Irena Zielińska

Urodziła się 27 stycznia 1956 roku w Gorzowie Wlkp. Poetka i malarka. Oprócz wierszy uprawia także krótkie formy eseistyczne. Debiutowała w roku 1977, w miesięczniku „Odra” (Wrocław). Od 1983 r. uczestniczka Ogólnopolskich Interdyscyplinarnych Warsztatów Artystycznych RSTK w Lubniewicach i Garbiczu. Na tychże Warsztatach, laureatka konkursów, niejednokrotnie zdobywała w nich - pierwsze nagrody.

 Wydała cztery poetyckie książki: „Oceania Irenejska” (Gorzów 1998 RSTK ), „Naga rzeka” ( Gorzów 2003 WAG Arsenał ) „Naga rzeka” nominowana była do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego i w tym konkursie dostała nagrodę za najładniej wydaną książkę w województwie lubuskim. Trzecia książka to „Złota cisza poety” ( Gorzów 2008 WAG Arsenał ). Wszystkie trzy książki autorka sama ilustrowała. „Przyłapana na istnieniu”
to czwarta książka poetki wydana w Wydawnictwie Prolibris w Zielonej Górze, w 2011 roku. Opracowanie graficzne oraz projekt tej książki wykonała znana artystka – grafik Małgorzata Gurowska. Patronat medialny nad książką objęło czasopismo „Obieg”, działające przy Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie.

Książka jest pokłosiem artystycznych, niekonwencjonalnych działań poetki, czego dowodem jest fakt, iż w 2008 roku, znany w kraju - artysta multimedialny Piotr Wysocki - nakręcił film z udziałem Ireny. Ten swoisty dokument wizualno-poetycki zatytułowany „Zbliżenie” przyniósł artyście wiele prestiżowych nagród, w tym:
Główną Nagrodę w V Edycji Konkursu „Samsung Art. Master”, konkursu zorganizowanego przez Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Również
za m.in. ów film artysta otrzymał nominację do Paszportu Polityki.

Jej wiersze prezentowano także wielokrotnie w programach radiowych i telewizyjnych. Drukowała je w prasie ogólnopolskiej ale na stałe współpracuje z prasą lokalną
( „Kurier Międzyrzecki” ) i gorzowskim czasopismem literackim „Pegaz Lubuski”.
Od 2003 roku należy do Związku Literatów Polskich. Mieszka w Międzyrzeczu.

 Irena Zielińska pisze również teksty do piosenek. Muzykę do tych tekstów tworzy znany w kraju kompozytor Pan Andrzej Zarycki, który współpracuje z Piwnicą  
pod Baranami i stworzył muzykę do utworów, które ongiś śpiewała Ewa Demarczyk. Wykonawczynią piosenek do których teksty napisała Irena Zielińska jest znana mezzosopranistka Pani Anna Maria Adamiak, koncertująca w kraju i zagranicą.

 

Więc nie odchodzę

Odchodzę jasna jak poranek
Odchodzę ciemna - w pyłek gwiezdny
Kieruję sieć pytań – do zdarzeń
Słyszę milczące odpowiedzi

I tak przebiegam lot istnienia
Wsłuchana w ptaków tajemnice
Dlaczego one nie odchodzą?
Bo tylko one chcą mnie słyszeć

Więc nie odchodzę
Kiedy trzeba
Więc nie odchodzę
Kiedy można
Różową stopą
Trącam niebo
I targam wiatr
Jak włosy ognia

Choć w życiu świt jak wieczór gaśnie
To wiatropylne okiennice
Otwieram wciąż na ptaków taniec
I na śpiewniejsze życie

I nie odchodzę
Kiedy śpiewam
I pieśnią płonę
Choć noc mroźna
Różową stopą
Trącam niebo
I targam wiatr
Jak włosy ognia

Więc nie odchodzę
Kiedy trzeba
Więc nie odchodzę
Kiedy można
Różową stopą
Trącam niebo
I targam wiatr
Jak włosy ognia

Słowa: Irena Zielińska
Muzyka: Pan Andrzej Zarycki

 

