Grzegorz Walczak

dr Grzegorz Walczak  jest prozaikiem, poetą i dramaturgiem oraz językoznawcą. 

Przez 26 lat wykładał w Instytucie Języka Polskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Obronił tam pracę doktorską z syntaktologii. Był też sekretarzem osobistym prof. Witolda  Doroszewskiego.

Przez cztery lata prowadził lektorat języka polskiego na Uniwersytecie Belgradzkim.

 

tomiki wierszy:

„Witraże" (LSW - 1972r.),

"Lamenti za majkom" (Osvit - Karlovac, Jugosławia - 1988r.),

"Autoportret z przeszłości" (Iskry - 1989r.),

"A kiedy zastuka anioł" (IBiS - 1995r.).

„Roznamięty” (IBiS – 2004 r.).

„ Sopel słońca” (MDK Przasnysz – 2007r.)

„ Elegie i inne wiersze”– t. dwujęzyczny (Bulgarska Knijnitza – Sofia 2113

powieści:                  

"Pamiętnik małżeński" (Czytelnik - 1974r., Meta - 1992r.) oraz wydanie

                              w  języku serbsko-chorwackim pt. "Dnevnik suprużnika" (Delta - Press,   Belgrad - 1982r.),

"Oaza" (Czytelnik - 1980r., Rytm - 1997r., emitowana w 24 odcinkach - Program II PR  1998r.),

"Nim zaśnie Ziemia" (Bellona - 1998/99r.),

"Anioł ze Starego Miasta" (Bellona 1998/99r. - tomik opowiadań).

 

tom słuchowisk radiowych:  

„Nie dzwońcie do mnie – umarłem” – seria słuchowisk emitowanych  w Polskim Radiu (Wydawnictwo Adam Marszałek 2011 r.)

 

sztuki teatralne: pierwsza w Polsce rock-opery "Naga" – premiera w Teatrze Muzycznym             

                         w Gdyni ( 1972 ), nagranej na dwupłytowym albumie (Polskie Nagrania

                         1972), wznowionej (1995),               

"Sowy" - w Lublinie (1975r.) i Elblągu (1980r.),

"Kaktus" - w Starej Prochowni w Warszawie (1990/91r.), w Teatrze TVP 2.06.1994r. w Programie II TVP oraz 2.03.1995r. w TV "Polonia",

„Jak smutno żyć, jak śmiesznie żyć” -muzyczny spektakl z muzyką Piotra Rubika w wykonaniu Emiliana Kamińskiego  - TVP Pr. II 1996r.,  

„Przemknę chyłkiem, przeminę” – Warszawski Teatr Pantomimy – Teatr Żydowski 1999/2000 r.,

„Zabłąkani Trzej Królowie” Teatr Rampa 2001r.,

„Big Popiel – mysia opera” – Teatr Rampa 2002 r.,

„Kusiciel” – Klub 13 Muz – Szczecin 2002 r.,

„Komandor dzisiaj nie przyjdzie” -  Szczecin 2003r.

„Dusioł” – Wrocławski Teatr Pantomimy, 2006 r. (prezentowany też w Teatrze Wielkim w Warszawie)

                                     W spektaklu „Na przełęczy” wg St. Witkiewicza. -jest autorem  

                                      tekstów piosenek i współautorem adaptacji scenicznej -Teatr  

                                      Witkacego w Zakopanem 2003 r. i Teatr TVP Pr. I  23.01 2006r.

„Obłoczni, czyli Sen Chopina” – Teatr Praga, 2010 r., (też współreżyseria)

„Saksofon” (na motywach prozy W. Myśliwskiego) premiera na Festiwalu Wspólnych  Kultur, Nałęczów 2012 r (adaptacja i współreżyseria).

 

 słuchowiska emitowane w Teatrze Polskiego Radia:

„Most” ( pierwotna krótka wersja „Kaktusa”) 1968 lub 1969 

„Baśń o dobrych duchach" (lata siedemdziesiąte)

"Szczur" 1984

"Kaktus" 1985

"Apage Satanas" 1986 lub 1987

"Sowy" 1988

"Kraina Suszu" 1989

"Taniec z Dusiołem"

"Usychanie"

„ Apostoł niewiary”

„Treny mojej Matce” (wersja łódzka, krótsza) 1993

"Nie dzwońcie do mnie - umarłem" – 1994  

"W drodze do Słowa"  - 1994 

"Barłożenie" - 1994r.

„ Oaza”  - powieść w 24 odcinkach 1998 

 „Obroża” – 2001

 „Drzazga”- 2005 

"Treny mojej matce" (nowa wersja, z muz. Marii Pomianowskiej) 2010

„ Obłoczni, czyli Sen Chopina” – 2012.

 

Większość z tych utworów dramatycznych oraz cykle poetyckie emitowały też: Radio Belgrad, Zagrzeb, Lublana, Skopje - w językach serbsko-chorwackim, słoweńskim, macedońskim. Słuchowisko "Kaktus" oprócz radiostacji jugosłowiańskich emitowało również Radio Budapeszt, Bratysława i Radio Tallin oraz w Melbourne. 

Sztukę „Małżeński kokon” opublikował Osvit w 1985 r., a "Barłożenie”(serbsko-chorwacki tytuł: „Dnevnik supruznika”)  czasopismo "Zbilja" nr 18-20, Belgrad 1996r. 

 

książki dla dzieci:

"Wiatrodmuch" (KAW - 1982r.),

"Wesołe abecadło „ - (Meta - 1992r. i Oficyna Wyd. GMP 

                Poznań 1996r. i od 1997r Oficyna Wyd. Rytm),

"Ćwiczenia z języka polskiego dla klas III ( Rytm – 1997r),

                                      „Dziadulinek” (AUDE – 2005 r )

      

Grzegorz Walczak zdobył kilka nagród literackich, m.in.:

 

- w konkursie (ogólnopolskim) na tekst do piosenki studenckiej 

– I  nagroda w 1959 r.

- w konkursie na teksty do Kabaretu "Stodoła" - II nagroda, 

1961r.

