Kazimierz Nowacki

 

 

Kazimierz Nowacki urodził się 19.08. 1954 r. we wsi Zaręby-Krztęki w województwie podlaskim. W wieku 18 lat przeprowadził się do Warszawy, gdzie kontynuował naukę, oraz podjął pracę. Przez cały czas jest mieszkańcem Bródna. W 2001 r. po 22 latach szczęśliwego małżeństwa został wdowcem, z dwójką dorastających córek.
Teraz - szczęśliwy dziadek czworga wnucząt. Jest autorem tomiku wierszy
"Zatrzymać chwile" i członkiem Grupy Poetyckiej Akant.


Jesteś


Zaplątana w moich myślach,

co ze snu się czasem budzą.

Jak koniczyna czterolistna

- która niesie radość ludziom.


Kroplą rosy na mym oku,

co tęsknotą wolno spływa,

no i echem w pustym domu

- głuchą ciszą się odzywasz.


Wiatrem, co się z drzewem droczy,

chcąc poplątać mu konary.

Chciałbym kiedyś jeszcze kroczyć

- deptakami wspomnień starych.


W gąszczu poplątanych ścieżek,

za zakrętem znikasz czasem,

lecz ja ciągle mocno wierzę!

- marzeniami przyszłość pasę.


Tam przy oknie gdzie kropelki,

rozbijają się o szyby.

Ma tęsknoto! Poniewierko!

jesteś ze mną - nie na niby.





Nasyćmy się


Nie bądź mi burzą, lecz wiatrem łagodnym

ciepłym oddechem mnie lekko otulaj

nakarm me serce, tak stęsknione, głodne

zagraj balladę na mych uczuć strunach.


Nasyć pragnienia, rozpal myśli ogień

niech nas zjednoczy czas dwojga spragnionych

a nasze usta zawsze z wilczym głodem

zachłanne będą, wciąż nienasycone.


Niechaj radością rozświetlą się oczy

głosy błogości biegną po gór szczytach

dzisiejsza chwila nigdy się skończy

w objęciach moich zawsze ranek witaj.





Malujmy swoje życie


Maluj obraz co się dzisiaj mgłami snuje

w barw błękicie zanurz cały nocy mrok

choć czasami wcale tego nie zrozumiesz

gdybyś nawet zamalował płócien stos.


Gdy spod pędzla błękit farby ciągle ścieka

pozostaje rozmydlony kontur barw

czy my czasem nie patrzymy za daleko

albo może używamy nie tych farb.


Na sztalugach ciągle obraz nakreślony

wciąż się starasz by rozświetlić cieni czas

nadal widać mnóstwo myśli nieskończonych

z czasem coraz mniej zostaje naszych szans.


Tak jak van Gogh namalował ,,Noc Gwiaździstą"

i rozświetlił na swym płótnie gwiezdny blask

tak niech naszą wyobraźnią będzie przyszłość

wielobarwnym niech się stanie każdy z nas.


Choć spod pędzla jakaś farba nieraz ścieka

pozostaje kolorowy zawsze świat

nie możemy aż tak długo na coś czekać

bo co będzie wtedy obraz nasz już wart!





Rozjaśnij ciemne myśli


W mętnej otchłani zatopiony kamień

ciężaru serca i płonnych nadziei

ponurą ciemność w promyk słońca zamień

choć będzie ciężko, ale da się zmienić.


Gdy zamkniesz oczy, to widzisz jasność

i ciemne chmury radością powlekasz

deszczowa burza co nie dała zasnąć

za horyzontem niespodzianie znika.


Ostatnie krople w myśli zakamarkach

osuszy wiatru pędzącego powiew

teraz z ciężaru uwolnionych barkach

płoną spokojnie światłości pochodnie.


Rozświetlą blaskiem labirynt ciemności

gdzie pogrzebałeś wszystkie swe nadzieje

gdy tam utkwiłeś w swojej bezradności

budzącej rankiem wszystkie nocy cienie.

 

 

Tańczące Muzy

 

Lekkie powiewne jedwabiem pokryte,

unoszące się na melodii frazie,

wabiące wzrok mój swych ciał aksamitem,

wypełnionej po brzeg duszy ekstazie.

 

Każdą ich nutkę czuję na mym ciele,

a wzrok do końca ogarnąć nie może,

gdy przed oczami czerwień, błękit, zieleń,

falują ciałem jak wzburzone morze.

