadomosci/Z-wizyta-u-corek-Marii-Konopnickiej,1107/




GDZIEKOLWIEK PÓJDZIE –
Prezentacja twórczej sylwetki Yvette Popławskiej

 

Gdziekolwiek pójdzie, tam będzie, to cała Yvette.
Od 21 lat mieszka w Belgii, nie tracąc kontaktu z Polską. Już to poprzez liczne kontakty i przyjaźnie, już to poprzez przyjazdy do kraju. Najczęściej przyjazdy te związane są z uczestnictwem w imprezach poświęconych rozmaitym wydarzeniom kulturalnym. Jak ostatnio, w czerwcu 2012 r. udziałem w kutnowskim święcie poezji. Udało jej się także
zorganizować wspaniałe poetyckie spotkanie z przyjaciółmi po latach
w słynnym wrocławskim klubie Kalambur. Poezja lała się tam strumieniem wartkim i mocnym. Mówi - moje wiersze powstają pod wpływem chwili. Piszę w domu, w aucie, w samolocie, na statku,
w pracy. Czynniki zewnętrzne ukierunkowują siłę i moc pisania

– KU SOBIE SAMEJ

Potknęłam się o swoje drugie ja
w przedsionku spichlerza poezji
spotkałam swój cień
na kartce papieru

taka delikatna nieśmiałość
pokorna i pełna ogłady
tylko żal
iż tak sporadycznie
mijam się z nią
w drugim swoim obliczu
© YvetteP’M





Yvette działa też intensywnie na rzecz integracji z Polonią niemalże z całego świata. Publikuje i działa w polonijnym Radiu Roza
z Brukseli, jest korespondentką „Listów z daleka” z Liege, swoją twórczość poetycką zamieszcza w eMultipoetry, specjalizując się w tzw. Wallsach – krótkich formach poetyckich umieszczanych na murach Krakowa.
Jej wiersze znalazły się w tomiku „Antologii poetów wybranych”, którego była również inspiratorką i redaktorką. Żyje z pasją, choć twardo stąpa po ziemi. Mówi o sobie, że ciągnie ją tam, gdzie powietrze, woda i przestrzeń. Dlatego pływa z delfinami, lata awionetkami a także na paralotni, steruje łodziami motorowymi.
Bez problemu zajmuje się kilkoma rzeczami na raz, bez szkody dla rezultatów takiego działania. W tym samym czasie ugotuje obiad, „załatwi” kilkanaście telefonów, napisze artykuł, odpowie na maile, przyjmie chorego konia sąsiadów na swoim podwórku. W swoich wierszach pisze o wszystkim, co ją dotyka, z całą powagą i wrażliwością, jak tylko poezja zaangażowana może to wyrazić. Bardzo na serio traktuje tematy, o których pisze wiersze, czy artykuły.

Inspiruje ją wszystko, co wiąże ją ze światem rzeczywistym - nie na jej miarę wszakże skrojonym, i światem magicznym...
na zasadzie kontrastu, który wszczepia nutę niepokoju w potoczności i uciążliwości życia. Pobudza do wyjścia z siebie, poza wiedzieć czy nie wiedzieć, przesuwając rzeczywistość, na przykład ku kartce papieru.
Jej doradcą w pisaniu, niezawodnym i sprawczym jest intuicja, dająca jej dostęp poza granice logiki i świata widzialnego.



Zaglądnąć w głąb siebie
zacząć od …
iż oprócz IQ mieć
należy rozwijać IE
obserwować siebie i otoczenie.
© YvetteP’M



A jednak, każde jej słowo znajduje oparcie w fakcie, wcielając się, czy to w wydarzenie, czy jako inspiracja liryczna. Głęboko drąży temat o którym pisze artykuł, czy relacje z jakiegoś wydarzenia.
Wachlarz tematów, które porusza jest szeroki i barwny jak tęcza. Prowadzi blog poetycko-kulturalny: bloguspoeticus.wordpress.com
Pisze jak jej w duszy gra, nie zwracając uwagi na trendy i mody. Jej dzikie, szalone pomysły, wynikające z jej niezwykłej wrażliwości i tkliwości do świata transformuje w swoim pisaniu. Jej zainteresowania są rozległe jak step i nie mają końca.
To wszystko modeluje jej tożsamość twórczą.



