Katarzyna Lisowska

Katarzyna Anna Lisowska: ur. 15 czerwca 1990 r. w Wadowicach. Mieszka obecnie w Zebrzydowicach koło Kalwarii Zebrzydowskiej. Ukończyła studia pedagogiczne w Instytucie Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Tytył magistra w zakresie nauk społecznych uzyskała w 2015 r. Studiowała także historię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Obecnie studentka w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Pedagogicznego na kierunku filologia polska, specjalność nauczycielska, studia uzupełniające magisterskie. Przygotowuje pracę doktorską.

Od 2010 roku była aktywnie związana z Organizacją Walka o Marzenia, działała w jej zarządzie do 2015 r. Brała udział w pracach nad powstaniem Stowarzyszenia Dzień Przedszkolaka. Współpracowała od 2006 r. m.in. z hospicjami, Domami Pomocy Społecznej, Warsztatami Terapii Zajęciowej. Wspierała swoją pracą działania zagranicznych wolontariatów. Prowadziła wykłady, warsztaty, konfrencje w ośrodkach kultury, muzeach. Redagowała dział kultury w piśmie Samorządu Studentów Uniwersytetu Pedagogicznego "Studens scribit". Była redaktorką naczelną pierwszego kwartalnika literacko-artystycznego w Polsce – "Metafora". Brała udział w audycjach radiowych i tworzyła je. Wspierała swoją pracą także działalność Uniwersytetów Trzeciego Wieku. Brała udział w międzynarodowych konferencjach naukowych. Prowadziła badania nad problemami i potrzebami osób starszych, zajmowała  się także problematyką przemocy w różnych środowiskach, bezdomności, wszelkimi przejawami wykluczenia społecznego, tworzeniem programów poprawiających sytuację. Współpracowała ponadto z Ośrodkami Interwencji Kryzysowej. Realizowała programy w ramach streetworking'u. Organizowała zajęcia świetlicowe dla dzieci i młodzieży. Posiada liczne publikacje naukowe. Wydała kilka tomów poezji (m.in. Lepiej jest płynąć, Człowiekiem, Przestrzeń i czas snu w krakowskiej Miniaturze). Działa w licznych stowarzyszeniach literackich w kraju i za granicą, często drukuje wiersze i artykuły w prasie na całym świecie, pisze regularnie reportaże (np. na temat kultur mniejszości narodowych, potrzeb edukacji w różnych rejonach świata, sytuacji na Ukrainie). Zajmuje się przygotowaniem edytorskim tekstów literackich do druku, promowaniem autorów reprezentujących wszelkie mniejszości. Współorganizuje międzynarodowe festiwale literatury i konferncje. Wykonuje grafiki do książek. Jej prace stanowiły ekspozycje centrów kultury. 

Autorka pracuje z dziećmi zaburzonymi rozwojowo, prowadzi dla nich zajęcia. Pisała o swoich doświadczeniach m.in. w wierszach i swoich artykułach. Aktywnie uzupełniała wykształcenie i praktykę. Szkoliła się m.in. w Szpitalu Bonifratrów w Krakowie. Uzyskała m.in. kwalifikacje do opieki medycznej nad osobami terminalnie chorymi oraz wsparcia psychologicznego, z jakich aktywnie od wielu lat korzysta. 

Autorka od wielu lat spisuje wspomnienia świadków historii, jej prace stanowią zbiory m.in. Muzeum Auschwitz-Birkenau. 

 

 

Bunt

 

Uciekła z hospicjum do którego oddała ją rodzina.

Błądziła po ulicy nocą.

Obdarta z sukni wystawnych jakie zwykła co dzień nosić

przez wszystkie dziesięciolecia swojego za długiego jak niektórzy uważali istnienia,

stąd koniec nie godny, nie nagły, rozciągnięty ze wszystkimi akcentami drogi krzyżowej.

Z włosami rozdartymi, wiatr je do nieba czarnego unosił.

Zmarła kilka dni potem.

Przed tym dotarła do domu.

Odwieziono ją stamtąd z powrotem do hospicjum.

Z hospicjum w trumnie do domu.

Z domu wystawnego jak jej suknie

ostatecznie na cmentarz. 

 

 

Dom Pomocy Społecznej

 

Z Domu Pomocy Społecznej

także co rana po przebudzeniu uciekali starcy.

Łapano ich zazwyczaj w połowie drogi do miasta,

aplikowano leki i wkładano z powrotem do żelaznych łóżek

nakrytych zszarzałą pościelą,

w których latami leżeli,

zazwyczaj aż do śmierci.

Pedagogiem tu jestem,

jak ludzki los odmienić?

W pielusze wychodzimy ku światu

i w niej wracamy do siebie,

po cichu starcy jak dzieci bezradnie umieramy. 

 

 

 

Dzieci w Oświęcimiu 

 

Nauczyciele zabrali nas do Oświęcimia.

Pokazywali na wielkich jak my zdjęciach

postaci dzieci. Byliśmy do nich podobni

w przerażonych spojrzeniach.

Czuliśmy ich sfotografowaną nagość, 

poddani eksperymentowi edukacyjnemu...

