Artykuły

Listy z daleka » Artykuły



Listy z daleka, nr 70. DYGRESJE
Kultura i autorytety
(Urywki)

Powiada się, że czasy są złe, że autorytety upadły. Od dwustu lat kultura europejska stale kwestionuje autorytet jako zasadę właściwą dojrzałemu człowiekowi. Dorosłość to opieranie się na samym sobie, wybieranie własnej ścieżki, podążanie własną drogą. Nikt i nic nie może, nie powinno dyktować rozwiązań, ferować ostatecznych ocen, zwłaszcza w sferze zjawisk tak niejednoznacznych, jak kultura. (...)
Początków wiedzy należy szukać, jak zauważa Krzysztof Pomian, w rozwoju kolekcjonerstwa, w zbieraniu tego, co stare. I chociaż budowanie kolekcji spełniało różnorakie funkcje: prestiżową, ekonomiczną, poznawczą, estetyczną – w efekcie pozwalało na gromadzenie wiedzy potrzebnej, żeby umieć rozpoznawać to, co wartościowe od bezwartościowego.
Gromadzenie kolekcji, jak i gromadzenie wiedzy wymaga czasu. Budowanie autorytetu także trwa latami na podobieństwo wznoszenia monumentalnej budowli wspartej na solidnych fundamentach. Fundamenty są niewidoczne, trzeba się najpierw głęboko wkopać: w tradycję, w historię, w to, co było, jak w ziemię nawarstwianą przez wieki. I jeśli nawet, budując gmach kultury współczesnej, odrzucimy to czy owo, trzeba w i e d z i e ć, co się odrzuca i co proponuje w zamian.
Brak wiedzy, na której gromadzenie nikt dzisiaj nie ma czasu, spowodował namnożenie się autorytetów. Co krok to autorytet. Nie sposób przeżyć dnia, żeby na jakiś się nie natknąć. Wszyscy przekonują, że są właśnie tymi, którzy najlepiej znają się na rzeczy. Utwierdza ich w tym przekonaniu niesłychana łatwość puszczenia w obieg swoich bredni, jak udowadnia Andrew Keen w „Kulcie amatora”. Głosy internautów w sieci, mimo pozorów ożywionej dyskusji, są w istocie krótszymi lub dłuższymi monologami. W anonimowej masie rozmówców nie ma autorytetów i każdy na równych prawach głosi swoją wizję świata. Wszyscy mają rację. Brak kryteriów rozróżniania zaciera wszelkie różnice. Gdzie nie ma prawdy, nikt nie błądzi. (...)

Iwona Danuta Startek




Całość tego artykułu oraz inne teksty z różnych krajów Europy i świata
polecamy w numerze 70 „Listów z daleka”. Kontakt:leokadiak@yahoo.fr



Listy z daleka, nr 71, REPORTAŻ
POLONIA BEZ GRANIC
i dzieje neutralnego MORESNET
(urywek)

Dzień Polonii, który tradycyjnie przypada na 2 maja, świętowaliśmy zazwyczaj w Brukseli, w salach ambasady polskiej czy konsulatu : przemówienia, koncert, lampka wina, przekąski.
W tym roku zaproszenie z tej okazji było zupełnie nietypowe : majówka w terenie. Gdzie? Na styku trzech granic: belgijskiej, holenderskiej i niemieckiej; opodal La Calamine/Kelmis, Vaals i Aachen. Organizowały imprezę trzy konsulaty RP wspomnianych państw oraz grupa Polregio z Aachen. Postanowiłam zarezerwować mój drogi obecnie czas na ten nietypowy wypad. Namówiłam nań też męża.
Jechaliśmy wyasfaltowanymi wiejskimi drogami północno-wschodniej Belgii. Mijaliśmy Thimister Clermont, Welkenraedt, Lontzen. Tereny te są zamieszkane w większości przez Belgów niemieckojęzycznych, którzy świetnie posługują się też mową francuską. Warto przypomnieć, że niemiecki jest w Belgii trzecim językiem urzędowym - na równi z francuskim i flamandzkim.
Modrzyła się świeżutka zieleń, którą łapczywie pożerały pasące się wolno konie, krowy, świnie. Relaksujące pełne życia majowe widoki ! Minęliśmy belgijskie Kelmis/La Calamine, znalazłszy się wkrótce na ziemi holenderskiej, o czym świadczyły napisy, ludzkie oko jednak tej różnicy nie dostrzegało. Sławetnego styku trzech granic trochę szukaliśmy, samochodowy komputer nie odczytywał podanych w zaproszeniu namiarów geograficznych.
Kiedy w końcu dotarliśmy, zaskoczyły nas tłumy spacerowiczów. Umundurowani holenderscy porządkowi pospiesznie ukierunkowywali nadjeżdżające samochody na wolne miejsca w ponumerowanych parkingach. Place zabaw rozbrzmiewały śmiechem rozigranych dzieci. Dzień trwał słoneczny i nawet ciepły, więc turystów w zalesieniu gęstych drzew było co niemiara. Mimo to, nad całością krajobrazu dominowały cisza i spokój.
Po chwilowej obserwacji zauważyłam pierwszą niezgodność w informacjach : jedne wskazówki mówiły o styku trzech granic, inne znów o styku czerech. Który to z krajów mógłby być czwarty? (...)

