Jan Strządała

Jan STRZĄDAŁA ur. 1945 w Wiśle; poeta, eseista, prozaik, działacz kulturalny. Po przerwanych studiach na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Łodzi (1961-67) podjął twórczość literacką, utrzymując się
z pracy zarobkowej w różnych zawodach. Członek założyciel Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w 1989 r., od 1993-2013 prezes Oddziału Katowickiego SPP,
od 1996 członek Zarządu Głównego SPP, 1999-2002  wiceprezes ZG Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w Warszawie.

 Legitymacja członkowska Polish American Poets Academy

 

 

 

 

 

1. Autor publikacji książkowych:

 

-          Przegrany semestr,(pseud. Jan Strehl),PAX, Warszawa, 1969.

-          Słoneczna noc,  Czytelnik, Warszawa, 1983.

-          Trudna galaktyka, Czytelnik, Warszawa, 1988.

-          Szept igły w otwartej żyle, Wyd. SPP, Katowice, 1993.

-          Pochylone niebo, Wyd. Latona, Warszawa, 1994.

-          Nieobecna noc, Wyd.Baran & Suszczyński, Kraków, 1997

-          Naga sukienka, Wyd.  Baran & Suszczyński , Kraków, 2001

-          Tajemnica, Wyd.Miniatura, Kraków, 2003

-          Światło i ciało , Wyd.  Miniatura, Kraków, 2004

-          Noc co noc, Wyd. Miniatura, Kraków, 2005

-          Młode słowa, Wyd. Miniatura, Kraków 2007

-          Delikatne miejsce ,Wyd. unibook 2009

-          CIEMNOOKA,(powieść, pseudonim Dawid Glen) 2010

-          Wiersze, Wyd. Biblioteka Śląska, 2012

 

2. Publikacje w edycjach zbiorowych:

 

-    Jaszczurowy laur, Kraków, 1980.

-     I Gliwickie Konfrontacje Literackie, 1981.

-     Łódzka Wiosna Poetów, Warszawa ,1985.

-     Antologia liryki polskiej..., Wrocław, 1992.

-     III Gliwickie Konfrontacje Literackie, Gliwice, 1995.

-     4 Meeting Internationale Di Poeti Ed Artisti Europei

-     ASS.d’Europa “P.TOMAŻIC” Treviso, 1993, Italia

-     Różnorodność Inspiracji Kulturowych w Literaturze,Wyd. SPP,  Katowice, 1995.

-     Geny, Wyd. SPP,  Katowice 1999.

-     Krynickie Jesienie Literackie. Poezje Eseje Głosy I.W.Maximum Kraków2007

-     Ok.70 publikacji rozproszonych (wiersze, eseje),  w kilkunastu czasopismach społeczno-kulturalnych, literackich i artystycznych, oraz w Polskim Radiu i TVP.

 

Ponadto publikacje  w czasopismach oraz prezentacje w Polskim Radiu i TVP; tłumaczenia wierszy na języki:  rosyjski, niemiecki, czeski, angielski, włoski i esperanto. Przyczynił się  do rozwoju życia kulturalnego na Śląsku, m.in. jako współtwórca i kierownik Gliwickiej Grupy Literackiej(1978-1985), organizator turnieju Noc Poetów(1978-1985),  organizator I Gliwickich Konfrontacji Literackich (1981), wiceprezes Klubu Niezależnych Stowarzyszeń Twórczych w Katowicach (1992-1995), pomysłodawca i organizator Literackiej Nagrody „Solidarności” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego (od 1993 – 12 edycji), współzałożyciel i prezes Klubu Związków Twórczych w Gliwicach (1995), organizator Międzynarodowej Konferencji Literackiej „Dialog w Środku Europy” (1999-2002), organizator spotkania pisarzy polskich i niemieckich w Konsulacie Polskim w Kolonii (2002), założyciel Konwentu Prezesów Niezależnych Związków i Stowarzyszeń Twórczych w Katowicach (1999).Organizator „Akcji Literackiej”(2009-2012).

 

Nagrodzony przez:

 

  • Prezydenta Gliwic (1996 i 2005).
  • Przewodniczącego Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność” (1998),
  • Złotym Krzyżem Zasługi przez Prezydenta RP 2005 r.,
  • Medalem Gloria Artis  przez Ministra Kultury, za zasługi dla kultury polskiej 2011 r.

 

 

Jan Strządała

 

                              Słońce do rąk

 

Gdzie mógłbym patrząc nad dachami

Trącić o wieżę w koronie

 

Gdzie bym usłyszał dźwięk trąbki

Jak niesie się przez ulice

 

I tak w tym zasłuchany

 

Gdzie bym pamiętał  kaczeńce

Żółte i jeszcze ciepłe słońcem

 

Gdzie bym w tramwaju przystanku zapomniał

I czego bym szukał w innym mieście

 

Ulica przy ulicy blisko

I ludzie jacyś tacy milsi

 

A przecież tak mało znam

I tylko kilka dnia w pamięci

 

O mieście

Gdzie zawsze chciałbym wrócić

Smutny, czy uśmiechnięty

 

Ktoś powie, że przesada

Ktoś się uśmiechnie z przekąsem

 

A ja mu rzucę prosto do rąk

Krakowskie słońce.

 

 

Jan Strządała

 

Posyp moje wiersze słońcem

 

Ty który odrywasz słońce

od horyzontu

i zatapiasz je w oceanie nocy

rozrzuć gwiazdy

wzdłuż mojej drogi

żebym nie zgubił w ciemności

tych znaków jasnych

kartek białych

nie zapisanych słów

wierszy złotych

jak liście

wirujące nad przepaścią

zatrzymaj moje pióro

w porę

żebym nie napisał

złego słowa.

