Endru Atros

 Endru Atros - marynarz,poszukiwacz wrażeń i pięknych widoków. Od lat mieszkaniec Gdyni wychowany w świecie książek. Jak sam mówi: "morze jest moim natchnieniem a ja jestem opowiadaczem morskich historii w kraju, który w ostatnich latach odwrócił się tyłem do morza". Czerpie tematy do swoich powieści z autentycznych wydarzeń, jakie miały miejsce podczas rejsów. Genialna książka dla wszystkich, którzy kochają przygody morskie! Wartka akcja nie pozwala czytelnikowi choć przez chwilę zatrzymać się. W powieści przyjrzymy się pracy marynarzy w ich pełnym przygód życiu na morzu.

 

 

Seksualne niewolnice

 

Kończąc temat „Domów Uciech  nie wyczerpałem tematu, bowiem nie opisałem wszystkich miejsc na świecie, gdzie spotkałem się z różnymi formami wykorzystywania kobiet.

Jednym z takich miejsc, gdzie najwięcej jest wykorzystywanych kobiet są Indie , gdzie matki nie mogąc wyżywić wszystkie dzieci sprzedają córki do domów publicznych tych bardziej luksusowych i tych masowych, gdzie klitka obok klitki służy im za dom i miejsce pracy pod okiem starych kobiety, które nie mogąc już sprzedawać swojego ciała uczą je tego „fachu”. 

Pomijam również takie miejsce jak Ryga, która dzierży od paru lat miejsce najbardziej burdelowego miasta w Europie zostawiając Amsterdam daleko w tyle. Nie piszę też o wielkich statkach pasażerskich, gdzie wykorzystywanie przez przełożonych  podległych sobie kobiet jest na porządku dziennym. Nie piszę również o znajomej pracującej na jednym ze statków byłej partyzantce kolumbijskiej, która mi opowiadała o kobietach „partyzantkach”, ale tak naprawdę to niewolnic seksualnych swoich dowódców. O ich uzależnianiu narkotykami, aby były „łatwiejsze” w pożyciu w kolumbijskiej dżungli.

Czy istnieją w dzisiejszych czasach w dobie demokracji i szerokiej dostępności do wymiaru sprawiedliwości miejsca na świecie, gdzie istnieje współczesne  seksualne wykorzystywanie ludzi? Celowo nie piszę, że kobiet bo dotyczy to zarówno dzieci, dziewczynek jak i kobiet.

Otóż śmiem twierdzić, że ta mroczna dziedzina ludzkich a ściślej mówiąc męskich dziedzin życia ma się równie dobrze jak w tych nie całkiem zamierzchłych czasów, gdzie branie w jasyr czy sprzedawanie ludzi było zajęciem nader dochodowym.

Rok przed obaleniem Kadafiego byłem  w Benghazii, gdzie w domu pewnego bogatego Libijczyka spotkałem się z seksualnym wykorzystaniem kobiet. Pewnie brał przykład z przywódcy swojego kraju, który mniej lub bardziej oficjalnie sam zajmował się takim procederem.

Kadafi zakompleksiony przywódca muzułmańskiego kraju, którego dłoń ściskali przywódcy  Europy i nie tylko oni, ale i wielu biznesmenów całego świata, a najbardziej gorące uściski wymieniali z nim bankierzy ze Szwajcarii u których trzymał swoje sztaby złota, dolary i inne waluty na różnych tajnych kontach. 

Podróżując po świecie zabierał ze sobą swój namiot i kobiety służące w jego gwardia przybocznej.

Wszyscy Ci z którymi się wówczas spotykał doskonale wiedzieli, że ta jego przyboczna damska gwardia służyła nie tylko do ochrony jego osoby, ale także dla zaspakajania jego  wyuzdanych seksualnych przyjemności z którymi się wcale nie ukrywał.

Był na tyle zadufanym w sobie przywódcą, że próbował „pozyskać” żony tych polityków z którymi się spotykał w podróżach po całym świecie. Z jakim skutkiem, to pewnie zależało od tego jak bardzo chcieli dorwać się do jego ropy.

Ponieważ w Libii honor rodziny jest  głęboko zakorzeniony w ich systemie religijnym i kulturowym to liczne przypadki porywania, przymuszania czy kupowania  dziewczyn przez jego przybocznych sługusów po to, aby wcielać je do jego przybocznej gwardii był tematem tabu.

Męscy członkowie takiej rodziny mieli tylko jedno w głowie w przypadku ujawnienia  zhańbienia ich córki czy siostry – zabić ją. 

Wcielenie jej do oficjalnej gwardii Kadafiego pozwalało „zachować twarz” ale i tak większa część rodzin wolała wymazać je z pamięci twierdząc, że została zabita, albo wyjechała gdzieś do dalszej rodziny. Porwanie takiej dziewczyny było z reguły przemilczane i głęboko skrywane, a wynikało z ich bezsilności z niemożliwości wymazania hańby. Ich ręce nie były tyle długie, aby mogły dosięgnąć je w siedzibie Kadafiego.

Takie wieloletnie postępowanie Kadafiego przyczyniło się do tego, że w jego ślady poszli inni  może nie na taką skalę, ale z takim samym skutkiem dla kobiet, które znalazły się w w szponach tych, których na to było stać. Piastując rożne stanowiska w jego administracji wiedzieli, że porywanie czy handlowanie kobietami i to nie tylko muzułmankami z arabskich krajów, ale i z innych części świata, które wpadły w sidła współczesnych handlarzy niewolnikami było zupełnie dla nich bezkarne. Porywano kobiety i młode dziewczyny z wielu krajów Europy z Polski również. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że wiele dziewczyn zaginionych w Polsce, Rosji czy na Ukrainie odnajdowało się i znajduje się nadal w domach arabskich szejków czy innych popapranych muzułmańskich wielbicieli haremu.

Ale One nie wszystkie są w haremach. Tam są tylko te kobiety, które dostąpiły zaszczytu być w kręgu zainteresowania jego właściciela z nadzieją, że kiedyś trafią do jego łoża. Inne są trzymane jak bydło w luksusowych stajniach i mają służyć jako seksualne niewolnice dla krewnych, znajomych i gości takiego wyznawcy Allaha.

Prawie każdy z nich nie ma zamiaru dzielić się tym co jest jego, ale chętnie udostępni tobie to co jest postrzegane przez niego jako jego własność, ale jest nieczyste. I do takiej kategorii zaliczają seksualne niewolnice - „niewierne suki” jak je określają, które są niegodne innego losu i  żyją tylko dlatego, aby mogły służyć swojemu panu.

Kobieta w tych muzułmańskich krajach nie ma nic do gadania dosłownie i w przenośni i nikt nie pyta się jej o zdanie ani o to czego chce a czego nie. W tej kwestii istnieje jakaś równość, bowiem żadna kobieta nie jest tam postrzegana jako człowiek czy jest muzułmanką czy niewierną. 

Zaraz nasuwa się pytanie czemu się na to godzą. 

Tak może pytać się tylko ten, który postrzega muzułmański model rodziny i styl życia  jako zbliżony do tego jaki zna w europie sadząc, że jest podobny.

W zaciszach ich pięknych rezydencji stosuje się różne środki wymuszenia posłuszeństwa i uległości od bicia, gwałcenia, głodzenia do trzymania w zimnych i wilgotnych lochach.