                                      - w konkursie "Impartu" Wrocław, za sztukę satyryczną

                                        "Diogenes i kmiecie" - lata 70-te,

                                   - w Turnieju Wiersza  "Hybrydy" - lata 70-te,

-  w trzech konkursach na radiową piosenkę dla dzieci,

                                       

-  I nagrodę za sztukę teatralną "Kaktus" w konkursie "Sceny"

 (1972r.)   

- I nagrodę za słuchowisko "Kaktus" w ogólnojugosłowiańskim konkursie       

- Radia Belgrad (1984r.),

 - I nagrodę za słuchowisko "Kaktus" w Ogólnopolskim Przeglądzie Słuchowisk (1986r.),

- W 1988r. za sztukę teatralną "Apage Satanas", wyróżnioną w konkursie   teatru "Ateneum",

- W 1994r. III nagrodę w kategorii wierszy w Ogólnopolskim 

Konkursie Literackim im. Kraszewskiego,

- W 1996/97 I nagrodę w ogólnopolskim konkursie prozatorskim Wiadomości Kulturalnych za opowiadanie „Suchotniki”,

 

Grzegorz Walczak jest też autorem wielu znanych piosenek. W 1969r. zdobył na Festiwalu w Kołobrzegu "Złoty Pierścień" i nagrodę Publiczności za tekst do piosenki "Wrzosy". Jego piosenki wykonywane były na festiwalach w Sopocie i w Opolu oraz nagrywane na wielu płytach Polskich Nagrań i  innych wytwórni fonograficznych. W latach: 2007 - 2010 został nagrodzony w kolejnych konkursach na piosenkę Stowarzyszenia ZAKR.

 

Utwory muzyczne:

Gdybym był Ładyszem  

 

Autor od czterdziestu  lat współpracuje z Teatrem Polskiego Radia, (emisje głownie w Programie III PR, a także z Programach I i II oraz w Radiu BIS). 

 

Zajmuje się też przekładami poezji serbskiej i chorwackiej. W 2012 r. opublikował krótką antologię poezji serbskiej w swoim tłumaczeniu. Swoje utwory publikował w wydawnictwach i w licznych  czasopismach literackich krajów byłej Jugosławii.

 

W 1995/1996 był recenzentem Miesięcznika "Teatr" i autorem rubryki "Oko i ucho" w Warszawskim dwutygodniku kulturalnym "Sycyna". 

 

Grzegorz Walczak znalazł się w „Leksykonie prozaików” J. Termera wśród 350 twórców z różnych krajów i epok (Iskry 2001r.),w Leksykonie współczesnych pisarzy polskich (Wydawnictwo Edukacyjne Literat, Toruń 2004 r) w Antalogii Tysiąclecia – Poezja Polska(1998)  i w Słowniku Polskiej Muzyki Rozrywkowej.

 

Od 1999r. do 2002r. był kierownikiem literackim Teatru Rampa w Warszawie.

Współpracował z Teatrem Witkacego w Zakopanem i z Wrocławskim Teatrem Pantomimy. 

 

Przez kilka lat występował w swoich autorskich programach z Wojciechem Siemionem, obecnie 

z Olgierdem Łukaszewiczem, Henrykiem Talarem i Mariuszem Bonaszewskim

Występuje także w kabaretach satyrycznych z Jackiem Fedorowiczem, Markiem Majewskim i

Tomkiem Szwedem oraz w programach poetycko-muzycznych ze znaną na świecie multiinstrumentalistką - Marią Pomianowską.

 

 Grzegorz Walczak jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i członkiem Międzynarodowego Instytutu Teatralnego ITI w Sekcji Dramatopisarzy oraz Polskiej Sekcji Stowarzyszenia Kultury Europejskiej S.E.C. 

 

Młyny historii,

 czyli dialog opozycji z koalicją

 

-Dzisiaj tylko rząd fachowców

może Polskę uratować.

My jesteśmy fachowcami...

 

      -   Fachowcami? - Od „Bóg prowadź!”,

od frazesów , głów mącenia,

podzielenia nas na zawsze,

mgieł smoleńskich, zamroczenia!

 

-Wiem, wy macie siły sprawcze:

wytwarzacie aferzystów,

na minutę choćby trzystu,

w tej cudownej waszej partii,

która w kręgu jest podejrzeń,

która rozdawała karty.

My z nią walczyć będziem mężnie,

bo w niej zdrajcy, nie-Polacy,

masoneria, nawet Żydzi.

Każdy się z nas wami brzydzi.

O, nieszczęśni technokraci,

nieudane bractwo żadne,

czego dotknie powab traci,

wzniosłe staje się szkaradne.

Brak wam wizji i godności,

i rozpędu, i polotu.

Nawet rozsypanych kości

nie mogliście z tego lotu

zebrać sprawnie, złożyć godnie

i wymierzyć karę sprawcy,

no bo w polityce wschodniej,

wyście słabi rzeczoznawcy.

 

Czemu ciągle nad tym Krajem

krąży kondor Donaldowy,

skoro mógłby go przewyższyć

ptak nad ptaki, ptak zbawiciel

i wódz wodzów cały nowy?

 

-Jaki nowy? W przeszłość odszedł.

Wszak czas miele kołem młyńskim.

A wy: - zbawczy rząd techniczny!

Może znowu „premier” Gliński?!

 

 

Czas rozsądzi, czy wstrząs świeży

porwie naród i osadzi

jak złoczyńcę w Mysiej Wieży

tego, który nas prowadził,

czy też zjedzą straszne myszy

gościa, który Żaświat słyszy. 

 

Grzegorz Walczak 23.06.2014

                                                                                 

 

 

Dwie strony medalu

 

Proroctwo

      - Monopol na przemoc ma państwo.

Ta fraza jest z Sienkiewicza.

W „Krzyżakach” tych słów nie szukajcie

ni w mowie Zagłoby, Kmicica.

A skądże! Tak prawił szef służb

tak tajnych, że tylko dziś wróż-

bita by mógł odpowiedzieć,

skąd pluskwy i kto winien siedzieć.

 

Nie lada był z niego as!

A dziarski był chłopiec, że aż!...