Wszyscy w
mniejszy lub większy sposób
mamy wszczepiony implant poezji
uzewnętrzniamy synonimy
odzwierciedlamy słowa w życiu.
© YvetteP’M



Ostatnio zafascynowała ją muzyka tworzona przez kompozytora z Austrii, Marka Kubskiego, z którym planuje połączyć swoją poezję z jego muzyką w multimedialnym spektaklu, który zamierza zaprezentować w przyszłym roku w Polsce i dla Polonii
w Belgii. Nikt jak ona nie zgłębił tajników relacji międzyludzkich, które archiwizuje w swojej pamięci. Przetwarzając je w wiersze, otwiera się na ludzi nastawiając wszystkie swoje sensory na odbiór z pozycji serca.
Człowiek liczy się dla niej ze swoich dokonań, nie działa na nią magia stanowisk i etykiet.

Jej żywiołem jest działanie, natychmiastowe uruchamianie energii celów, których się podejmie dokonać. I dokona.

Alicja Knop
Redaktor naczelna Poema.pl




INTROSPEKCJA

 

W Muzeum Historii w Nikiszowcu w Katowicach, odbyła się niezwykła wystawa, ALIENACJA – połączenie grafiki, malarstwa, muzyki i tekstu.
Jak można emocjonalnie i intelektualnie odebrać tak zróżnicowaną dawkę aktywności twórców, Jolanty Barnaś i Marka Hajoka?
Każdy odbiorca sam musi odnaleźć drogę, do zintegrowania w sobie wrażeń, aby wniknąć w istotę takiego projektu.
Idea przedsięwzięcia była taka, aby słowo pisane, litera, były graficznym składnikiem, jednej doskonałej formy. Zmarszczki pomiędzy słowami wypełniają obraz i muzyka, tworząc kalejdoskop doznań niedających się już od siebie oddzielić. Motywem przewodnim wystawy jest człowiek, który idzie. W sumie 28 części.
Alienacja jest wpisana w życie człowieka, którego wrażliwość jest nieustannie wystawiana na próbę poprzez sprzeczne pragnienia, które są motorem wszelkiej aktywności, napięć, ruchu... Każdy z taką alienacją gdzieś w życiu może się spotkać i zderzyć... Autor wierszy jest doskonałym obserwatorem, świadomym swoich możliwości i, przede wszystkim, ograniczeń, emocji, które obrabia głęboką refleksją, tworzy
i eksperymentuje na swoich ideałach czy przekonaniach, i, albo zarazi się jak boreliozą, zaakceptuje i będzie pisał dalej, pragnąc stać się, wbrew swoim skłonnościom, częścią świata, z którego wyrasta, albo je odrzuci pozostając wiecznym autsaiderem.
Oto, co twórcy sami mówią o swoim przedsięwzięciu

Yvette: Co autorzy mieli na myśli decydując się na taką formę prezentacji efektów swojej współpracy?
Jolanta Barnaś: Geneza „Alienacji” jest jednocześnie bardzo prosta
i skomplikowana. Proces powstania „Alienacji”, jako zestawu/zbioru grafik trwał cały rok 2011. Każda jej część to moja odpowiedź obrazem
na słowa napisane przez Marka Hajoka. Wizualizacja nowych tekstów stanowiła naturalną potrzebę kontynuacji tego, co zostało zapoczątkowane w projekcie „Borelioza”. I tak naprawdę nie miałam innego sposobu „pozbycia” się obrazów, które „rodziły” się
w mojej głowie. Każde zestawienie słów dawało niesamowite możliwości realizacji pomysłów za pomocą rysunku, malarstwa, fotografii... Litery budujące słowa stały się abstrakcyjną formą znaku, słowa zaczęły być równoprawnym uczestnikiem obrazu.
W „Alienacji” ani słowo, jako przekaz myśli, ani rysunek, jako dekoracja nie zajmują pierwszego miejsca. Wszystko jest tam zrównoważone, jednakowo potrzebne. Nie istnieje hierarchia ważności. Została zatarta granica między rysunkiem, plamą barwną, kolorem i słowem. Również praca włożona w powstanie cyklu grafik jest równorzędna. Stanowi całość. To jeden autor i jedna sygnatura: Hajok – Barnaś. „Alienacja” to dziewięć odrębnych części, utworzonych z następnych cząstek, które można dowolnie składać czy zestawiać. Ta idea pozwala każdemu indywidualnemu odbiorcy po swojemu „patrzeć”, odnajdywać własne emocje
i myśli, które rodzą się w kontakcie zarówno ze słowem, jak i z obrazem.

