Alicja Maria Kuberska

 Alicja Maria Kuberska
 (1960 ) urodzona w Świebodzinie. Obecnie mieszkam i pracuję w Inowrocławiu.
W wolnych chwilach udzielam się społecznie
w towarzystwie Pro Arte i w Towarzystwie Miast Partnerskich Inowrocław (Polska)-Bad Oyenhausen (Niemcy). Pracuję też charytatywnie.
 

Poezja jest dla mnie istotnym elementem życia. W wierszach zawieram emocje
i przemyślenia. Stanowią one moje drugie, subiektywne, intymne życie. Publikuję je głównie w internecie. To medium umożliwia żywy, spontaniczny kontakt z odbiorcami. Interesują mnie relacje z ludźmi, czekam na ich spostrzeżenia i komentarze. Tę żywą wymianę myśli odbieram jako niezwykle inspirującą, rozwijającą.

W 2011 roku wydałam tomik poezji pod tytułem „Szklana rzeczywistość” , a w 2012 roku tomik pod tytułem „ Analiza uczuć”. Ponadto wiersze publikowane były
w antologiach, w czasopismach i kwartalniku artystyczno - naukowym "Znaj". Deklamowane były również w radiu w Polsce i w Belgii.

Moje wiersze, przetłumaczone na język angielski, ukazały się w USA i Wielkiej Brytanii. Zostałam poetą wydania „ Lato 2011” w kwartalniku „New Mirage Journal”. Wiersz
„The train” został nominowany do Puscard Price

Należę do stowarzyszeń poetyckich E-literaci, E= sztuka oraz do Stowarzyszenia Autorów Polskich II Oddział w Warszawie.  Niekiedy zamieszczam swoje wiersze na moim profilu na Facebooku, zarówno po polsku jak i po angielsku. 

 

Taniec po rosie
 
Bosonoga Jutrzenko
zatańcz ze mną po rosie.
 
Spójrz, jak noc
Rozsypała wszędzie klejnoty.
Skrzą się na liściach i trawie
Pająki utkały dla nas tęczowe kolie.
 
Czy to mleczna droga
Spadła na ziemię, czy inny czar?
 
Zazdrosny dzień
Schowa krople w szkatule czasu.
Wysuszy księżycowe łzy
Ciepłymi promieniami słońca.
 
Mamy tylko chwilę na taniec.
- gdy noc jeszcze nie zasnęła,
A dzień nie obudził się do końca


 
Zagubiony klucz

Mówisz, że mnie kochasz,
Lecz w tych słowach
Nie ma róż, stokrotek,
Zapachu porannej kawy.

Gdzieś zgubiłeś klucz
Do gwiezdnych ogrodów.
Nie wędrujemy już razem
Po nocnym niebie.
Nie przędziemy marzeń
Na kołowrotku myśli,
By po nitce zejść na ziemię.

Mało mnie
W rachunkach, remontach
I nowych samochodach.
Przejdę boso przez życie
Ledwo dotykając istnienia.



Odwrócenie

Prosisz o spotkanie.
To tak, jakby obejrzeć film od końca.

Spójrz,
Wiatr wkłada kapelusz na głowę przechodnia.
Podnosi się przewrócone krzesło.
Do rąk  wpada bukiet czerwonych róż.
A ty całujesz na powitanie?
                      na pożegnanie?



Nieznajoma

Podobno ją znam.
Kogoś  przypomina.
Patrzą znajome oczy.
Uśmiech rozświetla twarz.

Trzyma w ręce dyplom.
Wierzy, że można łatwo
Zmienić człowieka i świat.
Naiwna dziewczyna.

Młoda matka
Dojrzała miłością.
Tajemnice nocy
Są radością dnia.

Kobieta w garsonce.
Śrubka korporacji.
Sprzedaje duszę za grosze.
Kiedyś się ocknie.

Czas jest litościwy
Kradnąc chwile z pamięci.
Składa drobne fragmenty
Szepcząc, że to ja.

 


Łódź Ra

W poszukiwaniu samotności opuściłam Ziemię.
Postawiłam żagiel z białych chmur
By wędrować po oceanach nieba.
W dzień podziwiam turkusową planetę.

W nocy, pod łodzią, kwitną nenufary z gwiazd.
Nade mną rozświetlają się światła miast.
Kontynenty układają się w konstelacje.
Słyszę tylko wiatr i ćwierkanie kosmosu.

Przemierzam mile, poznaję kolejne orbity.
Czas zatrzymał się, dając nieśmiertelność.
Czy podzielam los antycznych bogów?
- Wyobcowania i tęsknoty za człowiekiem



Człowiek doskonały

Spóźniona
Wpisałam się do Czerwonej Księgi gości.

Wyszli, zanim zdążyłam ich poznać.
Jestem sama na ogromnej sali.
Żal - nie zobaczę ich nigdy.

Drzewa z amazońskiej puszczy
Odeszły szumiąc.
Parę liści na ziemi.
Odleciały kolorowe ptaki.
Kilka piór .
Ssaki i ryby zniknęły.
Trochę sierści i łusek.

Smutna planeta.
Czuję się samotna.
Ja człowiek Doskonały

 


Niewdzięczność

Nosi niejedno imię, ma różne twarze
Przybiera maski w polowaniu na naiwnych.
Zna tylko handel wymienny, nic za darmo.

