Dariusz Bereski

Dariusz Bereski (ur. 29 grudnia 1965 roku we Wrocławiu) - polski aktor
teatralny i telewizyjny. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej
w Krakowie Wydziału zamiejscowego we Wrocławiu/1984-88/. W 1987 roku
debiutował na scenie Teatru Kalambur we Wrocławiu. W Jeleniej Górze,
w Teatrze im. C.K. Norwida  pracował przez  10 sezonów. Kolejną pracę
rozpoczął w Toruniu, w Teatrze W.Horzycy w 1997 -2011r. Od 2012 roku
występuje gościnnie na wielu scenach w Polsce - między innymi w Teatrze
Polskim w Warszawie. Współpracuje z Filharmonią Pomorską w Bydgoszczy.

          Od 1999 roku pracuje w rozgłośniach radiowych (Radio Toruń, Radio
Sfera, Radio GRA i Radio Color w Warszawie). Współpracuje z internetowymi
Bankami Głosów . Najważniejsze nagrody i wyróżnienia -1987-Złota
Iglica-Nagroda Publiczności,1990-Brązowa Iglica,1991- Brązowa Iglica,
1992-Srebrna Iglica,1993-Srebrny Kluczyk, 2003-Miedzynarodowy Festiwal
Sztuki Słowa,,Verba Sacra’’-Nagroda Główna im. R.Brandstaettera.W 2012
roku-Mistrz Mowy Polskiej Vox Populi, Kawaler  Brązowego Medalu Gloria
Artis-Zasłużony Kulturze Polskiej 2012- nadanego przez Ministra Kultury
i Sztuki.

Dla Lam Quang My

Kiedy poeta śpiewa
,,Nie widzę morza
Ale widzę łódź’’
Zamierają nawet
Wodospady
Dzikie zwierzęta
Łagodnieją

W nutach poety
Ukryty tomik bólu
Antologia tęsknoty
Pragnień
I porzuconych złudzeń

Nawet Bóg
Otwiera okiennice...
Zapodziane tkaczki
Spoglądają chciwie
Opierając łokcie
O parapet wieczności

Natchniony Przewodnik
Widzi kolor
Materiału życia
Dotyka
Alizarynowej czerwieni
Indygowego błękitu
I żółcienia z rozedy
Wzorców natury

Poeta zaśpiewał
Pierwotnością wiersza
Wibracje alikwot
Przypomniały
Dzień stworzenia...
Aut. Dariusz Bereski


 
 
Na ławeczce w St.James Park London

Przysiadłem tylko na chwilę
Upojony nektarem magnolii
Kwiaty nuciły dźwięczną
Melodię przebudzenia

Płaszcz jonquilli kołysał
Kielichami kwiatów
A cytrynowo-złoty blask
W lekkim półcieniu
Mrużącego oczy słońca
Kusząco lśnił
Półcieniem tycjanu

Wiosenne dzieci Liriope
Zwrócone w swoją stronę
Jakże starannie opisane
Przez Owidiusza
Zakochane w sobie
Zażywały kąpieli
W tęczowej
Porannej rosie

Krótka chwila
Jak ciszy dzień w Nyepi
Dzień skupienia
Modlitwy
I medytacji
I początek nowego
Balijskiego Roku
Pod koniec marca

Ceremonia rytualnego
Oczyszczenia
Dotknęła mnie TU
I teraz
Dobre duchy parku
Sprowadziły radość
Nabrałem nowych sił

Odszedłem nieśpiesznie
Bacząc by nie spłoszyć
Dostojnej tybetańskiej gęsi
Ciekawskich hełmiatek
Szarych wiewiórek
I zabawnych w swej powadze
Kormoranów

Niezwykła chwila...
Aut. Dariusz Bereski



 
Finalis Concerto!


