Anna Koprowska - Głowacka

Anna Koprowska Głowacka

Anna Koprowska - Głowacka - pisarka i poetka, urodzona w 1975 roku w Chełmnie nad Wisłą, choć sercem związana także z Pomorzem, Kujawami i dalekim Mohylewem. Jest absolwentką historii oraz podyplomowych Studiów Polityki i Edukacji Regionalnej na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, a także Studium Psychologiczno-Socjologicznego. Z zawodu nauczycielka historii oraz specjalistka- konsultantka ds. personalnych, autorka artykułów, książek i wierszy.

Umiłowanie historii i tradycji zaowocowało książkami o legendach: „Legendy i podania Ziemi Chełmińskiej”, „Czarownice z Pomorza
i Kujaw”, „Duchy, zjawy i ukryte skarby. Niesamowite miejsca województwa kujawsko-pomorskiego”, „Legendy i opowieści z czasów wojen polsko- szwedzkich”, „Duchy, zjawy i ukryte skarby. Niesamowite miejsca województwa pomorskiego”, „Legendy z Żuław i Dolnego Powiśla” oraz „Legendy krzyżackie”. Obecnie pracuje nad kolejnymi pozycjami: kolejnym zbiorem legend i powieścią historyczną. Dwie książki zostały dostrzeżone na Kościerskich Targach Książki Kaszubskiej
i Pomorskiej „Costerina”. W 2011 roku została wyróżniona za  „Duchy, zjawy i ukryte skarby. Niesamowite miejsca województwa kujawsko- pomorskiego”, zaś w 2014 roku zdobyła trzecią nagrodę za kontynuację cyklu: „Duchy, zjawy i ukryte skarby. Niesamowite miejsca województwa pomorskiego”.

Jej wiersze można przeczytać w dwóch almanachach poetyckich: "Kujawscy poeci" oraz "Kujawska poezja religijna". W 2013 roku zdobyła I miejsce w plebiscycie „Na najpiękniejszą twórczość kujawskiego poety za 2012 rok” i nagrodę „Złotego Kruka” jako wyróżnienie za wkład
w propagowanie i kultywowanie dziedzictwa kulturowego oraz historycznego Kujaw i Ojczyzny. Jest także laureatką konkursu „Strachy na Lachy” i konkursów poetyckich. 

Jej główne zainteresowania to historia, literatura, fotografia, haft, podróże i psychologia. Szczególne miejsce w sercu zajmują dwie epoki: starożytność i renesans. Jest także miłośniczką mitów, legend, symboli i magii ludowej. 

 

 

Fragmenty twórczości, Anna Koprowska- Głowacka 

 

Poezja:

 

KIM JESTEM?

Wiersz z tomiku „Kujawscy poeci”

 

Jam jest jak utkana z marzeń pajęczyna;

Jak motyl, którego trudno schwytać w locie. 

Spoglądam ku niebu zachwycona słońcem, 

W rozmowach z gwiazdami odnajduję szczęście. 

A jednak gdy stopy na ziemi postawię 

Serce w mojej piersi dziwne śpiewa pieśni. 

Wiedz bowiem, że twym marzeniem tylko jestem, 

Znajdź mnie w strugach deszczu i w wiatru porywach, 

W gwiazd blasku i srebrnej poświacie księżyca. 

Dotknij, gdy pochylę się nad tobą we śnie; 

Zatrzymajże wreszcie gdy człowiekiem będąc 

Jeszcze tutaj jestem.

 

Proza:

 

 

DUCH RYCERZA (Gdynia)

Legenda z książki: „Duchy, zjawy i ukryte skarby. Niesamowite miejsca województwa pomorskiego”

 

 

Babie Doły i Oksywie to obecnie dzielnice Gdyni, jednak niegdyś wznosił się w ich okolicy potężny gród, którym władał rycerz znany ze swej waleczności i odwagi. Był jednak również świetnym rybakiem i gdy tylko nie musiał walczyć u boku księcia, sam wypływał w morze. 

