Edmund Muscari Czynszak

Edmund Muscari Czynszak - ur. 5 sierpnia 1951 r. w Pile  
- poeta, prozaik z zamiłowania. Mieszkam w Pile.


             Budowanie obrazów słowem jest moją ulubioną formą 
wyrażania siebie.
Wykonywałem wiele różnych zawodów, ale obecnie przebywam na marginesie 
życia zawodowego, ale za to w centrum słowa; uczestniczę aktywnie
Klubie Literackim  ,,Pegazik" przy (MDK Piła) i grupie literackiej,, 
Sprężyna" (przy PSM).



      Wiersze swoje publikuje na łamach prasy regionalnej
i w  Internecie. Ukazują się także w ogólnopolskim internetowym 
miesięczniku literacki ,,AKANT'' oraz w wersji dźwiękowej na portalu
You Tube

W 2011 roku został wyróżniony w konkursie literackim opowiadaniem 
,,Zagubieni w czasie", które ukazało się w pokonkursowym wydawnictwie 
,,Obecność i ślad" (Stowarzyszenie Przyjaciół Festiwalu Nauki i PWSZ 
im. St. Staszica w Pile).
            W 2012 roku ponownie wyróżniony w konkursie literackim,, 
Niezapominanie" za opowiadanie,, Historia pewnej fotografii 
naszkicowanej słowem" i wiersz,, Miejski tryptyk sentymentalny" 
(Stowarzyszenie Przyjaciół Festiwalu Nauki i PWSZ im. St. Staszica  
w Pile)
   W styczniu 2012 roku w Wydawnictwie Media Zet wydał swój 
debiutancki tom wierszy,, Skrawki dnia", zawierające utwory z początku 
jego twórczej pracy zmagania się ze słowem.
             Natomiast w kwietniu 2012 roku nakładem MDK- ISKRA w Pile 
i Fundacji Literackiej im. Agnieszki Bartol oraz wydawnictwa Media Zet 
ukazała się antologia, w której znalazło się ponad dwadzieścia jego 
wierszy i proza.

              Jego wiersze były tłumaczone i wyświetlane na murach 
przy ulicy Brackiej w Krakowie. W ramach akcji poetę reżysera Michała 
Zabłockiego inicjatora akcji poezji chodnikowej i wierszy na murach.

             Jest autorem legendy,, Hammerowie siodło" skamieniałej 
rozpaczy napisanej w odpowiedzi na konkurs ogłoszony wśród członków 
grupy literackiej,, Sprężyna" a obecnie tekst legendy eksponowany jest 
w Barze nad zalewem Koszyckim w pobliżu legendarnego głazu. Jest 
autorem kilku tekstów piosenek.

              Ostatnio w lutym 2013 roku otrzymał kolejne wyróżnienie 
w XXI Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim w Rabce-Zdrój,, Serduszkowy 
wiersz"

              W maju 2013 nagroda publiczności w turnieju jednego 
wiersz 15.edycji Nadnoteckich Dni Literatury za wiersz 
Przedwieczorny balans.

               W przygotowaniu do druku jest zbiorek opowiadań
i kolejne tomiki poetyckie z pojemnej szuflady, w której znajduje się 
ponad siedemset wierszy i fraszek.

 

 

 

Skreślone słowo

Zapominasz drogi do domu
którego nigdy nie było
jak uczucie co się skończyło
zanim się zaczęło
Czasem jeszcze
na chwilę się zatrzymasz
przez ramię w lustro popatrzysz
w niebo pełne losu zmarszczek 

Nie używając słowa miłość
jakby jej nigdy nie było
z sękatych słów stawiasz płoty
po czym warstwą uśmiechu
pokrywasz wszystko
w łzach z domieszką szarego jak
życie mydła rozpuszczasz wszystko
robi się schludnie i czysto
z nadmiaru myśli czas puchnie

I wszystko staje się banałem
fałszem zaciąga wyraz kochanie

 

