Izabela Kinga Bukato

  Izabela Kinga Bukato- urodziłam się w 1969 roku w Warszawie. Jestem
zwyczajną kobietą,  wykształcenie średnie ekonomiczne, mam dwoje dzieci.

Moje dzieciństwo nie należało do najszczęśliwszych a małżeństwo rodziców zakończyło się rozwodem. Pragnęłam, by moje dorosłe życie było inne, marzeniem moim było stworzenie normalnej, kochającej się rodziny, by moje dzieci miały wszystko to za czym ja tak tęskniłam, ale zostało to tylko marzeniem. Najważniejsze w życiu są dla mnie uczucia, może dlatego tak ciężko jest mi czasem odnaleźć się w dzisiejszym materialnym i interesownym świecie. Pisanie jest dla mnie sposobem na przetrwanie największej nawet życiowej zawieruchy, na rozładowanie emocji, wyrzucenie z siebie kłębiących się myśli. Jest możliwością uchwycenia wyjątkowej chwili, wygadaniem się, odzwierciedleniem marzeń, czy też stanu ducha. Uważam, że jest Ono nawet jakimś rodzajem terapii pomagającej zajrzeć w głąb siebie, by odnaleźć spokój i ukojenie. Przygodę z pisaniem rozpoczęłam jako nastolatka, zawsze lubiłam poezję, a w czasie młodzieńczych zawirowań uczuć powstało kilka pierwszych moich rymowanek.
Długo pisałam do tak zwanej szuflady, potem zdopingowana przez dzieci i znajomych zaczęłam publikować swoje prace na jednym z portali poetyckich. Moje wiersze spodobały się a koledzy z portalu zaczęli mnie namawiać do wydania tomiku,
ale brakowało mi wiary i odwagi by spróbować. Dopiero kiedy stan zdrowia mojej mamy, po ciężkiej walce z chorobą zaczął się pogarszać, pomyślałam, że jeśli mam to zrobić
to właśnie teraz, by zadedykować go mamie. Zebrałam zatem swoje wiersze i wysłałam do wydawnictwa. Tomik wierszy „Bez znieczulenia” wydany został przez Wydawnictwo Miniatura pod koniec września 2012 roku.
 
 Błogość chwili
 
Otulona ciepło twoich ramion szalem
pośród krain sennych rozsypuję troski
bezpieczeństwa słodycz drzemie w mięśni skale
Noc mnie dziś nie zamknie w labiryncie grząskim

Pod powieki chwytam najskrytsze marzenia
By błyszczały w myślach jak Rosa poranka
Niechaj rozkwitają w miłości promieniach
Niech się rozsiewają w duszy zakamarkach

Deszcz grając na szybach nuci kołysankę
odmierzając spokój dając błogie chwile
poświata księżyca uwodzi firankę
Serce rytm złapało w ukojenie płynie

Tak niewiele przecież nam czasem potrzeba
Aby poczuć magię I szybować w gwiazdach
To co nazywane małym skrawkiem nieba
W czułości twych objęć właśnie odnalazłam
 
 
 
 
 Lekka  Łuna


może się rozpłynę niczym mgła poranna
Tak jak sen gdy rankiem otwierasz swe oczy
Strofa moja więcej nie powstanie żadna
Kiedy tomik życia zamknie się zakończy
może cieniem drzewa postać swą ułożę
zaszeleszczę liśćmi cichutkim wyznaniem
różu lekką łuną o wieczornej porze
powrócę jak fala wspomnień kołysaniem
A może zatańczę and łąką lub lasem
W kroplach rosy ujrzysz uśmiechu odbicie
czułą nutą wiatru zaśpiewam ci czasem
małą białą chmurką przemknę Po błękicie
może ciepłym deszczem na szybie wystukam
słowa które jeszcze chciałam wypowiedzieć
odgłosem dzięcioła w ciszy cię odszukam
I chwilę zatrzymam w wielkim życia pędzie
W filiżance kawy może mnie poczujesz
Aromatem uczuć lub smakiem słodyczy
zadrży łza wzruszenia I w sercu zakłuje
zaciśniętym gardłem kocham cię uchwycisz
 
 
Burza
 
nadciąga burza gniewnie zawodzi
Fali goryczy niesie ogniwa
żal ratunkowe zatopił łodzie
Z drzew zieleń liści wiatr wściekle zrywa

Fleszem piorunów rozdarte niebo
I do tyrady grzmotów drży ziemia
choć tak niewinnie się to zaczęło
Teraz za późno na słowo przebacz

Ostrzem języka jeszcze ugodzi
Zanim w oddali powoli zniknie
Zostawi piętno wielkiej powodzi
ból w sercu w oczach obraz Po bitwie


 
 
 
Czy zdołam
 
wracać Po szczęścia stracone chwile
Gdy sen w objęciach drzemał miłości
znów w dłonie łapać barwne motyle
mgiełkę radości wśród duszy gościć

ciepłe schronienie znaleźć dla wspomnień
podlać uczucia niech rozkwitają
W oczach zatrzymać magiczny płomień
słuchać jak koncert marzenia grają

Z nadziei czary wypijać duszkiem
Do ptaków skrzydeł pożyczyć parę
I karmić serce każdym okruszkiem
Polerowanej do blasku wiary

choć w jasną przyszłość daleka droga
Najskrytszych pragnień oddychać mocą
Czasem przysiadać na gwiezdnych progach
zmieniać kierunek gdy myśli błądzą

przeszłość zasłonić kotarą cienia
prawdę przyodziać Bo marznie goła
życie wykąpać w słońca promieniach
chciałabym bardzo ale czy zdołam
 
 
Tęsknota


Zmrok zapada ciebie nie ma
Jak mam w to uwierzyć
Zapach perfum się unosi
wciąż z twojej odzieży
barwę głosu ciągle słyszę
wypatruję w oknie
Wszak nie wzięłaś parasolki
przeziębisz się zmokniesz
Wtem ujrzałam cię w niebiosach
wokół łąka w kwiatach
U nas jesień mży nostalgią
A tam środek lata
słońce pieści twarz kochaną
Spracowane ręce
Tak chcę ciebie zapamiętać
wzruszyło się serce
Wiem że kiedyś się spotkamy
uściskamy znowu
Oprowadzisz mnie wśród tęczy
Rajskiego ogrodu
Lecz tak bardzo teraz tęsknie
łykając łzy rzekłam
- będę ciebie wyglądała
Nie spiesz się... Poczekam