 

Jan Strządała

 

 Moja Ziemia

 

Ten kawałek ziemi był mój

zaklinałem jego granice

codziennie

aż poczułem że już nie pamięta

swojej księgi

puste pole

miedza aż po horyzont

 

trochę w prawo

krzyż wielkanocny

tam biegłem codziennie

 

wymodliłem ten kawałek świata

kiedy wschodziło słońce

czerwienił się

otwierał dla mnie każdą bruzdę

płoszył ptaki

które wracały zdziwione

 

inni uprawiali moją ziemię

ja ją tylko oswajałem

kochałem jej drzewa

byłem z nią kiedy

ją orali

bosą stopą dotykałem trawy

słuchałem jej szelestu

widziałem jak płakała

deszczem

 

zimno

śnieg zasypiał w jej ramionach

budziłem go

każdego dnia byłem bliżej

 

ciepłe słońce odsłoniło bruzdy

jasny dzień

biegłem

w jej powietrzu

miedza kończyła się niebie.

Gliwice,  piątek, 17 września 1999

 

Jan Strządała

 

 

                       W ciemności

 

Otwierałem  każdą  kartkę

po kilka razy

codziennie

oddzielałem jej ciało

od słowa

zamykałem je na chwilę

w ciemności liter

 

Przyjmowała to z pokorą

milczała

 

litery układały się w klucze

jak posłuszne ptaki

odlatywały

jesienne

słowa jak dym

 

szybki oddech

i jej nagie ciało

 

dreszcz

liter

 

w porzuconych  książkach

 

pusta kartka

 

codziennie

między ustami

ciemność słów.

                                                      Gliwice, 29 marca 2000 r.

 

 

 

Jan Strządała                                                                         Janowi Pawłowi II

 

Wiatr

 

Ten wiatr

który niesie od gór

zapach  zielonych skał

kawałki nieba

motyle

słońca błyski

 

Ten wiatr

dotykał igliwia i liści

 

niesie namiętny zapach ziół

 

i wszystkie kolory ma

zamknięte w dłoni

 

ten wiatr płonie

przez trawy i lasy

lustra stawów marszczy

 

goni powietrze

przeźroczysty jak prawda

wtopiona w jego ciało

 

Ten wiatr

oplata moje ciało

zapisuje je w sobie

i uczy

gór

nieba i lasów

 

żebym nie zapomniał

toczącego się słońca

po rozśpiewanych kamieniach

spadającego strumienia

 

Ten wiatr oddycha

za mnie

wierszem.

 

                                   Gliwice, 15 listopada 2005 r.

 

 

                         Świerk pośród świerków 

 

Kiedy wszedłem w  ten ogród

w którym byłeś sam wśród swojej modlitwy

świerk pośród świerków

Kiedy wszedłem sam

właśnie cisza ułożyła się w gałęziach

i wypełniła śpiewem puste miejsca w powietrzu

 

Widziałem ptaki które przelatywały do raju

przez niewidzialne przełęcze i powracały

pełne śpiewu

 

Wspinałem się wśród drzew

i prowadziły mnie po Twoich śladach

ich delikatne ręce

 

Wtedy poczułem że jestem w Tobie

pomiędzy Twoimi słowami

w ciszy wiecznej

wypełniam swoją modlitwę

jak drzewo jak ptak jak cisza.

                                                            Gliwice        10 Stycznia 1996

 

 

 

                         Mały chłopczyk

 

Położyłem się w trawie

zmęczony

dzień położył się obok mnie

wiatr przyniósł żywy zapach

kwiatów

a słońce otworzyło moje oczy na chmury kolorowe

trawa była taka zielona

jak niebieskie niebo

a droga przecinająca trawę

była jak usta

otwierała tajemnicę łąki

kiedy jej dotykałem

koleiny były miękkie

i gorące od słońca

widziałem ślady  drobnych stóp

na końcu drogi

mały chłopczyk uciekał do domu

dzień potoczył się za horyzont.

                                                                                                        4 Lutego 1996

 

    Pachnąca dziewczyna    

 

W gorącym lesie porannym

na stoku pańskiej góry

ze szczytu której widać

Kalwarię Zebrzydowską

dziewczyna bosa w słońcu

zbiera jagody

Pięknieje od niej łąka

i dęby i brzozy

Granatowe jej oczy i usta

ciepłe i jasne jej włosy

 

Pachnąca jeszcze mlekiem

gorąca jeszcze od snu

śpiewa

i śpiew ten budzi

gałązki pełne rosy. 

 

                                 Wysoka –Witanowice, 21 września 1997

 

 

Jan Strządała

 

 

  Zamknięte okno

 

Moje okno

zastanawia się czy nie wyskoczyć

oświetlone z dwóch stron

trzyma się muru

jak światła

 

Moje okno jest ślepe

nawet noc

nie daje mu ukojenia

chce go otworzyć

ale jest ciemno

więc tylko puka w mur

 

Na moim oknie śpią ptaki

kiedy się budzą zaglądają mu w serce

tylko one wiedzą

dlaczego jeszcze nie wyskoczyło

na wszelki wypadek

uczą je latania

 

Moje okno otworzy się tylko raz

i zamknie ten wiersz.

                                                                      Gliwice 21.05.2001 r.

 

 

Jan Strządała

 

Leszczyna śpiewa

 

W moim ogrodzie

leszczyna śpiewa

szpaki tylko kiwają główkami

Grusza mruczy

kot przyszedł z nieba

i

przymarł na gałęzi

 

W moim ogrodzie

słońce przepycha liście

do nieba

trawy chwieją się  i plączą

z  poziomkami

a młoda jarzębina

czeka na korale w pokrzywach

 

bukszpan z melisą

dziki bez z porzeczką

splątane w powojach

nasłuchują wilgi

co przed świtem otwiera

złotą bramę raju

 

W moim ogrodzie zakochana Ewa

zbudzona ze snu

przebiegła jak motyl

obok

zakazanego drzewa

jeszcze w zachwycie słucha leszczyny

jak dziecko

bo On

jeszcze w niej śpiewa

choć noc całą

szli Drogą Mleczną

otuleni w słowa

tylko

rozrzucali  gwiazdy

rozśpiewali ciemność

i niebo to widziało

i tylko przymrużyło oczy

 

Zdziwione jabłko potoczyło się

w środek następnej nocy.