Jak żaden Minister do Spraw,

no właśnie – wewnętrznie-zewnętrznych,

że wprost niepojętych - ach! ach!

 

- Monopol na przemoc ma państwo,

lecz które? – przewrotnie zapytam.

To nasze szelmostwo-gałgaństwo,

czy wpięła się w to zagranica?

Ja po to tu jestem, by przerwać bezradność,

dać odpór łobuzom i szpiegom.

Już po was idziemy – rzekł groźnie

Minister ... i przyszli po niego.

 

 

Prawda

 

Dziś nowe funduje odkrycia

WPROST, które karierę w mig robi.

Czy tylko na rząd przy tym kicha?

Czy tylko nafajda Tuskowi?

 

Cóż, prawdę powiedział Sikorski

- Ameryka a my...- od sensacja!

Ujawnić - to dobre dla Polski?

Czy taka jest jej stanu racja?

 

Najbardziej się strzeżcie tych, którym

na pysku wciąż prawda wykwita.

Ci mają ukryte pazury.

To ich ma być Rzeczpospolita?

 

Grzegorz Walczak 23.06.2014

 

 

 

 

 

 

 

 

                         

 

 

 

 

 

Janowi Pawłowi II


Pewien człowiek

uniósł dłonie

i Ziemia przypięła mu skrzydła.

Pewien człowiek

uniósł skrzydła

i Ziemia pofrunęła wyżej.

                     

                 Grzegorz Walczak

 

           

 

              Gender     

 

Znacie zabawę w pomidora?

Jest już passe, przebrzmiałym trendem.

Dzisiaj na wszystko odpowiadasz

już nie pomidor, tylko gender.

 

To ci zabawa, to ci frajda!...

chociaż dostanie konia z rzędem 

ten, co rozwikłać będzie w stanie,

czym jest i po co owo gender.

 

Chyba że pani Kempie służy,

by mogła  zająć wyższą grzędę

i głośno gdakać, jak paskudny

jest seks w przedszkolu, zwany gender.

 

Ksiądz Oko widzi w tym szatana 

i już szykuje  anatemę 

na tych, co świat chcą zmieniać Pana

i wszędzie uprawiają gender.

 

Wymowna zwykle Kazia Szczuka

do TVN-u wpada pędem.

Słysząc kapłana warczy, fuka,

wreszcie – Niech żyje... – woła – gender! 

 

A za nią druga feministka,

słynna Środa, gna co prędzej.

Jej Kazię chłoszcze egzorcysta,

a ona jęczy: gender! gender!

 

Już księże oko miota ogień,

Ksiądz toczy intelektu perłę.

Mógłby na rożnie upiec obie,

kiedy wypędza z niewiast gender.

 

Już się poruszył sufit cały

pod hipnotycznym wzrokiem księżem.

Ściany się same przybliżały,

by zmiażdżyć jawnogrzesznic gender.

 

Ach, drogi Widzu – to zaraza!

Ona się rozprzestrzenia wszędzie.

I ciebie dotknie straszna skaza.

Oj, nie ominie i mnie... gender.

 

Jeśli mnie pytasz z lekka drwiąco

o moją płeć, dwuznaczną „gębę”,

podpatrz, czy sikam na stojąco,

czy se przysiadam ze swym gender.   

   

 

 

Niepokorny Dniestr

 

Janukowycz, Janukowycz,

miał być z ciebie wielki pan,

a zostałeś marionetką,

i już zawsze będziesz sam.

 

Dziś cię dręczą nocne zmory,

i cię straszy Julii los.

Nie puściłeś słabej, chorej,

teraz sam dostałeś w nos.

 

Buntowników byś okiełznał,

konkurentów zgniotłeś też.

Tiurma ciągle ci potrzebna.

Bacz, byś się nie znalazł w niej.

 

Z głów rozgrzanych bucha para.

Rewolucji wrócił czar.

Powstał z kolan wielki Majdan.

Już się ruszył cały kraj.

 

 

Ukraino, Ukraino,

dumna ziemio, prostuj kark

i nie czekaj, aż cię przyjmą

dwory co łaskawszych państw.

 

Bądź jak wolny wiatr na stepie,

bądź jak starej dumki śpiew,

który się nad rzeką niesie,

sławiąc niepokorny Dniestr. 

 

 

 

 

 

T r e n y    m o j e j    M a t c e

 

I

Tam, gdzie się niebo zawali,

przemkną cienie ukradkiem

- umarła Matka.

 

Niosą wystygłą nadzieję.

Niosą w czterech deskach.

Nic nie niosą.

 

Twoje skargi hamowane

dzisiaj rozumiem.

Żyłaś czekaniem na mnie,

zasłuchana w listy.

 

Moje myśli zdrętwiały

jak wróble zimą na drutach.

Twoje serce

- kamień na półce kostnicy.

 

Do żelaznej bramy niedaleko.

Już wybuchł dzwon cmentarny,

a pod nogami bruk,

słyszę kaszel podków o kamienie.

 

II

Zostałaś, Matko, za kołatką,

za pobrzękaniem,

za kluczeniem

i we mnie słońce się czerwieni,

naprzeciw sennym wodom chyli.

 

Hej, zobaczymy się na stawach,

na białej od łabędzi łące,

na pomyśleniu,

na zmówieniu,

na naszej gwieździe szybującej.

 

Nieprawda, Matko – nie wierz bratkom,

co tak cię skore porastają,

że już po smutku,

gdy kwiat w ogródku

ot, kładę ci gałązkę maju

 

Nieprawda, Matko, tam za kładką,

za przechyleniem

w skośnym cieniu,

i we mnie słońce się czerwieni,

naprzeciw sennym wodom chyli.

 

 

 

III

 

Cień mi twarz oczernia,

oczy mi zasłania niby zwiewny tren.

Matko, łaskiś pełna,

zostawiłaś we mnie boleściwy cierń.

 

Twarz mi krzepnie bólem,

a gdzie wzrok mój padnie,

wszędzie widzę ręce

Twoje nieporadne,

ręce odtrącone,

a tak pracowite,

że aż palce bladły

od nadziei skrytej.

