Alicja Stankiewicz

Alicja Stankiewicz - Rocznik 1951. Urodziła się na Mazurach i tam spędziła wczesną młodość. Od 1967 wraz z rodziną przeniosła się na Wybrzeże i zamieszkała w Rumi
k/Gdyni. Ponad 30 lat dorosłego życia spędziła w Gdańsku ze swoją rodziną i tu pracowała zawodowo. Po przejściu na emeryturę od sześciu lat mieszka w Gdyni.

Poezja od zawsze była obecna w jej życiu, ale sama zaczęła tworzyć w 60-tym roku, już na emeryturze. Inspiracją jej poezji jest obserwacja życia ze wszystkimi jej aspektami, uczuciami, przemijaniem oraz pięknem przyrody, na które jest szczególnie wyczulona.

Zadebiutowała w Antologii „To dla Ciebie Mamo” Wydawnictwa KryWaj z Koszalina
w maju 2012. W czerwcu 2012 ukazał się debiutancki tomik autorski poetki
pt. „Prześcignąć wiatr” w tym samym wydawnictwie. Aktualnie w przygotowaniu
do druku kolejny tomik pt. „Ze źródła tęsknot piję”, który powinien ukazać się jeszcze w tym roku.

Moje miasto
        
Spaceruję nadmorskim bulwarem
i stawiam kroki w rytm fal przyboju.
Wiecznie głodny krzyk mew mi wtóruje
siadam na Ławeczce Suchanka przy molo.

Ileż drzew spadło z orłowskiego klifu
podmywanego morskimi sztormami
od dnia, kiedy tu pierwszy raz stanęłam -
dziewczyna z Mazur między Kaszubami ?

Jak mam Tobie okazać mą wdzięczność,
będąc już tego faktu świadomą
żeś mi ostatnim przystankiem życia?

Pozwól, że uczuć falą niesiona
zrobię, czego się tu nauczyłam -
w wierszu się Tobą Gdynio zachwycę ?

Š Alicja Stankiewicz  06.12.2012

**********

Iluzje

Po co mi wszystkie pocałunki świata
gdy ty ust swoich skąpisz?
To tak, jakby brzeg na fale czekał
a one w piasek wsiąkły.

Po co o łzach rozkoszy mówić?
Nie dotyczą moich oczu.
To tak, jakby słońce miało świecić
pośród głębokiej nocy.

Życie bez nadziei jest okrutne.
Bez miłości nie lepsze.
Jak światełko latarni mi byłeś -
zgasło na zdrady wietrze ?

Š Alicja Stankiewicz 26.04.2013

**********

Tyle cię tu ?

Wobec wszechświata
jesteś tylko westchnieniem.
Ledwie zdążysz
zawiesić w przestworzach
swoje sny i marzenia,
odejdziesz z pustymi rękoma
tak jak w dniu narodzenia ?

Czyżby świat nas tylko pożyczał?

Š Alicja Stankiewicz 25.04.2013

**********

Wielki świat

życie zapraszało cię na bankiet
a ocknęłaś się ze snu
w samoobsługowym barze

umiejętność jedzenia homarów
okazała się tutaj
ekstrawaganckim  dziwactwem

słyszysz zewsząd obcą mowę
ziściły się więc chyba
marzenia o dalekich podróżach

uszczypnij się i obudź do końca
ktoś poprosił właśnie
o dwie porcje frytek z keczupem

Š Alicja Stankiewicz  21.04.2013

**********

i cóż że noc

dobry wieczór moje milczenie
trzymaj się mnie bo jestem sama
uśmiechów mam pełne kieszenie
nikt ich nie chce choć chcę rozdawać

dobry wieczór mój wierny deszczu
jak to dobrze że czasem padasz
słucham twego cichego szelestu
zamykam oczy i mogę latać

dobry wieczór zużyte słowa
i oczy zmęczone patrzeniem
za wami się teraz schowam

dobry wieczór moje milczenie

Š Alicja Stankiewicz 02.05.2013

**********

***

dlaczego nie usłyszałeś zostań
kiedy mówiłam odejdź

dlaczego nie zrozumiałeś kocham
gdy serce przeczyło ustom

teraz gdy wokół mnie pustka
wiem że nie boginią chcę być dla ciebie

boginie świat stawia na cokoły

a ja chcę tylko szczerych oczu twoich
chcę z tobą dzielić dach i chleb
chcę być ci najpierw przyjacielem