 

                                                             Gliwice, 3 czerwca 2001

 

Jan Strządała

 

                        Zielonozłote

 

Kiedy znów staję

naprzeciw tej góry

na brzegu złocistym

co skarpą do rzeki spada

ostrą

jak rozbity  kryształ

 

słyszę z dzieciństwa

śpiew matki

co odbija się echem od świerków

i łagodzi złocieńców

powietrze słoneczne

tajemne

pełne dobrych słów

 

i dzbanek jagód pachnący

pełen szeptów góry

i matki oczy

zapatrzone spokojne jak niebo

zielonozłote

 

Miłość mi  opowiada

u stóp tej góry

rozrzucone słowa.

 

Gliwice 10 czerwca 2001

 

 Jan Strządała

 

                   Kotka

 

Milczałem tak długo

dotknąłem czerni

 

była gorąca i miękka

 

powiedziałem

cicho

i cisza wypełniła ją szczelnie

 

mruczała jasna szorstkość

w jej ciele

 

otarła się o stopy

i poczułem płomień

 

opuszkami palców zapalaliśmy gwiazdy

odrywały się z czarnego nieba

jak słowa

i spadały na nasze ciała

przez okno w suficie

 

wybiłem je w poprzek nocy

tego dnia

kiedy nie wróciłaś do rana.

 

                                                     Gliwice 1września 2000

 

 

                    Przez niebieskie okno

                                                   

Spala się powietrze

jego niebieskie blizny jak okna

za którymi

całe łany  kołyszące się w jaskrawym słońcu

 

czarny las podchodzi do gardła

jastrząb krąży  wśród gorących piersi chmur

spala się dzień

 

jego złote palce oplatają kamień na kamieniu

wśród pachnących pokrzyw

niebo jest blisko ust

 

wchodzę przez niebieskie okno

prosto w twoje ramiona

powietrze pali się w moim sercu

niebo jest w moich dłoniach.

                                                                                               Styczeń 1996

 

 

Pobiegnijmy do lasu

 

Przechodzenie przez puste pole

jest dotykaniem jego duszy

przywoływaniem znaków

jest namawianiem jego serca

do bicia

Jest pokornym mierzeniem czasu

od miedzy do miedzy

 

Przechodzenie ziemi

jest dotykaniem nieba bosą stopą

Zaklinaniem przestrzeni

tęsknotą za nieskończonością

 

Pobiegnijmy do lasu przez łąkę

żeby nie być tak daleko

żeby poczuć bicie serca.

                                                                                                12 Kwietnia 1996

 

 

Leśny motyl   

 

Patrzyłem na zielone korony drzew

las stał na końcu pola wyprostowany

jakby miał odejść na wojnę

dzieliło nas powietrze

promienie słońca

i cisza ułożona w bruzdach

 

Patrzyłem z daleka na las

i przypominał mi dzieciństwo

wśród drzew, jałowców, ostrężyn

wiatr przyjacielski, otulający

 

Las przyciągał mnie swoim ciemnym światłem

obiecywał nienazwane energie

nazywał głosy ptaków po imieniu

i opowiadał jasne polany

 

Zbliżyłem się do lasu

i on otworzył swoją ciemność

zamienił mnie w motyla

jak promień

zabłądziłem w raju.

 

 Opole, 15 stycznia 1997

 

 

Jan Strządała

 

            Zatrzymałbym słońce w jasnych włosach Twoich

 

Gdybym Cię spotkał

jeszcze dziś

wieczorem

na tamtych schodach

w powiewnej sukience

 

zabrał  bym do siebie

 

gdybym zapomniał,

że nie jesteś moja

 

zatrzymałbym słońce

w jasnych włosach Twoich

 

Gdybym w Twe oczy

mógł spojrzeć

przez chwilę

kiedy ze smutkiem podnosisz ramiona

by upiąć włosy

pełne  snu i  krzyku

nieme z rozkoszy

ramiona

do lotu zerwane jak ptaki

 

zabrał  bym do siebie

smutki Twoje

 

Twoich oczu senność

płynącą po niebie

niewinnie

aż powieki

zmilkną

 

i przepłyniesz  niebo zanim sen się skończy

 

spłonie tylko gwiazd kilka

 

i nie spotkam Cię nigdy

na tamtych schodach

w powiewnej sukience.

 

                                                                                      Gliwice, 3 kwietnia 2000 r.

 

 

Jan Strządała

                        Naga sukienka

 

                                                                                                Ewie

Twoje jasne loki

nie prowadziły mnie do raju

płonęły tylko  na mojej skórze

przez kilka sekund

jak liście spadały

na ramiona

 

Twoje niebieskie oczy

nie ukrywały gładkiej skóry

nagiej jak sukienka

noc

zdjęta z gwiazd

zawstydzona noc świętojańska

krótka

a pod nią

nic

tylko miłość.

                                                                    Gliwice – Żernica, 30 marca 2000 r.

 

 

W Y S T Ą P I E  N I A

Jan Strządała

 

 

Natura i poezja

 

( przyroda,

 łono,

 istota,

 stworzenie,

 jestestwo, wnętrze, dusza, byt, twór, meritum)

 

Myślę, że to nie we Wszechświecie pojawiło się „życie” - to w  "Życiu" pojawił się Wszechświat. I wcale nie jest nieskończony, jest tylko taki wielki, jak wielką potrafisz mu wyznaczyć granicę. Wszechświat jest tylko tym, co potrafisz wyobrazić sobie, poza sobą. I tym, co widzisz zmysłami. I to coś, jest twoim środowiskiem, ostatnio coraz częściej nienaturalnym. Bo natura to pierwotna rzeczywistość, nie zmieniona cywilizacją i kulturą człowieka.