Czy wszyscy są tacy? – oczywiście, że nie.  

Są jeszcze inni, bardziej okrutni. 

Pewien właściciel  Orderu Orła Białego nadanego przez naszego Prezydenta – to jest dopiero obciach dla Prezydenta, a może nie słyszał o tym jakim dyktatorem jest w swoim kraju ten, którego odznaczył tym orderem?  - a wystarczyło zapoznać się z listą Magazine Parade, gdzie  obdarowany tym orderem figuruje w dziesiątce  najbardziej krwawych dyktatorów świata. Jakby tego było mało dali mu jeszcze Order  Uśmiechu dziecka.

Szejk tego pewnego państwa muzułmańskiego bez wahania wyraził zgodę na egzekucję przez ścięcie głowy dwóch siedemnastoletnich dziewczyn – oczywiście nie muzułmanek. Za to, że nie potrafiły zapobiec czemuś, czemu i muzułmanka nie mogłaby zapobiec.

Ale smak ropy wymaże każde świństwo tylko, że nic z tej ropy nie wyszło, a Orderów mu nie zabrali.

Jaki wrzask powstałby, gdyby w europejskim państwie któryś z przywódców kazałby stracić dwie muzułmanki.  Ale jak sami wiecie nie jest to możliwe nie ta religia nie te standardy i nie ta moralność. Mając jednak tyle ropy ile ten szejk to można mieć w d... to co powie świat.

Mnie opowiadały przez pięć godzin o swoim losie dwie europejskie dziewczyny porwane przez mafię z jednego państw wschodnioeuropejskich i sprzedane do tego muzułmańskiego darmowego burdelu.

Jak się tam dostały nie wiedzą. Trzymane przez wiele dni w narkotycznym amoku obudziły się dopiero tutaj w Libii w Benghazii  i od wielu lat służą jako niewolnice swojemu muzułmańskiemu panu. Mam nadzieję, że po obaleniu Kadafiego udało im się przeżyć i są już w domu.

Po pobycie w muzułmańskim Raju, gdzie po raz pierwszy zapoznałem się z męskim muzułmańskim światem rozrywki, który opisuję w swojej książce „W niewoli u somalijskich piratów” zdałem sobie sprawę, że jest to temat tabu także w Europie, a wszyscy Ci którym wydaje się, że to ich nie dotyczy niech wezmą sobie do serca fakt, iż obyczaje emigrantów przenoszone są do Europy i tutaj praktykowane z zaciszach muzułmańskich domów. Analiza przeprowadzona w 2006 roku dla US Air Force prognozuje, że  w 2030 roku w Belgii i Holandii będzie mieszkało więcej muzułmanów niż innych nacji europejskich.

Drugim takim przeżyciem była prywatna wizyta w domu pewnego bogatego Libijczyka, który liznął europejskiej kultury studiując w Polsce jeden z inżynierskich kierunków budowy statków.

Udana praca na rzecz jego firmy zakończona została w Benghazii w porcie w którym miał swój piękny dom. Z tej okazji  wraz z kilkoma kolegami, którzy dostąpili tego zaszczytu otrzymaliśmy zaproszenie do odwiedzenia jego rezydencji.

Miała to być prywatna wizyta z małym wątkiem biznesowym więc wszyscy ochoczo zapoznaliśmy się z radami jaki dał nam nasz agent. Wypadało nam wiedzieć co nam wolno a czego nie bo każdy afront mógłby skończyć się dla nas wielkimi kłopotami.

Przecież byliśmy „niewiernymi psami”, którzy tylko z racji swoich obowiązków dostąpili zaszczytu wizyty w takim miejscu. Jak podejrzewaliśmy tylko dlatego, że tak naprawdę to nie było, gdzie się spotykać z tym biznesmenem. Bogaty Libijczyk mający jakieś powiązania z ośrodkiem władzy nie chciał a może nie mógł spotykać się w hotelu lub innych publicznych miejscach. My jednak nie byliśmy turystami ani biznesmenami mieszkającymi w jednym z wielu pięknych hoteli do którego mógłby przyjechać a nasz statek nie wchodził w rachubę. Chyba to przeważyło na decyzji naszego gospodarza, który studiując w Polsce znał z grubsza nasze zwyczaje i polską gościnność.

Ciekawość wzięła górę i zaproszenie zostało przyjęte, zresztą odmowa byłby ciężką obrazą dla gospodarza skutkującą nieznanymi dla nas represjami.

Pojechaliśmy wypasionym mercem wraz z jego osobistym kierowcą. W czasie jazdy próbowaliśmy pociągnąć go za język i dowiedzieć się jakiś szczegółów na temat naszego gospodarza. Niestety nie darzył nas sympatią i udawał, że nie zna angielskiego na tyle by móc z nami prowadzić jakiekolwiek rozmowy. 

Rezydencja znajdowała się na obrzeżu miasta i kiedy wyjechaliśmy z centrum skupisk dużych miejskich wielorodzinnych domów a potem małych piętrowych domków ukazała nam się wielka rezydencja w otoczeniu wysokiego muru zza którego widać było strzeliste kopuły budowli.

Samochód wjechał do środka i zatrzymał się przy żwirowej alejce w środku zielonego ogrodu pełnego arabskich ornamentów i wielkiej fontanny, której czubek strzelającej w górę wody roznosił przyjemną chłodną mgiełkę szybko parującą w gorącym powietrzu. 

Na środku alejki czekali na nas dwaj Arabowie, którzy po kilku niskich skłonach zaprosili nas do środka biało kremowego budynku. Patrząc na ten dom miałem w oczach widok tureckich budowli, które kiedyś zwiedzałem będąc w Stambule.

Zaprowadzili nas do części budynku przeznaczonej dla gości z którymi gospodarz spotykał się z celach towarzyskich czy biznesowych. Do tej oddzielonej części, gdzie były prywatne apartamenty wraz z częścią przeznaczoną dla haremu nie mieliśmy wstępu. Harem jak nas raczył później poinformować nasz gospodarz to miejsce, gdzie żyła jego damska część rodziny. Tutaj kobiety pobierały nauki, żyły obok siebie , która posiadała niepodzielną władzę, żony, nałożnice i dzieci właściciela haremu. Współcześnie haremami (arab. haram to "sanktuarium" lub "miejsce święte") nazywa się nie tylko kobiece apartamenty w takich domach jak ten, ale również inne publiczne miejsca wydzielone wyłącznie dla kobiet.

Jak dotąd nie spotkaliśmy żadnej kobiety a za to gospodarz przedstawił nam swoje męskie potomstwo wraz z licznymi członkami swojej rodziny.

Wystrój salonu w jakim się znaleźliśmy w niczym nie przypominał europejskich czy innych kulturowo niezwiązanych z światem muzułmańskim wnętrz domów.

Środek pomieszczenia był bardzo podobny do wystroju hoteli w Dubaju w których mieliśmy okazję przebywać z racji wykonywanej pracy. Niezwykły sposób dekoracji pokrywającej wszystko co było w zasięgu naszego zasięgu wzroku w niczym nie przypominał europejskich i światowych wnętrz bogatych ludzi. Bez względu na to z jakiego materiału została ta dekoracja wykonana przedstawiała różne formy ornamentu roślinnego i geometrycznego. Arabeska nie mogąc przedstawiać istot żywych skoncentrowała się na tych motywach na które pozwalała im wiara i Koran.

