Bożena Zylla

Urodziłam się w 1956 roku w Chojnowie.Ukończyłam liceum Ogólnokształcące  , a potem 2-letnią
Policealną Szkołę Ekonomiczną - zdobywając zawód technika ekonomisty.Po ukończeniu szkoły podjęłam pracę w dziale księgowości Dyrekcji Rejonowej Kolei Państwowej.
W 1986 roku wyjechałam do Niemiec,gdzie załośyłam rodzinę i wychowałam dwoje dzieci.
Uwielbiam długie spacery z moim psem Rocky,przyrodę i jazdę na rowerze.Podczas tych spacerów podziwiam naturę co często jest tematem do  moich wierszy. W 2012 roku po raz pierwszy ze spontanicznej potrzeby ducha opisałam swoje wrażenia w wierszu. Od tamtej pory moje odczucia zapisuje w formie wierszy .

 

 


       Liść


Ostatni liść opadł z drzewa
i już zapomniał o nim świat.
A ja, za nim tęskię
i o nim piszę,
bo mi go żal.
 
Czerwony z klonu,
czy żółty z jesionu,
każdy z nich zielone życie miał.
A teraz,suchy i pomarszczony
leży na ziemi
i czeka na wiatr,
co zabierze go
-gdzieś w siną dal.
 
Niesamowicie krótkie życie
ten biedaczyna miał,
słoneczną wiosną narodzony
żegna już z jesiennym mrokiem
ten bezlitosny świat.
 
Och,jaka pusta i smutna
będzie teraz bez niego
krajobrazu zamyślona twarz.

 


       Gdzieś w świecie


Pojedźmy sobie tak spontanicznie
gdzieś w daleki świat.
Spakujmy do walizki
tylko adidasy i parę ostatnio poszarpanych lat.
 
Nie marnujmy już czasu
i nie rozważajmy nic
-tylko bez zastanowienia
zatrzaśnijmy za sobą mocno drzwi .
 
Pośpiesz sie proszę,
to chwycimy jeszcze
ten pośpieszny pociąg
jadący właśnie tylko tam
 
Nie patrz na mnie tak śmiesznie
-tylko uwierz mi,
że gdzieś tam w dalekim  świecie
czeka na nas to tajemne miejsce,
gdzie szczęście daje sie
po prostu gorściami brać .

 


        Samotność


Słońce jak codzień
wzeszło i zaszło.
Dzisiaj znowu takie samo
jak wczoraj cz przedwczoraj.
Wokoło ciebie tylko
cztery puste ściany,
a z nieszczelnego kranu
złośliwie kapie sobie woda.
 
Smętnymi oczami
śledzisz lot muchy dookoła lampy,
a poilotem przerzucasz programy,
lecz znajdujesz tylko bzdurne reklamy.
 
Znudzony wychodzisz na miast
i włuczysz się od baru do knajpy
w poszukiwaniu bratniej twarzy.
 
Niestety samotny jak kot
powracasz nad ranem
i usypiając przy małej czarnej
o lepszym jutrze marzysz.