Lesław Nowara

Lesław NOWARA
Urodzony16.III.1963 w Gliwicach.
Prawnik z wykształcenia, absolwent Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
Poeta, aforysta, felietonista.
Debiutował na łamach prasy literackiej w 1983 roku.
Opublikował 8 tomów wierszy :
„Suknia z papieru i brązu”, Bibliotheca Ecce, Katowice 1987 /arkusz poetycki/
„Zielona miłość”, ZLP, Katowice 1991
„Dom o zielonych oknach”, Gliwice 1993
„Trzecie oko”, Instytut Wydawniczy ŚWIADECTWO, Bydgoszcz 1996
„Rosyjska ruletka”, Wydawnictwo MINIATURA, Kraków 1999, (wydanie internetowe www.poezja-polska.pl , 2001
„Kokon”, 2001, (wydanie internetowe, www.poezja-polska.pl
oraz wydanie książkowe: KARTKI, Białystok 2002 (dystrybucja wraz z 27. numerem KARTEK)
„Cichociemno”, Wydawnictwo PARNAS, Gliwice 2006
„Kropka i Kreska”, Wydawnictwo V8, Gliwice 2013
a także: wspólny tomik 3 autorów: Marcin Hałaś, Bogdan St. Kasprowicz, Lesław Nowara - „Daleko od Lwowa”, Instytut Lwowski, Warszawa 2006
oraz 2 tomy epigramatów:
„Świat według Ludka”, Instytut Wydawniczy ŚWIADECTWO, Bydgoszcz 1995
„Wielki Mały Ludek”, KARTKI, Białystok 2004 (dystrybucja wraz z 32. numerem KARTEK)
oraz wydanie pirackie: MINIATURA, Kraków 2004
Inne publikacje książkowe:
- „Kultura i Sztuka w Gliwicach. Informator”
(pomysłodawca i redaktor), Miejski Ośrodek Kultury, Gliwice 1995
- „Gliwicki Almanach Literacki”,
( wybór tekstów, opracowanie i wstęp ), Klub Literacki, Gliwice 2001
Wystawienia sceniczne:
- spektakl „Kokon” , Teatr Nowej Sztuki, reż. Dariusz Jezierski, prapremiera : 04.06.2005 Kino Teatr X, Gliwice
Ma w swoim dorobku liczne publikacje prasowe, zamieszczane m.in. na łamach takich pism jak: „Na Głos”, „Kresy”, „Literatura”, Poezja”, „Topos”, „Res publica”, „Miesięcznik literacki”,
„Śląsk”, „Arkadia”, „Integracje”, „Tygodnik kulturalny”, „Opcje”, „Nowa okolica poetów”, „Akant”, „Wyrazy”, „W drodze”, „Kursywa”, „Suplement”, „Pobocza”, „Pracownia”, „Cooltura”.
Wiersze publikował także na antenie Telewizji Polskiej, Polskiego Radia, R.W.E., w niepublicznych rozgłośniach radiowych oraz w Internecie.
Wiersze, aforyzmy i inne teksty publikowane były w antologiach i almanachach literackich, a także innych publikacjach zbiorowych, m.in. „Macie swoich poetów”; „Śląski Almanach Poetycki”; „III Gliwickie Konfrontacje Literackie” ; „Ufność ma być jak drzewo” /wybór wierszy dedykowany Janowi Pawłowi II/, 1991; „Jesteś” /wiersze o tematyce eucharystycznej/, 1993; Marta Fox „Zdarzyć się mogło, zdarzyć się musiało. Z Wisławą Szymborską spotkanie w wierszu” , 1996; „Antologia nowej poezji polskiej” Wydawnictwo Zielona Sowa, 2000 ; „Aforyzmy polskie. Antologia” Wydawnictwo Antyk, 2001; „Wielka Księga Myśli Polskiej. Aforyzmy. Przysłowia. Sentencje” Wydawnictwo Klub dla Ciebie, 2005; ; „Dialog w środku Europy: Język uzupełnień”, 2002; „In our own Words. A generation defining itself” Volume 5, MW Enterprises, 2004 (USA); “Rocznik Lwowski 2004”, Mieczysław Kozłowski “I szatan może cytować Pismo. Aforyzmy o dogmatach” wydawnictwo Miniatura, 2011.
Jego twórczość była wielokrotnie omawiana i recenzowana w książkowych publikacjach krytycznoliterackich (m.in. „Parnas bis. Słownik literatury polskiej urodzonej po 1960 roku”, Wydawnictwo Lampa i Iskra Boża, „Świadectwa, znaki. Glosy o poezji najnowszej”, Wydawnictwo Śląsk, „Requiem dla pokolenia”, Górnośląskie Towarzystwo Literackie) oraz na łamach prasy, m.in. przez: Arianę Nagórską w „Twórczości” i „Akancie”, Krzysztofa Lisowskiego w „Rzeczpospolitej”, Marcina Hałasia i Jarosława Klejnockiego w „Gazecie Wyborczej”, Karola Maliszewskiego w „Studium”, Dariusza Nowackiego w „Opcjach”, ks. Jerzego Szymika w „Gościu Niedzielnym”, Mariana Kisiela, Martę Fox i Magdalenę Zabrzeską w „Śląsku”, Lecha Stępniewskiego w „Poezji”, Stanisława Stanika w „Magazynie literackim”, Agatę Passent w „Twoim Stylu”, Wiesławę Wantuch w „Nowych książkach”, Izabelę Mikrut w wortalu literackim „Granice.pl”
Nota biograficzna zamieszczona została w słowniku biograficznym „Kto jest kim w Polsce”, Edycja IV, Wydawnictwo PAI, Warszawa 2001, w „Hubners blaues Who is Who w Polsce”, Wydanie II, Verlag fur Personenenclykopadien, 2003, 2006, w „Kto jest kim w Polsce nowego Millenium”, Encyklopedia Actus Purus, Poznań 2003.
Autorska strona internetowa: www.nowara.com.pl
Inne stałe prezentacje w Internecie : www.free.art.pl/spp/nowara ; www.poezja-polska.pl
Od 1994 roku członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.
Organizator wielu imprez literackich w Gliwicach – Turniejów Jednego Wiersza, Nocy Poetów, Gliwickich Konfrontacji Literackich. Współzałożyciel Klubu Literackiego w Gliwicach
i prowadzący cotygodniowe spotkania warsztatowo-artystyczne Klubu (2000 – 2001).
Nagrody i wyróżnienia:
- Nagroda Artystyczna Wojewody Katowickiego (1998)
- Nagroda Prezydenta Gliwic za osiągnięcia w dziedzinie kultury i sztuki (2000).
- Srebrna Odznaka Honorowa „Za Zasługi dla Województwa Śląskiego” (2011)

