Joanna Janda

Joanna Janda z domu Hospod, urodziła się w Krakowie 3 kwietnia 1953 roku.
Od prawie trzydziestu lat mieszka w Wiedniu. Maturę zdała w VII Liceum Ogólnokształcącym I'm. Zofii Nałkowskiej w Krakowie I TU również, w roku 1977, otrzymała dyplom korespondenta w językach obcych. 
Debiutem literackim autorki są ,,Wspomnienia mojego ojca obrazami pamięci malowane" (2006), w których Joanna Janda przedstawia lata chłopięce
I młodość swojego ojca, byłego działacza Armii Krajowej.

 W roku 2008 ukazała się kolejna pozycja książkowa autorki, tym razem powieść
o tematyce współczesnej pt. ,,Kłamczucha". Kolejna powieść zatytułowana
,,Wbrew przeciwnościom", rozesłana do wydawnictw jako propozycja wydawnicza, przechodzi obecnie fazę czytania redakcyjnego. 

 W chłodne, deszczowe wieczory listopada 2006 roku powstały pierwsze wiersze autorstwa Jandy, które prezentowane były na forum internetowych portali poetyckich, facebooka a także na stronie literackiej dwutygodnika,,The Polish Observer" ukazującego się w Londynie.Gazeta at, jak rownież Pismo Polonii Austriackiej ,,Polonika" i londyński Dziennik Polski, zapoznały czytelników z twórczością Jandy publikując
na swoich łamach wywiady z nią przeprowadzone.

Sylwetka poetki zaprezentowana została w antologii poezji emigracyjnej
,,Piękni Ludzie" autorstwa Adama Siemieńczyka, założyciela i lidera grupy
 artystycznej PoEzja Londyn .W październiku 2012 roku krakowska Miniatura
wydała debiutancki tomik poezji Jandy pt. ,,Wieczorny ratunek sumienia".
Kolejny zbiór wierszy złożony w tym samym wydawnictwie, zatytułowany
,,Wyrok dla dwojga", zawiera wybrane utwory powstałe na przestrzeni
lat 2006-2012. 




Boże Ciało w moim mieście

Przed siebie
ulicą szłam
Naprzeciw innym
wśród kurzu hałasu i
kroków śpiesznego stukotu

minęłam gazony
Trzy parki
Dwa kosze na śmieci
Po lewej cukiernię
lakiernię I bank

Na przystanku metra
Przy skrzyżowaniu dwóch dróg
pośród śmieci niedopałków I
płyt chodnikowych obgryzionych
Przez czas
stał On

Baldachimem do słońca -
Dziurawy kapelusz
szatą bogatą -
Obdarty łach
Miast płatków róż
Pod stopami miał
Piach

I czekających na metro
Za wiernych swych
miał




Nasze psy (epitafium)

każdy z nich tak miał:
Zimny nos I pytanie: czy już?
Czy teraz? Napewno?
Bo dla niego to pestka - przez płot
W siedem potów zaklęte rewiry

Do gonitwy gotowy
Do obrony tak samo (gdy trzeba)
A najbardziej
By twoja ręka
Na głowie jego spoczęła I
Za uchem delikatnie
Na trzy-czwarte wirując
Psie marzenia w dłoni
Jak ulotne dmuchawce
zamknęła

Wiersz o pamiętaniu

Z miękkiej wełny
Szarozielona pikowana
Z kołnierzem szalowym
długa do bioder I taka
Na dzień dobry francuska

pamięta
twoją kawę
pitą rankiem śmietankowym

Tobie
wyławiała
Z południowego
/według nakazu lekarza/
Bulionu ciepło kropli słonecznych

ogrzewała
W wieczorowym
Blasku sennej filiżanki
herbatą z lipowego kwiatu
osnutą czarodziejską wonią miodu

już cztery tysiące
Trzysta osiemdziesiąt dni
W starej dębowej szafie
Samotna w ramionach
Drewnianego wieszaka
Czeka na ciebie

Wytarta bonżurka
Spacer

spotkałam dzisiaj miłość
aleją parkową szła
Przez ogród botaniczny
(ten w Schönbrunnie, Sam wiesz...)

pomału
ostrożnie szła
omijając wyboje kałuże
Kamienie I pył

Za rękę trzymała go mocno
oplatała palcami
Zdobionymi w pierścienie
Z artretycznych zmian

On (narzeczony)
Bezbarwnym spojrzeniem
odgarniał z jej włosów
natrętny wiatr

spotkałam dzisiaj miłość
aleją parkową szła
Przez ogród botaniczny
Jak w przysiędze -
Do kresu dnia




Odchodzisz mamo

zamknięta
W pułapce zwykłej
Pergaminowo kruchej
Prawdy

Poddana przemijaniu
Z ciekawością zaglądasz
W znak zapytania ukryty w słowie
Agonia

wstępujesz niepewnie
W wierze ostrożna
Na wzór niewiernego
Tomasza

Dotykasz
Pragmatycznie
tastując Po swojemu
drogę w niesprawdzone
Credo