Pewnego pięknego dnia tak, jak to miał w zwyczaju, wypłynął łodzią. Nagle, tuż obok wyłoniła się z wody piękna kobieta. Cerę miała białą niczym morska piana, włosy złociste jak bursztyny, a oczy błękitne jak morze w bezwietrzny, słoneczny dzień. Uniosła się wyżej, wsparła na burcie i spojrzała na zaskoczonego rycerza. Dopiero wówczas zauważył, że od pasa miała rybi ogon.

- Syrena…- wyszeptał, oczarowany jej urodą. 

- Miłuję cię, dzielny wojowniku.- odpowiedziała niespodziewanie z uśmiechem- Dlatego tutaj jestem. Nadpływa twój wielki wróg, wracaj więc do grodu i przygotuj się do walki. Kiedy będziesz mnie potrzebował, wyjdź na brzeg i zaklaskaj. Wtedy przypłynę.

To mówiąc puściła łódź i zniknęła w morskiej toni. Rycerz przez chwilę myślał, czy aby mu się to wszystko nie przewidziało. Uznał jednak, że zwid jeszcze nigdy nie miał, a o syrenach słyszał już wiele w przeszłości. Powrócił więc do grodu. Wielkie wywołał zdumienie każąc wojom broń szykować i zamykać bramy. Nikt jednak nie kwestionował rozkazów. Wszyscy natomiast wypatrywali na horyzoncie statków nieprzyjaciela. I rzeczywiście. Następnego dnia, około południa pojawiła się w oddali flota wroga. 

Pomimo następujących po sobie szturmów, przygotowany gród stawił zacięty opór. Kiedy nadchodził zmierzch i na niebie pojawiał się księżyc, rycerz wykradał się z grodu, szedł na brzeg i wzywał syrenę. Przypływała niemal natychmiast, opowiadała o zamiarach nieprzyjaciół i udzielała rad. 

Tak mijał dzień za dniem. Wpatrzeni w siebie, pewnego wieczoru nie dostrzegli, że w zaroślach skrył się przywódca wroga. Widząc rycerza napiął łuk i wypuścił strzałę. Ta szczęśliwie chybiła jednak celu. Syrena uniosła się z wody i po trzykroć pogroziła mu palcem. 

Minęły trzy dni i nieszczęśnik utonął podczas zwykłej kąpieli. Wśród wojowników zza morza zapanowała niepewność. Doskonale wiedzieli, że musiały stać za tym jakieś siły nieczyste. Wszak ich dowódca, człek nieustraszony, dla którego woda była częścią życia, nie mógł tak bez powodu zniknąć w odmętach. Po głośnej naradzie uznali, iż lepiej odstąpić niż narażać się dalej na gniew pana mórz. Odpłynęli więc spiesznie.

W grodzie zapanowała wielka radość. Wszyscy wiwatowali na cześć rycerza i jego przezorności. On jednak tęsknie spoglądał w kierunku morza. Jeszcze tego wieczoru pobiegł na brzeg i zaklaskał, by spotkać się z syreną. Przypłynęła tak, jak zawsze na wezwanie.

- Kocham cię.- oświadczył patrząc w jej błękitne oczy- Chciałbym przejść przez życie z tobą u boku. 

Posmutniała nagle, a dwie wielkie łzy popłynęły po jej policzkach. 

- To niemożliwe, mój miły.- odpowiedziała cicho- Bez wody umrę w ciągu trzech dni. Morze jest moim domem.

Chciał coś odrzec, lecz ujęła w dłonie jego twarz i pocałowała go gorąco. 

- Będę jednak przy tobie zawsze. Moje serce bowiem tylko do ciebie należy. I pamiętaj. Przypłynę tutaj zawsze, kiedy mnie tylko wezwiesz.

Rycerz nie mógł pogodzić się z takim życiem. Z dnia na dzień stawał się coraz bardziej smutny. Nie radowało go bogactwo grodu, ani chwała zwycięscy jaką zyskał. Przestały mu wystarczać krótkie spotkania z ukochaną, tęsknota stawała się coraz bardziej dotkliwa. Pragnął dzielić z nią wszystkie dni i noce, nie zaś tylko kraść przewrotnemu losowi ulotne chwile. 

Pewnego słonecznego dnia, gdy syreny śpiewały tak cudnie, że radowały się serca wszystkich mieszkańców, rycerza ogarnęła bezgraniczna tęsknota. Wsiadł do swej łodzi i wypłynął w morze. Tam obstąpiły go syreny. Wśród nich była zaś ta, którą tak umiłował. Spoglądała na niego z uśmiechem, jakby zapraszając do swego królestwa.