 

W tańcu dziękczynnym chyba chcą mnie złożyć,

swym ojcom dzisiaj zanieść mnie w ofierze!

to już ostatnie moje chwile może,

bo ranek pewnie, jest już na spacerze.

 

 

Pójdź ze mną

 

Bukiet swych pragnień składam u stóp twoich,

czerwoną wstążką wdzięcznie przepasanych,

pełen nektaru, tak jak kwiat powoju

wśród twoich pragnień, chcę być zaplątany.

 

Płatkami róży drogę chcę wyścielić,

wszystkie kamyki ostre z niej wyzbierać,

gdybyśmy kiedyś razem nią iść mieli,

chcę przygotować tobie ją już teraz.

 

Tylko mi podaj swoją ciepłą rękę,

pójdziemy razem gdzie horyzont wiedzie,

chcę ci pokazać wszystko co jest piękne,

niech żaden dzień, nas nigdy nie zawiedzie.

 

 

Nie zamykaj marzeń

 

Wczorajsze myśli wciąż ze sobą noszę,

choć dziś szarością dzień jest przepasany,

rozwiewam cienie co się snują mrocznie

w pasjansie kart wciąż niepoukładanych.

 

Mój zegar życia nieprzerwanie tika,

beztrosko płynie woda wartkim nurtem,

nostalgio moja, która dziś przenikasz,

bądź ze mną, ale czasem otwórz furtkę.

 

Daj mi zobaczyć co się może zdarzyć,

otwórz me oczy może nieco szerzej,

w ciasnym więzieniu nie zamykaj marzeń,

niech będą ze mną, niechaj w nie uwierzę.

 


Nocni kochankowie

 

W pierścieniu poświaty szczelnie zamknięte,

gdzie rajskie jabłko długo dojrzewało,

rozgrzane zmysły, pożądaniem spięte,

rozlały się na białe prześcieradło.

 

Dzisiejszej nocy jest mokre od pragnień,

zanurzone w grzechu dwojga kochanków,

faluje namiętnością skrytych marzeń,

wciąż spijając rosę z łona poranków.

 

Kiedy się pożądań ogień wypali,

zamiast ciepłej rosy, śniegiem poprószy

tamte odgłosy co kiedyś z oddali,

chłodna cisza ich pragnień zagłuszy.

 


Ekstaza duszy – Izabeli Monice Bill

 

Twe usta błądzą po moim ciele,

niczym łódź dryfująca do brzegu,

jakby chciały je całe spopielić,

do minusa podłączyć plus biegun.

 

Namiętne słowa toną w mych zmysłach,

tak jak latarnia morska prowadzą,

choć do przystani droga jest mglista,

niechaj ziarnem zasieją mój zagon.

 

Chcę delektować się wyobraźnią,

każdego dźwięku poczuć jej dotyk,

niechaj duszę do raju prowadzi,

a w orszaku Twój piękny erotyk.

 

 

Maluję obraz twój

 

Na sztalugach marzeń

maluję twoje ciało

dotykiem wyobraźni nasycone

ubrane kolorem miłości

pędzlem zmysłów

dotykam pragnień

moich i twoich

wyciekają one

spod światłocieni twych rzęs

nabrzmiałe piersi

wypełnione pokarmem

pragnącym nasycić nasz głód

w tle widać drzewa

z owocami spełnienia

uginające się

pod ciężarem grzechu

narastającego pożądania

nie mogliśmy oprzeć się

przed zerwaniem

zakazanego owocu

 

 

Przyjaźń

 

Wiem, że kochać Cie nie mogę,

bo nie dla mnie Twoje serce.

Ugasiłaś ognia płomień,

by się już nie palił więcej.

 

Tylko ciepły żar pozostał,

gdzieś popiołem zasypany.

Mocny węzeł z niego powstał

w piękną przyjaźń zawiązany.

 

Niech on nigdy, się nie zerwie!

Trwa na straży naszych losów,

bo nikt z nas co dalej nie wie.

Jednak, to najlepszy sposób.

 

- na tęsknotę i na smutek

- na radości i na żale.

Niech przyjaźnią serca skute

- miechem będą!

- my, kowalem.