Dla nas Europejczyków było to pomimo swojej oryginalności postrzegane jako zubożona wersja sztuki dekoracji wnętrz.

Po krótkim przemówieniu naszego gospodarza lejącego miód w nasze uszy nastąpiła część przyjęcia mniej oficjalna powiązana ze spożyciem posiłku. Nie była to jednak uczta czy przyjęcie do jakich byliśmy przyzwyczajeni. Owoce, napoje i słodycze przynoszone przez urodziwe dziewczyny wraz z arabską muzyką przygotowywała nas do części bardziej komercyjnej. Przenieśliśmy się do innego pomieszczenia, by w pozycjach godnych lepszej sprawy leżeć na sofach jakiś poduchach czy rozłożystych fotelach i w takich pozach podziwiać jakiś lokalny folklor kilku przepięknych tancerek wykonujących taniec z niezwykłą gracją i zawodową umiejętnością. Od wymyślnych figur, zgrabnych ruchach rąk i dłoni do wykonywanych bosymi stopami  tanecznych kroków i powłóczystych spojrzeniach przeszły do tej części tańca, które stanowiły odwieczny arabski sposób na podniesienie ciśnienia całej męskiej części widzów.

Po zmianie świateł i muzyki taniec brzucha jaki nam serwowały wraz z alkoholem, który w końcu zawitał na naszych malutkich stoliczkach mogło oznaczać tylko jedno, słońce już zaszło Allah nie widzi więc można sobie używać.

Widząc jak gospodarz i wszyscy Arabowie leją sobie w gardła całkiem niezłe dawki alkoholu z początku nieśmiało a potem z większym animuszem wybieraliśmy z całej olbrzymiej gali trunków to na co każdy miał ochotę.

Aby nie trzymać nas dłużej w nieświadomości, ale i pewnie dlatego, że tutaj panowały takie zwyczaje towarzyszący nam nasz opiekun oznajmił nam, że zabawa trwa do „upadłego” a każdy z nas ma do swojej dyspozycji gościnny apartament wraz z dziewczyną, która będzie usługiwać i spełniać wszystkie nasze zachcianki – tym słowom towarzyszył obleśny uśmiech na jego twarzy. 

- Jak to spełniać nasze życzenia – spytał się nasz hiszpański kapitan.

- Allah jest wielki tak jak gościnność naszego gospodarza – odparł. Każdy – i tutaj zawahał się, ale i tak wiedziałem, że chciał powiedzieć niewierny - może  korzystać z obyczajów jakie panują w tym domu.

- Czyli z Waszych kobiet – dociekał kapitan.

- To nie są nasze kobiety tylko seksualne niewolnice – ale było to dowolne tłumaczenie, bo tak naprawdę powinno brzmieć niewolnice z własne go wyboru.

Co w kontekście dalszych wyjaśnień oznaczało, że są po to, aby każdy gość śpiący w domu gospodarza nie musiał spać sam.

- Pięknie – tylko czy to jest bezpiecznie dopytywał się III oficer, bo może się potem okazać, że nas skrócą o głowę.

Nasz Chief straszny cykor od razu zapowiedział, że z żadnych dziewczyn nie chce.

- Dla Was współżycie z muzułmanką może skończyć się dla nas tragicznie – przestrzegał nas z żarliwością kapłana przestrzegającego swoje owieczki przed popełnieniem grzechu.

- A kto Tobie każe z nią spać? - warczał na niego kapitan.

- Wystarczy, że będzie ze mną i powie, że ją zgwałciłem i co wtedy zrobię przecież nie poskarżę się Allahowi - bronił całkiem rozsądnie swojego zdania.

Część z nas podzielała jego pogląd i grzecznie, ale stanowczo zapowiedziała opiekunowi, że chce wracać na statek. 

Po jakiej godzinie wytłumaczywszy się gospodarzowi pilnymi obowiązkami opuścili nas i wrócili na statek.

Jednak ja wraz z dwoma mniej strachliwymi marynarzami i naszym opiekunem zostałem ciekawy jak daleko posunie się gościnność w tym muzułmańskim domu. 

Kiedy gospodarz zmył się wraz z wszystkimi swoimi krewnymi  na sali bankietowej zostało nas troje i czterech muzułmańskich biznesmenów, którzy również byli tutaj gośćmi.

Zaraz po odejściu gospodarza atmosfera się rozluźniła a gdy do oglądania występów tancerek dołączyły nasze „opiekunki” zrobiło się luźno, wesoło i trochę śmiesznie, kiedy za sprawą naszych opiekunek przyłączył się do tańca.

Szaleńczo kolorowe stroje, cekiny i świecidełka oplatające biodra, pasy brzęczące przy każdym ruchu szerokie nogawki otoczone w kostce troczkami i top staniki z dużą ilością koralów, cekinów i innych kolorowych ozdób. Orientalna muzyka i twarze zasłonięte jakimś przezroczystym tiulem (kwefem) to wstęp do tajemniczego nieznanego i trochę zakazanego świata muzułmańskiej rozrywki.

Zjadając się jakąś odmianą baklawy wykonaną z ciasta półfrancuskiego pełnego orzechów i migdałów polanego lukrem i zasypanego zmielonymi pistacjami miałem słodycz w gębie i zawrót głowy od tych zmysłowych ruchów bioder dźwięków bransolet na ramionach i powłóczystych spojrzeń obiecujących muzułmański raj na ziemi.

Jedyne do czego nie  dałem się namówić to wypicie  ajranu, którego skosztowawszy co nieco zaniechałem na rzecz wyśmienitego drinka robionego przez usługującą nam zielonooką piękność. 

Jej ciało ozdobione henną wzbudza w nas wszystkich jakieś dziwne pragnienie odkrycia tego co kryło się za tymi ozdobami niknącymi w długiej tunice.

Wszystkie dziewczyny miały jasną karnację skóry i od razu przyznały się do tego, że nie są muzułmankami, ale mieszkają tutaj i tu jest ich dom.

- Chyba agencja towarzyska – bez skrupułów wyraził swoje myśli nasz kapitan.

- Nie znasz tutejszych obyczajów – miłym i spokojnym głosem próbowała przekonać go Fadwa (samo poświęcająca się) – czy to nawiązanie do tego co robi? Pewnie tak, bo tak naprawdę to miała na imię Larissa i była Ukrainką. Reszta jej koleżanek to Rosjanki.

Myślę, że gospodarz celowo przydzielił nam takie dziewczyny, aby podkreślić, że jesteśmy z sobą jakoś związani.

Kiedy dowiedziały się, że jesteśmy z Polski, Ukrainy i Hiszpanii  to od razu zawiązała się pomiędzy nami nić sympatii i bez ceregieli przeszliśmy na język rosyjski, żeby móc swobodnie rozmawiać.

Podzieliliśmy się na trzy oddzielne grupki. Do mnie przyssała się Fadwa i zgodnie z tym co symbolizuje jej imię zaczęła poświęcać swój czas i miłe chęci do dzielenia si ze mną wszystkim co posiada. Od ciała do wiadomości jakie posiadała.

- Endru - szeptała mi w ucho. Tutaj wszędzie są kamery, muszę być dla Ciebie miła, żebyś był zadowolony, bo inaczej będę ukarana.

- Jak- spytałem obejmując ją za szyje i przytulając się w sposób umożliwiający podglądaczom przekonanie jak bardzo jest dla mnie miła.

