Alina Bożyk

Urodziłam się w Nowym Sączu i TU mieszkam od zawsze do 1961. Jestem
zodiakalną Wagą. Siedem lat grałam w siatkówkę, ale marzyłam zawsze o tańcu
 i o balecie. Mając 18 lat zapisałam się do Regionalnego Zespołu Sądeczanie
i tańczę tam do dzisiaj przy Miejskim Ośrodku Kultury w Nowym Sączu.
W tym roku Zespół obchodzić będzie we wrześniu 50 lecie istnienia, czyli jestem
tam 35 lat. Z zawodu jestem pielęgniarką dyplomowaną do 1981 r. Pracuję
w oddziale Anestezjologii i Intensywnej Terapii w Szpitalu w Nowym Sączu,
w 2011 roku skończyłam studia pomostowe licencjat oczywiście z pielęgniarstwa.
Mam 2 córki 2 synów i 2 wnuczki ...
Wiersze zaczęłam pisać w 2010r. Przez przypadek.. I wysłałam ten wiersz moim
znajomym. Nikt nie wierzył, że to ja napisałam..I tak się zaczęło. Pamiętam
w Liceum też pisałam, ale zeszyt z wierszykami MI się zawieruszył.
Na studiach odkryłam w sobie kolejne dwie pasje zaczęłam pisać wiersze
i rysować twarze w programie komputerowym paint. Po namowach ludzi z mojego
kręgu okresowo organizuję wieczory poezji czy spektakle poetyckie. Miałam już
kilka swoich wieczorków poetyckich.

Kocham taniec muzykę i podróże no i ludzi pozytywnie zakręconych...

mój blog: wierszealinybozyk.blogspot.com



Baba Jaga
Duzy Las , mały domek
Na kurzej stopce. Polana
I Ona Baba- Jaga sama.
Każdy się boi Baby- Jagi
Co na miotle lata.
Wołają na nią Jaga Agata
Lub Jaga szmata.
Pytam jaka ona szmata?
Ja widzę włosy oczy
Piękne, zielone, a może
Niebieskie ale życie leśne
Skromne nie królewskie.

Moja Baba Jaga
Ma wielkie czerwone
Serducho co piernikiem
Pachnie niczym Las korzeniami.
Jest gościnna I ma spracowane
Dłonie. Uśmiecha się przez
Zęby ale szczerze I pogodnie,
A jak wściekła to nogą tupnie,
Miotłą w łeb trzaśnie, a potem
Pogłaska Po głowie niczym matka.
Jaga Agata to nie szmata!
Lecz całkiem fajna baba, co w lesie na miotle lata
I czasem gra na liściu trata-tata/alboż/




Czerwona suknia I Anioła
W czerwonej sukni
weszłam do kościoła,
A tam anioł w bieli
Z ołtarza na mnie woła.

Macha do mnie białym
Skrzydełkiem, co piórka gubi
I korpusem swym całym
Daje znać, że mnie lubi.

Posyła MI białego całusa,
A dłonią wskazuje witraż
Z wizerunkiem papieża Piusa
I Mojżeszowych zapisów dziesięć.

Suknia ma powiewa w przeciągu,
Nawy bocznej, a włosy opadają
Na policzek, mokry I są dla mnie
Chusteczką z inicjałem Ja I Ty.

O mój aniele proszę, podaj
Mi swe skrzydło ja ci opatrzę
Rany piór opadających ze zmartwień,
O ludzi o mnie o cały świat

W życiu czasami tylko jest
Jak w niebie, a jak jest w niebie?
Ani oko nie widziało, ani
Ucho nie słyszało, a MI ciągle mało.

Ja dziś wtulona w zranione skrzydło,
Łkając fałszując zaśpiewam pieśń
Na miarę ludzkich słabości, a wielbiąc
Stworzenie stanę się anielskim cieniem./alboż/




Nocne Chochliki
Szczególnie nocą kocham
Moje miasto, rozświetlonych okien.
Me nozdrza czuja woń potraw,
Pachnie drożdżowe ciasto
Jest cisza, na rynku nie ma zgiełku
Nie ma bójek, a gra świateł magiczna,
Niepojęta a szczególnie w grudniowe święta.

I młodzież przy pubach paląc papierosy
Snują rozmowy o życiu I marzeniach,
Młodego sądeczan pokolenia.

Widzę idzie Jagiellońską jegomościu
Chwiejnym krokiem,
Otulony ciepłym pierzy- nowym zmrokiem
Kroczy dzielnie pokonując trud życiowego
Brukowego trotuaru, nuci pod nosem
Melodie tanga we dwoje. Z kieszeni wystaje
Róża czerwona. Zapewne czeka na niego zmartwiona
Żona I dziatki w kolebusi, więc dzielnie
Kroczy przez bajkowe miasto nocą, a
Siedmiokolorowe drzewo drogowskazem się stało.
Ja zachwycę się rozświetlony starym farnym kościołem
Nie szkodzi że zamknięte wrota bazyliki, ja dziś tylko
Podziwiam nocne świetliste chochliki. /alboż/




Wartość Kobiety
Jaka ma wartość kobieta,
Która osnuta w problemy,
Radości, kroczy, przez tajemnice
Narodzin I śmierci?

Jest piękna, wyniosła,
A zarazem cicha, skromna,
Ale zawsze dumnie kroczy,
Skrzętnie chowając swe słabości.

Walczy z przeciwnościami losu
Dając miłość, dobroć, ciepło,
Często w zamian nic nie dostając,
A upadając podnosi utrudzony korpus.

Wyciągając rękę o pomoc
Patrzy w oczy wybranka lecz On,
Jej nie widzi, Bo słabość kobiety
Niszczy ją samą I poniża I upadla

Tak wiec kobieto błagam
Nie upadaj, a jeśli to w ukryciu.
Niech twa kruchość przewala góry,
Uśmiech niszczy zło I nienawiść

Wartość kobiety poniżonej
Do roli kochanki, zabrała jej godność,
Wyzbyła twarzy , jej siebie, Wcisła
W ślepą uliczkę samotności I goryczy.

Tak więc Ja -Kobieta - mówię
Do ciebie Kobieto, bohaterko życia;
Twa siła w Twych słabościach,
Twa moc w Twym poniżeniu.

Więc proszę, ubieraj usta w uśmiech,
Wkładaj iskierkę nadziei w oczy,
Przyodziewaj płaszcz miłości do ludzi,
A w ręce trzymaj miecz co chroni.

Nie czekaj na miłość, która nigdy
Nie przyjdzie, lecz sama ją dawaj
Tym co szukają, a w zamian dokonasz
Cudu i będziesz wreszcie szczęśliwa.

Bo cudem jest przekazanie życia,
A mistyka narodzin w bólu, jest krzykiem
Kobiety która nie może wykrzyczeć
Żałości serca, a zarazem krzykiem zwycięstwa.

Bo świat bez kobiety, jest niczym
Pustynia bez oazy, łąka bez kwiatów,
Niebo bez gwiazd, las bez śpiewu ptaków,
A ziemia ciszą, która nie wydaje plonu../alboż/