Ferdynand Głodzik

Ferdynand Głodzik
Urodził się 6 maja 1955 r. w Woli Zdakowskiej na Podkarpaciu.
Ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W latach 1995 - 2003 trzy publikacje książkowe z zakresu prawa podatkowego oraz artykuły w prasie fachowej z zakresu prawa podatkowego
i administracyjnego.
W 2004 r. program kabaretowy dla teatru ,,Maski i twarze" pod tytułem ,,Lud idzie na dziady". Członek Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury w Gorzowie Wlkp.
w 2006 roku debiutancki tomik satyryczny "winien i ma" wydany nakładem Robotniczego Stowarzyszenia Twórców Kultury w Gorzowie Wlkp. Publikacje wierszy
w Przekroju, Angorze, Ziemi Gorzowskiej, Horyzontach, Pegazie Lubuskim,  polskojęzycznej prasie w Chicago.  Na literackich forach internetowych znany jako Fred.
W 2010 roku zdobył wyróżnienie w konkursie ZAKRu ,,Malwy 2010" za tekst piosenki ,,Układ Krążenia", do której muzykę napisał Lucjan Wesołowski.
W 2011 tomik wierszy satyrycznych ,,Własnym nosem" wydany nakładem Gorzowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich".
W 2012 roku zdobył drugą nagrodę w konkursie satyrycznym ,,wrzuć na luz" w Bielsku Białej za wiersz ,,Anatomia miłości".
W 2012 roku współautor (8 autorów) książki ,,Stare i nowe anegdoty szachowe" wydanej nakładem Jana Przewoźnika, w której zamieścił 16 wierszy satyrycznych
o tematyce szachowej.
W 2013 roku finalista konkursu satyrycznego w Bogatyni, wyróżnienie w konkursie satyrycznym ,,Wrzuć na luz" w Bielsku białej za wiersz ,,Arka Noego".


Wirtualny łut szczęścia

Gdy się w mieszkaniu komórki dzwonek
echem odbija od ściany,
odbierz natychmiast,
zawołaj żonę,
chociaż to numer nieznany.

Zapewne jakaś super oferta,
wieść o bonusach,  promocji,
czeka wysyłki
ciężka koperta,
za darmo, w ramach dobroci.

Może wygrałeś główną nagrodę,
dostałeś pakiet darmowy,
lub możesz kupić
leczniczą wodę,
bez której trudno być zdrowym.

Choć plik banknotów kusi, szeleści,
czas i sumienie ponagla;
to się naprawdę
w głowie nie mieści;
pamiętaj - nie daj się nabrać.

Gdy głos w komórce dziewczęcy, młody,
twoje korzyści wylicza,
ty zanurz głowę,
do zimnej wody  -
nie musi być ta lecznicza.

Aby od losu nie dostać w skórę,
lecz z życia hojne brać dary,
nie wyłączajcie
nigdy komórek,
a nade wszystko tych szarych!

Gorzów Wlkp. 30.12.2012 r.
Ferdynand Głodzik


Wspólny początek

Kiedy ucichną takty Mendelssohna,
z sali weselnej wyjdzie gość ostatni,
tancerzy senność pochwyci w ramiona,
spóźnione płaszcze odwieszą się z  szatni,

stoły biesiadne uprzątną kucharki,
kiedy w alkowie zwiśnie ślubny welon,
w stos się ułożą  weselne podarki,
łoże małżeńskie wywnętrzy się bielą.

Bukiety kwiatów odciętych z korzeni,
tracąc powoli żywotne swe soki,
będą się bledszym kolorem rumienić
i głowy schylą w przyziemne widoki.

Przez nocną ciszę przemknie pragnień tuzin
gdy się świt blady przebije przez ciemność,
porę do pracy przypomni znów budzik;
do oblubieńców  zapuka codzienność.

Dziewczęce oczy radością jaskrawe
na nowo świeżym płomykiem zapłoną.
Usta wyszepczą: mężu, zrób mi kawę,
aby usłyszeć: dobrze, moja żono.