- Pójdziemy później do mnie – to porozmawiamy.

- Czy Twoja rodzina wie gdzie jesteś?

- Nie wie i niech tak zostanie i tak nie byliby w stanie mnie stąd uwolnić. Wszystkie dziewczyny które ujawniły gdzie są znikały i nigdy nie wracały. Co się z nimi stało? Nie wiem... może już nie żyją a w najlepszym wypadku, są gdzieś w haremach mniej zamożnych przywódców plemion.

- Nie wierzę – pomyślałem jednak o tych wszystkich pięknych młodych polkach, które znikły i nikt nigdy nie odnalazł ich ani nikt do dzisiaj nie wie co się z nimi stało.

- Dobrze, nie obawiaj się nic nie powiem.

Posiedzieliśmy jeszcze trochę potem udając zawianego wsparłem się na ramieniu Fadwy i ruszyłem z nią i jednym arabskim sługą do swojego apartamentu.

Idąc wąskim białym korytarzem którego ściany podziurawione jak szwajcarski ser ukazywały mi cały salon jak na talerzu. Po chwili szerokimi schodami wspięliśmy się do góry. Ze zdumieniem odkryłem, że znajduję się w górnej części budynku w ogromnej okrągłej kopule a nasz zakrzywiony korytarz wiódł nas wzdłuż małych arkad z widokiem na morze. Zostałem odprowadzony pod same drzwi pokoju, które usłużnym gestem otworzył nam starszy wiekiem arabski sługa. 

Apartament piękny w kolorze jasnego fioletu z olbrzymim baldachimem na łóżku stanowił centralny mebel apartamentu. Cały salon był bez okien za to z jakimiś górnymi oszklonymi fragmentami kopuły. Ruszyłem za Fadimą, która złapawszy mnie rękę zaprowadziła mnie do przepięknej i bogato zdobionej łazienki. 

- Tutaj możemy pogadać - mówi do mnie rozbierając się. 

Patrzę na nią zdumiony. Co jej odbiło przecież nie chcę od nie seksu – myślę sobie.

- Poczekaj. Zawinąwszy się w olbrzymią płachtę białego płótna wyszła z łazienki.

I co teraz – czy mam tutaj siedzieć i czekać na trzęsienie ziemi?

Uchyliły się drzwi i Fadima wetknąwszy głowę w szparę  szepcze do mnie

- Przebierz się – tam są rzeczy.

- Dobrze, poczekaj wezmę szybki prysznic.

Po zimnym tuszu owinąwszy się w jakiś białe płótno wszedłem do salonu. Fadima leżała na łóżku z oczyma wbitymi w sufit.

Stałem nad nią i nie wiedziałem co robić.

- No choć już.

Kiedy znalazłem się na łóżku błyskawicznie opuściła zwisające zasłony baldachimu i z jadowitym uśmieszkiem rzekła

- Teraz niczego nie zobaczą.

Po chwili milczenia zaczęła się tłumaczyć.

- Z reguły tego nie robię, ale nie wiem czy będą Ciebie nagrywać. Zawsze mają jakieś podejrzenia w stosunku do tych z którymi mogę się porozumieć za ich plecami.

- O kim mówisz?

- O sługach Ahmada.

Kiedy wyżaliła się i z grubsza przedstawiła swój los odsłoniła baldachim i zaskakując mnie  słowami  mówi.

- Pójdziesz ze mną do mnie?

- A jest to bezpieczne?

- Dla Ciebie tak.

- A jak dla Ciebie nie, to dlaczego mam iść i po co.

- Pójdziemy ślepym korytarzem wprost do naszych komnat. Tam nie ma kamer. Chciałabym abyś kogoś poznał.

- Kogo?

- Pewną dziewczynka jest chyba Polką. Jest tutaj niedługo i ciągle płacze.

- No nie wiem - wyraziłem swoją wątpliwość.

- Raszida mówi tylko po arabsku jest muzułmanką i czasami tylko mówi, że jej mama mówiła tym językiem, ale nie jest to ukraiński a raczej polski.

Zaciekawiony tą historią mówię do niej.

- Poczekaj zadzwonię tylko i powiem co jest grane.

Po telefonie do kolegi na statku ruszyłem za nią.

Nie wyszła jednak drzwiami a zbliżając się do jednego z wielu arabskich ozdób na ścianie  przylegającej do łazienki przekręciła jakiś arabski ornament i otworzyła małe drzwi. Zachęcającym ruchem ręki przywołała mnie do nich.

- Idziemy.

- Kamery widzą nas? - spytałem.

- Nie ten obszar jest poza ich zasięgiem.

Skąd to wszystko wie? Pewnie z racji tego, że niejeden raz tutaj przebywała – przebiegło mi przez myśl. Przecież nie będę wnikał w tajemnice tego arabskiego pałacu.

Korytarz mały, biały i wąski musiał przebiegać obok salonu w którym niedawno byłem, bo słychać było muzykę dobiegającą za ściany.

Potem kręte schody biegnące stromo w dół i następne drzwi, ale już normalne szerokie i oszklone arabskimi wizerunkami geometrycznych brył.

Kiedy otworzyła je na oścież znalazłem się w pomieszczeniu, ale jakże odbiegającym od tego, gdzie byłem poprzednio.

Od razu widać było, że jestem w świecie kobiet. Kwiaty, wonne i przyjemne powietrze, mała fontanna i ogromna przestrzeń z licznymi zakamarkami zakrytymi przez rosnące tutaj drzewa. Nie byłem jednak na zewnątrz budynku a raczej w jakimś wewnętrznym pomieszczeniu kolorowym i pełnym światła i długich pokrywających ściany zwiewnych tiulów i innych ozdób mających podkreślić charakter damskiej części salonu.

- Chodź ze mną.

Ruszyłem bez obaw mając jakieś wewnętrzne przeświadczenie, że jestem bezpieczny. 

Idąc wąskim przejściem pomiędzy licznymi ścianami odgradzającymi poszczególne cześć tego arabskiego „patio” widziałem fragmentarycznie co znajduje po drugiej stronie. Ornamenty arabskie licznie zdobione nie służyły do tego, aby wszystko ukryć a raczej do tego, aby nadać tym pomieszczeniem więcej tajemniczości i dyskrecji.

Wyszedłem z tego labiryntu wprost na basen a raczej na jakieś miejsce, gdzie można było zanurzyć gołe stopy w wodzie i się ochłodzić, albo oczyścić z grzechów.

Kilka dziewczyn z ciekawością w wzroku przyglądało mi się, ale widać było, że nie jest to zakazana wizyta tylko, że nieczęsto zaglądają tutaj tacy goście jak ja.

Nie byłem w haremie tylko w prywatnej ogólnodostępnej części pomieszczeniu seksualnych niewolnic będących w większości nie muzułmankami, bowiem tylko niektóre z nich widząc mnie zarzuciły swoje szajle na głowę.

Parę kroków dalej starsza kobieta siedziała obok małej może siedmiu, ośmioletniej  dziewczynki

Podszedłem powoli do niej. Fadma trzymała moją dłoń jakby podkreślając tym, że jestem jej przyjacielem i mała nie ma się czego obawiać.

Raszida spojrzała na mnie przestraszonym wzrokiem.