 W pierwszą rocznicę

Za oknami zmierzchało lato
z zarośli nieśmiało wynurzały się nawłocie
krzewy winogrona zaczynały ociekać żółcią
ty zawsze rozmowna milczałaś
leżąc z dogasającym spojrzeniem
długimi głębokimi oddechami odliczałaś ostatnie minuty
wilgotnym wacikiem nasączałem twe suche usta
moje oczy naciągały podskórnym strumieniem łez
twoje ciało traciło resztki ciepłego dotyku
w pokoju obok spiker podawał prognozę
na jutro, którego już nie będzie
a ty odchodziłaś w stronę, gdzie było ci po drodze
pozostając cały czas na odległość spojrzenia
gasłaś jak światła na scenie po skończonej sztuce
trwałem jak halabardnik na straży spokojnego zachodu
zbroczony bólem, którego jeszcze nie czułem
sierota pozostawiony w szczerym polu życia
gdzie prawda droczy się z fałszem dobro ze złem
pamiętam jak jeszcze nie dawno
przychodziłaś do mojej kołyski dotykając mnie głosem
później ja niepocieszony, pocieszałem ciebie
dzisiaj każde z nas poszło swoją drogą
lecz przyjdzie dzień, kiedy do ciebie dołączę
jak dzień do budzącej się nocy.

 

 

Antyfona do mego anioła

Kto mnie skazał na życie
którego kurczowo się trzymam,
kto klucz w ręku dzierży
do złej i dobrej chwili,
rozdając karty w grze
gdzie dobro ze złem
zasiadło pospołu.

Kto spokoju dogląda
gdy mnie nie ma w domu
drogę wskazując,
kiedy w marszu się zagubię
poddając losu trudnej próbie.

Kolejny rebus rozwikła
inną prawdę odsłoni
kto mnie ciebie przestawi
już tamtej stronie.

Kiedy ty jak zawsze ukryty
w kokonie wielkiej tajemnicy
do której trudno się przetrzeć
człowiekowi z zatłoczonej ulicy.

Lecz wiem, że zawsze jesteś
zemną na odległość oddechu
pozostając wiernym cieniem
przymnie jak echo.

 


inne zasady

prawość i poprawność to przesadne maniery
wyświechtane przez życie przemielone na żyletki
dzisiaj inne obowiązują już zasady
można bawić się w prawość lecz nie do przesady
poprawność jest dobra przy nastawianiu budzika
aby się nie spóźniać i innych gaf unikać
należy pamiętać co jest dzisiaj przebojem
wszystkie zasady są dobre lecz najlepsze moje

 

 

Niezapowiedziana wizyta

Wczoraj przyśnił mi się ojciec
z pogodnym wyrazem oczu
spokojem zapełnił zaułek ciszy
obrzucił mnie wnikliwym wzrokiem
i wolno w pustkę czasu odszedł

na głowie miał tę samą brązową czapkę
w dużą kratę ceglaną koszulę
buty czarne jak noc w którą przyszedł
z cholewami zdartymi przez życie
oddech już nierówny
w kąciku ust zabłąkany
delikatnym uśmiechem

był tylko przez jedno
mgnienie powiek

i poszedł
zawsze zapracowany
mój ojciec

 

 

Persona non grata

chciałbym tak jak ty
nie czuć zgrzytających myśli
kiedy wieczorem domykam
zdrętwiałe od czekania
żaluzje powiek

o poranku jednym ruchem dłoni
strząsać z prześcieradła nocy
niechciane sny co uwierają
jak niedopasowane obuwie
potem przez długie godziny
zaszywać się w zatłoczonych
pomieszczeniach zdarzeń

chciałbym bezboleśnie usuwać
z pamięci wszystkie chwile
które nie miały prawa się zdarzyć
a w sercu jak drzazga pozostały

lecz nie potrafię

każdego szkoda
mnie Nie
bo nie żałuje się
niechcianych gratów

 

 

Popołudniowa gonitwa

Czas tak szybko mi się kręci
jakby na skróty biegło życie
czasem się jeszcze w tył obrócę
za wsteczny bieg próbując chwycić

nieubłagalnie naprzód niesie rzeka
pod prąd już nie mam siły płynąć
niczego staram się nie ominąć

z bagażem złych i dobrych wspomnień
cho
 coraz częściej zdarza się zapomnieć
że wczoraj był trzynasty w piątek

marzenia mam wciąż jeszcze młode
zmęczonym krokiem godziny liczę
przez kogoś dawno wyliczone

zawsze ten sam lecz trochę inny
własny scenariusz sztuki tworzę
a tak niewiele zmienić mogę

na skroni wytarty plac pozostał
kręgosłup moralny zdeformowany
a czas mój zbliża się do ściany

i nie ma w tym niczyjej winy
że ja wciąż jeszcze tyle muszę
napić się szklankę mocnej kawy
stary garnitur z pralni wykupić

zanim ostatni próg przekroczę
za dobre słowo oddam skórę

 