myślę że nie wymagam za wiele

dziś już wiem że przyjaźń a nie żądza
najłatwiej zamienia człowieka w boga

Š Alicja Stankiewicz 01.05.2013

**********

egzystujesz

życie okrada cię z marzeń
pokrywa kurzem szerokie przestrzenie
które jeszcze wczoraj łączyła tęcza

coraz ciszej stąpasz
coraz mniej chcesz od siebie od innych
przestajesz gonić wiatr
a strach przed jutrem podpala twój dom

nocami naprzeciw spienionym falom
białe ptaki niosą na skrzydłach
beznadziejnie puste dni

lecisz z nimi nie wiedząc
na jak długo jeszcze
zamówił cię dla siebie świat

budzisz się zdziwiony
że jeszcze na dzisiaj tak

Š Alicja Stankiewicz 14.05.2013

**********

życie uczy pokory

umiem klęknąć
przed garstką prochu
przed starcem
dzieckiem
pierwszym kwiatkiem
przed wszystkimi którzy mnie kochają
przed wszystkim co kocham

tylu już odeszło z mojego życia
każdy z kawałkiem mnie

życie bilansuje ból i żal po jednej stronie
a szczęście i powody do chluby po drugiej

jeszcze nie wiem
czy różnica wystarczy
na pokrycie win
i czy rozliczenie
zadowoli mój świat

Š Alicja Stankiewicz 12.05.2013

**********

the end

gasną światła naszej sceny
nikt nie prosi o bisy

będę gdzieś w cieniu
tam gdzie wszystkie
zabłąkane myśli

koniec naszej bajki

zostają wspomnienia
których nieme cienie
wołają nas po imieniu

po imieniu ci się kiedyś przyśnię

Š Alicja Stankiewicz 10.05.2013

**********
 
fanaberie

szkoda mi czasu
dla mglistej wieczności

łapię każdy moment codzienności
i chociaż nie wszystko i nie zawsze
jest logiczne i proste
pozwalam sobie bezczelnie
kochać także te dni
które wywracają mój świat
do góry nogami

zawieszona pomiędzy światami
ograniczona czasem
każdy błąd ujmuję w cudzysłów
każdy dzień dzielę na sylaby
omijam limity i ograniczenia

i już tego nie zmienię
bo to mój prawdziwy świat
prawdziwe życie
co przepływa rzeką
przed oczyma
realnie i teraz

więc nie mów że mam go zmieniać

chcę się w nim wytarzać
zanim przyjdzie długi niebieski sen
 
i nawet jeśli miałby to być tylko jeden dzień
w świecie zakurzonych powszednich lat
to jeden z luksusów
na który mnie stać

Š Alicja Stankiewicz 09.05.2013

**********

list otwarty do losu

kiedy tak bilansuję życie
to ciebie też rozliczam losie
i powiem nie tak całkiem skrycie
że mocno dałeś mi po nosie

wszystko co dotąd osiągnęłam
to jeszcze nieskończona pieśń
i chociaż stale mi pod górkę
wydaje się że masz to gdzieś

stale wymawiasz mi naiwność
wręcz mówisz czasem o głupocie
radzisz by uczuć mych zapędy
zamiast jak ja ? lokować w złocie

do lania łez nie żałowałeś
bólem dzieliłeś bez umiaru
a po ostatnich poczynaniach
widzę że trzymasz się zamiarów

więc powiedz mistrzu buchalterii
co mnie obdarzasz tak sowicie
czy to co dla mnie przydzieliłeś
na pewno jest na jedno życie

Š Alicja Stankiewicz 18.05.2013

**********
 
powiedz

nie czekaj na cud
czekanie sprawia ból
wspomnienia mają swoją cenę
wyłóż karty na stół

dumy ci nie ubędzie
a do nieba krótsza droga
kiedy pierwsza powiesz
- kocham

słowo miłe i dla człowieka i dla boga

Š Alicja Stankiewicz 18.05.2013

**********

***

idę przez życie bez obaw
bo tylko część mnie niosę po tym świecie
tylko to co zewnętrzne i nietrwałe
zniszczalne i śmiertelne

ta druga część tkwi głęboko we mnie
odczuwa tęsknoty oddycha
odradza się codziennie
we wszystkim co rozpoczynam
stawiając kroki w nowy dzień

jestem zachodem słońca i świtem
doliną i górskim szczytem
i jak pijana pędzę razem z czasem
co nieubłaganie umyka

przezwyciężam strach
czy uda mi się iść do końca tak
jakby to był początek

Š Alicja Stankiewicz 18.05.2013

**********

efemeryda

przyjdź do mnie razem z tchnieniem świtu
w perłach rosy na źdźbła nanizanych
niech cię prowadzą promienie słońca
złotym ciepłem poranka ubraną

niech cię przyniosą fale przypływu
strojną w bryzy delikatne błękity
z koronkami piany w warkoczach
i z oczyma jak dwa bursztyny