Leokadia KOMAISZKO





Z całością reportażu zapoznamy się w numerze 71-ym „Listów z daleka”.
Zapraszamy do rozwinięcia tematu „Polonia bez granic” z Państwa punktu widzenia.
Teksty piszemy z polską czcionką, w systemie Word.
Ewentualne ilustracje dosyłamy w osobnym pliku w formacie jpg, maksymalna objętość do 1Mo.
Korespondencje kierujemy na adres: leokadiak@yahoo.fr



Listy z daleka, nr 72 POROZWAŻAJMY
Chleb w Polsce i na Emigracji

Bardzo dziękuję za przysłanie mi dwóch numerów „Listów z daleka”, które przeczytałam jednym tchem. To co Pani dla tego czasopisma robi, robi Pani bardzo dobrze. A podróż do Ciechocinka jest tak żywo opisana; odniosłam wrażenie jakbym tam była .
Nidawno przez dwa tygodnie gościłam przyjaciółkę z lat szkolnych, która mieszka na obczyźnie już 27 lat .Zwiedziłyśmy razem spory kawał naszej polskiej ziemi .Tematów do rozmów nie wyczerpałyśmy; lecz spotrzegłam że przyjaciółkę najbardziej wzruszyło Muzeum Chleba.
Nie śmiałam zapytać czy tam gdzie mieszka, chleb dla niej jest inny, czy trudniej zdobyty? Obawiałam się, że temat może być zbyt trudny i wolałam nie drążyć tej zagadki Może ktoś z Klubowiczów zechciałby otworzyć się w tym temacie i przybliżyć nam, mieszkańcom Polski, smak emigracyjnego chleba?
Przesyłam do „Listów z daleka” mój wiersz „Szukanie". Napisałam go pod wpływem emocji, ponieważ głośno ostatnio o pięciu Polakach co uratowali życie Żydom podczas wojny. Zapewne robili to z potrzeby serca, przeciez i ci ludzie byli też na obcej ziemi ?.. Piękne że mogli liczyć na pomoc drugiego człowieka, na poświęcien się w razie potrzeby. Ciekawam, czy Polacy na Emigracji doświadczają często poparcia od innych narodowości?..
U nas w Polsce ogłoszona jest klęska powodziowa, deszcze nie ustają, ludność bardzo się solidaryzuje. To wspaniałe uczucie, gdy można komuś pomóc, człowiek staje się jakby lżejszy i mija uczucie strachu .
Ślę serdeczne pozdrowienia dla klubowiczów „ Listów z daleka” oraz dla Pani, Pani Leokadio.

Krystyna PODZIMSKA
Piekary Śląskie, Polska




Listy z daleka, nr 73, NASZE DOŚWIADCZENIA.
Nie lękajcie się Miłości !
(urywek)

(...) 3 lipca – Grecja, zjazd z gór w stronę morza... Prędkość na rowerach w granicach 70 km/h. Trasa nie oznaczona drogowskazem, że zakręt... Jadę pierwszy. Droga pusta, żadnych samochodów. Grupa za mną ok 100 m. Wjeżdżam pod długi most, i widzę natychmiastowy zakręt w prawo... lekkie hamowanie... a tu niesie rower jak „po maśle”... w lewo w prawo odbijam... nic nie można zrobić... poślizg strasznie niesie...sekundy trwają...wpadam na twardy grunt asfaltu...rower nagle zostaje... a mnie z nim rzuca w lewo: uderzenie w asfalt lewym obojczykiem...przytomność jest... choć zamroczenie w oczach chwilowe. Pod mostem olej samochodowy i „lodowisko z niego”. Rowerzyści zdążyli wyhamować, a ja na bok drogi podniosłem się... obdarty wszędzie i nos...ból w ramieniu... Samochody się zatrzymują i jest wezwanie karetki pogotowia. Za 7 minut już wiozą do szpitala. Dwa dni odpoczynku... przywiązanie ręki i dalsza podróż aż pod Syrię... a myślą, że tylko w Wilnie „trzeba operacji, bo inaczej kości się nie spotkają...”
Pozdrawiam wszystkich i proszę o dalsze więzi przyjaźni i serdeczności, o łaskę modlitwy. Przepraszam, że nie odpisywałem na maile, listy. Nie chciałem też nikogo martwić. Pokarmem naszym była codzienna Msza św. i radosna modlitwa... Jezu, ufam Tobie!
A teraz porządek życia jest jasny: zawsze naprzód. (...)

Dla „Listów z daleka”
Ks. hm. Dariusz STAŃCZYK




Całość reportażu przeczytamy w 73- im numerze „Listów z daleka”. Kontakt: leokadiak@yahoo.fr