Powiem więcej. Jeżeli człowiek w naturalny sposób nie czuje się dzieckiem przyrody, to jego tożsamość genetyczna i psychofizyczna jest zaburzona i wywołuje poczucie obcości i zagubienia nawet w ogrodzie, nawet w parku, nie mówiąc już o betonowych aglomeracjach. Przywracanie równowagi pomiędzy światem wykreowanym w gabinetach i laboratoriach współczesnego systemu cywilizacyjnego, a światem zastanym w jego pierwotnej formie, jest zadaniem dla każdego wrażliwego człowieka, a szczególnie dla każdego artysty. Bo to jego talent jest czułym instrumentem rozpoznawania zagrożenia i w konsekwencji uruchomienia antytoksyny w formie utworu: muzycznego, plastycznego  czy literackiego.

Jak więc ma się poezja, która może być liryką, szczęśliwością, błogostanem i mądrością, w kontakcie z chorą - zmienioną, nowotworową tkanką kultury współczesnego świata? Czy może się jej wyprzeć? Czy może tę rzeczywistość ignorować? Czy może w tej kulturze szukać dla siebie niszy? A może już jej komórki naciekają elektronicznym wirusem i rozpadającym się dresiarskim,  śmietnikowym bełkotem? W salwach śmiechu i oklasków dajemy przyzwolenie na naturalizowanie w tkance poezji i prozy, ekskrementów  pseudokultury literackiej. Jest dla mnie zrozumiałe, że proces demokratyzacji życia społecznego będzie przynosił  z wiatrem; kawałki  folii, styropianu i śmieci, ale pozwólmy im lądować w koszu, a nie na półkach księgarskich i łamach gazet, nie wspominając o innych zarażonych mediach.

Demokratyczna większość wcale nie musi dzielić takiej opinii, może trwać w swoim samozadowoleniu. Mam jednak nadzieję, że pozwoli mi dostrzegać poezję i jej związki z naturą w tym naturalnym Wszechświecie, z którym się utożsamiam.

 

 

Przez całą noc

przenosiłem w dłoniach wiatr

góry i drzewa

 

potoki budziłem spod kamieni

wszystko do twoich stóp

przez całą noc.

 

Kiedy przed świtem

przyniosłem słońce

zobaczyłem że Ciebie nie ma

jest pusta łąka

 

... od rana pada deszcz, ale i tak pobiegłem w ten deszcz  ... Po kilkunastu minutach nie czuje się już kropel. Skóra jest gorąca i wszystko biegnie ze mną, paruje, chłodzi wtapia się w powietrze. Staram się myśleć intensywnie, ale to jest niemożliwe. W pewnej chwili już zapominam, że biegnę, nie wiem? Ziemia,  przesuwa pole i łąkę i potok.  Najpiękniej jest tu  o wschodzie słońca, jeszcze wszystko jest takie czyste, takie napełnione po brzegi energią, nie otwarte jeszcze, ale już gotowe do szczęścia – do nowego dnia, do życia! I to słońce później ogromne, łagodne pełne miłości do każdej cząstki ziemi. Słońce,  które unosząc się otwiera, pąki, kielichy, podnosi trawy, gałązki.

Wstaje świat obok ciebie, przeciąga się, mocuje się z tobą. Czasem czuję to tak, jakby ktoś biegł obok mnie przez kilka chwil.

Jeżeli ktoś wie, że istnieje, że jest – to znaczy, że już jest na zawsze. W takim ogrodzie czas nie istnieje! Nie ma go! Rozumiesz? Nie ma.

Wszystko inne jest: czułość, ból, tęsknota, radość, rozkosz, rozpacz, zdrada i przebaczenie, nadzieja. Nie ma tylko czasu i dlatego to wszystko może ci się zdarzyć naraz. Nagrodą za to, że wierzysz, że tak jest naprawdę; jest to, że każda dobra rzecz, o której pomyślisz z miłością – spełnia się.

 

Z tych miejsc, w których byliśmy razem

pozbierałem twoje ślady w powietrzu ...

drobne przeźroczyste okruchy

Twoich ust, ramion, dłoni

uśmiechów i spojrzeń spod czoła.

 

Pozbierałem zapachy ziół i śpiew ptaków

i trawy chłód

urwałem kilka promieni zachodzącego słońca

i już jesteś  cała

ze mną.

 

Płoniesz na mojej skórze

w moich oczach

w moich dłoniach

naga

przeźroczysta

jesteś piękna jak niebo

 

Byłem nad Czarnym Stawem Gąsienicowym właśnie wtedy kiedy księżyc zasłaniał słońce, ale nie do końca  udało  mu się zamknąć oczy słońcu. Nie wiedziałem gdzie wtedy byłaś, ale miałem nadzieję, że Ty też patrzysz w to odepchnięte, okaleczone słońce.

 

...właściwie są to niewielkie pagórki nie kończące się, jest dużo zwierząt, traw, kwiatów, krzewów i wszelkiego Boskiego piękna. 

Codziennie biegałem rano taką polną drogą, było trochę pod górę, przez las. Płoszyłem jakieś zwierzęta, ale nigdy nie widziałem ich, tylko słyszałem jak uciekają przed siebie. Tam słońce wschodzi tak samo jak u mnie! Czasem udało mi się porozmawiać z ptakami. Czy wiesz, że jeżeli naśladujesz gwizdem ich głosy, to one odpowiadają. Bardzo przyjemną rzeczą jest to, że tam jest bardzo mało ludzi. Są takie miejsca na Ziemi, do których musisz trafić, czy chcesz, czy nie! To są miejsca, które czekają na Ciebie i kiedy nawet przypadkowo, znajdziesz się tam, one się tak cieszą, że obdarowują cię wszystkim najpiękniejszym.