 

 

 

Lesław Nowara

 


KROPKA
I
KRESKA

 


Wydawnictwo V8
Gliwice 2013

 



 

 



Kropka i kreska


Jedna kropka
wystarczy
żeby zrobić oko
po jednej kresce
na usta
i nos
dwie kropki
dwie kreski
czyli
jedna
litera
Morse’a
która nam musi wystarczyć
za cały alfabet
: - I

 



Plus


minus – plus – minus
równa się
plus
dwa minusy
skrzyżowane zostały
jak szable
skrzyżowanie broni
nastąpiło w pokoju
zawieszenie broni
nastąpiło w pokoju
w dużym pokoju na ścianie od strony okna
i wojna już nie wisi
w powietrzu
nad pokojem
nie wisi już wojna
i nawet zapach prochu
teraz jest pokojowy
w dużym pokoju
na ścianie
od strony okna
plus oderwany został
od krzyża
i rozłożony na oba ramiona
plus
przełamany
na pół
ma teraz dwa minusy
a dwa minusy
ułożone na wznak obok siebie
czynią
znak równości
między wszystkimi znakami

 



Casus Zadura


Podczas Nocy Poetów
W gliwickim klubie Perełka
Bohdan Zadura czyta nowe wiersze
Nowe wiersze Bohdana Zadury
Od starych wierszy Bohdana Zadury
Różnią się tym że są nowsze od starych
Za to nowy Bohdan Zadura
Tym różni się od starego
Że jest od starego starszy
Poza tymi różnicami
Nie ma żadnych różnic
Które komukolwiek
Sprawiały by jakąś różnicę
A Bohdan Zudura
przeszedł znów samego siebie
I znów dochodzi do siebie
Idąc po swych własnych trupach
A każdy trup Zadury
Wygląda jak żywy
I ma w sobie więcej życia
Od Zadury żywego

 



Chester


Na nic zdała się opieka babć
Gdy po tygodniu wracamy do domu
Chester nie żyje
Ewcia opłakuje
Przez całe dwa dni
Dopiero dnia trzeciego
Można go pochować
„Bo przecież Chesterek
Gdy zrozumiał
Że nie żyje
To na pewno też płakał”

 

 