Atłasowa zmarszczona wiekiem
Kurtyna opadła
W blasku przegrzanych jupiterów
Kurzu I gorąca
Zapachu stęchlizny I wilgoci
W unoszącej się woni aplauzu
Nie wybrzmiałych jeszcze braw
Przelotna impresja...
Cierpkie słowa krytyki
I słodycz klakierów

Stał pochylony
W kierunku samotni
Na starych
Deskach proscenium
Tłumiących żale I poświęcenia
Uwiecznionych śladów historią
Przeżytych porażek
I sukcesów krótkich
Stał nieobecny
Pochylony
W kierunku swojej samotni
Wsłuchując się w echo szmerów
Które przed chwilą
Były nieznośnym hałasem

Jeszcze mięśnie domagały się ruchu
Nie wygasły targane
Rozjuszone emocje
Pot nie ostygł na ciele
Temperatura zbyt wysoka
By zwyczajnie żyć...
Ciemnobrunatne nacieki szminki
Jak malachit ozdobny kamień
W gęstości wzruszeń
W ascetycznym grymasie
Jakby nie na miejscu
Grały ostatni Nokturn...
Łzy malowały szare cienie
Na podkrążonych do sztucznego
Światła oczach

Pozostał w półgeście
Jak zalany lawą posąg
Zabawny komediant
Tak sztuczny że prawdziwy
Lekko rozmazany makijaż
Jeszcze wyraźniej
Podkreślił ostrość jego rysów
Na rozgrzanych policzkach
Tusz zakrył rumieńce
I granatowe z wysiłku żyły
Tak gwałtownie tętniące
Słodką krwią

Podwyższony puls
Nieustannie wybijał
Takty partytury
Wiedział że Po raz pierwszy
Może być sobą
Chociaż nie znał siebie
Przykryty maską złudzeń
I wiarą w cudze
Ukryty w czyimś życiu
W obcych marzeniach
W nieznanej miłości

Teraz kiedy poczuł się wolnym
Kiedy zapragnął
Żyć naprawdę
Kiedy Po raz pierwszy
Spojrzał tylko na siebie
Tak inaczej bez lustra
Odszedł...
Bez uprzedzenia
Tak zwyczajnie
Tak Po prostu...

Aut. Dariusz Bereski



 
 
Kroki.../Magdalenie/

Choć jesteśmy tylko my
/Zawsze tego pragnę najbardziej/
Czasem tak mało nas
A czasem tak wiele...

W wierszu do Ciebie wkrada się
Cenzura codzienna
/Bo jakże by inaczej/

Miłość w pozmywanych naczyniach
I tych pozostawionych sobie
Nienaprawionych skrzypiących drzwiach
Oddanych w terminie książkach
I nie zakupionych bateriach do pilota
Miłość w cichych dniach
I zbyt głośnych komentarzach
Miłość kiedy stajemy się ciałem jednym
I kiedy jesteśmy
W osobnych przestrzeniach
/Duchowych też/
W kupionych zimą świeżych tulipanach
I w niestartym z półek kurzu wspomnień
Kiedy czekamy na powroty
I odmierzamy czas wyjazdów

Czasem Twój Mount Everest
Gdzieś na granicy Nepalu I Tybetu
Graniczy z moją depresją
Martwego Morza
W cieniu Biblijnej
Sodomy I Gomory
A czasem na odwrót...

Twoje przeczucie I intuicja
Są szybsze niż prędkość światła
Przejrzystsze niż laguny lazur
Czasem sięgasz myślami
Do krainy Nieba Błękitnego
Tego bezmiaru przestrzeni doznań
Changajskich Gór
Których arbitrem bywam rzadko
Ale zawsze kibicuję Twojej energii
Czasem pomilczymy na głos
A czasem pokrzyczymy w ciszy

Granica cierpliwości nie istnieje
/Wiemy to oboje/
Cierpliwość jest miłością Dawców Łask
Do zawsze
Onomatopeja codziennych spraw
Przestaje być retoryczną figurą
Naśladuje dźwięk Twoich kroków
Gdy wracasz zmęczona do domu
Słyszę je wyraźnie
Po drugiej stronie Góry
A capite ad calcem- Do głowy do pięty
Na zawsze...


Aut. Dariusz Bereski