 

                 W Zielone Świątki   

 

Deszcz

 

trawy się nie skarżą

słońca kawałki rozrzucone w glinie

liście uległe pieszczocie

srebrzą i migocą

brzozę jesiony

dwa dęby na stoku

 

idę przez zielone światło  kropel

przejęty

i słyszę jeszcze

innych rozmowę

kropel

szept modlitwy

słowa

usta

Ty

zrozumiesz wszystko

 

bo zrywasz się jak skowronek z trawy

żeby zaśpiewać

i w błękicie zniknąć

 

Dziękuję Ci

za deszcz słoneczny

mokre chabry

bławatki i maki

i za duszę czystą

chociaż nie rozumiem

wierzę

że jesteś właśnie taki.                                                                                                             

                                                     Gliwice 3 czerwca 2001 r. 

 

 Chciałbym żebyś trafiała w swoim życiu tylko w takie miejsca. Chciałbym usunąć z Twojej przestrzeni wszystkie złe miejsca, zabłądzone. Chciałbym Cię poznać z prawdziwymi ludźmi, z prawdziwymi drzewami, z otwartymi łąkami i tym wiatrem ciepłym, który przytula trawy i tym deszczem, który jest tak czysty, że go nie widać w powietrzu ...

To jest jedno z ważniejszych uczuć. Czyste i prawdziwe. Pozwala odszukać swoje źródła i zbudować tożsamość czerpiącą siły z archetypu : domu, pola, drzewa, łąki, ptaka i dzieciństwa, które często jest dla nas symbolem utraconego raju. ten kawałek miejsca na Ziemi daje nam dużo siły.

 

          Siedziałaś w słońcu na wyciągnięcie ręki, miałaś półprzymknięte oczy  Byłaś bardzo piękna w tym słońcu, w tym ogrodzie koło tego domu. Wiesz to chyba tak jest, że przyjazne nam miejsca uzupełniają, albo może wzbogacają nasze istnienie.

 

           Zapamiętaj, że słowa mają moc sprawczą - magiczną. Ale ich siła działa we wszystkie strony. Mogą tworzyć, ale mogą też unicestwiać – odbierać, zabijać. Jeżeli się kocha to trzeba to tylko czynić, nie należy tego zbyt często mówić. Powtarzanie tych słów odbiera miłości siłę. Z każdym słowem odlatuje do nieba kawałek miłości i tylko wielka miłość wystarcza do końca życia. Ale tego nikt   nie wie i dlatego trzeba być bardzo oszczędnym.

 

słońce skacze po grzbiecie fali

śmieje się z nas

 

Winni zostaną po tamtej stronie

więc skacz po promieniach

uniosą cię

na tę krótką chwilę odwagi

urosną ci skrzydła

 

Bo tak naprawdę nie ma tej rzeki

tamten brzeg

z którego cię wołam

jest tylko

otwartą dłonią

jest tylko twoją tajemnicą

jest Tobą

której jeszcze nie ma

 

musisz się urodzić

jeszcze raz

 

otrząśnij krople rosy

to nie jest twój strach

To jest słońce wschodzące

 

zostaw tamtą sukienkę na brzegu

nie przyda się

 

Spokojnie dotknij dna

pozwól wypełnić

ciemne miejsca

pytaniami

 

z drugiego brzegu

przybiegną białe konie , czarne konie

przeprowadzą cię

przez cień

 

kiedy dosięgniesz mojej dłoni

zapomnisz

o tamtym brzegu.

 

    Czułość, to nie tylko, i nie przede wszystkim pieszczota, to raczej gotowość, kondycja duszy. Szczególnie ważna zdolność emocjonalna. Chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się, że to nasze ciało, nasze zmysły, nasze dłonie.

         Niezapominajko! Jesteś moją nadzieją. Zostań ze mną i podpowiedz mi słowa, które zaprowadzą mnie do niej. Ty będziesz wiedziała jak jej wytłumaczyć, że istniejesz w niej, chociaż ona o tym nie wie. Cierpliwie poczekamy, aż wzejdzie nasze słońce, zobaczysz wtedy jak blisko jest ciało od słowa. Zobaczysz jak czuła jest rzeka, kiedy naga płyniesz do źródła, kiedy stajesz się sama źródłem, kiedy cień jak motyl dotyka oczu, żeby nie oślepły, kiedy niebo płynie w twoich żyłach.

Uczę się tego wyższego stopnia wtajemniczenia, i wprowadzenia się w taki stan, w którym nie ma ułamków miłości, są tylko czyste jasne, delikatne, czułe dłonie i płonąca skóra i słowa niewidzialne jak oddech.

W mojej wyobraźni występujesz w kilku stanach skupienia, jak woda : jesteś lodem, kiedy płonie moja skóra, jesteś płynącą po niebie chmurą, kiedy marzę i jesteś rzeką, czystą, chłodną i dobrą, kiedy uczę się drugiego brzegu.

Nie pozwól mi utonąć, naucz mnie swojego nieba, może ono jest  inne niż myślę, może dlatego tak mi trudno się w nim poruszać, bo go nie rozumiem.

 

Jan Strządała

 

 Niezależność i odpowiedzialność

 

Iść przed siebie pustą drogą. Przyjemnie jest iść. Tam gdzie nas nie ma teraz, jest oczekujące miejsce, jeszcze przeźroczyste, czeka na nasz dotyk. Usiłuję wyobrazić sobie to, co będzie wokół mnie, nie chcę zgodzić się na każdą możliwą poezję. Tu miało być inne słowo, ale poezja to jest dobre słowo, to jest dobra nowina. Jest dobra, bo kocha to, czym jest jutro, bo ocala to, czego już nie ma, bo może ocalić nas od zła.