Boże – co Oni jej robili -  przemknęła przeze mnie wizja rzeczy na jakie mogła być narażona ta mała dziewczynka przebywająca w takim miejscu.

Staliśmy tak chwilę zanim odważyłem się odezwać.

- Jestem polakiem, mam na imię Endru – powiedziałem po polsku.

Jej oczy zabłysły radością. 

- Jesteś z polski. Moja mama była z polski.

Mówiła czystą polszczyzną i widać było nadzieję jaka w nią wstąpiła.

Bezpodstawną nadzieją i już zacząłem żałować, że tutaj przyszedłem. 

- Mama mówiła mi, że kiedyś spotkam Polaka i opowie mi o mojej ojczyźnie. Ale ja urodziłam się tutaj.

Dalej rozmowa była zbyt bolesna, abym mógł ją Wam przedstawić.

Wróciłem do swojego apartamentu przebrałem się w swoje rzeczy i natychmiast opuściłem ten arabski „wolny świat”.  Świat w którym bogactwo i dobrobyt nie zawsze idzie w parze z wolnością 

 

 Endru Atros

 

 

 

 

 

Statek Rozpusty

 

A może miłości, zależy kto i jak na to patrzy. Ja patrzę normalnie. Od zawsze miałem szalone pomysły i z wiekiem wcale mi to nie przeszło. Teraz jestem na cudownej uwielbianej przez amerykanów - Florydzie. To tutaj przyjeżdżają wygrzać kości ci którym znudziły się amerykańskie molochy, senne miasteczka czy zimne północne stany. Jeżeli szukasz ciepełka, słońca i rozrywki to dobrze trafiłeś, ale ja jestem tutaj w całkiem innym celu. Zarabiać kasę na moje zachcianki, wprawdzie nie tylko na zachcianki, ale kasę na swoje fanaberie wydaję z całkiem innego marynarskiego budżetu. Tym razem wpadłem na pomysł rejsu statkiem – może poszczęści mi się
i coś zarobię.

- Ty chyba zwariowałeś – puka się wymownie w czoło Józek. Ze statku na statek – odbiło Tobie.

- Wiem, że mi odbiło i co ja na to poradzę? Dlatego siedzę w internecie i czaję się na jakiś ekstra tani rejsik. 

- Mało masz rejsików – Już dwa miesiące ci niedługo zleci. 

- Tutaj to sztampa i robota a ja chciałbym przeżyć amerykański sen o pucybucie.

- Jak? - Z nutką zainteresowania - spytał się.

- Choćby wygrać u bandytów trochę kasy, kilkaset tysięcy dolców by mi starczyło.

- A ile trzeba wydać, żeby być milionerem – z chciwym błyskiem w oku dopytywał się dalej. 

- Właśnie tego próbuję się dowiedzieć.

Ale w internecie było tego tyle, że po kilku minutach straciłem cierpliwość i po pracy machnęłam się
w miasto. 

Ponieważ tutaj w Ameryce nie można chodzić pieszo po porcie, zadzwoniłem po księdza z misji chrześcijańskiej i zabrał nas spod statku. 

Pop jak na niego mówią Rosjanie ma tutaj specjalne przywileje bowiem dba o marynarskie dusze obojętnie z jakiego kraju by nie były.

Jechało z nami dwóch hindusów i trzech filipińczyków, ale oni do Siemens Clubu a ja z kolegą do  Terminalu Pasażerskiego ze statkami wycieczkowymi. 

Stały ich tam trzy sztuki, istne olbrzymy. Mnie to wsio równo jaki, byle nie na długo.

Józek został w Terminalowym Barze i sączył zimne piwko a ja uganiałem się po holu jak oszołom zanim znalazłem to co szukałem.

Tutaj nie ma kolejek za to natłok informacji. Jak w tym wszystkim się połapać – sam nie wiem. Kiedy tak stoję jak ofiara losu, podeszła do mnie dziewczyna tak na oko ponad trzydziestkę. Taka co udaje, że ma mniej lat niż jej metryka.

- Potrzebujesz towarzystwa – pyta się.

Z początku nie zrozumiałem o co jej chodzi. Myślałem, że chce mi pomóc wybrać odpowiedni statek
i rejs.

- Tak przydałaby mi się – odpowiadam.

- A gdzie i kiedy chcesz płynąć? 

- Z kolegą na weekend bo nie mamy za dużo czasu. 

- Z skąd jesteście? – Od razu wiedziała, że jakiś nieamerykański niedzielny turysta.

- Z polski. 

Ale nie, nie o statek jej chodziło tylko o mnie. Ona była chętną dziewczyną na mały rejs. 

Sporo ich tutaj się kręciło chcąc się załapać na ten pływający park rozrywki. Obeznana z tutejszymi zwyczajami – widocznie nie pierwszy raz tak wkręcała się na statek szybko i sprawnie obgadała warunki na jakich byłaby chętna z nami płynąć.

- Może być i weekend i tak nie mam nic do roboty – mówi do mnie.

Coś mi zaświtało, ot takie dorosłe amerykańskie galerianki?

- Ale z dwoma to ja się nie piszę – mówi do mnie.

- To weź koleżankę – odpowiadam.

- Dobra a jaka ma być?

- Łatwa – śmieję się do niej żartując

Spojrzała na mnie wzrokiem rasowej galerianki – chociaż żadnej dotychczas nie poznałem to myślę, że z takim zrozumieniem patrzą na jeleni w męskim wydaniu.

- To się wie, przecież nie ma nic za darmo – dodała.

Amerykański sen o pucybucie coraz bliżej.

Dzwonię do Józka.

- Wal tutaj do mnie - mam laski na rejs.

- Sam jesteś laska, nigdzie nie jadę kup dwa bilety i wracaj do Baru – podejrzewa mnie, że chcę go wykorzystać do stania w kolejce.

- Jak chcesz dwa to będą dwa, ale piszesz się na wesołe towarzystwo?

- Na damskie owszem – odpowiada myśląc, że sobie robię z niego żarty.

Niepotrzebnie pytam bo dla spódniczki to nawet by kajutę wziął. Zaprosiłem Julie na piwo do Baru, gdzie urzędował Józek.

Nie dopiliśmy jeszcze drugiej szklaneczki, gdy zjawiła się druga chętna imprezowiczka - na pewno nie cnotliwa bo zaraz przywitała się z nami jak z kimś kogo wprawdzie długo nie widziała, ale znała, aż za dobrze. Ładne to za bardzo nie były, ale wesołe i o to chodziło.

Trochę kręciły nosem, że nie bierzemy kajuty.

- A po co nam kajuta nie jedziemy tam, żeby spać – nawet z Wami i dla Was nie wezmę żadnej klitki.

- Dobra razem przespać się tam możemy wszędzie – nie bardzo wiedziałem co ma na myśli – spanie czy seks. Bo ten amerykański to taki połykany angielski – wy gulgocze coś przez gardło, urwie końcówki i się dziwi, że go nie rozumiesz.

Szybko zorientowały się jaki statek mógłby nam, pasować a że cena też mi pasowała więc zapłaciłem za cztery wejściówki.

Płyniemy w piątek wieczorem o 17 a wracamy rano w niedziele o 11 rano. 

- Pasuje będziesz mógł się urwać – mówię do Józka.

W sobotę i niedziele nie ładują więc ktoś nas zastąpi. Najgorzej to ten piątek bo pracują do 18 tej. Ale coś tam przez telefon namieszał i potwierdza – płyniemy.