Cień mi twarz oczernia,

oczy mi zasłania niby zwiewny tren.

Matko, która byłaś,

kiedy wejdę w ciemność, światłem we mnie wzejdź.

 

 

 

 

IV

 

U Bożych opłotków

stanę i zastukam.

Pan mój spyta: Kto tu?

Powiem: Matki szukam.

A gdy się rozgniewa

Pan nasz dobrotliwy,

bo się zbyt naprzykrzam;

przyniosę mu grzyby

te, co moja Matka

na święta suszyła.

Rozwieszę je w oknie.

Pan powie: Ożyła. 

 

 

 

V

 

Ufam, żeś Ty białą brzozą, 

co na krzyż wyrosła

pewnie z wolą Bożą.

Ufam, że Ty staniesz przy mnie,

kiedy w dzień zaduszny

z świecą smutku przyjdę

tam, gdzie krok za krokiem,

tam, gdzie rok za rokiem.

Ufam, że Ty idziesz ze mną,

kiedy nad urwiskiem

wiatr mnie spycha w ciemność.

Ufam, że Ty w sennym mroku

w gwiazdę zamieniona,

bym nie zmylił kroku

tu, gdzie próg za progiem,

tu, gdzie wróg za wrogiem.

 

 

 

VI

 

Miałem taki sen.

Śniło mi się pole.

Stała tam moja Matka

w płaszczu za długim.

Wronom niosła ryż

i rzucała siewnie.

Wiatr jej targał włosy,

uśmiechała się. 

Sen z kosą mnie goni

od światła do cienia.

Wloką się do studni

białe zamyślenia.

Buty jej skrzypiały.

Niemodne to buty.

Szła trochę niezdarnie

z rękami przed sobą.

Coraz więcej wron.

Nieba skraj poczerniał.

Uleciała Matka

w swym płaszczu za długim.

Panie Boże, pozwól,

niechaj idzie cicho,

niech jej nie zaczepia

anioł ani licho.

Sen z kosą mnie goni

od światła do cienia.

Wloką się do studni

białe zamyślenia.

 

VII

 

Zmarła ci Urszula stary Janie

i mnie ktoś odbieżał.

Rymy twoje były zapłakane.

Dziś już znam ich ciężar.

Idę wprost twoich zamyślenie,

kędy smutki cicho w mrokach rozprawują.

I ja szepczę wieczne odpocznienie,

toć i moje oczy kogoś nie znajdują.

 

 

 

 

VIII

 

Oddalasz się ode mnie

spadaniem kasztanów,

śniegiem sypkim jak czas,

nowymi roztopami.

A pąki strzelają

młodą zielenią,

ludzie wiwatują

bo święto, bo wiosna,

szum rzek rozpędzonych,

autem gdzieś mnie wiozą.

Wymyślam przecież wycieczki

swojego bez ciebie krwiobiegu.

Jestem po dawnemu zachłanny.

Interesuje mnie pobyt na ziemi,

pulsującej jak bezmyślne serce.

 

 

 

IX

 

Na cmentarzach uśmiechnięte drzewa.

Na cmentarzach kwitną zmarłych dusze,

a gdy deszcz je wiosenny podlewa,

pną się w niebo, i ja tam iść muszę,

no bo twoje ślady wbite w ciężkie chmury,

drobne ślady zdartych obcasików

wiodą mnie w te niezdobyte góry

przez cierniowe ścieżki człeczych Jezusików.

 

 

 

X

 

Czemu się żalisz,

wszak wszystko w popiół.

I tyś umarły,

tyle, że za chwilę.

Padają drzewa

w butwiejącym mroku

...i twoja gwiazda

niby srebrny sztylet.

 

 

XI

 

Dokąd lata te minęły,

gdy bez ciebie szedłem w świat?

Ile sosen drwale ścięli,

ile razy śnieg już spadł?

Ile dębów ostrugano

dla moich znajomych?

W ile nocy, moja mamo,

stukałaś do domu?

A ja tego nie słyszałem.

Piłem, diabli wiedzą gdzie.

Twoje listy pochowałem,

twoje zdjęcia – stary świat,

a medalik coś mi dała, 

gdzieś mi w błoto wpadł.

 

 

XII

 

Nie starczy trenów

by swój żal wyśpiewać,

nie starczy smutku,

by go wykolebać

 

I to, co czuję,

w słowie się nie zmieści,

i to, czym płaczę,

nie powiedzą pieśni.

 

Nie zgaszę myśli,

które zapalone,

ledwo się staną 

a już spopielone.

 

Nie pojmę nawet,

czemu serce bije,

jak dzwon pogrzebny,

który  śmiercią żyje.

 

 

 

JĘZYKOWO-STYLISTYCZNA KREACJA ŚWIATA SŁAWOMIRA MROŻKA

 

(„NA PEŁNYM MORZU”)


Lingwiści traktują język najczęściej jako zobiektywizowany system znaków, podchodzą do niego jak do martwego, statycznego tworu, chociaż wiadomo, że język żyje, zmienia się, podlega tendencjom rozwojowym. 
W swych językoznawczych analizach zazwyczaj ujmujemy język w oderwaniu od jego użytkowników (przeciwnie niż to czynił prof. Witold Doroszewski), w oderwaniu od środowiska społecznego. Pod lupą strukturalistycznego klasyfikatora nie są widoczne życiowe, artystyczne, ideologiczno-polityczne funkcje języka. Ten punkt widzenia zaciążył również na stylistyce językoznawczej. Faktem jest istnienie odrębnych typów stylistyki językoznawczej i literaturoznawczej.

Czytaj dalej

 

 

 

 

L A U D A C J A

n a  c z e ś ć  p i s a r z a

 

GRZEGORZA WALCZAKA

 

 w Jego 50-lecie pracy twórczej; Warszawa, 12 marca,
Grzegorza (i Alojzego, Bernarda),
AD. 2013.