La Scala


Na każde sto pociech
co siódme przypada
nieszczęście
W stupiętrowych nowojorskich wieżach
odwróconych jak klepsydry
przesypuje się zmielony beton i szkło
W jednym domu
stłuczony miśnieński serwis do kawy
w drugim
złamana drewniana miska do ryżu
Na rozpalonych adriatyckich plażach
w letnim słońcu rozpadają się babki z piasku
a martwe babki
w zwęglonych sukienkach
przysypane piaskiem
stygną na hiroszimskich chodnikach
W terminalu madryckiego lotniska
słychać płacz dziecka które z ręki wypuściło balonik
i płacz kobiet
wpatrzonych w płonącego na pasie startowym Boeinga
Siedmioletnia dziewczynka
na promie tonącym pośrodku Bałtyku
krzyczy tak samo
jak jej młodszy brat nad beskidzkim potokiem
wpatrzony w idący na dno papierowy okręt
Nasze nieszczęścia są mierzalne:
krzyk ma dziewięć oktaw
ból dziesięć stopni Beauforta
łzy siedem stopni Richtera
Jednak na samym szczycie
jest operowa scena
która z łatwością mieści się w domowej kuchni
prawdziwa La Scala
której miarą jest liczba sto
100 stopni Celsjusza
tyle mierzy
najwyższy stopień krzyku bólu i łez
gdy podczas zalewania w filiżance herbaty
wrzątkiem poparzony zostanie twój serdeczny palec

 

 


Wilgoć


Lato było gorące
słońce jak korkociąg
powykręcało z ziemi korki spleśniałej mgły
które się unosiły i chwiały jak spławiki
czuć było zapach wodorostów i ryb
wstałem bardzo wcześnie
butelkowa zieleń jeszcze się szkliła na polach i łąkach
zobaczyłem mój cień
który wyglądał jak topielec z twarzą zanurzoną w wodzie
i zabrakło mi powietrza
mgła osiadała na twarzy i rękach
przez wszystkie pory wyciskając spod skóry pot
jak tonący chwyciłem się noża i brzytwy
wycinając litery i serce
na korze mgły
słona wilgoć
jak biały mech
porosła już wszystkie konary i pnie
porosła kamienie polne
jak szron
osiadała na owocach i liściach
siwizną oprószyła źdźbła traw
wilgoć z miejskich kanałów i fontann
z parkowych stawów
z ulicznych rynsztoków i kałuż
zatapiała już całe dzielnice
i miasta
samochodom autobusom i tramwajom
otwierały się rany i krwawiły rdzą
urywały się telefony i klamki
poręcze wymykały się z rąk
płyty chodników jak pocztówki dźwiękowe
w adapterach i gramofonach
odtwarzały stukot kroków i kropel
stukot maszyn do pisania nadawał SOS alfabetem Morse’a
deszcz był zbyt krótki
strugi deszczu jak sople
zawisły półtora metra nad ziemią
i nie spadły
przechodnie garbili się pod ciężarem wilgoci i deszczu
kobiety stawały się ociężałe i brzemienne
rzeki płynęły nie poruszając się wzdłuż brzegów
morza i oceany zgęstniały jak śluz
gołym okiem widać było zastygłe ławice łososi i dorszy
i wtedy się nasyciło
wilgoć po brzegi się wypełniła wilgocią
woda po brzegi wypełniła się wodą
krople dobierały się w pary i dobierały do siebie
każda kropla łączyła się z drugą kroplą i jednej ubywało
wilgoć wyraźnie zbierała się w sobie
i nagle zwinęła
jak trąba powietrzna
i runęła w głąb nieba
chmury rozwarły się przed nią
i wchłonęły
A najważniejsze:
wygląda na to
że i tym razem
ujdzie nam to wszystko
na sucho

 

 


Różewicz i inni
1.
W wierszu Różewicza
wersy w rękopisie
wyglądają całkiem
jak elektrokardiogram
W takim samym rytmie bije mi serce
gdy mijam kino Bajka
i zakład pogrzebowy: trumny i trumienki
ulicą Zwycięstwa
mostem nad Kłodnicą
jak na starym filmie
idę w poprzek przez czarno-białe miasto
przecinając ulice
jak skórę
2.
Różewicz tu mieszkał przez dwadzieścia lat
więc mogliśmy się spotkać na gliwickim dworcu
w dniu kiedy wyjeżdżał i stał na peronie
czekając aż nadjedzie pociąg do Wrocławia
Dwie czarne walizy z obu stron przy nogach
warowały jak para niemieckich owczarków
Na tym samym peronie choć z przeciwnej strony
Kornhauser z Zagajewskim
obaj z plecakami
świeżo po maturze
też mogli czekać tego dnia na pociąg
mówiąc o Krakowie dziewczynach i studiach
każdy miał na twarzy siarczysty rumieniec
Więc mogłem ich spotkać tego dnia na dworcu
stojąc na peronie parę kroków dalej
pięcioletni chłopiec w krótkich białych spodniach
którego mama trzymała za rękę
na pewno nie wiedział kim jest pan Różewicz
kim będzie Kornhauser a kim Zagajewski
i co komu przez kogo mogło być pisane
3.
Po obu stronach peronu był tor
wyglądający jak położona na ziemi drabina
zwężająca się na obu końcach
po której mieliśmy się wspinać
To był koniec świata
ale zamiast trąb zapiszczał tylko konduktorski gwizdek
zostaliśmy strąceni w czeluście wagonów
i sztuczne światło oddzieliło nas od ciemności
Poczułem wówczas że zupełnie się oddzielam od siebie
Zagajewski oddzielił się od Kornhausera
Różewicz od nich obu a oni obaj od niego i ode mnie
Dokładnie w tym właśnie miejscu i czasie
czas oddzielił się od miejsca
oddzieliły się wszystkie słowa od rzeczy
ciała oddzieliły się od krwi i kości
A na samym końcu świata
świat całkowicie oddzielił się od swego końca
I pozostał już jedynie sam koniec
sam w sobie będąc swoim nieskończonym końcem