 

 

* * *

 

Nagie drzewa,

pustka horyzontalna mnie otacza,

błądzisz w niej.

Postać blada

naga

kobiety.

Obdarty ze snów

stoję

człowiek.

Jak słup dymu

do nieba się unoszę.

 

 

Domy

 

Ludzie bezdomni przyrządzają w swych domach posiłki.

Co niedzielę spotykają się w gronie rodziny.

Zasypiają na pięści zaciśniętej dłoni

w swoim łóżku obcym,

obok swojej obcej żony

jaka w ścianę patrzy.

Ludzie bezdomni nie wiedzą, że są bezdomni

i choć mają domy to ich nie mają.

Mieszkają w długich powrotach do siebie,

kiedy są sobą.

Mijają w drodze bezdomnych, którzy są w swych zajęciach sobą.

Wspólnie błądzą   w   d r o d z e   d o   d o m u   pod rozgwieżdżonym niebem,

która, który nigdy nie ustaje.

 

 

Mam 25 lat

 

Przeżywałam II wojnę światową,

dwa obozy... Ze wspomnień żywych po dziadku.

Śni mi się w nocy obóz.

Pot spływa po czole.

Widzę kominy długie do nieba,

jedyną drogę ocalenia -

uciekam w pasiaku,

ale przestrzeń się obraca

i wpadam do komory... Sen zawsze tak się kończy,

jak w życiu kuzyna dziadka...

Piszę dużo o wojnie,

jakbym ją przeżyła.

Mój pierwszy tomik nieświadomie

był pisany rozstrzelanymi słowami

jak w "Pamiętniku z Powstania Warszawskiego".

Opisałam tam swoje życie,

wszystko działo się szybko.

Rozpoczął się wiek XXI, na ekranie wybuchły dwie wieże.

My wtedy zaczęliśmy dorastać, w erze zamachów na wszystko

jak wielkie promocje, które skoro są sobą

to nie są sobą.

To co nie logiczne stało się jedyną słusznie wyznawaną logiką,

uczciwą, będącą sobą, skoro nie logiczną.

Pod ostrzałem czasu

rozrastaliśmy się jak drzewa na niebie

tworząc pajęczynę

na ulicy

swojej podwórkowej tożsamości.

Świat już nigdy nie był taki sam, spokojny, pewny.

Czas przyśpieszył. Z 11 lat mam 25. Wyrosłam na boisku pod dziurawym niebem. 

Patrzymy na niebo na którym jest smog,

choć jesteśmy oddaleni od Krakowa, mieszkamy na wsi.

Nie da się ukryć, bo to widać nawet na niebie

że oszukano nas. Oddychamy nawet śmiercią,

spożywamy ją, pijemy,

jest nawet na wigilijnym stole. 

Podajemy ją sobie z rąk do rąk

a na stole biały opłatek, symbole życia, nadziei...

Nie trzeba karabinów i bomb,

obozów zagłady,

by zniszczyć świat.

Wojna w Europie trwa,

inaczej gazeta dla której piszę nie wysyłałaby mnie relacjonować zdarzeń

z obszaru walk, gdzie giną każdego dnia w starciach ludzie. 

 

 

W hospicjum

 

Bajeczki czytane na dobranoc,

a za oknem blady dzień.

Przeraża pustka tego miejsca, 

że stoją tu tylko łóżka.

Zewsząd odbija się echo

słów. Szeptów. Ostatni raz razem.

Jeszcze pocałunek rodzica

i utulić na rękach do snu,

z którego nawet głos i łkanie matki

nie zbudzi już.

 

 

Spopielone życiorysy

 

Pamięci Jerzego Konopki (kuzyna mojego dziadka),

zamordowanego w Auschwitz wiosną 1943 r.,

na dwa tygodnie przed dwudziestymi urodzinami

 

Jerzy umierał za to, że był do Was podobny.

Miał tak kruczoczarne włosy, aż ponoć 

przypominały dojrzałe ostrężnice,

a oczy tak ciemne, tak piękne,

że odbijało się w nich słońce.

Marzenia jak cygański wóz kolorowe,

które pociągnął za Wami w świat –

wykrwawiający się w nienawiści...

 

Jerzy nie ma grobu.

Jego grobem to puste w Brzezince pole.

Zdumiewa mnie jeszcze tylko, że stale ktoś tam przyjeżdża,

kogo widzę pierwszy i ostatni raz

i tak rzewnymi płacze łzami –

nad Bezimiennymi Popiołami...

 

 

Opowieść nie swoja

 

Zdarzyła nam się miłość

odległa, z tych niemożliwych i nie przystających do rzeczywistości

tak że Ty idziesz tą doliną

a mnie nie ma

nawet u górskiego szczytu

by patrzeć jak ją samotnie przemierzasz

obok mnie. Obok mnie wędrujesz do mnie i mijasz mnie w każdym tłumie

pojedynczego spojrzenia ludzkiego,

nieludzko okaleczającego. Dobrze byłoby byś przez ostrożność mijała mnie także

w każdym śnie, szczególnie rodzącym się o poranku,

bo możemy spotkać się w tłumie 

w drodze do tego samego sklepu,

choć są ich setki w mieście przepełnionym po brzegi człowiekiem,

które umiera co dnia przez gęstość zaludnienia 

z samotności. 