- Nie chcę żyć bez ciebie.- wyszeptał.

- Pójdź zatem ze mną.- odpowiedziała śpiewnie. Wyciągnęła do niego ramiona i objęła w czułym uścisku. 

Rycerza nikt więcej nie zobaczył. Morze wyrzuciło łódź na brzeg nieopodal grodu. Podobno można spotkać jego ducha, gdy w księżycowe noce wyłania się z wody i spaceruje po Oksywskiej Kępie. Ukochana syrena siada wówczas niedaleko i w srebrnej poświacie czesze swoje długie włosy. Choć od tamtych wydarzeń minęły już wieki, oni są wciąż nierozłączni.  

 

 

POŁUDNICA (fragment opowiadania)

 

Dochodziło południe. Złocisty krąg słońca niepodzielnie panował nad spękaną od skwaru ziemią. Lazurowe niebiosa jaśniały niczym drogocenna kopuła. Nie było ni jednego obłoku, który sunąc wolno przyniósłby chwilę wytchnienia i wyczekiwany cień. Srebrzysta, delikatna mgła zaczęła opadać na pole. Rozwiała się niespodziewanie w chwili, gdy już miała się zetknąć z dojrzewającymi kłosami żyta i zniknęła niczym senne marzenie, które rozpływa się z chwilą, kiedy człowiek uchyli powieki. Zboże poruszyło się jednak, zafalowało i zaszumiało cicho, choć wokół panował tak niezmącony spokój, iż nawet źdźbło trawy rosnące na miedzy nie poruszyło się tknięte choćby motylim skrzydłem. Ono jednak falowało łagodnie aż po horyzont, gdzie stykało się z niebem. 

W miejscu, gdzie mgła się rozwiała stanęła niespodziewanie młoda kobieta w wieńcu z chabrów na czole; o oczach, których głębia przypominała bezdenne jeziora. Kłosy rozchyliły się nieco, by jej bose stopy mogły oprzeć się na spękanej od słońca ziemi. Długie włosy opadły powoli aż do kolan okrywając ją niczym płaszczem. Biała suknia ze złotym pasem, za który zatknięty miała sierp podkreślała nieomal każdy detal jej ciała. Uniosła głowę rozglądając się dookoła. 

W oddali dostrzegła śpiącego pośród zboża człowieka. Powoli zbliżyła się doń i przechyliwszy z lekka głowę patrzyła w milczeniu na spokojną twarz młodzieńca. Na jej bladej twarzy pojawił się lekki uśmiech.

- Głupcze…- szepnęła- Tylko tacy głupcy jak ty lekce sobie ważą nasze prawa. Tylko tacy są ślepi na potęgę ziemi i jej opiekunów.

Jej długie, smukłe palce wyjęły z włosów cienką szpilę i uniosły ją ku górze. Na ledwie widocznym ostrzu zalśniły promienie słońca. Ich blask był jednak zimny. Kobieta bez wahania pochyliła się, by wbić ozdobę wprost w serce śpiącego i tym sposobem odebrać mu życie, którym sam wzgardził łamiąc odwieczne prawa. 

Już miała dopełnić tej ofiary, gdy nagle jej dłoń zatrzymała się tuż nad sercem mężczyzny. Po raz pierwszy w jej czyny wkradło się zwątpienie. Przez chwilę miała wrażenie, iż w jej piersi zabiło serce- ów przymiot istot śmiertelnych, którego nie miała przecież już od wieków… od czasu, gdy przekroczyła osnutą mgłami bramę światów. Ręka jej zadrżała choć wiedziała, że winien dopełnić się jego los.

Ileż to było już lat? Wkrótce siedem wieków już minie odkąd przestała być człowiekiem a stała się... No właśnie, kim się stała? Ludzie opowiadali, że była demonem, który w południe błąka się po polach zabijając nieostrożnych dorosłych, porywając dzieci i dziewczęta... Babą o żelaznych zębach ze sforą siedmiu widmowych psów niosącą zgubę i przekleństwo wszystkim tym, którzy ją na drodze swojej spotkają... Diablicą polną pożerającą dzieci...