Yvette: Jak powstaje taki projekt na odległość?
Jolanta Barnaś: Marek wysyła mi teksty komputerowo, lub kiedy spotykamy się na żywo, w Polsce czy w Niemczech dopracowujemy całość obrazu słowa i rysunku. Długa i nadzwyczaj pracochłonna współpraca.

Yvette: Najczęstsze pytania – wizja projektu na odległość?
Marek Hajok: potrafimy telepatycznie się porozumiewać, współpraca jest płynna, w trakcie rozmowy rozumiemy się w pół zdania. W momencie spotkania uściślamy jak to finalnie powinno wyglądać w praktyce.

Yvette: Co motywuje poetę?
Marek Hajok: Nosimy jakiś bagaż, w którymś momencie musimy się go pozbyć, lub zrzucić balast ze swoich barek, jest to naturalne, że nie możesz z nikim porozmawiać na ten temat, dajesz upust swoim emocjom. I właśnie grafika podkreśla tą wizje mojej twórczości. Zadanie dla widzów gdzie jedni przychodzą, aby zaliczyć tylko wystawę czy wernisaż, inni przychodzą,
aby zapytać, aby dowiedzieć się, co autorzy mieli na myśli. To mój drugi projekt, pierwsza była Borelioza, teraz Alienacja, której premiera odbyła się w Mikołowie we wrześniu, jako udokumentowanie tej poprzedniej.

Yvette: Dlaczego pisałeś Alienację?
Marek Hajok: W znaczeniu encyklopedycznym jest to stan wyobcowania, a to zainicjowało i prowokowało mnie inaczej spojrzeć na życie, alienacja jest wypadkową i konsekwencją Boreliozy, przekształcenie wewnętrznego osamotnienia. Generalnie to dotyczy każdego z nas, ale nie każdy ma tego świadomość. Nie każdy patrzy przez pryzmat filozofii życia. A ja potrafię się z Jolą uzupełniać się w tym projekcie. Jola ma koncepcje na grafikę, ja automatycznie mam dopasowany tekst.

Yvette: Jesteście prawie ewenementem na rynku sztuki, tworząc tandem porozumienia i współpracy.
Marek Hajok: Nie jesteśmy zobligowani terminami, wiec czasowo nieograniczeni pracujemy twórczo na bazie naszych pomysłów, wzajemnych inspiracji. Mam jeszcze pięć projektów zawieszonych w próżni, które czekają realizacji. Jeżeli mi jakaś struktura nie odpowiada, staram się w odpowiednim czasie ją zmienić.

Jolanta Barnaś: Realizując ten projekt, chcieliśmy razem – ja i Marek, Marek i ja – osiągnąć cel, kiedy to widz staje się częścią naszej ekspozycji, identyfikuje się z myślą w niej zawartą i zastanawia nad kształtem współczesnego świata. Czy się to udało? Muszą ocenić odbiorcy.

Marek Hajok z Jolantą Barnaś uczestniczył w sesji popularno naukowej ,, Relatywizm wartości estetycznych i ideowych
w literaturze, sztuce i filozofii współczesnej’’, dając wykład połączony z wystawą grafik Jolanty Barnaś. W tle Jego wystąpienia, odbył się pokaz etiudy filmowej ,,Depra’’ Wojciecha Szwieca.


Marek Hajok

DEPRA

Koniec przed końcem
wyznaczonym przez Boga.
Zamknięty szczelnie w swych
prawach, zamysłach i wiedzy.

Świat synonimów smutku.
Zwrot do nikąd – ciągle do przodu.

Dwoistość świadomością rzeczywistości,
szczęście i udręka, deklaracji dźwięk –
nie jej znaczenie.

Popiół uczuć wypalony lękiem.

Dlaczego wykłuto oczy widzącym?
Dlaczego ucięto języki mówiącym?

Niczym stało się, co człowiekowi zadane.