 

puste krzesło

pustka rozparta
na pomarszczonym siedzisku
stare oparcie zbiera
resztki spojrzeń

myśli jak ptaki
spotykają się na skraju
wspomnień
dotykam każdej chwili
cicha modlitwa
przenika wnętrza
mego serca

kiedy dusza podąża
na spotkanie przeznaczeniu
krzesło postaje samotne

 

 

System ratalny

Czas przesuwa
paciorki kolejnych dni
na starym liczydle tęsknoty
karmiony twoim słowem
jak szklanką ciepłej herbaty
w styczniowym chłodzie
dawne wspólne wieczory
już dzisiaj nie w modzie

niebo przesiąknięte niedomówieniami
zbrukane dzisiejsze krajobrazy
listy do ciebie wysłane
trafiają  w niewczasie
ty o czym innym marzysz

utraciłem zasięg z twoim światem
twój głos zanika w czasie się chowa
kolejne niedokończone zdanie
jest niemą rozmową

delikatnie powoli i na raty
umiera coś co przetrwało
niejedną zimę i lato

mgłą nasiąka kurtyna powiek
obejmij mnie złudzeniami
kolejną bajkę opowiedz
zanim w ciszy się zgubię

 

 

Wspólny przedział

w przedziale
pociągu w nieznane
siedzą pani ze starszym panem
związani więzłem
wspólnej historii
trochę z przymusu
trochę z miłości
pod koniec podróży
zaczynają rozmowę
on mówi wolno
krztuszą się słowem
ona uśmiechem mu odpowiada
konduktor dyskretny trasy
podróży im nie zdradza

czas bez słowa pędzi do przodu
za oknem jak w kinie różne obrazy
i każdy z nich i czym innym marzy
niechciane zdarzenia zostają z tyłu
bagaże wspomnień nie tworzą tłoku
pomiędzy kolejnymi przystankami
jedzą z zapałem placek ze śliwkami

w spokoju czekają każdy
na swój przystanek
kto pierwszy wysiądzie ?
on czy ona a może razem

wie tylko ten co ich prowadzi


 

Zużyte chwile

czas zawraca moje myśli
krzątam się pośród słów
które utraciły termin ważności
dlaczego życie jest chwilą
które gaśnie niespodziewanie
niczym przepalona żarówka
miłość przepoczwarza się
w zobojętnienie
wyczerpując swój limit ciepła
jak rozładowana stara bateria
składowana w ekologicznym
pojemniku odpadów losu
utylizacja naszych marzeń
które stają się bezużyteczną
częścią czyjegoś życiorysu
linią papilarną pozostawioną na
źdźbłach dogasających traw łąki

w nieogarniętym wszechświecie

 

 

Zbiór opowiadań

 


Klepsydra zdewaluowanej historii

Poranek pogodny planów dnia nie zdradza. Słońce w klepsydrze czasu.
Skrywam się w iluzji życia.
Może jeszcze się spotkamy po stronie cienia.
*

Wczoraj zabrało ostatnie złudzenia. Pozostał tylko zimny serca kamień.
W promieniach woskowej świecy. Jak ćma spłonęły marzenia. Pogodna wiosna
Cię przyniosła, jesień Cię zabiera.
Lecz nic nie zdoła pokonać wspomnienia.

*

Czemu odchodzisz tak daleko? Za morze milczenia. Co zamazuje mi Ciebie?
Czy jeszcze jesteś? Czy już Cię nie ma? Sam już nie wiem.

*
Pozostawiasz mnie na progu swego domu. Rzecz niepotrzebną zupełnie.
Jakby mnie nie było wcale.

*
Oddechu twego już nie słyszę. Sennym głosem nie dotykasz. Czasem
jeszcze w snach kocham się zaplącze. Samotna noc nie zachęca do spania.
Postrzępione skrawki rozmów. A ty coraz dalej i dalej...
Myślisz, że to była miłość?

