Monika Małkowska

Kobieta pracująca

To jak panią przedstawić?

Często słyszę pytanie poprzedzające wejście na antenę czy wizję. Przez kilkanaście lat nie było problemu: krytyk sztuki „Rzeczpospolitej”. Gdy odeszłam, prosiłam o skreślenie nazwy gazety podczas prezentacji. Ale przecież krytykiem też już nie jestem, mniejsza z tym, dlaczego.

Kiedyś przy introdukcji mojej osoby padało: artystka. Znów – odpowiadało to prawdzie przez kilkanaście lat. Bywało, że nazywano mnie designerką. Trochę na wyrost, lecz powód był.

W notce o MM (jedynej w sieci) znalazłam określenie „grafik”. Fakt, skończyłam Wydział Grafiki, konkretnie – Pracownię Drzeworytu. Ani razu po studiach nie stanęłam przy graficznej prasie.

Za to próbowałam robić filmy animowane – cierpliwości starczyło mi na dwie noncamerowe miniatury. W literackim zakresie zadebiutowałam „Małą encyklopedią ruchu”; potem były książki o modzie i kulinariach. Robiłam maskotki, malowałam gumowe lalki, kleiłam makiety. Dłubałam biżuterię ze skóry, nizałam korale, zdobiłam malunkami drewniane chochle i deski. Tworzyłam kartki pocztowe, okładki do płyt, kalendarze; projektowałam książki, reklamy, katalogi.

 

W przerwach pomiędzy tym i owym, stylizowałam znane osoby, asystowałam przy zdjęciach, aranżowałam wystawy, prowadziłam plenery, uczestniczyłam w sympozjach, wygłaszałam referaty.

Pisałam. Do periodyków, dzienników, miesięczników. Do katalogów. Do ludzi znanych i nie. Przeprowadzałam wywiady na tematy hobbystyczne z osobami medialnymi. Recenzowałam wystawy, książki, filmy, komiksy. Przygotowywałam wariackie przyjęcia. Opisywałam wariackie przyjęcia. Złożyłam książkę o wariackich przyjęciach. Realizowałam programy telewizyjne, nagrywałam, montowałam, wygłaszałam felietony. Byłam radiowcem i tzw. osobowością telewizyjną. Uczyłam. Dzieci, młodzież i dorosłych. Historii sztuki, plastyki, matematyki. Obroniłam doktorat. Jak to zebrać do kupy?

Niedawno usłyszałam: ty jesteś jak Irena Kwiatkowska – kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boi. Zbiegiem okoliczności, przed wielu laty Irena Kwiatkowska sprezentowała mi łóżeczko – plecione, wiklinowe. Szybko z niego wyrosłam, niestety. Ale może dostałam od niej coś więcej?