Kupiłem cztery wejściówki rozszerzone z posiłkami w restauracji i jednym barze z dostępem do wszystkich darmowych atrakcji – to nie bilety. Prawdziwy bilet to wykupione miejsce  z apartamentem lub porządna kajuta albo nędzna klitka bez widoku na morze. Ale widoku morza to ja mam po dziurki w nosie za to atrakcji stanowczo za mało.

Dopłaciłem do ful wypas atrakcji - też nie kosztowało majątek , ale będzie ciekawiej przynajmniej dla nas. A dziewczyny chcą rozrywki, żarcia, zabawy i dyskoteki i innych przyjemności. Basen, parasole, zjeżdżalnia- aquapark, gabinety SPA, Bary i muzyka i sklepy wolnocłowe to czego oczekują od tego rejsu. A my – cóż my mamy im to umożliwić a ceną za to ma być nasze towarzystwo.                                                    

- Nie wierzę w cuda – mówi Józek jak tylko wejdą do środka to się zmyją i tyle będziesz ich widział.
A nim je znajdziesz to już będziemy z powrotem w porcie. 

- Zobaczymy – mówię, ale ziarno zwątpienia zostało zasiane.

Technicznie jest to możliwe przecież nie jesteśmy nigdzie przypisani a poruszać możemy się po całym statku. Powiedzmy po całym, bo są na nim miejsca dla uprzywilejowanych – czytaj dla bogatych. Dla nich osobne restauracje, bary, miejsca do siedzenia, leżenia i rzygania to na wypadek, gdyby bujało tym kolosem. 

W cenę biletu dla plebsu wliczone były  posiłki  i to wszystko. Resztę musisz sobie kupić. Alkohol, piwo, wodę, drinki, masaże ciała, duszy - to kieszeni drenaż. 

Ceny odpowiednie dla tego typu rozrywki czyli oględnie mówiąc razy dwa plus zwyczajowe, ale obowiązkowe napiwki co jest powszechnym obyczajem tak silnie utwierdzonym, że jak nie dasz to możesz marnie skończyć w najlepszym wypadku naplują Tobie do drinka czy coś w tym stylu. 

Kiepsko tutaj zarabia załoga tego wycieczkowca. To efekt celowej polityki płacowej armatora tnącego swoje koszty, przerzuca płace dla załogi na pasażerów.

Załoga to zbieranina ludków z całego świata. A u nas w Polsce jest tez agencja zajmująca się wysyłaniem chętnych na statki pasażerskie – nie tylko marynarzy, ale ludzi każdej specjalności
– dla zainteresowanych w Redzie koło Wejherowa.

Znasz angielski na tyle, aby się dobrze porozumieć. Zniesiesz chamstwo i ciężką pracę możesz jechać - dla każdego jest tam miejsce. Od pomywacza do zbieraka od kelnera, barmana do kasjera walutowego czy boya albo praca w kuchni, pralni – chociaż te są opanowane przez skośnookich
i żółtych zbieraczy dolców.

Grasz w orkiestrze, śpiewasz, tańczysz czy robisz inne wygłupy zawsze możesz gdzieś się załapać.

Kasyno potrzebuje stale krupierów, naganiaczy, podglądaczy i dziewczyn do noszenia drinków.

A towarzyszące nam dziewczyny to jak ta Ukrainka z włoskiego wycieczkowca co marnie skończył na skałach a Kapitana Włocha zamknęli w ciurmie. On też miał u siebie taką wycieczkową galeriankę
– dobrze, że  jej się nic nie stało, ale niektórzy pasażerowie tego statku nie mieli tyle szczęścia.

Wejściówki schowałem w kieszeń i pożegnaliśmy się pod Clubem Siemensa, gdzie nas galerianki
a może lepiej je nazywać pokładówki – galerianki chodzą po galerach handlowych a One po pokładach statku, jak zwał tak zwał, ale  nas ochoczo podrzuciły - umawiając się tutaj na dwie godziny przed odpłynięciem statku.

Ten krótki rozrywkowy rejs był bez zawijania do jakiegoś karaibskiego portu. Owszem były i takie co zawijały, gdzie tylko chciałeś. Ten sposób rozrywki to jednak nie dla nas przynajmniej teraz, ale może kiedyś kto to wie. Popętał się taki kolos po Zatoce Meksykańskiej i zaraz wracał do swojej kei.

Wycieczkowiec to co innego tutaj zjeżdżają panowie z całego kraju po przejściach lub odstresować się po bardziej lub mniej udanym związku i wpadają w sidła czyhających na nie modliszek. Single owszem były ale, przeważnie trzymały się za mały paluszek. Tacy od razu byli skreślani z listy kandydatów na tatusiów dla ich dzieci tych ślubnych i nieślubnych.

My odpadamy w przedbiegach z takiego układu - jesteśmy za biedni.  Służymy im tylko jako przepustki do lepszego świata. Każdy ma swój sen o pucybucie . One też. Pucybut mógł zostać miliarderem, aktor Prezydentem – to jakaś szansa istnieje i należy ją wykorzystać. Takie weekendowe rejsy to przerywniki pomiędzy rejsami właściwymi takimi siedmiu i więcej dniowymi. Statek jak stoi to nie zarabia a kalendarz rejsów robiony jest z dużym wyprzedzeniem i z takim samym wyprzedzeniem należy prognozować nieprzewidywalne awarie, przeglądy lub inne losowe przypadki, które na statkach występują często. Kiedy jednak nic się nie dzieje to właśnie wtedy robione są te zabawowo – rozpustne wypady na morze. Frekwencja całkiem niezła i jak szacują statkowe statystyki to 30-40% pasażerów takiego rejsu to samotni panowie lub samotne kobiety. czy szacowni emeryci. Dla  zakochanych, których też tutaj nie brakuje to raj. Tanio, niedługo
- nie zdążą się pokłócić i już są z powrotem.

Umówiłem się z Józkiem, że jak wygramy mało to się spijemy z rozpaczy, że tak mało a jak dużo to się schlejemy ze szczęścia, że aż tyle. A jak milion to walniemy robotę i wrócimy samolotem do domciu – grzecznie bez trzymania się za paluszek.

Innej opcji nie ma – przegrać nie mogę bo mi Józek dupę skopie.

Oczywiście na statku mówimy, że odwiedzamy rodzinkę w co łatwiej przyjdzie kolegom uwierzyć bo widzieli nas w damskim towarzystwie.

Dziewczyny przyjechały punktualnie i ruszyliśmy w hazardowy weekend życia.

W specjalnym holu terminalu zebrali się już pasażerowie, ale przyjmowanie ich na pokład szło sprawnie i bez zgrzytów. Dwóch naczelnych statkowych fotografów klikało każdemu zdjęcie a potem „starszy posterunkowy” kierował wszystkich do odpowiedniego opiekuna. Nas od razu skierowano na pokład spacerowy dając każdemu kawałek plastiku i odbierając dane z karty bankomatowej. Możesz płacić gotówką , ale trzeba ten fakt zgłosić wcześniej i wtedy musisz wpłacić zaliczkę na przyszłe wydatki. Tutaj dziewczyny pokazały klasę. Zajęły się nami jak swoimi milusińskimi i prowadząc nas za rączkę pokazały co i gdzie. 