świeża jak majowy poranek
pożądania  godna afrodyta
zalej uczuciem jak wodospad
co mnie w objęcia swoje schwytał   

Š Alicja Stankiewicz 17.05.2013

**********

zakochany wiatr

zakochany mężczyzna to wiatr
łobuziak szaławiła i chwat
bo kiedy już weźmie w ramiona
to gra tobą że tylko skonać

w sekundę odważnie obejmuje
chcesz udawać że nic nie czujesz
zamykasz oczy gdy burzy włosy
choć cię zaskoczył o więcej prosisz

bezwolna jak liść w czasie burzy
chcesz by ten żar trwał jak najdłużej
walcujesz z nim w strugach deszczu
marzysz by pieścił jeszcze i jeszcze

wieczorem gasi świec płomienie
a ty nie chcesz już niczego zmieniać

gdy w końcu otwierasz oczy na świat
nie wiesz kto tak pieścił ?
twój mężczyzna czy wiatr

Š Alicja Stankiewicz 17.05.2013

**********

lekcja

uczę się ciszy
moja cisza krzyczy
słowa się skurczyły
zaniemówiły

patrzę nie widząc
dotykam nie czując
kruche serce pękło
choć nadal pulsuje

uczę się oddychać
chociaż świeża blizna
i już wiem na pewno
że nie jestem silna

uczę się ciszy
cisza łzami błyszczy

Š Alicja Stankiewicz  19.05.2013



„Noc nad Zakopanem"

ciemna noc zawisła nad Zakopanem
księżyc Krupówkom tej nocy nie świeci
Giewontu bryłę przesłoniły chmury
gwiazd też nie ma – śpią gdzieś jak zmęczone dzieci

tylko podświetlony zegar na kościelnej wieży
za kwadrans wybije północną godzinę
w ciemności lśni tak jak księżyc w pełni
któremu chwałę odebrał na chwilę

w górach śpią niebieskookie niezapominajki
i podniebne łąki pełne złotych jaskrów
odpoczywają kamienie codziennie deptane
co schody do nieba budują na szlakach

ogromne świerki zastygły w bezruchu
a potoki jakby leniwiej swoje wody toczą
wyciszyły szmery … pogasiły lustra
nie muszą już mrugać jak dziecięce oczy

ktoś uczenie mówił z wielką wiarą w słowa
że z raju na ziemi niewiele zostało –
tylko gwiazdy kwiaty i dziecięce oczy
i tylko tyle - ale czy to mało?

te resztki raju śpią już w Zakopanem
śpią też konie uwolnione od dyszli dorożek
ale razem ze świtem zbudzi się Podhale
bo tych co tu zjechali zawieść też nie może …



„Krupówki w deszczu"

Krupówkami płyną parasole
i peleryny barwne i kalosze
dwa ludzkie strumienie rwą w dwie różne strony
ciebie też one za chwilę poniosą

harnaś z małą bialutką owieczką
jakby zszedł właśnie ze starej ryciny
nieopodal góral pieści swe skrzypeczki
a dalej jak z alabastru postać z pantomimy

kramy na deptak wylewają swe trzewia
brzmi kakofonia melodii nie do rozpoznania
kicz wymieszany z góralskim rzemiosłem
niewiele do kupienia … wszystko do sprzedania

w powietrzu zapachy setki kuchni świata
nawet halny ich stąd nie przegoni
deszcz nikomu tutaj nie przeszkadza
nikt nie śpieszy się jakoś do domu

Krupówki żyją tak w deszczu jak i w słońcu
co odeszło przedwczoraj jakby w siną dal
parasole i kalosze dzisiaj znowu rządzą
i tylko koni przy dorożkach żal …