Gorzów Wlkp. 18.08.2010 r.
Ferdynand Głodzik


Wysłuchaj mnie

Zatraciłem czas w smutkach, zaplątałem się w matni;
z dzieci twych marnotrawnych może jestem ostatni;
zatroskanie o jutro wrosło w moją codzienność;
nie odtrącaj mnie matko, miej cierpliwość nade mną.

Możem zaparł się siebie i w występkach mych ginę,
możem smutkiem napełnił czułe serce matczyne;
przed Twym jasnym obliczem twarz ukrywam wstydliwą;
nie potępiaj mnie matko, miej nade mną cierpliwość.

Kiedym myślał w rozpaczy, że już wszystko stracone,
pozostało pod Twoją się uciekać obronę;
wysłuchałaś cierpliwie, wsparłaś w każdej potrzebie;
Nie potępiaj mnie za to, że wciąż wracam do Ciebie.

Już mnie nie raz zawiodło, to, co kruche, nietrwałe,
serce dręczą tęsknoty i pragnienia zuchwałe.
pozwól wytrwać przy Tobie we wdzięczności, w podziwie
i wysłuchaj mnie matko i wysłuchaj cierpliwie.

Ferdynand Głodzik


Denne zboczenie

Mama ryba, stara flądra,
by strzec córkę od zagłady,
doświadczona oraz mądra,
daje jej praktyczne rady.

Ukochana ma płastugo,
wszakże już nie jesteś larwą;
pragnę abyś żyła długo;
spróbuj wiedzę tę ogarnąć.

Twe zboczenie płastugowe
sytuację ci upraszcza:
wywal na wierzch ciemną stronę,
by maskować się i spłaszczać.

Tam gdzie słońce blado świeci,
gdzie przebywa twa rodzina,
rzadko docierają sieci;
tego dna się zawsze trzymaj!

Żarcia szukaj tam, gdzie płytko,
brzuch napełniaj, gdy zmrok zapadł,
a tłuściutką będziesz rybką;
wtedy łatwiej się nachapać.

Nie daj nabrać się na plewy,
żyj spokojnie, dno pogłębiaj,
leż na boku raczej lewym,
zmieniaj kolor, czyli ściemniaj.

Dyskusjami nie kuś losu;
ród nasz wtedy przetrwa wiecznie;
ryby wszak nie mają głosu.
Na dnie zawsze najbezpieczniej.

Gorzów Wlkp. 18.06.2011 r.
Ferdynand Głodzik


Anatomia miłości

Myśl o tobie zżera noce i poranki,
wypełniłaś w stu procentach moje tkanki.
Ginę z żalu i tęsknoty jak pies zbity,
nie wygrają takiej wojny leukocyty!

Krew przemyka poprzez żyły i tętnice,
skurcz blokuje moje gardło i tchawicę,
stres potworny wszystkim członkom się udziela,
protestują oskrzeliki i oskrzela.

Ja goreję, a tyś wciąż nieporuszona,
tonie w żalu jama brzuszna i przepona;
nakręcone na miłosne chwile wzruszeń,
żywiołowym ogniem pali się podbrzusze.

Może skiniesz i wyświadczysz mi tę łaskę,
trzeszczą kości długie, krótkie oraz płaskie.
Mów! Cokolwiek by to było, zniosę mężnie,
drgają mięśnie czworogłowe i okrężne.

Chciałbym wierzyć w twą łaskawość i być pewnym,
wyślij sygnał do gruczołów mych dokrewnych.
Już nie mogę ani chwili czekać dłużej,
niepokoi się tarczyca i podwzgórze.

Nie bądź głazem, okaż wreszcie uczuć krzynkę,
uradujesz mi nadnercze i szyszynkę!
Czy uważasz, że wyłącznie z mojej winy
zawaliłaś ten egzamin z medycyny?

Gorzów Wlkp. 22.02.2012 r.
Ferdynand Głodzik


Arka Noego

Gdy Noe całym dniem sterany,
przy węgłach chaty siadł z wieczora,
Stwórca mu rzekł: jam twoim panem!
Wybuduj arkę, czyli korab.