 

Nie mogę prowadzić Cię za rękę,

bo zdarzyła nam się miłość nie z tego świata,

choć zrodzeni z niego -

musimy trzymać się z dala,

przez bliskość naszą jaką mamy ku sobie.

To Ty do mnie pierwsza podszłaś.

Mogę mówić o sobie ja człowiek,

ale to nic nie zmieni.

Byłaś już dojrzałą kobietą,

kiedy ja zaczęłam wyrastać z piasku,

świata miniatur, gdzie problemy nigdy nie miały znaczenia.

Wszystko było możliwe, potem urosło ze mną

jak babki stawiane na piasku

pod kopułę deszczowo rozedrganego nieba.

Mogłabyś być moją matką...

 

 

Papierosy Szymborskiej

 

W kłębach dymu unosi się wspomnienie.

Kłęby dymu noszą przedziurawione wspomnienia.

To ważne było, skoro było.

Szymborska mająca 24 lata

biegnie przez miasto w kolorowej sukience, siada na poniszczonej ławeczce.

Nie mogę tego wiedzieć, ale wiem.

Takie jest moje osobiste o niej wspomnienie.

Ocalona ponad szare ruiny miasta o które się potyka

patrzy w ścianę, mur jaki ocalał jak ona

i widzi we wspomnieniu na piętrze nieba

lustro nie przebite kulą

jak jej serce.

W jej oczach i jego tafli

odbijają się chmury,

jakie pędzą przed siebie. 

Szymborska ma 24 lata.

Ma kolor skóry czarny aż złoty,

ma obręcze na długiej szyi.

To sen.

Szymborskiej, Różewicza.

Ludzi wojny,

jaki zdarza się, skoro zdarza się.

Szymborskie, małe dziewczynki swej epoki,

żyjące mimo śmierci,

nie anonimowe.

Masowe sny o wojnie jak anonimowe groby 

na Cmentarzu Rakowickim 

z przetrąconym krzyżem

mimo braku wojny.

Lustra ocalone, groby wypełnione

krwią jaka zasłoniła oczy,

które napotkały

kule błądzące,

śmierć roznoszące wśród ludu umiłowanego.

 

 

Kartka ze świąt na Ukrainie

 

Wiatr świszczy jak kule

w naszym ogrodzie

wiatr świszczy jak kule

w naszym ogrodzie.

Przemoknięte gołębie z przestrzelonym skrzydłem

lądują na ulicy, zbierają puste ziarna i maszerują pod pomnik.

Choinki choć żywe

jak martwe 

tłuczone w autokarze...

Dziecko patrzy zza szyby

na świat,

który pachnie

jak świeży, lepki śnieg

krwią...

Oczy zachodzą mgłą,

kiedy patrzy się w obdarte z chmur niebo.

Gwiazdy roztrzaskały się.

Runęły na beton

kryształy snów.

Wyzwolenie i tym razem przychodzi bez pośpiechu. 

 

 

Korepetycje w Ugandzie

 

Jest jakaś ławka. Na kamieniu siądę.

Rozłożę książkę. Tak, jedna starczy.

Nie słychać dzwonka. Nic nie przerywa lekcji.

Minuty, potem sekundy odmierzane są przez krople

spływające po mojej skroni.

Trzeba zbudować szkołę.

Przemalować wnętrza ciemnych, dusznych sal

na jasne kolory. Nauczyć się być daleko od domu.

Stwarzać świat, tam gdzie Bóg zapomniał

utkać marzeń i snów.

 

 

Kolęda emigracyjna

 

Z kraju tego, gdzie winą jest dużą

zostawić dom swój bez opieki,

ogród, działki, kwiaty i grusze.

Z kraju tego, gdzie kruszyny chleba 

na stole brakło.

Z kraju tego, który jest jak dziecka śmiech.

Z kraju tego, gdzie bezdomni chodzą ulicami samotni.

 

 

* * *

 

Zawsze są dwa światy,

ten lepszy i ten gorszy

co zaczyna się w szkole

i szczególnie tam uwidacznia.

Ten co go nie stać na wycieczkę zawsze będzie gorszy,

ale trzeba mu pomóc,

skoro "jest z patologii". 

Są tacy i co chcą pomóc bardziej.

Zabrać dzieci do placówki.

Zburzyć dom, więzi, tożsamość.

Potem dziwimy się skąd jest tyle bezdomności,

która zaczyna się zawsze od jakiejś rodziny. 

 

 

 

Pamięci studentów

 

To zdarzyło się w Krakowie

i zdarza w każdym innym mieście świata.

Student idący ulicą

zahaczył na jej rogu

o dłoń trzymającą nóż.

Mógłby to być każdy z nas.

 

 

* * * 

 

W gablocie spoczywają włosy.

Warkoczyki, siwe już.

Takie, za które pociąga się w klasie.

Łobuzy i grzeczne dziewczynki,

jakie wysłano do pieca...