J a n T u l i k

 

 

Twórczość Grzegorza Walczaka obejmuje
właściwie wszystkie rodzaje i gatunki literackie,
wraz z ich odmianami, mutacjami.
Życzliwy kłopot czytelników, a także i krytyki,
zasadza się w tym, że wszystkie utwory tego pisarza
plasują się na wysokim i bardzo wysokim poziomie, zaś
przyzwyczajono nas - pewnie w szkołach - że istnieją niemal
oddzielnie poeci, prozaicy i dramaturdzy. Czy to poniechanie
modelu pisarza renesansowego, który mógł powierzyć
swój talent czytelnikowi w różnych odmianach?
Może. Czy to dobrze? Niechaj odpowie sobie na to pytanie
każdy z osobna.
Również teraz trudno mi zdecydować się na omówienie
którejkolwiek z gałęzi twórczego drzewa tego pisarza, bo
na nic zdaje się dbałość o chronologię. Dodajmy, co zresztą
jest wprost naocznie zauważalne, że Grzegorz Walczak to
także... aktor.
Proza w dorobku szczęśliwego jubilata Grzegorza ma
niepodważalną pozycję. Cokołu, na którym ją postawił,
nie zburzą lada podmuchy. Opowiadania - ,,Anioł ze Starego
Miasta" miały godne przyjęcie. Między innymi życzliwie
ocenił ją Krzysztof Masłoń, zaś Krzysztof Karasek
napisał o nich, że są ważne, a już opowiadanie ,,Suchotniki",
w którym bohater jest wyraźnie człowiekiem ,,pomieszanym",
,,pomylonym"; tasują mu się, mylą - w sposób
zamierzony - wszystkie plany rzeczywistości. Rzecz napisana
po mistrzowsku i mogłoby stanowić ozdobę każdej
antologii współczesnej prozy polskiej. Przy tej okazji Karasek
 wysnuł interesującą tezę: Opowiadanie jest w pewnym
sensie trudniejszym gatunkiem niż powieść, gdyż wymaga
zdecydowanej fabuły (powieść może być afabularna).
Gwoli przypomnienia przywołajmy szczególny fakt
ad vocem: ,,Suchotników" uhonorowano pierwszą nagrodą
w prestiżowym konkursie ,,Wiadomości Literackich"
(1996), na który napłynęło blisko 800 prac.


Tadeusz Stefańczyk, pisząc o tych opowiadaniach w ,,Twórczości"
zauważył, że autor libretta rock-opery ,,Naga" jest
tym, kim jest naprawdę -- poetą codzienności. Niczym Białoszewski
swoją Saską, autor Anioła złoci poezją swoją Żelazną
Bramę (-) jest jednocześnie polski i europejski, esencjalny i
egzystencjalny, obywatelski i frywolny, chochlikowaty, liryczny
i refleksyjny, ale jego korzenie są bagienne -- z trzęsawisk i
wrzosowisk peryferii i podświadomości. W tej krainie -- jak
o tym świadczy znakomita, zgrzebna, a przecież, rojąca się
od subtelnych literackich gierek i smaczków (przemilczeń, zająknień,
retardacji).(-) Jego kraina dzieciństwa dyszy, (-) chorą
poezją. Bardzo dobrą poezją.
Inna w klimacie, i z założenia jako dzieło pełne, jest
,,Oaza". To powieść, która wymyka się próbom szufladkowania,
ale nie jest na tyle postmodernistyczna, że pozwoli
się wcisnąć w każdą sakwę. Lektura ,,Oazy" była dla mnie
przyjemnością i wdzięczny jestem Leszkowi Bugajskiemu,
który mi ją przesłał z propozycją zrecenzowania dla ,,Twórczości".
To powieść rozrachunkowa i obyczajowa, historyczno-
polityczna, świetna literacko, doskonale skonstruowana
powieść, jak syntetycznie - wprost ,,okładkowo" - ujął to
Janusz Termer. Akcja ,,Oazy" wprawdzie toczy się i współcześnie,
ale i w starożytnym Egipcie. Już na pierwszych jej
stronach dowiadujemy się, skąd i dokąd zmierza główny
bohater Borowik, który zwrócił się do hodży: Moja matka
była Włoszką, ojciec ogrodnikiem spod Warszawy, przyjechał
kiedyś do Piranu i tak bardzo zachwycił się tamtejszym zachodem
słońca, że, niestety, musiałem się urodzić. Voila!
,,Oaza" wyszła najpierw z cenzorskimi skreśleniami,
później wydano ją w ,,oryginale", cenzorskie skreślenia
zaznaczając kursywą. - ,,Oazę" uważam za jedno z ważniejszych
dokonań w prozie tego pokolenia
 - przyznaje Termer,
który zamieścił autora w swym popularnym ,,Leksykonie
prozaików" (ISKRY, Warszawa, 2001, zawierających
ok. 350 haseł autorskich literatury światowej (,,od czasów
najdawniejszych po współczesność"). Stąd też wiemy, że
autor również piosenek i książek dla dzieci, urodził się
w Puławach 5 lutego 1941 r. Że jest absolwentem Filologii
Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego, był uczniem i sekretarzem
osobistym prof. Witolda Doroszewskiego. Pracował
jako adiunkt w Instytucie Języka Polskiego UW, obronił
tam pracę doktorską Struktury zespolenia zdań złożonych
(1975). Kilka lat przebywał w Belgradzie, gdzie był uniwersyteckim
lektorem języka polskiego. Więcej niż życzliwe,
wszak mądrze uzasadnione głosy na temat ,,Oazy",
wnieśli tak świetni poeci i krytycy jak Jacek Łukasiewicz
i Leszek Żuliński oraz eseista i krytyk Leszek Bugajski.

