Krystyna Walas Bugajczyk

Dusza słowem zaklęta

Gdy się w tych wierszach
zostanie
ma dusza słowem
zaklęta
niech się wam serca
zachłysną
moją w nich mową
pamiętną
niech się wam o mnie
przypomni
duszy mej granie
szalone
niech się wam serca
otworzą
na całe to w wierszach
wołanie
niech się wam w sercach
zaświeci
płomień słoneczny
i wieczny
niech się w czułości
zatopią
serca spragnione miłości



Moja miłość

przyszła do mnie tak nieskromnie
zapukała w moje drzwi
jakże mogłam ją zapomnieć
przecież czasem mi się śni

żyłam w pustce nieświadoma
że w jej sercu żar się tli
że zasypia wciąż stęskniona
za nią wciąż marzenia szły

przyszła do mnie miłość moja
otworzyła z zamka drzwi
złota na niej błyszczy zbroja
teraz nikt jej nie odbierze mi.

jeszcze trochę dobrych chwil
z życia mi zostało może
przeskoczymy wspólnie życie
Ty pomożesz nam w tym Boże



Nie wiem

nie wiem co znaczy miłość
kiedy mówisz że kochasz
może to serca zawiłość ?
a może to tylko myśl płocha

może to uczuć tajemna godzina
pożądań chwilą zakwita nagle
a potem chłodem otuli nas zima
miłości zerwą się żagle

uczucia jest trudno pozbierać
by nazwać każde z osobna
czasem się niebo otwiera
a czasem piekło ogromne



Jeżeli zdążysz

mroźny zimowy wstał dziś ranek
w okno zagląda słońca blask
przez ażurowe białe firanki
w tłumne spoglądasz ulice miast

śpieszy korowód w kolorze tęczy
obłokiem płynie marzeń tysiące
ważniejsze sprawy ciągle się piętrzą
i to pytanie czy kiedyś zdążę?

wątpliwych wiele rodzi się myśli
trudno zatrzymać w biegu czas
lecz jeśli zdążysz to serce wyślij
bo ktoś bez ciebie tonie w łzach



Nie obiecuj

nie obiecuj mi wielkiej miłości
chcę uwierzyć w ostatni mój sen
kiedy byłam do bólu szczęśliwa
nagle zbudził mnie nowy już dzień

nie obiecuj mi ramion szerokich
bo w niewielkim kawałku twej dłoni
schowam wazon uczuć głęboki
ty go będziesz szanował i chronił

nie obiecuj mi słońca i nieba
plaż złocistych słońcem ogrzanych
bo nie zawsze słowik tam śpiewa
niezgłębione miłości arkany

nie obiecuj nigdy za wiele
tylko tyle co możesz mi dać
słów nie puszczaj z wiatrem aniele
kochaj tylko na ile cię stać



Wszystkiego daj mi po trochu

mówisz ze kochasz na zabój
że miłość zawsze to raj
kiedy nie musisz planować
ślubu rodziny w ten maj

czy to jest miłość mój miły
gdy na połowę dzielimy
czego podzielić nie można
czy my w tę miłość wierzymy

trochę kochance trochę żonie
szczęścia wystarczy na troje
gdy je ukryją twe dłonie
rodzinne schowasz nastroje

po cóż bałagan mieć w życiu
zmieniać , budować od nowa
spotykać się lepiej w ukryciu
i atmosfera będzie zdrowa

wszystkiego daj mi po trochu
tak po połowie po części
daj mi pół serca, pół dłoni
spojrzenia daj mi połowę



Jesienna melancholia

wczoraj jeszcze całowałeś
wiosny kwiaty, letni deszcz
dziś już więdnie róża biała
i jesiennie śpiewa świerszcz

pozostały wspomnień wieńce
ze złocistych ciepłych plaż
zakochane tęskni serce
jakiś smutek w oczach masz

pęki marzeń niespełnionych
gdzieś w zaciszu duszy tkwią
jesień w butach zabłoconych
depcze kwiaty, deszczem mżąc



Przyniosłeś mi róże czerwone

popatrz , to przecież 14 już luty
i mocniej już biją nam serca
już anioł w dłoń ujął batutę
i takty wyznacza miarowe

przyniosłeś mi róże czerwone
na miłość , na szczęście , na zawsze

w objęciach swych tulę te kwiaty
i słońce za oknem nam mruga
znów czuję się taka bogata
miłością co płynie jak struga

przyniosłeś mi róże czerwone
na miłość na szczęście na zawsze

nieśmiało zaglądasz mi w oczy
a w różach już budzą się pąki
szczęście je rosą i łzami wciąż moczy
jest ciepło choć białe za oknem są łąki

przyniosłeś mi róże czerwone
na miłość na szczęście na zawsze



Grzeszna tęsknota

Ty wiesz ze zawsze będę tęskniła
bo nieodłączny miłości to stan
niebo o radę w boleści prosiła
choć jestem szczęśliwa że trwa

wiem że ta miłość jest grzechem
bo przysięgałam komuś raz
nowego szczęścia nie wskrzeszę
niemy zostanie w sercu ślad

tęsknotą wiecznie będę płakała
pocałunkami płyną już łzy
kropelką deszczu w okno pukają
otwieram ramiona , to tylko sny.



Tobie jest ciepłej dłoni potrzeba

To tylko wierzba stoi pod oknem
spogląda w niebo i szuka gwiazd
przy monitorze siedzisz samotnie
taki pochmurny jest ten twój los

przez okno wiatr gałęzie wsuwa
w ciche twe wnętrze samotną dłoń
w zaciszu izby tęsknota czuwa
boleśnie bije znów w sercu dzwon

wierzba jak skrzypce zawodzi polna
oczy niebieskie z żalu się szklą
przy monitorze znowu markotna
pocałunkami swe maile ślesz

późną już nocą czekasz zziębnięta
to tyko wierzba do okna kołacze
ktoś cię zapomniał w tę noc posępną
nawet się skryły gwiazdy mrugacze

sztuczne jest twoje gwiezdne niebo
i wirtualny zimny jest świat
tobie jest ciepłej dłoni potrzeba
od sztucznych uczuć więdnie nam kwiat