Janina Dudek

Janina Dudek 57 lat. Jestem prostym człowiekiem. Z zawodu jestem kuchmistrzem
i w tym zawodzie przepracowałam wiele lat. Jestem dumną matką trzech
już dorosłych synów. Nie układało się moje życie najlepiej, więc "wierszowanie"
- jak ja to nazywam - było dla mnie i do dziś jest ucieczką od stresu. Nie były nigdy moje wiersze czytane przez nikogo aż... przyjechałam do Niemiec przed siedmiu laty
i zaprenumerowałam Polskie czasopismo "Samo Życie" tam po raz pierwszy ukazał się mój wiersz, później artykół. W kolejnym wydaniu "Wierszobrania" (wiersze poetów
na emigracji) wydawanym przez tą gazetę umieszczono kilka moich wierszy. Zachęcona przez redaktora owej gazety coraz cząściej w różnych mediach umieszczam swoje wiersze. Moje pisanie oparte jest na życiu moim, moich podopiecznych(jestem opiekunką ludzi chorych i starszych) ale nie tylko, są też wesołe historyjki, fraszki itp. Własny tomik planuję dopiero wydać.



Zmierzch

Wieczór miasta i wsie w światełka stroi
W domach"rodzinne ogniska"rozpala
Przeżyte w dzień rozgoryczenia koi
w ich miejsce marzeń nutkę wyzwala.
Gdzie jeszcze w rozpędzonym świecie
od świtu pełnym łoskotu i zgiełku
taki spokój jak po zmierzchu znajdziecie
i nadzieję nową ukrytą w każdym światełku.
Tylko wieczór posiada tę niezwykłą moc
Słowik to odkrył i śpiewem go wspiera,
Nim wieczór zagłębi się w ciemną noc,
inny świat przed nami otwiera.



Wystarczy miłości

Cieszy każdy nowy dzień.
Wraz z otwarciem oczu
serce otwiera się
choć wie
że może boleć o zmroku.

Ofiaruje siebie szczerze
wystarczy mu miłości
śmiało okazuje
że potrzebujący
może w nim zagościć.

Czasami jak łza w oku
zapiecze w nim gorzki smutek
ale nie przeszkodzi to
innych do zmroku wspierać
choć boleśnie ukłute.

Od świtu pełne słońca
dzieli ciepłymi promieniami
szczęśliwe do końca
nie bacząc
czy zamian coś dostanie.



Spacer

Po przeżytych latach jak po miasteczku spaceruję.
Oglądam wystawy dawno zapomnianych zdarzeń.
Leniwie po wąskich uliczkach się snuję,
brukowanych kostką zgromadzonych marzeń.
To miasteczko wydawało mi się zawsze szare,
a jednak nie-jest barwne,ma dzielnic kilka,
ulic mniejszych i większych i skrzyżowań parę,
i ładne domy - a każdy to mego życia chwilka.
Jak w każdej mieścinie są tu zakamarki wstydu, brudne
ale jest też zieleń nadziei i rynek przeżyć do zwiedzenia,
fontanna z której tryskają dziś jeszcze decyzje trudne
i zakątki czystej szczerości,gdzie traci się złudzenia.
Pójdę ulicą Wspomnień do końca,tam chwilę postoję,
wejdę w osiedle westchnień co za zakrętem życia ukryte
i zostanę tutaj,bo to miasteczko to wnętrze moje
a miejsca odwiedzane, to moje własne lata przeżyte.



Ciche westchnienie

Delikatny trzask wyłącznika,gaśnie światło.
Cichym westchnieniem gaszę mój dzień.
Zasnąć jednak nie tak łatwo
nim nie upewnię się że po tym dniu
nie pozostał jakiś niemiły cień.
Przemykają w myślach twarze z minami różnymi...
Uśmiecham się do tych zadowolonych,
przy tych smutnych pytam siebie
czy na pewno to nie z mojej przyczyny...
Nie zaśnie ze mną mijający dzień bez pewności
co to ciche westchnienie oznacza,
czy jutro nie nadejdzie z wyrzutami
że ktoś cierpiał przeze mnie albo płakał.
Niewiarygodne ile ten dzień zawierał zdarzeń,
na szczęście miłych-choć jestem zmęczona,
szkoda chwil co umknęły uwadze
ale to nie ma teraz już znaczenia.
Wiem już,jestem pewna że ten dzień zasłużył
by gasiło go takie właśnie ciche westchnienie,
dalej nie ważne już czy to jawa czy półsen.
Migają jeszcze jakieś obrazy...
spokojnie zasypiamy-ja i mój miniony dzień.
Jeszcze tylko mgliście majaczy życzenie
by nowy dzień,gdy będę go gasiła,
gasł takim czystym jak dziś westchnieniem.