Izabela Woś

Nie skończyłam literoznastwa ani poezjoznastwa, piszę bo tak mam. Taką potrzebę wyrażania tego co mnie porusza i osacza czytaj otacza. Pisanie traktuję jak gotowanie, piszę, próbuję poprawiam - doprawiam.
Nie wydałam, ale wydrukowalam dwa tomiki: "gladiator w różowej sukience" i "i inne przypadki". Prowadzę bloga pod adresem: www.bellagrek.blog.onet.pl

 

*Pieprzę*

Osolę to jałowe życie,
Pieprzu nie pożałuję.
Czarny, biały, zielony i  kolorowy.
Ogrzeję imbirem, goździkami  ciało.
Dla pikanterii dodam papryki szczyptę.
Rozmarzonego rozmarynu,
do ognia dorzucę.
Odrobinę oregano, bazylii i tymianku
Dla włoskiego aromatu.
Curry i kurkumy czy rzymskiego kminu
dla orientalnego urozmaicenia smaku.
Tradycyjnych liści i angielskiego
  aromatu laurowego ziela.
Jałowcem uspokoję dziczyznę.
Lubczykiem ukoję rosół.
Przyprawię Ci życie.

*
*

*Bywają słowa.*

 Słowa są jak różowe lalki i pysie
I klocki, piłki czy pluszowe misie.
Bawić można się nimi
Podrzucać,  igrać i udawać.


Słowa jak noże, sztylety czy maczety
I strzały, ostre groty i pistolety
Bawić można się nimi
Ranić, podcinać i zabijać.


Słowa jak jedwab satyna,
I puchowe poduszki czy dobre wróżki,
Bawić można się nimi
Okrywać,  pocieszać i przymilać.


Słowa jak zabawki można używać
Raz dobrze czasem gorzej
Bawić można się nimi
Wybierać,  przebierać i przymierzać.


Jednego małego wysiłku potrzebują
Myślenia bo konsekwentnie dużo kosztują.




***

Krwiste wieczory
Mgliste poranki
I zabrudzone szklanki
Garść pastylek z rana
I gorąca kawa
Pędem, biegiem
Przecież nie zdążę
Zrealizować moich dążeń
Czas umyka
Już osiemnasta
Oddech w spaliny
Mi wrasta
Znowu porażka
Nie zdążyłam
Nie zrobiłam
Życie mi uciekło
Jak i kiedy przez palce przeciekło.



*
*

*Prawda*

*Największym kłamstwem*
*ludzkości stała się prawda.*
*Czasem prawda bywa Twoja,*
*czasem prawda bywa moja.*
*Tymczasem ona,*
* prawda jest niczyja,*
*A jeśli niczyja, *
*to przecież żadna.*
*Bo żadne z nas nie tyka absolutu.*

*
*

*Stres*

Myśli skręcone jak lina
Wokół twej szyi
Zaciskają się niczym pępowina


Twarz nabiera bladości
Ostatnie nerwy
Jak filetowane rybie mdłości

Ostatnie obrazy migają
twego życia kadry
jak gwiazdy krwawe drgają


Bezwładnie zwisają ręce i nogi
Udało się
To wreszcie koniec twej drogi.



*Polityka*

Pozoranci.
Idą pozorną drogą
Pozornie się wspierając
Omijają pozorne kamienie
Toczą pozorne dyskusje
Pozorne uśmiechy sączą
Przemierzają pozorne skrzyżowania
Pozorny sen ich otacza
Jak pozorny ranek budzi
I pozornie pozują życie.




*Moja czerń*

Zapadam się w puszystą
Z aksamitu poduszkę.


Zanurzam się w głębię beznadziejności.
Nurkując po rafach ciemności.


Dryfuję w satynowej koszulce
Zastygło mi serce w jednym oddechu.


Czarne perły zaciskam w dłoni
Cisza absolutnego bezmiaru wokół.


  W pełnym mroku.



*Przekora*

Myśli w chwili zalane falą gorąca
I nagle pochłania Cię dzika żądza


Umysł skradziony codzienności
Sen wyobraźni dziś w niej gości


Namiętność staje się opętaniem
A ogarnia swym pożądaniem


Chęć posiadania jest tak wielka
Aż drży Ci Kochanie ręka


Koniec tej bajki, wracaj do życia
I z zimnego korzystaj prysznica...