Chociaż ze statkami jestem obeznany to jednak osiem olbrzymich pokładów robi wrażenie i można się pogubić. Szybko odnalazły pomieszczenie dla plebsu i od razu wpakowały swój bagaż do specjalnych schowków w wolnych pomieszczeniach dla tych co nie maja swoich kabin. Ale tam jest wszystko co potrzeba od miękkich foteli, gdzie można się trochę kimnąć po łazienki, przebieralnie, prasowalnie i inne przybory służące „zatwardziałym kawalerom”.

Teraz Was zostawimy bo musimy się przebrać i zrobić na bóstwa. Spotkamy się na kolacji. Mieliśmy wyznaczone posiłki na godzinę 19 więc należało zbadać, gdzie ta jadłodajnia statkowa się mieści. Zaopatrzeni przez posterunkowego w odpowiednią gazetkę na piechotę znaleźliśmy naszą restaurację. Piękna. Zresztą tutaj wszystko jest cudownie wystylizowane, wychuchane i bogato zdobione od holu po wystrój i żyrandole. Klasa pięciogwiazdkowego hotelu. Bez przesady, ale nawet te pięciogwiazdkowe w Polsce to mogą się schować do tego co znajduje się na takim statku. Do kolacji zwiedzaliśmy i oglądaliśmy statek zapoznając się w pierwszej kolejności z drogą ucieczki
w razie jakiegokolwiek zagrożenia. To takie skrzywienie zawodowe, ale polecam każdemu kto znajdzie się na takim lub innym statku.

Do naszego stolika dosiadło się dwóch albinosów z Alaski. Ona młodziutka a on stateczny, ale bez przesady. Sztywni to nie byli więc zaraz gadka szmatka , skąd i po co? A, że tutaj to wszyscy gadają, że jest fajno nawet jakby go stara wyrzuciła z chałupy ze szczoteczką do zębów to i tak powie że jest wszystko OK. więc tak naprawdę to po godzinie gadki nadal nic o sobie nie wiedzieliśmy. W końcu przy tuptały waląc szpilkami o podłogę dwie nasze towarzyszki miękkich foteli
i bagażowych boksów. 

Żarcie tyle i takie, że szkoda, iż obok nas nie płynął jakiś sierociniec z biednymi polskimi dziećmi bo miałby ucztę. Ale ja wiem co tak naprawdę potem z tym robią. To samo co na naszym statku
– karmią ryby.

Niewielu pasażerów zdaje sobie sprawę, że na takim pasażerskim wycieczkowcu jest (średnio) tyle załogi ile pasażerów. To cała armia szczęśliwców którym udało się tutaj dostać pracę oni usługują, sprzątają, gotują i bawią tych szczęśliwców których stać na taki rejs.

Dziewczyny pokazują nam wszystko co według nich jest godnego do pokazania a więc gdzie jaki BAR – jest najlepszy dla nich oczywiście tam samotne borowiki czekają, aż zerwie je jakaś królewna. Gdzie można potańczyć, gdzie rewia a na jakiem pokładzie jest kasyno i jednoręczne bandyty. 

- My tutaj zostajemy a Wy idźcie rwać swoich pucybutów – mówię do ślicznotek.

Do sali z automatami wchodzi się porządnie ubrany. Ale my nie mamy garniturów ani marynarek. Więc Karina aniołek numer dwa, skoczyła do swojego bagażu i przyniosła dwa krawaty w kolorze Bahama Yellow z filmu o wspaniałym Honolulu. Marynarki za pięć dolców dostarczył nam XI oficer pokładowy tzn. chłopak do usług biorąc pięć dolców od sztuki – za godzinę. 

Sunę po czerwonym dywanie w moich adidasach i adrenalina rośnie z każdym metrem. Nie ma to jak miła dla ucha muzyka przerywana głośnym terkotem kręcących się okienek z wisienkami, mandarynkami, jokerami i innymi zwiastującymi wielką wygraną obrazkami. Trzask raczek gwałtownie pociąganych ku dołowi i wirujące szaleństwo zaczyna się od nowa. Kolory zarąbiasto czerwone podnoszą adrenalinę i o to chodzi.

Ty masz grać, grać karmiąc bez przerwy przepastne brzuchy automatów. A dyskretne oko kamery śledzi Twoje poczynania i nie daj bóg, że coś schrzanisz a od razu pojawia się wbity w garnitur jegomość gotowy z ciebie zrobić krwawy befsztyk jak zauważy, że chcesz oszukać szacowne kasyno. 

Nieważne, że to kasyno ciągle ciebie oszukuje tak, abyś wyszedł stąd spłukany do ostatniej nitki. Oczy zamglone pucybutem nie dostrzegają oczywistej oczywistości, że kasyno jest po to, aby ludziom zabierać zielone dolce a nie je im dawać. 

A jak to robią? 

To proste. Kiedyś dawno, gdy automaty były naprawdę mechanicznymi jednorękimi bandytami istniała jakaś szansa, że wygrasz. Teraz spec od komputerów ustawia taki automat w sposób uniemożliwiający wysoką wygraną. Trafić tam Big Bena to jak wygrać wielką loterię w Stanach.
Ale jednak słyszy się, że gdzieś ktoś wygrywa. To też jest strategia kasyna. Oblepione ściany fotografiami ludzi którym się poszczęściło – czy to jednak prawda? A może to wynajęta modelka struga pucybuta milionera - kto to wie? Na pewno wiedzą to właściciele tego przybytku hazardu.
Ale ludziska patrząc na te sielankowe zdjęcia chętniej wrzucają żetony w gardziel chciwych bandytów.

Szukam takich automatów, żebym wiedział o co tam chodzi bo jest ich taki wybór, że można wybierać do rana i z tego wybierania zapomnieć zagrać na jakimś.

Dolce wymienione – ściągają z karty bankomatowej lub biorą gotówkę nie ma w tym biznesie płatności przy opuszczeniu statku. Masz kasę grasz nie masz to wynocha.

Wołam mojego anioła galeriankę i proszę . 

-Rwij pierwszy raz na szczęście.

Jak rąbała tą wajchą to żal mi się zrobiło faceta, który ją wybierze na opiekuna swojego konta bankowego.

Kręcą się i kręcą obrazki kolorowe i wreszcie aniołek zdenerwował się i coś tam zmajstrował przy pulpicie bandyty bo obrazki stanęły. Brzdęk, brzdęk miły uszu dźwięk i poleciało trochę mamony do kieszonki bandyty.

Aniołek rozłożył ręce w geście triumfu i mówi.

- Bierz i schowaj do kieszeni i nie graj za to a będziesz miał szczęście. 

Tak zrobiłem należy wszak słuchać stałej bywalczyni tego rodzaju rozrywki.

- Ale my nie jesteśmy kwita? – Pytam się

- Umowa to umowa odpowiada mi ze śmiechem i odchodzi szukać samotnego lwa salonowego
z kieszeniami wypchanymi dolcami. Bo gdzie taka zapracowana mamusia znajdzie ukochanego, kiedy na nic nie ma czasu a lokalne bary, restauracje i inne przybytki rozrywki jakie są jej znane odpadają  bowiem Ona  jest również tam znana lokalnym facetom.

Józek dostał ślinotoku od wywalania jęzora, kiedy z przejęciem godnym lepszej sprawy znęcał się nad jednorękim bandytą, ale ten niewzruszony połykał kolejne żetony szczując Józka wygranymi rzędu paru dolarów. 