„Okno z widokiem na Tatry"

pomiędzy dachami strzelistymi jak pacierz
Giewont ze swoją potęgą
krzyżem żelaznym dolinom błogosławi
przygląda się górskim włóczęgom

skalne monumenty z nagimi graniami
co szczytami kaleczą obłoki
i smreki jak świece górskie połoniny
i przejrzyste jak kryształ potoki

wobec Tatr potęgi pokorą przepełniony
maleńki jak piasku ziarenko
nietrwały jak wody kropelka
swoich sześćdziesiąt lat niesiesz do góry
by jeszcze raz w doliny móc zerknąć

by z perspektywy tych podniebnych szczytów
mocy natury doświadczyć
by tu na górze skąd do Boga już blisko
swój ślad na ziemi zaznaczyć

i od Zakopanego z wiecznym swym odpustem
od nurtu Krupówek co porywa jak rzeka
po nocy przytulnej i śnie zasłużonym
jutro znów będziesz w góry uciekać…



Mówię przez sen

byłeś dzieckiem
co pozwoliło latawcowi
wspinać się w chmury
a jesień była w wietrze
i niosła latawiec
wciąż wyżej i wyżej do góry

chciałeś mi pokazać
jak wysoko do nieba
jaką walkę z wiatrem stoczyłeś
ile wiary dziecięcej trzeba
by z nim wygrać

czasami mówię przez sen
na dworze pachnie nocą
pada znowu
znów mówię do poduszki
będę tęskniła za naszą rozmową …



Nasz świt

kilka przecznic
przed naszym świtem
zanim jeszcze okna
zabłysły bursztynem
pokazałeś mi
że umiem latać
i że mogę światło
przez palce siać
że fontanna
tylko dla mnie śpiewa

a potem
wspiąłeś się na palce
i podałeś mi słońce



ŁZY NA DESZCZU

idę utopić żal w deszczu
choć kotwice smutku ciągną na dno
może deszcz mnie oczyści
od wspomnień tak starych
że wytarły się od marzeń i łez

na deszczu igrają fontanny
kłaniają się niebu
zapóźniona jaskółka
jak sztylet przecina obłok
a parasole wędrują pośpiesznie

nic się nie stało tylko pada deszcz …



WSŁUCHUJĘ SIĘ W SZEPT KAMIENI

znam drogi po których chadza smutny los
i czasami nadzieja jest jedynym szczęściem
na jakie mogę sobie pozwolić
dlatego wiecznie uczę się słuchać

mówią że szczęście puka czasem bardzo cicho
chcę je słyszeć gdy przyjdzie
nie wrócę do dni kiedy nawet anioł stróż
zrzekł się za mnie odpowiedzialności
i kiedy triumfowała bezsilność chichocząca wrednie

czekając na moje szczęście
wsłuchuję się w szept kamieni



Czas wracać

kiedy mówisz sobie
- muszę wytrwać -
tłumiąc tęsknotę
która milczy jak kwiat
pozbawiony płatków
spadających na ziemię powoli
jak na zwolnionym filmie

kiedy oswajasz bezskutecznie
ból odciętej pępowiny
wczoraj jeszcze tak świeży
a dziś coraz dalszy
w nigdy więcej

kiedy wydaje ci się
że nic nie możesz zmienić
tylko się przyglądać
tej nieopisanej
własnej bezsilności
mieszania się łez

wtedy czas wracać …



U siebie

czasami trzeba odejść
a jednak zostać jak drzewo
które zapuściło korzenie

to tak jakby krajobraz mijał
za oknem pociągu
kiedy siedzisz pewnie
na swoim miejscu

czasami trzeba wstrzymać oddech
żeby wiatr przewiał obce powietrze
żeby gra światła i cienia
od zieleni do błękitu
utrzymywała ten sam wzór
jak kod genetyczny
w twoich oczach

wtedy jesteś u siebie ...



Jestem stąd i stąd

ja nie jestem znikąd
choć nie od zawsze tu
żeby swoje miejsce wskazać
musiałabym duszę rozdzielić na pół

wcześniej - gdzie mazurskie łąki nieboskłonne
gdzie mrok w jeziorach się rozcieńcza
gdzie słońce pławi się w strumieniach
gdzie bociani klekot dźwięczy

warkocze dymów nad czerwonymi dachami
droga powtarzana kopytami koni
wiatrak łapiący śmigami obłoki
dla mnie czas tego jeszcze nie przesłonił

brzuchaty piec co chleby rodził
ogromne tatarakiem pachnące
matka o spracowanych czułych dłoniach
znak krzyża na bochnach kreśląca

świątki w przydrożnych kapliczkach
wszechprzebaczające i frasobliwe
kryształowo skrzydlaty dźwięk skowronka
co zawisł gdzieś w górze nad niwą

potem - rozległa i piękna kaszubska kraina
ofiarę z najbliższych złożyłam tu właśnie
nosiła moją młodość trudy dorosłości
tu moje słońce też kiedyś zagaśnie