Wariacja na eschatologiczny temat
                  
Nareszcie, nie boję się umierania, moja twarz spokojna,
to śmieszne, leżę na katafalku, z rękoma skrzyżowanymi
na piersiach, jak średniowieczny rycerz,
w kościele zimno, ostatni raz pociągają za sznurek
i w ołtarzu, jak w teatrze,
zmienia się obraz płaczącej Madonny,  pochylona nade mną
uśmiecha się,
w kolorowych chustach narzuconych na rozczochrane głowy
baby śpiewają ostatni hit  Johna Lennona, z zadymionego nieba mży
zeszłorocznym śniegiem, w kościele zimno jak diabli,
okazuje się, że zamiast sufitu
pijani dekarze wywiercili otwór,
którym, czym prędzej chciałabym uciec
ale
zęboostre, naczupirzone babsztyle zatrzymują mnie,
słychać ich wycie,
do wtóru organiście nieziemsko fałszują,
od spodu Lennon zwija się ze złości
ceremonia trwa...
wreszcie cichną
podchodzą do księdza, kładzie im na język
placek komunijny, przedtem wydziera z nich najskrytsze
tajemnice,  całują jego ręce
w kościele zimno
nagle szast prast, dziura rozszerza się,
och jakie to śmieszne, że baby tą dziurą
zwiewają
kuśtykają przez szeleszczące
zaspy chmur
ja też...
przez emalię płonącej skorupy nieba
odpryskuję w kosmos……

Irena Zielińska

 

Ballada o Świętym Żebraku

Żył na ulicy żebrak święty
Na bruku skomlał twarzą niemą
Rzucali grosz w kapelusz zmięty
I odchodzili w przestrzeń ciemną

I byli bardzo obojętni
I byli bardzo obojętni

Łukiem mijali jego duszę
Szerokim kołem - jego nędzę
Choć za grosz - sztywnym swym kikutem
Wyrywał z serca katarynkę

A oni byli obojętni
A oni byli obojętni

Strzelał w Niebiosa czarną ręką
Aż błękitniały z drewna palce
Wygrywał nimi pieśń zbyt ciemną
Wygrywał protetyczne walce

A oni byli obojętni
A oni byli obojętni

Aż bruk oniemiał na ulicy
Gdy w rytm trafiły jego palce
I  los jak woal dumnej baletnicy
Wplątał się w pieśń szalonym walcem
 
A oni byli obojętni
A oni byli obojętni

On los nakręcał korbką nędzy
Napinał sprężynowe palce
Wsparty o wiotkie ściany biedy
Rozrywał pieśń woalu tańcem

A oni byli obojętni
A oni byli obojętni


Ale gdy Bóg żebraka wybrał
I nazwał tu Jedynym Świętym
On nadal prosi  o Muzykę
I siedzi w kabłąk wciąż wygięty


I  Bóg Muzykę piękną pisze
Anieli stroją instrumenty
A oni siedzą na ulicy
A oni nadal obojętni

Irena Zielińska

 

Pąk Nadziei

Z jasnego słońca – jasny dzień
Rodzi się świtem jasnym
Jak pąk pośród słonecznych drzew
Co czyni zieleń wiosny

I z każdej nuty spływa śpiew
Jak w rzece nurt nadziei
Że wszystko co wydarza się
Na lepsze można zmienić

Bo tylko jasny dzień
I słońca splot
Nie strąca nas
W życia kretowisko
I łączy nuty w słońca śpiew
I  płonie w słońcu śpiew
I wszystko
I wszystko

Z ciemnego mroku – ciemna noc
Rodzi się, zanim zasnę
Lecz ja jak pąk słonecznych drzew
Ze słońca czynię gwiazdę

I z każdej gwiazdy spływa śpiew
Choć w nocy nurt ciemności
To ja pąk dnia jasnego śnię
I zdarzam się w jasności

Bo tylko jasny dzień
I słońca splot
Nie strąca nas
W życia kretowisko
I łączy nuty w słońca śpiew
I  płonie w słońcu śpiew
I wszystko
I wszystko

Bo w jasnych nutach śpiewa dzień
I spełnia się wiele marzeń
Musimy tylko bardzo chcieć
Słonecznie się wydarzyć

Choć raz musimy bardzo chcieć
słonecznie się wydarzyć

Bo tylko jasny dzień
I słońca splot
Nie strąca nas
W życia kretowisko
I łączy nuty w słońca śpiew
I płonie w słońcu śpiew
I wszystko
I wszystko

Irena Zielińska

 

Modlitwa do Zielonego Boga

A jeśli nawet jestem sama
Mądrością serce moje grzej
Bym była jak zielony kamyk
Piękną nadzieją aż po kres

A jeśli nawet jestem z ludźmi
Oceniam, sądzę, myślę, wiem
To pozwól mi ich tylko budzić
Bym była jak zielony śpiew