Nikt już nie pamiętał a może nie chciał pamiętać, iż to Ona opiekowała się zbożem, by dojrzało i dało plon obfity; że to dzięki niej polne kwiaty corocznie cieszyły oczy ludzi... Minęły też czasy, gdy każdy podczas zbiorów spotkany człowiek padał przed nią na twarz odwracając wzrok, by przyniosła mu dostatek miast śmierci... Uczyniono zeń wysłannicę piekieł, podczas gdy stała jeno na straży praw ziemi i szacunku dla słonecznej potęgi. Zapomniano, iż kiedyś sama była kiedyś człowiekiem. 

Dawne to były jednak wciąż pamiętała swoje imię i mężczyznę, któremu miała być poślubiona. Już nosiła na palcu zaręczynowy pierścień i wyobrażała sobie szczęśliwy los u jego boku, gdy okrutna śmierć stanęła u wrót jej domu. Ciemność spowiła ją w swe opiekuńcze ramiona po to tylko, by zbudziła się na powrót, ale już bez dawnego ciała i bez serca, które biło niegdyś w piersi. Przestała być człowiekiem, stała się Południcą- opiekunką zbóż i polnych kwiatów: ona jak i wiele innych dziewcząt, które choć zaręczone nie zdążyły wstąpić w małżeńskie związki. 

Niegdyś szanowana i czczona, teraz była przeklinana przez ludzi; odmieniło się bowiem oblicze świata a dawna wiara odeszła w zapomnienie. Ona zasię niezmiennie wypełniała swoją rolę nie zważając na czas i opinie śmiertelnych. Tylko czasem wspomnienia jeszcze nie zatarte powracały jak fala rozbijająca się o brzeg jej losów. Ów mężczyzna śpiący śród złocistych kłosów był zaś tak bardzo podobny do jej oblubieńca Radosława. Miał podobnie szlachetne rysy, szerokie łuki brwi i postać nieomal jednaką. I właśnie jemu teraz winna była odebrać życie.

Srebrzysta szpila lśniła wciąż w jej dłoni. Promienie słońca na niej igrające zdawały się szyderczym uśmiechem. Nie. Nie mogła tego uczynić. Wolała dać mu szansę na ocalenie życia. Wolno wsunęła szpilę do włosów. Uśmiechnęła się ledwo dostrzegalnie do swych myśli i usiadła obok wpatrując się z mocą w jego oblicze.

-Poznasz ty łaskę Południcy. Poznasz, jeśli próbę przejdziesz zwycięsko.- wyszeptała.

Czas jakiś minął jeszcze nim otworzył oczy. Zapach zboża i kwiatów oraz ciepło słonecznych promieni sprawiły, że sen odchodził od niego bardzo powoli. Niemiłosierny ból głowy jednak przywrócił mu świadomość. Usiadł odruchowo chwytając się za pulsujące skronie i wówczas jego wzrok spotkał się ze spojrzeniem ciemnych oczu kobiety.

-Ki diabeł!- krzyknął- Ktoś ty!

-Czasem i tak mnie zowią.- odpowiedziała, pochylając lekko głowę. 

Patrzył na nią pełnym zdumienia spojrzeniem niebieskich oczu. W jego źrenicach odbijało się jedno niewypowiedziane pytanie: Kim była ta kobieta? Wszelkie gwałtowne ruchy uniemożliwiał mu potworny ból głowy, lecz był pewien, iż nie jest wytworem jego wyobraźni. Wiedział, iż nie była to zwykła niewiasta bowiem patrząc na niego nie mrugnęła ni powieką zaś jej twarz- choć nieziemsko piękna pozostawała nieporuszona niczym oblicze kamiennego posągu wykutego ręką zręcznego rzeźbiarza.

-Chcę byś odpowiedział mi na jedno pytanie.

Jej głos przypominał szmer wiatru, lecz każde słowo odbijało się w jego umyśle jak uderzenie potężnego dzwonu. Lęk zrodzony gdzieś na dnie jego serca zbudził się nagle.

-Ale...

-Od odpowiedzi zależeć będzie twoje życie.- wyjaśniła sięgając po złoty sierp zatknięty za pasem. (…)