     Nie wszystko da się powiedzieć, w konkretnej chwili. Później przychodzi refleksja, ale już jesteśmy w innym miejscu, w innej przestrzeni estetycznej, z nowym doświadczeniem, z nowym pytaniem! I dlatego napisać, to znaczy podnieść porzucone myśli, słowa, nastroje, całą różnorodność emocjonalną – podnieść, spojrzeć na to wszystko z bliska i równocześnie z lekkim dystansem, który wynika z dobrodziejstwa czasu. I wtedy mamy możliwość zmierzenia się na kartce ze sobą, ze swoją chłodną logiką i wewnętrzną równowagą - swoją osobą.

Niezależność to, przede wszystkim niezależność osoby, później grupy; towarzystwa i dalej, większej zbiorowości. Najtrudniejsza do wywalczenia i  utrzymania jest niezależność osoby. Wymaga odwagi, konsekwencji i utrwalenia postawy asertywnej. Natomiast, niezależność większej zbiorowości najczęściej wymaga dyplomacji, spolegliwości i mądrych kompromisów.

Niezależność moim zdaniem nie jest wartością samą w sobie. Pełni funkcję służebną w osiąganiu określonego celu. Organizuje suwerenną przestrzeń, dla zbudowania fundamentu, pod rozwój oryginalnych idei, koncepcji, projektów. Uzbraja i determinuje.

Człowiek poszukujący, to człowiek   odnajdujący ścieżki, gałązki światła. Ale tylko myśl niezależna może odnaleźć nowe ścieżki, nowe drogi, nowe światy.

     Kiedy dotykasz następnej gałązki światła wszystkie inne trochę ciemnieją, nie wybrałeś ich, nie zauważyłeś, nie chciałeś? Ale ta jedna chce ci to wynagrodzić, stara się być jaśniejsza niż może, więc trochę mruży oczy, trochę się uśmiecha, trochę ślepnie – tylko na chwilę. Wtedy masz możliwość zobaczenia jej ciemnej strony, drugiej twarzy. Jej smutku, jej ciemnego oczekiwania na słońce.

Wszyscy szukamy ciepła, dobra, radości i myślimy, że to nam się należy. To nie prawda! Nic nam się nie należy! Świat dokoła nas jest dokładnie obojętny, nie ma znaku ani dodatniego, ani ujemnego! Ten świat nie interesuje się nami. To tylko nasze działania nadają mu   sens, czasem jasny i zwyczajny, a przeważnie – mętny, niezrozumiały.

Żyć naprawdę, to znaczy nadawać znaczenia – znaki dobra i zła.

I tu zaczyna się odpowiedzialność. To nie jest łatwe. Bo musimy wybierać.

 Nie wolno zgadzać się na łatwe znaki, bo już zaakceptowane przez innych, oswojone. Bo to jest zgoda na cudze. Już dotknięte, obłaskawione, oznaczone. A ty musisz dotknąć swojego, własnego, tylko dla ciebie istniejącego. Swoistego dla ciebie.

Działać odpowiedzialnie, to znaczy żyć naprawdę! Musisz żyć naprawdę, a to znaczy wybierać codziennie, co chwilę, nawet wtedy, kiedy wszyscy wybierają, co innego. Nie bój się swojego wyboru. Nie tego, który powinieneś, tylko tego, bez którego jesteś tylko częścią, albo tylko złudzeniem. Trudno działać odpowiedzialnie kierując się lękiem. Grasz, że jesteś, udajesz, że podoba ci się twoja rola. Bawisz się w siebie.

Lustro, które nosimy ze sobą po to, żeby móc się identyfikować na bieżąco, przeważnie jest nam posłuszne i pokazuje to, co chcemy zobaczyć. Jest częścią nas samych, a więc powtarza nasze marzenia, nasze pobożne życzenia, bo sobie zawsze życzymy wszystkiego najlepszego.

Odpowiedzialność to także przekraczanie zaklętego kręgu własnej osoby, to myślenie o podmiotowości innych osób. Oddawanie im własnego pola.

Miłość do własnej osoby jest silnym bodźcem identyfikującym, pozwala nam pokonywać obojętność wszechświata. To ona jest silną osią emocjonalną. To od miłości własnej, zaczyna się ciernista droga oddawania siebie po kawałku.

Fenomen ofiary jest tajemnicą spełnienia. Możemy otrzymać pierwiastki miłości zamieszkującej w nas po każdym akcie oddania – oddania bezwarunkowego – nie czekając nic w zamian?!

Nawet, jeżeli tylko uśmiechnąłeś się do kogoś z życzliwością i była w tym potrzeba sprawienia mu przyjemności, a on był nieznanym ci przechodniem. To ten uśmiech był darem, był cząstką prawdy, stał się gestem miłości. Został zapisany w twoim niebie. Kiedyś wróci jak posłaniec dobrej nowiny i uśmiechnie się do ciebie – jak szczęście, jak delikatność, jak czułość.

Przez wszystkie swoje dni, godziny, sekundy, zamieniamy cząstki miłości własnej, na energię pozytywną, a ona jak mamy szczęście i głęboką potrzebę czynienia dobra, szuka w naszym imieniu odpowiedniego miejsca w powietrzu, do którego nie wiedząc o tym zbliża się ten ktoś, kto otrzyma jak niespodziewany dar – cząstkę tej energii, zamienioną w dotknięcie miłości. Wtedy staje się to, co odczuwamy jak otwarcie, olśnienie, naturalną radość istnienia, życie. Łagodną jasność słońca.

Oczywiście są też pierwiastki energii negatywnej, zwiastuny destrukcji, chaosu, lęku, bólu, gniewu i nienawiści. Są równie ważne i silne jak te pierwsze, są agresywne i też czekają w powietrzu na swoje ofiary.

