Janusz Kopeć

Janusz Kopeć – poeta, dziennikarz i malarz. Pochodzi z Podkarpacia. Studiował
w Krakowie. Mieszkał w Gliwicach i Iwoniczu Zdroju. Od 1984 roku przebywa w USA. Autor siedmiu tomików poezji i książki „Polonii portret własny”. Publikuje artykuły
w chicagowskim „Dzienniku Związkowym”, gazecie internetowej „Meritum”
i „Gwieździe polarnej”. Współpracuje z radiem polonijnym w Chicago oraz telewizją internetową iTVP w Jaśle.

Malarstwo to Jego pasja. Dominującym tematem są portrety. Maluje również pejzaże
i kwiaty. Jego malarstwo pozostaje pod wpływem współczesnej sztuki awangardowej, między innymi Andy Warhola. Wystawy malarstwa: Polamer Travel w Chicago, 2007 Art. Gallery Kafe w Wood Dale, Illinois, 2008 Muzeum Polskie w Ameryce, Chicago, 2008 Omega Business Center w Chicago, 2009 Jezuicki Ośrodek Milenijny w Chicago, 2009 Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu, 2009 Jasielski Dom Kultury w Jaśle, 2009 Copernicus Foundation w Chicago, 2010 Galeria „Pasaż" w Iwoniczu Zdroju, 2010 Rzeszowski Dom Kultury w Rzeszowie, 2010 Cafe Prague w Chicago, 2011



Kurtyzana

ma zieloną lśniącą spódnicę
różową bluzkę i czarne buty
niebieskie spojrzenie
wyziera spod czarnych brwi
rysy twarzy rozmazane
z lekką domieszką pogardy
nie chce być zwykłą czerwoną różą
chce pachnieć cynamonem
natura stworzyła ją odmiennie
delikatna
bywa kolorowym ptakiem
który nie odlatuje na zimę
często zmienia kolory
najbardziej lubi czerń
ta barwa dodaje jej dystynkcji
bywa teflonową księżniczką
nasączona pokusą
zapomina się czasem
i wtedy pędzi z ptakami
lecz w nieco innej trajektorii
ma sześćdziesiąt osiem sukien
wszystkie z broszkami
kolekcję wysokich butów
szyję otula szalami z jedwabiu
tańczy z motylami
odmienna zawsze
wyalienowana poligamistka
pisze traktat o moralności
w teatrze zawsze sama
do opery zabiera własne ego
na koncertach towarzyszy jej echo

czy grzesznicą jest ta madonna
a może niebezpiecznie piękną
damą dworu

oddycha tlenem
patrzy w niebo
czyta Prousta ustami kochanków
nie liczy mijających chwil
kurtyzana
to wybór czy zrządzenie losu
aberacja genów
pragnienie inności
powiew wiosennego wiatru
femme fatale
sufrażystka emancypantka gryzetka
kobieta wyzwolona
otoczona protonami i neutronami
antymateria materii
w kapeluszu uszytym z moralności

kurtyzana
to powiew zielonej spódnicy
Dama kameliowa
XXI wieku

Chicago 2012



Notre Dame

samotna w XXI wieku
choć w centrum metropolii
nosi w sercu dawne wspomnienia
glorię Francji i niespokojne czasy
Nasza Pani
smutne ma lico
opuszczona i zapomniana
dziś wita tylko
japońskich turystów
czeka
na grzmoty nieba
i przebudzenie agnostyków
tu cienie szukają półcieni
historia droczy się z czasem
półmrok szuka światłości
na krzesłach siedzą nieobecni
gotyk rozmawia z barokiem
kolumny mkną do nieba
z ołtarza wszyscy święci
oglądają happeningi
wyzwolonego mieszczaństwa
świece szlochają zapomnieniem
białe lilie idą w procesji
dusze Marii Stuart i Napoleona
modlą się przed ołtarzem
przez witraże
niebo zagląda do katedry
rozrzedza półmrok
dzwonnik z Notre Dame
wzywa nieobecnych
przed katedrą chmary gołębi
karmione przez przyszłych
burzycieli Bastylii

Paryż, 2012



San Francisco

tu kupisz wszystko na funty
seks ekstrawanagncję spojrzenie
pokusa kosztuje trzy dolary
wolność bezcenna
na razie nie do sprzedaży
miasto jest motylem
który zmienia kolory
raz jawi się czerwony
to znów czarne ma szaty
tu wszyscy piją słodkie wino
rozdawane bezpłatnie wieczorami
przy zatoce globalni bukiniści
erotyczny balsam w powietrzu
homogenizuje płeć wszelaką
on ona ono oni one
dziewczęta chłopczyce
chłopcy dziewczynice
płeć nieważna
rozkoszy nikt nie pyta o imię
pokusa speceruje wieczorami
nie wiadomo skąd przybyła
może z Koryntu
bo czarne ma spojrzenie
wygląda na cudzoziemkę
z krainy gdzie rozpusta królową
nikt jej nie pyta o pochodzenie
wystarczy IQ i spojrzenie
ona zapala namiętności
laserem z Doliny Krzemowej
po Golden Gate mkną futuryści
spóźnione dzieci kwiaty
Indianie ma mustangach
miasto miłości zaprasza
każdy kocha każdego
strach zamieniono na marzenia
policjanci nie dają manadatów
zapach kwiatów ich zniewala
pokochaj sam siebie
autoerotyzm cię wyzwoli
zielone oczy mają palmy
one romansują tylko nocą
maki o rudym spojrzeniu
kwitną tylko kochankom
a wieczorami
miasto wielkim teatrem
nie ma biletów wstępu
każdy gra nową rolę

Chicago, 2012