 

I I

Niewątpliwie na podobnym poziomie znajduje się liryka
Walczaka. Poruszający do głębi jest cykl funeralny
,,Treny mojej Matce". Ich liczba 12 - być może zamierzona
jako symbol - jakby wskazywała na wyraz skromności ich
autora wobec ,,Trenów" - klasycznie przykładowych - Jana
Kochanowskiego; jakby skromnie sytuował swój ból w obliczu
przeżyć wyrażonych przez bolejącego ojca z Czarnolasu.
Oto kilka fraz zaczerpniętych z rzeczonego cyklu,
nie można wątpić - fraz natchnionych żalem:

 


Niosą wystygłą nadzieję.
Niosą w czterech deskach.
Nic nie niosą.
(-)
Cień mi twarz oczernia,
oczy mi zasłania niby zwiewny tren.
Matko, łaskiś pełna,
zostawiłaś we mnie boleściwy cierń.
(-)
Twoje listy pochowałem,
twoje zdjęcia - stary świat,
a medalik coś mi dała,
gdzieś mi w błoto wpadł.
(-)
Ufam, żeś Ty białą brzozą,
co na krzyż wyrosła
pewnie z wolą Bożą.
Ufam, że Ty staniesz przy mnie,
kiedy w dzień zaduszny
z świecą smutku przyjdę
(-)
Matko, która byłaś,
kiedy wejdę w ciemność, światłem we mnie
wzejdź.
(-)
Zmarła ci Urszula stary Janie
i mnie ktoś odbieżał.
Rymy twoje były zapłakane.
Dziś już znam ich ciężar.
(-)
Dokąd lata te minęły,
gdy bez ciebie szedłem w świat?
Ile sosen drwale ścięli...


Przejmująco wybrzmiały ,,Treny..." Walczaka w zaduszkowej
inscenizacji, wsparte motywami muzycznymi i bezprzykładną
interpretacją aktorską Olgierda Łukaszewicza
(w duecie z autorem).

 


I I I


Równie ważną jest poezja zawarta w autorskim wyborze
,,Sopel słońca". Roman Śliwonik napisał o nim wprost: Tom
,,Sopel słońca" jest bogaty. Jakość poety poznaje się po propozycjach
myślowych i artystycznych. Tom jest konsekwentnie
pomyślany i wyrazisty. Jestem poruszony wieloma wierszami".
Zawsze ufałem osobie i poezji Śliwonika, zatem jego powyższa
opinia stała się constans.
Tytułowy wiersz ,,Sopel słońca" wzrusza ewokowanym z
dzieciństwa obrazem. Może ów błysk zatrzymał się w tamtej,
przed dziesięcioleciami chwili, teraz stanowi pewien
temporalny punkt odniesienia? Oto koda tego wiersza:


Biorę do ręki lalkę
i patrzę w okno,
a tam we mgle sterczy
sopel słońca.


Pewnie tak - tamto światło pozostało - by spotkać się z
ostatnim dla człowieka błyskiem w zmitologizowanym już
,,Tunelu"?


To nic, że umarłem.
Nasłuchuję wiatru
we wnętrzu kamienia,
z iskier próchna
rozniecam dmuchawce.
(-)
A po chwili tworzenia
butwieję cichutko,
fosforycznie, świetliście,
całymi wiekami.
(,,To nic, że umarłem")


Walczakowe ,,Wnętrze kamienia" dyskretnie harmonizuje
w kamieniem w utworze Wisławy Szymborskiej, ale
i jakby z jego zaczątkiem, ziarnem piasku pod skarpetką,
w wierszu Zbigniewa Herberta; wszak kamień o niedostępnym
wnętrzu jest taką samą ,,perłą" piasku w ciele
człowieka, która zadaje ból, roznieca ranę.
Odmienną poprzez temat i obrazowanie refleksją jest
wiersz ,,Stado antylop". Tu stada antylop pomykają/ ku
wiecznemu morzu./ Pyski zwrócone do wodopoju / zastygają
w archetyp. / Przychodzi poeta / widzący wnętrzem,
/ chce je pochwycić, / ale po nich już tylko ślady, / więc je
zbiera gorliwie, / i przeistacza / w swoje zasuszone znaki.
Ale - zdaje się poeta przypominać - nie trzeba przywoływać
obcych pejzaży, by dostrzec owo zastyganie
i przemijanie hic et nunc. Oto w ,,W sarkofagu miasta",
własnego miasta, dzieje się jakby to samo: W labiryncie
kamieni, / w sarkofagu miasta / nic się nie wydarza. / /
Wrastam w moje / miasto, kamienieję w biegu.
Wiersz ,,Skończone" może najdobitniej ilustruje ton
wrażliwości poety, który apoteozuje życie i jednocześnie
wykpiwa jego ułomności; poety, którego ciekawość Tajemnicy
sięga szczytów, ale przemawia z doliny, z depresji, którą
mogą zalać jedwabiste szale fal.


Przemieniłem się w Chrystusa.
Teraz czuję bicie serca każdego ptaka,
zadyszaną troskę mrówki,
alarm słońca w nietoperzu
zwisającym głową w noc.


Może to swoista, osobliwa teologia pisarza? Który jednak
z rezerwą odnosi się do aktu tworzenia. Który jakby
powątpiewał w istotę ,,non omnis moriar?" Może tak; może
trzeba pozostawić siebie i swoje dzieła na łasce Czasu? Nie
walczyć o każdą chwilę z zaprzeczającym naturze wysiłkiem,
nie nakręcać uparcie budzika... Jak w poniższym
wierszu bez tytułu:


słowa słów się wyprą,
krwią się zmyje krew,
burze przeminą
jak echo gromu,
więc po co tak uparcie
nakręcasz budzik?


,,Człeczość" nasza aż boleśnie dychotomiczna, rozszarpywana
przez sprzeczne konieczności; jesteśmy - tak to
nazywam na swój użytek - filozofią i fizjologią. Dotykamy
myślą i zmysłami gwiazd i - jak wielkiej miary
uczony, kosmolog ks. Michał Heller - patrząc na iskrzące
się niebo nocą gwiazdami, zdumiony pomyślał: ,,przecież
ktoś te piksele musiał stworzyć". Albo przywołujemy
Kantowski paradygmat z gwiazdami, że... prawo moralne
jest we mnie.