Jak złodziej kradnie życzliwe myśli i czyny,
By  potem wykorzystać i wyrzucić.
Udaje, że nie pamięta wczorajszego dnia.

Nie potrafi uśmiechnąć się i podziękować.
Tego nie nauczą w żadnej szkole.
Jeśli w sercu pustka - każdy jest wrogiem

 


Świt

Obudź mnie delikatnie,
Zdmuchnij sen z rzęs.
Zobaczę wtedy, jak
Eos o różanych palcach
Rozcina czerń nocy
I rozświetla błękit nieba.

Wszystkie ptaki
Skulone w gniazdach,
Szare kłębki puchu -
Zaśpiewają hymn o świcie.
Pierwsze, ciepłe promienie
Wschodzącego słońca
Rozwiną pocałunkami
Pąki śpiących kwiatów.

Tak oto odbywa się cud
Stworzenia nowego dnia.

Dzień dobry



Czat

Zapukałam do twojego umysłu.

Wpuść mnie -poprosiłam.
Przyniosłam ci coś,
Myśli szalone i marzenia,
Dzieła zebrane z wszystkich
Źródeł  twórczości.
Spójrz jakie są piękne,
Nawet te najmniejsze,
Mniejsze, niż ziarenka piasku.

Nie chcę -odpowiedziałeś.
Mój świat jest sterylny,
Poukładany, znany.
Każdy twój napisany wiersz
Burzy mój spokój
Wypracowany latami.
Poznanie bywa bolesne
W swojej bezczelności i ignorancji.
Pytania budzą uśpione strachy.
Wolę pozosta
 w bezpiecznej,
Znanej samotności.



Kolej rzeczy

Wsiadłam do pociągu życia
bez niczego -
bez ubrań,
bez uczu
.
Biała nie zapisana kartka.
Bibuła chłonąca wszystko.

Wysiądę obładowana tobołami
wspomnień,
wrażeń.
Upakowałam je pieczołowicie.
Niektóre z nich wypłowiały,
jak atrament ze starych listów.
Wszystkie je przewiązałam
wstążkami różnych kolorów.

Te białe to wspomnienia nieistotne,
czarne - ciężkie, traumatyczne.
Spotkałam wielu ludzi,
pasażerów na długi dystans
i tych na gapę -
zabranych przypadkowo
z różnych przystanków.

Każde spotkanie -
nawet to najkrótsze,
jak błysk słońca,
jak trzepot motylich skrzydeł -
wzbogaciło mój bagaż
doświadczeń.



Zamiana

Szkoda, że nie można kupić nowej duszy.
W supermarketach nie ma napisów
-Dusza! Promocja!

Stara jest niefunkcjonalna.

O wiele łatwiej mieć prostą wizję świata.
Twardo stąpać po ziemi, nie mieć marzeń.

Tkanka  chciwości  zabezpiecza byt.
Życie  ma wymiar materialny. Ideały uwierają.
Zająć czołowe miejsce w wyścigu szczurów.
Wyrzucić sentymenty, łzy.


Moja dusza potrafi wybaczyć.
Nie umie zapomnieć ,zaufać na nowo.
Mówi, że nie wstępuje się do tej samej rzeki.

Nierozsądna - wyrywa się do  ludzi.
Nie słucha rozumu. Zapomina, że czasem boli.
Wiecznie głupia, nie uczy się niczego. 

 

Borów

Nie mam już tutaj gniazda,

lecz powracam, jak jaskółka -

do miejsc dzieciństwa.
 

Wędruję piaszczystymi miedzami,

aby uczestniczyć w misterium

śpiewu skowronków.

Układam bukiety

z polnych maków i chabrów -

wznoszę się ku chmurom.

 

Nadal rosną stare drzewa,

którym powierzyłam tajemnice,

dzikie wiśnie, o cierpkim smaku

i słodko pachnące lipy.

 

Tak jak niegdyś

odgaduję świat w lustrze jeziora.

Słucham muzyki fal i wiatru.

 

Niby nic się nie zmieniło.

Tylko cmentarny pagórek,

jak pamiętnik z życia,

coraz bardziej czytelny

 

 

Tango

wepnę we włosy

czerwoną różę

rzęsami zatrzepoczę

i znika cały świat

- tylko tango jest z nami.

 

nie ma już orkiestry

i wielkiej sali balowej.

gdzieś w oddali

akordeon pobrzmiewa,

dołącza się kontrabas

i fortepian rozsiewa dźwięki.

 

tańczymy argentyńskie tango

w uściskach zaplątani.

mamy w sobie żar

latynoskiej namiętności.

jesteśmy kochankami

 

 

 

Kariatyda

Coraz mi trudniej

wyprostować się

i patrzeć ku górze

z nadzieją.

 

Dźwigam,

jak kariatyda,

ogromny ciężar

pprzeżytych smutków.
 
 

Ich brzemię

przygniata mnie,

pochyla ku ziemi

i oddala od marzeń

 

Nikt nie widzi

we mnie

motyla

 

 

Szklana rzeczywistość 

Wzrok ślizga się

po rzeczywistości

jak po gładkim,

matowym szkle.

 

Widać drobne rysy

i głębokie pęknięcia.

Naprężenia są ukryte

i niewidoczne.

 

Pewnego dnia jednak,

wszystko może

rozsypać się.

Zamienić w deszcz

z okruchów.

 

Dziwimy się wtedy,

że zapomnieliśmy

o naturze szkła.