Po piękną przyszłość

Po przyszłość ponad podziałami
prawdziwość przemiany powszechnej
przepiękne pojęcia pejzaży
pamięć przeszłości poległej

Posłuszni, pokorni, poddani
podnieceni piękna przedwiośniem
pobudzeni prawd powołaniem
przeszli przez plac powinności

Przezacna, przepiękna przyszłości
przepełniona pychą pomników
podwalino podmyta prawdą
przeceną potęgi - poniekąd

Pod powiekami powoli przygasa
pochodnia przyszłości poczciwej
purpurowym pyłem porasta
piękno pachnące - prawdziwe



Listopadowe chryzantemy

Dziś chryzantemy Ci przynoszę
a zamiast świec zapalam znicze
chcę powspominać sobie troszkę
i poużalać się nad życiem

Jak bardzo teraz mi brakuje
tych pięknych dni gdy byłaś przy mnie
tak wielką pustkę teraz czuję
i cztery ściany takie zimne

Tak cenne były Twoje rady
nasze rozmowy nieraz trudne
albo jedzenie wspólne strawy
i pocałunki przed południem

Nadal swą miłość w sercu noszę
czasami w wierszach opisuję
i nieraz kwiaty Ci przynoszę
lecz ich zapachu - już nie czujesz



Jesteś poetą

Poetą być, to żadna sztuka
Ogarnąć myślą - cały świat
W pochmurnym niebie, słońca szukać
albo też szczęścia, pośród gwiazd

Ty przecież rodzisz, się poetą
choć nawet nie wiesz, o tym, że
każdy twój dzień, poezją jest
i każdy, swój gdzieś pisze wiersz

Tak zapisujesz, życia strofy
układasz je - w swój własny wiersz
Gdy jego czytasz, kiedyś potem
sam widzisz – czy, on dobry jest

Czasem poprawić, możesz rymy
gdy, nie za późno jeszcze jest
Tylko nie szukaj - innych winnych
bo przecież Ty! - ten piszesz wiersz



Miłość czy przyjaźń

Miłość mówi do przyjaźni
Kto tu z nas, jest bardziej ważny?
To ja przyjaźń! - bo beze mnie
można kochać nadaremnie

Cóż by była warta miłość
gdyby - przyjaźni nie było
Ile by twa, miłość trwała?
gdyby przyjaźń - nie wiązała

Wtedy miłość się odzywa
bądźże tylko sprawiedliwa
gdyż w przyjaźni, nic innego
tylko kocha się - bliźniego



Na falach uniesień dopłynę

Tak się zatracić, w twych zmysłach
Morzu czułości namiętnej
Nie czekać - kiedy już przystań
Wielką rozkoszą wypełnić

Bo dotyk, twych ust gorących
Słodycz rozlewa, już wszędzie
Drży, moje ciało pragnące
Woła cichutko – chcę więcej!

Dotykaj! - całuj namiętnie
Niech się zagubię, w otchłani
Ciało falami wypełnię
Dopłynę - na nich z oddali



Wracam do wspomnień

Tu moje myśli, tęsknoty
i miłych wspomnień tu tyle
szare ze sztachet są płoty
lecz kolorowe motyle

Tu moje myśli wracają
i serca rwie się połowa
łatwiej mi w wierszu napisać
trudniej wyrazić to w słowach

Na łąkach żaby rechoczą
radości dźwięki ich słyszę
a wiatr melodię rozsiewa
brzozy gałęzie kołysze

Do tańca, może do walca
chce prosić pierzaste chmury
złociste liście podrywa
z gestem unosi do góry

Zatańczyć jeszcze chcę z ciszą
w szalonym wspomnień obłędzie
bo kiedy słowa te piszę
tam jestem – serce tam będzie



Z nadzieją

Ty, co miałaś być miłością karmiona
dziś stoisz obok lodowatej skały
tulisz w wyciągniętych nagich ramionach
iskierki co ogień rozniecić miały

Wypełniona pustką, z pochodnią wygasłą
nabrzmiałych pragnień, ulotnych nadziei
ze łzami w oczach dziś nie możesz zasnąć
wszystkie te noce chcesz już w dzień zamienić

Położyć kamień na rozmytej drodze
usiąść na chwilę, pod przydrożnym krzyżem
dać rozgrzeszenie pochmurnej pogodzie
popatrzeć w górę, może trochę wyżej



Jesienni

Każdy dzień zapisany na twarzy
jak pamiętnik z pożółkłą już kartką
w źrenicach coraz mniej widać marzeń
zamyśleni na parkowych ławkach

Wpatrzeni w górę na sznur żurawi
co odlatują z żałosnym krzykiem
tak, jakby miały im tu zostawić
kilka choć drobnych spełnionych życzeń

Na złote liście patrzą z zadumą
co wiatr z szelestem sunie po ziemi
zapach kwitnącej mimozy czują
zamyśleni, samotni, jesienni