I V


Jak dowiedzieliśmy się ze szkiców Janusza Termera (po
raz kolejny Janusz Termer, to on pilnie sekunduje twórczości
Jubilata...), autor ,,Oazy" pisał o grotesce w dramatopisarstwie
Sławomira Mrożka, co pewnie nie pozostało bez
wpływu na dalsze jego literackie losy - jak zauważa.
Może również dlatego, by ukazać pełnię
człowieczeństwa, czyli ludzkie skrzydło
błahości i drugie - wzniosłości, powstał cykl
R O Z N A M I Ę T Y ( "poetycko- groteskowa pląsawica
erotyczna").
Trudziłem się ,,wielce" przy pierwszej lekturze ,,Roznamiętów".
Pisząc o nich, spróbuję przychylić się do ich klimatu
(może bardziej się przybliżę).
Już tytuły zaskakiwały mnie radośnie: jakiś MRUCZKOWŁOŚ,
MĘCZYWOŁEK, ŚMIERDZIAŁEK, DZIAMDZIALENIE
czy WKRĘCIOŁ, który: (Wkręcioł) żmudny,
nadpaskudny / chciał zasklepić złóż mych przepych.
Sama zresztą uwertura była nieoczekiwana:


Mochata jesteś.
A ty słuty.
Pastolać chciałbym ciebie.
Spróbuj.


Nie byłem pewien, czy dobrze się domyślałem podmiotu
lirycznego, czytając ,,Rozkrzyczałkę"...


Rozkrzyczałka wrzaskliwka
natknęła się na mego prawdziwka


Podobnie było z ,,powabkami":


Choć ma wiosen jeszcze mało,
ale mi się jej zachciało.
Na powabki jej mam chrapkę,
na półdupce, na mechatkę.


(Ani słowniki - a przewertowałem ich wiele - ani prof.
Google, nie dali mi odpowiedzi na pytanie o ,,mechatkę").
Po wstępnej i pobieżnej lekturze nie zawsze uderza się w
ton odwagi - mówienia o języku tych utworów. Wzbudza on
podejrzenie, że to język ewokujący magię z dawnych herbariów,
resetowanych wówczas przez inkwizytorów; że owe
CZARSZKARADY w brzmieniu:


Daj w gniazdeczko się wkokosić,
smoczym dymem się okadzić,
wężym jadem cię przyrosić,
w mateczniki, wilgne jary
poprzenikać, w nich pobrodzić,



są mefistofeliczną prowokacją; że to może zapis doznań
onirycznych albo wywiedziony został z grzesznej zgoła wyobraźni;
że sam grzech tu umocował na trwałe szatańskie czułki.
Dopiero po wsłuchaniu się w rytm i muzykę tych prawie pieśni,
przychodzi nagłą falą olśniewające przypuszczenie: zaiste,
dzieło to mogło wytrysnąć z podszeptów Złego pomiota, że
może ono dotykać nawet problemu samego - uczciwszy uszy
zacnego grona - samego... seksu. Agape satanas!!!
Podświadomość moja usilnie podpowiada jednak: To
znakomita prezentacja tzw. lubieżnych treści! Tyle w niej
słów nowych, obcych... ale jakoś i ze ,,swojskiej" kuchni,
jak wiersz PATELNIK:


Raz patelnik w czułej głębi
języczulkiem się zaplątał,
rozsmakował się nad miarę
i tak pławił się bez końca.
Posmak, pomlask, polizanki,
przy tym bezdech nazbyt długi
sprawił, że go zamroczyło
i zapomniał swej maczugi.
Nurzał się więc w słodkiej mazi
cały z nosem zatopiony,
słodził, stękał, jęzorazy
wciąż zadawał urzeczonej
tym obrotem spraw dziewczynie,
która czuła się jak w młynie:
wymieszana, kołowana,
obracana, pogłębiana,
podślamkana, rozcmokana.


Komputerowy słownik rzeczownik ten - domyślałem
się: w nominativus singularis - przetłumaczył ,,Patelnik"
na pustelnik; i bądź tu mądry. Czy o raka pustelnika, czy o
ascetycznego mędrca tu chodzi... Brnijmy jednak dalej:


Nie grzdyl się bez końca grzdylu,
w moich wątpiach się nie zagrząź,
jeszcze by mnie mogło tylu,
a tyś mi się wetknął w słabąć.
Jeszcze by mnie chciało wielu
w dziuplopytkę hej kopytkiem,
pędzigrotem w mastny welur,
pod łechteńkę błędziorylcem.
(,,Roznamięty")


I znów przystań - przed kryształkową ścianą komputera,
na wytłumaczenie słowa - chyba także rzeczownika, ale
tym razem ,,sfeminizowanego" - łechteńka. Spotkał mnie
zawód ponownie, gdyż z łechteńki na polski wyszły ,,chętki"
i halterki... choć domyślałem się sensu po przeczytaniu
zdania: w wilgnej perle Ewy...
Dość zabawie, dość dworowania sobie - a to z życzliwości,
z inspiracji samego Jubilata. Niechaj uwodzi sam język
tej poezji.
Bo ,,Roznamięty" to niepowtarzalne erotyki, wciąż
utrzymywane w kanonie poezji; zmysłowość i humor
w ,,jednym stoją domu". Zaś zakończenie tego cyklu pobrzmiewa
dalekim echem Mickiewiczowych ,,Dziadów" -
,,co to będzie...". Kalambury i neologizmy, próby konstruowania
osobistego metajęzyka, potwierdzają mistrzowską
czułość na polski język, na jego potęgę semantyczną; ,,wystarczyło"
słowa stosownie ułożyć, uporządkować, przetkać
wyjątkowymi neologizmami - bo to głównie nowe
zupełnie pojęcia. W efekcie wiemy, że to nie tylko ewokowanie
staropolskiej mowy gminu, ale szczególne przetworzenie,
tworzenie nowych znaczeń.
Siła tych wierszy to także utrzymanie stosownej granicy
- to erotyzm, który pogardza przaśną pornografią, ale który
równocześnie szydzi z naszych niekiedy purytańskich odruchów.
Było to świetnie zauważalne podczas inscenizacji
tych wierszy przez autora wraz z nieodżałowanym Wojciechem
Siemionem!
Może twórczości Grzegorza Walczaka nie da się traktować
ortodoksyjnie poważnie? Lecz koniecznym jest traktować
ją bezwzględnie uważnie! Czy autor ,,Roznamiętów"
tego chce czy raczej nie pragnie - takie pytanie może być
postawione. Choćby po to, by mu usiłować przeczyć. Już
przeczę: to pisarstwo pełne powagi, wystarczy zwrócić się
o ,,poradę" do Gogola, Haska...