Świat dziś okrutny i zepsuty,
niechybna czeka go zagłada,
patrzę w ten padół całkiem struty
i mi ogólnie psycho siada.

Niech zginie to, co złe i podłe,
niech się odrodzi ziemia nowa
i niech pod twoim Noe godłem,
wszystko co dobre się zachowa.

Statek być musi duży, silny,
by licznym oparł się bałwanom,
w nim cały program prorodzinny,
niech was przez morza wiedzie anioł.

Niech córki z wami się zabiorą,
synowie, wnuczki i synowe,
niech wam gotują oraz piorą,
z nimi zakwitnie życie nowe.

Zanim wyruszysz w rejs, pamiętaj,
byś po potopie miał z czym wracać;
zabierz do arki też zwierzęta,
bo to są twoi mniejsi bracia.

Dzielnie po morzu płynie arka,
lecz podróż mija nie bez lęku;
schrzanił robotę jakiś partacz,
w kadłubie dziura jest po sęku.

Wody nabiera wielka łajba,
traci sterowność, staje w poprzek,
zawsze się znajdzie jakiś bałwan,
któremu statek się nie oprze.

Noe chciał zakląć w kamień żywy,
Bo wobec trwogi czuł się marnym,
lecz był człowiekiem świętobliwym
i nie używał słów wulgarnych.

Wreszcie do nogi psa przywołał,
by swoim nosem dziurę zatkał
i znowu spokój zapanował
a dalsza podróż szła jak z płatka.

Pies nos unurzał w morskiej toni,
nie skarżył się, nie szukał winnych,
naprawił to, co ktoś spartolił,
od tamtej pory nos ma zimny.

A ja satyry pióro ostrzę
poprzez dekady licznych wiosen
i trochę temu psu zazdroszczę,
co świat ocalił własnym nosem!

Ferdynand Głodzik


Śpiąca królewna

Hen przed wiekami w pałacu latem,
nie zachowując względów behape,
królewna wzięła w rękę wrzeciono,
będąc w tej pracy nie przeszkoloną.

Że uczyniła to ciut niedbale,
dotkliwie sobie ukłuła palec;
młody królewicz dziarsko doskoczył,
by jej udzielić pierwszej pomocy.

Marszałek dworu, gdy krew zobaczył,
natychmiast zgłosił wypadek w pracy;
a rzecz się działa krótko przed drugą
i to zgłoszenie trwało dość długo.

Wielką komisję trza było zebrać,
wszakże w pałacu ekspertów nie brak;
dzień się pochylił, na dworze ciemniej;
królewna rzekła: chyba się zdrzemnę.

Siadła na sofę, w królewskich szatach
i wnet zasnęła na długie lata;
znużona ciepłem, pałacem, władzą,
a tam eksperci radzą i radzą.

Śniła królewna, bujała w chmurach;
długo toczyła się procedura;
badano skutki oraz przyczyny,
dawno minęły wszelkie terminy.

Powymierali słudzy, dworzanie;
któż ma wypłacić odszkodowanie?
Park pałacowy zarósł jaśminem,
zamek po latach popadł w ruinę.

Aż do królewskiej złotej alkowy
wszedł syndyk masy upadłościowej:
Zbudził królewnę, skłonił się miło
i rzekł: roszczenie się przedawniło.

Twego królestwa już dawno ni ma
rządzi platforma? Liga? Rodzina?
Wieść przykrą jeszcze podać ci muszę:
Mocno stopniały twoje fundusze.

Bo notowania nie poszły w górę;
cienką mieć będziesz emeryturę.
W poprodukcyjnym wszak jesteś wieku;
może ci braknąć na zakup leków.

Zmartwiona życia swego jesienią,
królewna rzekła: cóż, czas to pieniądz;
za młodu kwitłam, błyszczałam złotem;
na stare lata mam tylko cnotę.

Ferdynand Głodzik