*
Przybity niewinnym gestem powoli znikam. Dzień kończy się nad moim miastem.
Ile warte jest życie, gdy opuści nas miłość. Niespakowany, a już czas się zbierać.
Nie do końca jeszcze ją odkryłem.
Czy jeszcze chwilę pozostanie, czy odejdzie teraz.



Pośród własnych pragnień

Chcę kochać, ale nie potrafię.

Coraz częściej mijamy się pośród własnych pragnień.

Twoje słowa stają się martwe, niczym śnięte ryby dryfujące pośród gestów.

Ty, daleka, oddalasz się coraz bardziej, poza horyzont mojej nadziei.

Świt budzi mnie strugą przerażenia. Nerwowo ściskam słuchawkę telefonu. Serce milczy i tylko oddech przerywa ciszę. Zmowa milczenia przypieka moją duszę.


Przemierzając opłotki naszych zdarzeń, potykamy się o nasze słabości. Ty jesteś jak zawsze daleko od moich spojrzeń, choć łagodny powiew twoich słów jest przy mnie. Tylko ptaki powracające w moje strony, przynoszą na skrzydłach garść twoich westchnień.

Kolejne kartki naszego kalendarza opadają w otchłań przemijającego czasu.

A ty przemykasz jak wiatr po polu mojej samotni, to znów przysiadasz tuż obok iskierek mego pełnego tęsknot głosu.

I tylko cisza akordem dopełnienia.





Fragment poprawionego rękopisu

Noc. Skąpe promienie żarówki pokrywają jego przygarbioną sylwetkę. W zaułkach spokoju rozsiadły się wszystkie jego niedoścignione marzenia. I choć przez cienkie betonowe ściany przedzierają się dźwięki biesiady z dolnej kondygnacji, pozostaje nieczuły na ich natarczywe odgłosy do wnętrza jego pustelni. Czuje, że zanurza się w obszar zupełnie dla siebie nieznany.
Otwiera okno, aby być bliżej gwiazd. Niebo obsypane spokojem nieruchome na dachu jego świata. Tysiące chwil - lat świetlnych dzielą go od jej spojrzeń.
Świt także nie burzy stabilności jego pragnień. Nie wymaże z dysku umysłu ani jednego słowa zapisanego w zwojach jego pamięci. A pytania przejdą na drugą stronę pory dnia. Nieodłączne towarzyszki jego myśli.
Kolejnym ziewaniem, niczym przecinkiem, przerywa każdą strofę dywagacji nad sensem swego istnienia. Herbata już zimna, ciastko z kremem ciemnieje.
Biesiadnicy z dolnej kondygnacji, zmęczeni trudem zabawy, zaszyli się w strefie milczenia. Czy czas, jaki pozostał mu do pokonania, jest czasem realnym?
Wyniki testu, jaki ma do wypełnienia, pozna, gdy spełni się, co ma się spełnić. Lecz uparcie wierzy w to, że nadejdzie dzień, gdy spojrzenia ich się połączą. Bo tylko wtedy dzień nabierze sensu, a noc stanie się wytchnieniem.

Kropla porannego słońca zamazuje ostatnie skrawki wieczornych rozmyślań. Po ścianach spływają resztki pogodnej szarości nocy. Postać z obrazu na ścianie staje się czytelna. Pokój nabiera temperatury dnia, tylko oczy pieką z niewyspania. Jeszcze tylko krótki prysznic, zakończony długim strumieniem wody.
Niebawem kolejna poranna kawa.
Wiatr rozkołysuje senne gałęzie drzew, ptaki rozpoczynają swoje poranne konwersacje, a on już czeka na kolejną biesiadę nocy, by znów zanurzyć się w swoich marzeniach.
Przedzierać się będzie, jak co dzień - co noc - do chwil i spełnienia!
Poprzez strużkę zwykłych szarych dni, przedzielonymi niedzielami, zmierzał będzie do spełnienia swoich marzeń, zdając sobie sprawę, że scenariusz pisze inny ktoś.
Usiłuje dobierać sobie postacie grające główne role w jego sztuce.
Poprawia rękopis Pana Boga!