Zło jest skazane na siebie i cały czas czeka na swoje owoce. Niestety związane jest silnie z tą osią, o której mówiłem wcześniej – osią miłości własnej, po części jest ona źródłem jego siły, przynajmniej potencjalnie. Karmi je samolubnym pytaniem o to czy jesteśmy: lepsi, mądrzejsi, silniejsi, piękniejsi i bardziej zdolni od innych.

Odpowiedź, której oczekujemy ma być pozytywna, ale że jej źródłem jest zło, więc ona też jest zła, ale my jesteśmy zaślepieni miłością do swojej osoby i nie potrafimy usłyszeć, żadnej innej odpowiedzi.

Spróbuj popatrzeć czasem na siebie tak jakbyś był bohaterem filmu, a scenariuszem było twoje życie, zobaczysz może wtedy, te wszystkie ślepe śmieszności, zarozumiałe odzywki, naiwne sądy, błędne oceny, grymasy, próżność i puste zmarnowane godziny, poświęcone wsłuchiwaniu się w swoją osobę.

     Ona sama jest niewiele warta. Staje się dobrem, kiedy podarowana innym ludziom, istotom, ideom, chwili ulotnej, ale zdumiewającej, staje się w nich cząstką twojej miłości. Oddajesz to, co otrzymałeś, tylko wyposażyłeś ten dar w twoje swoiste cechy. W tobie otworzyło się miejsce na dar z zewnątrz, a świat stał się bogatszy o to, czego bez ciebie nigdy by nie doznał.

Jednak, czym innym jest naiwność ( błędna ocena cudzej intencji), a czym innym świadomy wybór względnego dobra. Do takiego wyboru skłania nas najczęściej korzyść, która może być wynikiem tego wyboru. To ona uniemożliwia chłodny dystans.

Ale te wszystkie teorie, nie muszą być wcale słuszne. Każdy człowiek ma też prawo do zmiany swoich zachowań, zmiany poglądów i wreszcie zmiany wyborów. Źle jest wtedy, kiedy te zmiany neutralizują naszą wrażliwość, uczą nas przymykania oczu na niegodziwość, uzbrajają naszą obojętność.

Takim czułym instrumentem, który nam pomaga w takich sytuacjach jest zawsze nasze sumienie, bo stworzone jest z cząstki naszej duszy, honoru, godności i co najważniejsze jest impulsem miłości!

Jedyną kondycją, o którą trzeba walczyć bezwarunkowo i nie można zgadzać się na żaden relatywizm, czy mętne kompromisy, jest zdolność do miłości. Musimy nauczyć się stwarzać dla niej przyjazne środowisko etyczne i estetyczne. To jest trudne, ale nie niemożliwe. Mam tu na myśli każdą formę miłości. Bo nawet najdrobniejszą sprawę trzeba podnosić, stwarzać z miłością. Wtedy warto żyć, nawet bez sławy, nawet bez pieniędzy.

 Miłość umiera, kiedy dotyka jej brudny zamiar, brudna myśl lub pycha i chciwość. To są toksyczne dla niej środowiska. Nie trzeba do tego zbyt uczonych wywodów, żeby zrozumieć to dla siebie.

Często obdarzamy ludzi zbyt wielkim marginesem zaufania. Nic dziwnego, bo pewnie ukształtowaliśmy swoje przyzwolenia na wzorach pozytywnych i podświadomie uważamy, że to obowiązująca norma dla wszystkich? Tak idealnie niestety nie jest. I może to nawet dobrze. Bo taki idealny świat byłby strasznie nudny.

Wolność jest uświadomioną koniecznością, a nie wyborem z zamkniętymi oczyma, udając przed sobą, że niczego nie ma, bo nic nie widzę. Za nic nie odpowiadam, nie chcę być winien, mam przecież prawo do....?!

 Każdy wybór ma wpisaną w siebie cenę, którą zawsze musimy zapłacić.

     Ty już jesteś naprawdę. Zdarzy się to, co ma się stać, ale Ty decydujesz jak to się stanie. Ty nadajesz tym wydarzeniom znak dodatni albo ujemny. Bo wszystko staje się w Tobie, blisko Twojej duszy, a Twoja dusza dobrze wie, co myślisz naprawdę, czego się boisz i co na pewno odrzucisz.

      Nikt, nigdy, nikomu nie jest w stanie ograniczyć przestrzeni uczuć. O to chodzi, że to właśnie uczucia mają w sobie pierwiastek nieskończoności, dlatego są tak ważne i tak rzadko poddają się naszej woli, a tym bardziej woli innych, nawet tych, których kochamy. Uczucia są czwartym wymiarem, rodzą się i umierają poza naszą wolą

Uczucia każdego człowieka mają te same prawa, ponieważ pochodzą z tego samego źródła. Zawsze znamy tylko swoje uczucia, każde opowiadanie, że znamy lub liczymy się z uczuciami innych, jest tylko pustą deklaracją, być może, wynika ona nawet z dobrej woli, natomiast nie ma to nic wspólnego z prawdą. Jest to takie emocjonalne nadużycie. Altruista, to taki egoista do kwadratu, który poświęcając się dla drugiego, czerpie z tego przyjemność dla siebie, myśląc o sobie, – jaki to ja jestem dobry...?

Zawsze zdradza się duszą, nawet wtedy, kiedy jest to tylko seksualny, erotyczny czy obyczajowy epizod. Człowiek we wszystkim, co przeżywa, uczestniczy całością swej osoby. A więc także to, co przeżywamy umysłem jest przeżywane całym naszym ciałem. Udawanie, że jest inaczej, jest tylko wybiegiem.

      Jeżeli przyjmujesz od drugiego człowieka, chociaż jedną jego myśl i używasz jak swojej. To znaczy, że on jest w Tobie, i to jest, w każdym wymiarze, nawet w tym, który Ciebie powstrzymuje, czy uniemożliwia normalny kontakt z rzeczywistością.