Refren:
O Panie, o zielonych oczach
Przez ostre krzewy prowadź mnie
Lecz cierniem
Nie każ mi być
W sercach ludzkich
Bo w sercach ludzkich
Jest za dużo łez
O Panie, pozwól mi być
Jedną nutką
I śpiewem wszystkich naraz serc
Bym żyła pięknie
Chociaż krótko
Ty Panie, Wszystko
O mnie wiesz

A jeśli Panie – jestem taka
Mam w sercu krzewy zamiast łez
To pozwól na zielono płakać
Ludziom i nutom w krzewach serc

Refren:
O Panie, o zielonych oczach
Przez serca krzewy prowadź mnie
I śpiewem
Nakaż mi żyć
W sercach ludzkich
Bo w sercach ludzkich
Jest zielony śpiew
Więc przykaż Panie być mi
Śpiewną nutką
I krzewem śpiewu wszystkich serc
Bym żyła pięknie
Chociaż krótko
Ty Panie, o mnie
Wszystko wiesz


Słowa: Irena Zielińska
Muzyka: Pan Andrzej Zarycki



Przeznaczenie

Człowiek rodzi się, idzie w słońce, w lawinę barw
Powraca z cieniem śmierci na płonącym czole
Idzie człowiek w noc jak w podziemne nieba
Powraca z ostrym ziarnkiem snu
pod spalonymi powiekami
Idzie człowiek w bolesne oddalenie jak w zieleń
Powraca kroplą miłości na poranionych ustach
bezszelestnej pieśni

W ciszy uwierzyłam, że człowiek umierając,
mocno dojrzewa do prawdy,
w której jest wieczny szum rzeki,
jest wieczne uderzenie wątłego liścia o liść
i wieczny błękit
ogromniejący jak cień ptaka na niebie

Idzie człowiek
tam,
gdzie jest Oczekiwanie
na Płomień Piękna
co ocala….



A LUDZIE…

Natchnione dysputy o życiu i o śmierci
prowadzą
nawet nieśmiertelni
Rozprawiają z rękoma rozchwianymi
ponad Niebem
ponad Słońcem
Mówią o miłości
o nienawiści
i o człowieku zagubionym
na rozdartej ziemi

I ja też….
garbatą drogą idąc - krzyczę
w milczeniu
I wtedy kamienieje Słońce
i ropieją – spadające gwiazdy

A ludzie
patrzą na mnie
z leciutkim zdziwieniem….



Nie pytaj komu bije dzwon...

Myślę, że Prawdomówna Poezja składa się z pytań
oczekujących
na mądre odpowiedzi
       Moje Irenejskie Aforyzmy



Moje pytania straciły dawną okrągłość, poruszam się po liniach innej gramatyki, innej ortografii,
zegar pamięci spóźnia się, czasem przystaje, tymczasem pośpiech,
ten pijany fryzjer nie omija nikogo, tylko obcina łyse głowy,
jestem po chemioterapii myśli na morzu krzywo-falistym
liter i znaków przestankowych,
jak po badaniu eeg
wiersza
Kiedyś bezpiecznie, do obramowania źrenic moje okręty metafor dopływały,
poznałam wszystkich marynarzy jak sztorm pod własną, różową spódnicą,
w porcie, w tawernie tańczyłam z nimi kankana,
lub rumbę, sambę, nie pamiętam już, zegar się spóźnia, czas siwieje, samo życie
jest jak firanka poszarpana, brudna mgła na niedomkniętej okiennicy, moje pytania utraciły ostrość
Nie pytam; skąd i dokąd, nie pytam o wielkie nic i o ogromne coś
nie pytam, nie tańczę, nie podrywam marynarzy
bo przecież krzywe, artretyzmem zżarte
mam kolana,
czas zeskakuje z kolan, łasi się jak
wyliniały kot, żywcem wycięty z elementarza, bawię się kotem, czas to kot,
ala ma kota, kot ma alę,
ja mam kota,
wysterylizowanego na własny użytek,
głaszczę kota pod włos, iskry z ogona się sypią

Moje pytania straciły ostrożność
znaków zapytań,
poruszam się po cienkich liniach,
czas na okrętach wierszy uwięziony
nie tańczy, już nie tańczy
i marynarze owinięci w brudne mgły są jak
w klepsydrze morski wiatr
i piasek martwy

Nie pytaj komu bije dzwon....



Stoję w pułapce szklanej czasu

Stoję w pułapce szklanej czasu,
który się we mnie dokonał
twarzą odwrócona
do kamery
jej oko wrzaskliwe
Mrok zapada
Jestem anonimowa
taka jedna pani
z suknią rozdartą

Właśnie, przed chwilą
zaszło Słońce.....