Rozmawiała Yvette P’M 2012 rok



Kontrowersyjne treści w książce Marka Hajoka pt. "Borelioza"

 

Marek Hajok wydał książkę pt. "Borelioza" budzącą zainteresowanie
ze względu na formę wizualną i poezję skierowaną do wytrawnego czytelnika. Marek Hajok autor zbioru „Borelioza”, wyjaśnia, skąd pomysł na taki tytuł: „Rozdałem moje teksty wielu ludziom i zaobserwowałem,
że wielu z nich zostało nimi „porażonych". Jednych powaliło i stwierdzili, że się ich „boją", inni czytali je nałogowo, szukając coraz to nowych wartości (nosząc przy sobie i wielokrotnie w ciągu dnia czytając. [...]
Inni zaś do dziś polemizują nad treścią w nich zawartą. Wielu bardzo mocno dotknęły, bo zobaczyli w nich siebie i to w tym „prawdziwym" świetle. Dlatego reakcje skojarzyły mi się z infekcją boreliozy. Ale byli też "odporni" na chorobę. Tytuł, moim zdaniem, bezkompromisowy; taki,
jaki chciałem uzyskać w moich „przekazach". Czy mi się udało?" (Fragment z prywatnej korespondencji).

Książka zatytułowana "Borelioza" miała swoją premierę podczas drugiej już prezentacji tekstów Marka Hajoka w oprawie graficznej Jolanty Barnaś, zatytułowanej „Alienacja”, której wernisaż odbył się we wrześniu tego roku. Przyznam, że pierwszy raz sięgnęłam po książkę z czystej ciekawości, ale zaintrygowana głębią treści, wracam do niej często
i za każdym razem dokonuję nowych odkryć. Zachwyciła mnie nie tyle niezwykle trafna obserwacja życia i postać człowieka w otaczającym go świecie, co podane niejako w pigułce, esencjonalne przemyślenia autora. Ale, by zrozumieć istotę treści, moim zdaniem, należy zgłębić własne "ja”. Bez zrozumienia samego siebie, przemyślenia autora nie zostaną właściwie odczytane. Analogia tytułu do choroby jest bardzo wyrazista. Borelioza „działa cicho, podstępnie”, sieje spustoszenie w organizmie,
a człowiek niejednokrotnie nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia, jakie ona ze sobą niesie. Tak się dzieje w życiu. Pochłonięci jego tempem, dążeniem do swoich celów mających zwykle wymiar materialny, nie znajdujemy czasu na sprawy duchowe. Ezoteryka jest dla nas zjawiskiem anormalnym, poza zasięgiem percepcji rozumu.
Nie znajdując logicznego odzwierciedlenia zjawisk w rzeczywistych obrazach, nie podejmujemy nawet próby ich zrozumienia. Często takie uwarunkowania są przekazywane z pokolenia na pokolenie. Przywiązanie do zaspokajania ciała i własnego ego iluzorycznie wypełnia nasze potrzeby życiowe, co skutkuje brakiem jakichkolwiek poszukiwań nowych dróg, rozwiązań, brakiem chęci działania. Głęboko zakorzeniony konsumpcjonizm sprawia, że czujemy się ludźmi spełnionymi.

Ważną rolę w książce spełnia grafika Jolanty Barnaś, ale ten fakt zauważyłam dopiero po dogłębnym zapoznaniu się z utworami. Obraz i słowo istnieją tu razem, obraz dopełnia słowo, słowo stanowi uzupełnienie treści obrazu. W takiej postaci treść i obraz działają ze wzmożonym naciskiem na wyobraźnię, stanowią impuls do głębszych przemyśleń. Dopełnieniem całości - esencją rozważań. Marka Hajoka jest okładka książki, autorstwa J. Barnaś. Przedstawiony na niej liść to metafora przemijania, kruchości
i ulotności życia. I tu pozwolę sobie na małą dygresję, dla mnie liść żywy, mięsisty, toczący w sobie soki przekształcający się
z upływem czasu w imitację papierowej koronki, ma podwójne znaczenie metaforyczne, ale to już pozostawiam w domyśle... Zjawisko narodzin i śmierci, porównuję do czterech pór roku. Jest czas siewu, czas dojrzewania, czas plonów aż w końcu wszystko umiera po to by wiosną narodzić się na nowo. Taka prawidłowość Wszechświata.

Cieszę się, że wreszcie ktoś poruszył tematy, przed którymi wielu ucieka. Może bojąc się narazić komuś, może bojąc wydać się dziwakiem... A może po prostu nie zdając sobie sprawy z iluzoryczności, w jakiej żyje?

Rozmawiała Yvette P’M