Beata Pflanz

Mgłą z lampy

Mgłą z lampy jestem
marzeniami spełnionymi
tymi jeszcze w myśli
i właśnie wypowiadanymi

i powietrzem jeszcze
zapachem tej chwili
co będzie, co spełni
mój kolor, oddech...

mgłą z lampy jestem
mgłą z lampy zostanę

marzeniami spełnionymi
tymi jeszcze w myśli...



Zmęczenie

Bo kiedy jestem zmęczona, to nie napiszę ani jednego słowa…
a poza tym niczego nie namaluję, nie zdziałam, nie mogę. Bo popsuję, to co zrobiłam już wcześniej, bezmyślnie
unicestwię całą tą lekkość, którą w tworzeniu najbardziej sobie cenię…
Więc boję się – popsuć… I cierpię katusze: wciąż myśląc o tym czego nie robię
– a mogłabym, i wyobrażam sobie, że jestem w pracowni, że maluję, rysuję, robię zdjęcia – nie ważne zresztą co…tylko jak i kiedy…no i cierpię.
Ale też wiem, że to cierpienie tylko na dobre mi wyjdzie, bo jeszcze bardziej przemyślę, to co mam do zrobienia.
Cała myśl, a także rodzaj skupienia, uwagi – dojdzie do zenitu i to nadchodzące apogeum urodzi coś nowego pełnego energii, niezwykłego.
No, to może powinnam być zmęczona? Skoro już wiem, że zmęczoną będąc powinnam od działania się powstrzymać, a to powściąganie samej siebie na dobre mi tylko wychodzi, to czy nie powinnam tego po prostu wykorzystać?
Chyba podświadomie to robię…tak zagłębiam się w siebie i daję się nieść nurtowi mojej energii, mojej dynamice, mojej ekspresji domagającej się uzewnętrznienia…I to chyba jest jakiś rodzaj choroby, a na pewno uzależnienie, którego przerwać nie można,
i którego przerwać nie chcę – tak jest mi dobrze i niech tak zostanie…
Więc myślę kolorem. Śnią mi się barwne plamy, kolory się mieszają pod moimi powiekami, w wyobraźni i szukam dla nich nazwy, ciepła
i schronienia na palecie.
W myśli maluję, w powietrzu rysuję kolor, plamę, obraz… i cierpię, gdy malować nie mogę…i tylko wtedy na dobre mi to wychodzi.. i ja to wiem i cierpię katusze…bo wiem, że dobrze robię, że nie maluję będąc mocno zmęczona…
Strasznie wówczas cierpię…
A najgorsze jest to, że to dobrze, i że świadoma tego jestem, i że za każdym razem, gdy tak się dzieje to wówczas tak mocno cierpię…
i tylko na dobre mi to wychodzi…

Opuszczam w pokorze głowę
Słońce oświetla mi myśli

Widzę kolory
Czuję smaganie pędzla
Wiatr popędza barwy

Aż tęcza podpowie mi
Kiedy wejść do pracowni

Opuszczam w pokorze głowę
Słońce oświetla mi myśli

Więc myślę kolorem. Śnią mi się barwne plamy, kolory się mieszają pod moimi powiekami, w wyobraźni i szukam dla nich nazwy, ciepła
i schronienia na palecie.
W myśli maluję, w powietrzu rysuję kolor, plamę, obraz… i cierpię, gdy malować nie mogę…i tylko wtedy na dobre mi to wychodzi.. i ja to wiem i cierpię katusze…bo wiem, że dobrze robię, że nie maluję będąc mocno zmęczona…
Strasznie wówczas cierpię…

Aż tęcza podpowie mi
Kiedy wejść do pracowni…
Usiąść w ciszy i krzyknąć ciszą, usłyszeć ją i wdychać.
Potem światło uwolni mnie od reszty świata.
Przytulam się do płótna i… słucham…
W ciszy…