V


To nie koniec rozważań. Równoprawną dziedziną tworzenia
Grzegorza Walczaka, bo trudno rzec, czy dominującą,
jest dramat. Dzięki Wydawnictwu Adam Marszałek
ukazał się także tom słuchowisk radiowych Jubilata ,,Nie
dzwońcie do mnie - umarłem" - w serii słuchowisk emitowanych
w Polskim Radiu (2011). To jedna z nielicznych
oficyn, która - w innym gronie byłoby to zaskoczeniem
- wydaje także poezję, w tym i autorów będących wciąż na
dorobku, czyli czekających i nieczekających na Nobla.
Słuchowiska Polskiego Radia pod redakcją Janusza
Kukuły są szczególną edytorską pozycją - są niepowtarzalne.
Ostatnio dla ,,Frazy" dane mi było omówić tom
słuchowisk Bogdana Loebla, podobnie satysfakcjonującą
lekturą są utwory Walczaka. Ma on wielkie szczęście,
podwójne szczęście: reżyserowali jego słuchowiska tak
znakomici reżyserzy jak: Henryk Rozen, Jan Warenicia,
Waldemar Modestowicz, Andrzej Zakrzewski, Sławomir
Pietrzykowski, oraz sam Mistrz gatunku Janusz Kukuła.
Po wtóre - reżyserzy ci angażowali najlepszych aktorów,
i nikt w to nie śmie wątpić. Dialogi tych słuchowisk kuszą
twórców niepowtarzalnego zawsze Teatru Wyobraźni
do ich głoszenia. Przytoczmy fragment - dialog z ,,Apage
Satanas":
MAKS
A przysięga Hipokratesa?
ROMUŚ
Pijawka, hiena.
DOKTOROWA
Bzdura! (do Doktora) No, powiedz, że bzdura!
DOKTOR
Dobrze, po co przyszliście? Chcecie pieniędzy?
MAKS
Bogactw nie magazynujemy. (odgłos otwierania butelki i
polewania do kieliszków) Jeżeli czasem zabieramy jakąś diamentową
broszkę, to tylko po to, by ją natychmiast oddać
biednemu. Niech ma. (śmieje się)
DOKTOROWA
Filantropi.
MAKS
(surowo) Jesteśmy strażnikami prawdziwej rewolucji.
O, gdyby rewolucjoniści nie zatrzymywali się w swym
pochodzie i po zwycięstwie nie rozglądali się bojaźliwie,
z której strony nadchodzi kontrrewolucja - Niestety. Największe
niebezpieczeństwo kontrrewolucji tkwi w nich
samych - w tych, którzy zwyciężyli i usiłują utrzymać
status quo zwycięstwa. Rewolucja powinna być permanentna,
by mogła być sprawiedliwa. Wysadzać z siodła należy
dotąd, dopóki istnieje siodło, a jeśli go zabraknie, należy
dzielić tym, co pozostało. Potem i tę resztę trzeba odebrać,
żeby ludzie sami doszli do zrozumienia nietrwałości i
umowności wszelkiego dobra materialnego. Jedyną wartością
jest nie ,,mieć", lecz ,,być" i ja was o tym przekonam.
DOKTOR
Stabilność, proszę pana, jest jednak konieczna, by człowiek
mógł mieć jakiś punkt odniesienia. Nie można wszystkiego
budować na ciągłej negacji.
MAKS
To jest priori koherentny system - ergo z jego immanentnych
atrybutów nie jest w stanie narodzić się żadna transcendencja!
ROMUŚ
Ładne, co?
Ot - Grzegorz Walczak! Członek Stowarzyszenia Pisarzy
Polskich i Międzynarodowego Instytutu Teatralnego ITI
oraz Polskiej Sekcji Stowarzyszenia Kultury Europejskiej
S.E.C. Laureat wielu literackich nagród, w tym właśnie za
,,Apage Satanas" (wyróżnienie w konkursie Teatru Ateneum 1988).
Słuchowisko i sztuka teatralna ,,Kaktus" przyniosły
Walczakowi trzy pierwsze nagrody - w Polsce i w Jugosławii.
  Autor wielu znanych piosenek, laureat Festiwalu
w Kołobrzegu - otrzymał ,,Złoty Pierścień" i nagrodę
Publiczności za tekst do piosenki przeboju ,,Wrzosy"(1969).
Jego piosenki wykonywane były na najbardziej znanych
festiwalach - w Sopocie i Opolu. Jego nazwisko znalazło
się również w Leksykonie Polskiej Muzyki Rozrywkowej.
Zajmuje się też przekładami poezji serbskiej i chorwackiej.
W 2012 r. opublikował krótką antologię poezji serbskiej w
swoim tłumaczeniu. Był recenzentem Miesięcznika ,,Teatr"
i autorem rubryki ,,Oko i ucho" w dwutygodniku kulturalnym
,,Sycyna" prowadzonym przez wybitnego prozaika
Wiesława Myśliwskiego. Występował w swoich autorskich
programach z Wojciechem Siemionem, obecnie z wybitnymi
aktorami: Olgierdem Łukaszewiczem, Henrykiem Talarem
i Mariuszem Banaszewskim. Występuje także w kabaretach
satyrycznych z Jackiem Fedorowiczem, Markiem
Majewskim i Tomkiem Szwedem oraz w programach poetycko-
muzycznych ze znaną na świecie multiinstrumentalistką
- Marią Pomianowską.
To cząstka listy dokonań artystycznych Grzegorza Walczaka.
Podczas kolejnego jubileuszu, w stulecie urodzin,
warto sporządzić listę szerszą! Z takim życzeniem, dzielonym
z Wieloma, a wierzę - Wszystkimi Czytelnikami


                                                                          -Jan Tulik

Wiadomości Literackie Kwiecień 2013