Wreszcie z obolałą ręką od rwania wajchy i zamglonymi oczami pełnymi kolorowych wisienek wyszedłem z stamtąd do baru coś przekąsić. Miałem za co bo coś tam wygrałem.

Ponieważ rejs zaczął się wieczorem obowiązkowy posiłek wieczorny – dinner serwowano w statkowej restauracji tym razem trochę później niż zwyczajowo bo o 20.00.

Kuchnia wyśmienita i różnorodna każdy znajdzie coś dla siebie. Nie zaczęliśmy jednak konsumować bo czekaliśmy na nasze aniołki. Wreszcie zwiewnie w wieczorowych kreacjach z dekoltami do pępka przyfrunęły do stolika i zaczęliśmy ucztę od wybornego kalifornijskiego wina ( płatne osobno). 

Potem do wyboru jeden z trzech zestawów z karty.

Nasze aniołki zamieniły się w bazyliszki i rozrywały różnymi trudnymi do wymówienia narzędziami a co dopiero do posługiwania się nimi jakiegoś biednego stawonoga czy jak go tam nazywali.

Jak się dorwały do ich szczypiec to ssały je tak namiętnie, że mi ciarki po grzbiecie przeszły. Józek, aż przestał jeść spojrzał najpierw na mnie potem na sąsiada z lewej, ale on zafascynowany swoją młodziutką towarzyszką nie zwracał uwagi na coś co miał w zasięgu ręki. My to co innego. 

W końcu usłyszawszy z lekka obleśne mlaskanie nie wytrzymał i wychlał całe wino z butelki. Za karę musiał zamówić drugie pomimo, że bandyci nie byli łaskawi i nic mu nie wypluli ze swojego wnętrza.

Najadłszy się trochę, poopowiadawszy sobie skąd i po co tu jesteśmy powoli szykowaliśmy się do dalszego szarpania rączki. Dwie nasze galerianki już się zmywały zmienić kreację na coś bardziej  nocnego bo szły na bal. My pomijamy tą część atrakcji bo nadal śnimy o pucybucie a z drugiej strony nie mamy odpowiedniego stroju. Jednak i my skorzystamy z dobrodziejstwa tanecznych sal bo bal trwa do północy i do tego czasu nasze aniołki dostały od nas dyspensę.

Na dyskotekę umówiliśmy się w sali „Pod gwiazdami” i wierzymy, że jak coś nie poderwą to nasze galerianki dotrzymają nam towarzystwa.

Dotrzymały a ja spłukałem się z tej kasy co wcześniej wygrałem – oprócz pierwszego fuksa od aniołka.

W dyskotekowym barze zielone dolce zamieniałem na kolorowe drinki. Józek preferował piwo. Nie byłem szantrapą i dziewczyny piły równo ze mną budząc mnie ze snu o pucybucie. Nad samym ranem zwaliłem się w miękki fotel z wielką porcją lodów z samoobsługowego automatu stojącego na tylnym pokładzie przy darmowym samoobsługowym bufecie. Spałem, aż do obudził mnie Józek.

Chodź coś przekąsimy. Ale było już po śniadaniu co nie było tragedią bo rożnego rodzaju bufety zalegały hole prawie na wszystkich pokładach. Pokrzepiwszy się wyborną sałatką z łososia i dużą kawą ruszyłem rozbijać bandyckie brzuchy pomny słów, że wytrwałość prowadzi do celu. Aniołki gdzieś się zmyły i nie widzieliśmy je, aż do wieczornej kolacji, gdzie zaprezentowały się jak nowe istoty z odzysku.

Potem Józek zaciągnął mnie na rewię i wygłupy estradowe – nawet warto było. Dyskoteka i parę drinków bezstresowo bo Józek trafił trzy gwiazdki czy coś takiego i zarobił kilkaset dolców. Odszedł od bandytów i zapowiedział, że mu wystarczy. Mnie nie, bo oprócz paru dych nic mi nie wpadło. Mój aniołek zlitował się nade mną i zapowiedział, że jako przyjazna duszyczka będzie mi towarzyszyła
w tej pogoni za snem o pucybucie, bo ma szczególny dar, ale tylko dla innych bo sama nigdy nie może trafić na odpowiedniego faceta. Jak powiedziała tak i zrobiła. Miała jednak swoją strategię chociaż sama nie grała.

Staliśmy z boku z drinkami w dłoniach i obserwowaliśmy grających. Kto jak najdłużej grał i nic nie wygrywał. Kiedy odchodził przejmowaliśmy jego automat i graliśmy. Jednak długo ta metoda nie skutkowała. Na sam koniec, kiedy już zrezygnowany chciałem odejść – aniołek mówi. 

Postaw teraz wszystko co wygrałeś na początku, ale va bank.

Tak zrobiłem.

Szarpnąłem rączką i odwróciłem głowę.

Kiedy odezwały się dzwonki i Big Bang, aniołek podskakiwał z radości. Wygrałem i to sporo. 

- Zwalniam Ciebie z umowy – mówię do niej bowiem zwróciły mi się wszystkie koszty rejsu.

Ale ona z uśmiechem mówi jak na początku – umowa to umowa.

Kupiłem jeszcze wszystkim po drinku i zwaliliśmy się na miękkie fotele ja z dolcami w kieszeni
a aniołki z numerami telefonów nowych znajomych w swoich komórkach. 

- Czy im coś z tego wyjdzie – myślę sobie.

Rano wjazd do portu i na statek do pracy. 

- Jak tam rodzinka - pyta się Kapitan .

- Zajebiście gościnni, żałowali, że kapitan nie mógł przyjechać z nami - świruje Józek.

A ja cóż do następnego portu znowu śnię o pucybucie. Tymczasem załadunek skoncentrowanych soków szedł pełną parą. Będą mieli ludziska czym gasić pragnienie w starej Europie. Organizacja pracy amerykańskich dokerów na medal. Każdy wie co do niego należy i porusza się jak automat nakręcany korbką. 

Kontrola ładunku przy pomocy elektroniki, Wagoniki jadą dowożąc beczki soku a facet chodzi przystawia elektroniczny czytnik i już komputer rejestruje ile, czego i gdzie znikło w czeluściach statku.

Z ciekawości obliczyłem, że z tego soku cytrusowego co nam zapełniają ładownię można będzie wyprodukować 50mln. litrów napoju. Czy to dużo – chyba nie dla spragnionych kilkuset milionów Europejczyków – ale to tak na oko bo nie wiem ile do koncentratu dolewają wody. 

W końcu przywieźli długo oczekiwany prowiant i nawet w tym widać „wielkość Ameryki”. Marchew duża jak wielka biała rzepa, ziemniaki czy jak kto woli kartofle wielkości butów nr 43 – nie widziałem jeszcze takiego przerostu treści nad smakiem. Wszystko pędzone chemią czy genetycznie modyfikowane. Kto to wie? A do kurczaków to bałem się zajrzeć bo jakbym zobaczył je wielkie jak indyki to jak wygląda indyk? Chyba jak struś.

Załadunek potrwał jeszcze dwa dni potem pożegnałem słoneczną Florydę i płyniemy do następnego portu w Europie. Trochę to potrwa, zanim znajdę się na starych holenderskich śmieciach.

 

Endru Atros