Wsi spokojna …

zieleń leży na dnie doliny niczym podłoga
tylko zajęczym śladem porysowana rosa
w znużonych wiejskich chatach
senne jeszcze okna i drzwi
mgła powoli opada
przy budzie pies śpi

na rozstaju dróg żegnający świątek
wtulony w krzak kwitnącego bzu
okopcony pełgającą świeczką
w ciszy poranka się pławi
słucha szumu łanów
polom błogosławi

modrookie lato zaraz się przebudzi
już słońce wysyła radosne fanfary
lusterko jeziora błyska perłami
gorliwie zaszumiał wiatr
powietrze całe w drżeniu
budzi się świat …



Mazurskie korzenie

gdzie lustro jeziora wybłyszczone słońcem
chowa swe tonie wśród sitowia i trzcin
chaty ubogie przez miedzę z willami letników
polna droga znająca koński stęp i przyjezdnych blichtr
sprawiedliwie obdzielająca tumanami kurzu
gdzie wierzby rosochate na granicach pól
i płaczące brzozy z warkoczami w wodzie
malwy pod płotami i maciejki boska woń o zmroku
stara szkoła ze zwalonym dachem i pustymi oczodołami okien
gdzie ojca duch przemierza z troską puste klasy
i przysiada w zadumaniu na kamiennych schodach
fale liżące skraj piaszczystej drogi gdy wiatr od jeziora
bezpańskie łodzie kolebane w rytm fal

tu był mój dom mój pierwszy krzyk
i pierwszy matczyny śmiech
nieporadne kroki w kierunku psiej budy
wstążka wplątana w malinowy gąszcz
pierwsze próby dorównania jeziornym rybom
gromnica w oknie na czas burzy co drzewa przygięła do ziemi
i drabiniasty wóz uwożący nas dalej w nieznane

dziś resztki murów mech i rozchodnik wzięły w posiadanie
tych z wyobraźnią zapraszają dwa stopnie kamiennych schodów
łopiany i pokrzywy zadomowiły się w najlepsze w sypialni
tylko stara jabłoń wyznacza granicę ogrodu
i zdziczałe zarośla bzów poskręcanych starością

jedźmy - nikt nie woła …



Tam byłam u siebie

tam gdzie droga między jabłoniami
gdzie przed każdym domem ławka stoi
gdzie się oglądają za każdym przyjezdnym
gdzie o niezamknięte drzwi nikt się nie boi
- tam byłam u siebie

tam gdzie dzień rozpoczyna pianie koguta
gdzie aż pod dach pachną świeże bochny chleba
gdzie jest praca, co nigdy nie męczy
gdzie brama skrzypi pod wyżyny nieba
- tam byłam u siebie

gdzie twój chleb codzienny na stole leży
gdzie wiatr wrotami stodoły kołacze
gdzie psy nie nawykłe szczekają na obcych
a po łąkach nagie żaby skaczą
- tam byłam u siebie

tam niebo wysokie i szerokie
i życie biegnie dalej
wciąż dalej



Jutro ?

łza zawisła na rzęsach
i powiewa jak ptak
na skraju gniazda
odleci
czy spadnie
jak gołe
nieopierzone
potomstwo
co mu skrzydeł zbrakło?

gdzie się podział instynkt
stado skrzydlatych uczuć ?
gdzie była
mądrość
co dotąd zawsze
była na czas ?

jeszcze tylko spojrzę
w oczy księżycowi
i napełnię łzami
zamiast rosy
kielichy żonkili …
jutro będziesz już
sekretem
zablokowanej
szuflady …



Alienacja

pomiędzy ludźmi
a nie widzisz ludzi
pomiędzy drzewami
a drzew też nie widzisz
owoce są słodkie
ale bez miłości
i niby jesz je
lecz czy się nasycisz?

co to będzie?

ludzie się rozstępują
choć miejsca wystarczy
las ucieka sprzed oczu
choć przecież nie może
przed twoimi uszami
milkną nawet ptaki
łąka też niełaskawa
nie chce ci być łożem

co to będzie?

wieczornym bursztynem
przeświecają okna
wokół ognia ludzie
przyjaźni i radośni
może trzeba ci pomóc
zamknięte drzwi otworzyć
zanim całkiem pobłądzisz
albo z drogi zboczysz ?