Dlaczego odpowiedzialność jest trudna? Bo jest kondycją sumienia. Bo dzieje się na poziomie ewolucji uczuciowej. Bo jest procesem zbliżania konkretnej świadomości do prawdy. Kiedy unikamy odpowiedzialności? Wtedy, kiedy oddalamy się od prawdy, kiedy zbliżamy się do kłamstwa, takiego kłamstwa, które jest dla nas wygodne.

Odpowiedzialność jest katalizatorem rozwoju intelektualnego, emocjonalnego i duchowego każdego człowieka. W najwyższym stopniu związana jest z działalnością każdego twórcy. Mobilizuje w nim na równi, postawę zdziwionego dziecka, jak i kreatora wywodzącego swoje działanie z samoświadomości. Odpowiedzialność wymazuje margines nieuzasadnionego przyzwolenia. Chroni twórcę przed niekontrolowanym pseudoartystycznym bełkotem. Szczególnie wtedy jest to ważne, kiedy różne formy niezależności uruchamiają bardzo pozytywne, różnorodne trendy w poszukiwaniu tożsamości artystycznej, a jednocześnie kult nowości i oryginalności podpowiada fałszywe tropy.

Odpowiedzialność jest również szacunkiem dla różnorodności postaw, poglądów i działań innych ludzi. Różni się od tolerancji, bo nie jest zgodą, wytwarza natomiast, zwrotny  system  samokontroli i samoistnie rozszerza obszar pozytywnego oddziaływania zróżnicowanych poglądów, wzbogacając wypowiedź artystyczną. Kiedy odpowiedzialność jest funkcją niezależności, wtedy wspomaga ją i rozwija. Pozwala człowiekowi odważnie stawiać swoje znaki i wyraźnie kreśli jego osobowość, zwracając uwagę na cechy swoiste.

 

Każdy wiersz, opowiadanie czy powieść jest wynikiem głębokich wewnętrznych zderzeń, szorstkich dotknięć rzeczywistości, a często bólu i niezgody na docierającą ze świata informację. I tu konieczna jest odpowiedzialna niezależność.

Wypowiedzieć swoją prawdę, nazwać nienazwane, otworzyć ciemne, wypić gorzkie i naznaczyć złe, to zadania dla zbudowania samoświadomości, bez niej można tylko błąkać się w chaosie.

Niezależność może uruchomić pozytywny impuls otwierania kolejnych stron świata. Pozwala dokonywać wyboru bez wskazań. Pozwala patrzeć własnym okiem i wolnym umysłem. Zawsze jednak pozostajemy zależni od własnej osoby, a ona przecież jest naszym trzecim okiem, pierwszym czytelnikiem i odpowiadamy przed nią za siebie. To tak jakby zamknąć koło, a jednocześnie je otworzyć. Odpowiedzialność nie może nas zamykać, ale nie pozwala nam milczeć.

 

Jan Strządała

Piąte przykazanie:

 

Nie zabijaj!

             Dlaczego to jest ważne. Bo dotyczy nieodwracalności. I nie chodzi tu tylko o zabójstwo człowieka. Nawet pisząc słowo : zabójstwo, poczułem lekkie przerażenie – psychiczną niechęć do słowa.

     „ Nie zabijaj” rozciąga się nad całym światem; ożywionym i nieożywionym. Bo zabić można nawet kamień. Rozetrzeć na piasek. Nie da się jednak odwrócić tej czynności i odbudować takiego samego kamienia.

A więc nie rób rzeczy, których nie potrafisz przywrócić.

Czy więc każda zmiana ma w sobie śmierć? Tak! Żeby coś zmienić, trzeba wpierw „zabić”, podzielić, odciąć, spalić. W to miejsce można próbować odbudować nowe, inne, ale nie takie samo.

Wszystko co zbudował człowiek, poprzedziło zniszczenie, bo nawet żeby posiać, trzeba wykarczować, zaorać wyplewić.

Świat można podzielić na stworzenia – dzieło Boga i na przedmioty – dzieło człowieka.

A więc wszystkie przedmioty mają wpisaną w siebie śmierć. Zaczynając od drewnianej kołyski, kończąc na drewnianej trumnie.

Wszystkie stworzenia mają zapisane w sobie życie. Nawet te niby martwe – jak kamień. Bo przecież w ciele kamienia drżą z podniecenia elektrony, protony, neutrina i fotony. W wiecznym tańcu wykonują dzieło Stwórcy, chociaż my ślepi nie widzimy tego, one nas widzą i śmieją się w milczeniu, bo tak umówiły się z Bogiem.

Pomiędzy przedmiotami i stworzeniami, płynie nieprzerwany strumień poszukiwania, odkrywania, poznawania i tworzenia. Ten strumień ludzkiej aktywności został w człowieku uruchomiony po to by mógł czuć się wolnym. Żeby nie ograniczały go ściany nieba i ziemi, żeby budował swój świat na obraz i podobieństwo świata stworzonego. A więc wypełnia go przedmiotami, takimi jakie potrafi zbudować.

W każdej epoce człowiek zmieniał materię świata i kiedy dotknął tajemnicy atomu, pomyślał , że jest jak Bóg. Nie wiedział tylko, że budowane przez niego przedmioty mają w siebie wpisany pierwiastek śmierci .Przecież często umierają na jego oczach, a te które służą zabijaniu, potęgują destrukcję, klonują śmierć, zagrażają swojemu twórcy.

Dlaczego  „nie zabijaj”? Bo w każdym stworzeniu jest cząstka Boga, jego myśli, jego miłość. W Tobie też. Nie zabijaj stworzeń, bo one też trochę są Tobą.

Gliwice, pod gruszą, 13 sierpnia 2004 r.