 


Lekcja anatomii


Oko


Świat wpadł mi w oko
Jak kamień w jezioro
Wytaczając trzy kręgi
Pierwszego kręgu
Pilnuj jak źrenicy oka
Krąg pierwszy to palenisko
Sam zobacz jak rybie łuski
jeszcze iskrzą się w popiele
Drugim kręgiem jest obrączka trawy
Ślubna obrączka
Z dwóch połówek tęczy
Która złączyła biel i czerń
A trzeci krąg
To krąg polarny
Zbielały od wapna i kości
Wciąż jeszcze widzę
Śniegowe bałwany na śniegowych falach
Które rozchodzą się falami aż po horyzont
I po śniegowych chmurach Po omacku
Przetaczają się na Mleczną Drogę
Która jest
Zupełnie
Ślepa



Skóra


Po zmroku na plaży
Piasek ma taki ciepły oddech
Że każde stąpnięcie
Odczuwasz jak pocałunek w stopy
Palce przebiegają po skórze
Jak pajączek wodny
Lekki pancerzyk potu
Na plecach
Odbija jak w lustrze
Wodorosty skłębione z chmurami
Rybki i rybitwy
Przelatują między tobą i mną i przepływają
Przez wąski przesmyk
Pomiędzy ziemią i niebem
A ziemia i niebo
Jak w klepsydrze
Odwracają się od nas
Do góry dnem

 


Język


W ustach czuje się jak ryba w wodzie
Czerwona rybka
W czerwonym akwarium
Zamknięta jak w mydlanej bańce
Przy każdym otwarciu pyszczka
Unoszą się
Pęcherzyki powietrza
Z zatopionym wewnątrz dźwiękiem
I pękają
Rozchodząc się jak kręgi po wodzie
Powietrze nabiera smaku
Lodu
I zastyga
Z zatopionym wewnątrz
Milczeniem


Uszy


Są jak dwie połówki orzecha włoskiego
Z dwóch stron wrastające w kokosowy orzech
W każdej połówce
Jest po jednym dźwięku
Rozłupanym dokładnie na połowę
W każdej połówce jest jedna półnuta
Na pół przełamany klucz wiolinowy
W każdej jest dokładnie pół taktu
*
Kiedyś obie były jak syjamskie siostry
Obie miały jedno i to samo ciało
Każda miała jedną tylko siostrę
Miały wspólną matkę
I jednego ojca
I jednego tylko
Dziadka
Do orzechów

 


Nos


Twarz wygląda jak tarcza
Starego zegara
Godziny zatarły się już zupełnie
Cyferblat z porcelany
Pokrył się patyną
W odcieniu żółci i brązu
Ocalała tylko jedna wskazówka
Tylko ona wciąż jeszcze się porusza i kręci
I jak igła kompasu
Zatrzymuje się zawsze
Dokładnie na północy



Dym z komina


Na postoju taksówek
Przed nowojorskim lotniskiem
Dostaliśmy gratis po butelce wody
Upał dochodził do 40 stopni
Taksówki jak usypane z piasku
Z wolna połykały kolejkową karawanę
Od pół wieku nie odczuwam żadnego pragnienia
Jeżeli nie płaczę to nie dlatego
By nie uronić ani kropli wody
Budowałem od dymu z komina
I nie zawaliło się
Mój dom jest w ogniu
I nie płonie
Jest we mnie żar
Od którego na skórze pojawiają się dreszcze
We mnie jest pora deszczowa
Tajfuny i huragany
Zerwane dachy i zalane wioski
We mnie są poletka ryżu
Po których moja matka od pół wieku brodzi
Pochylając się jak żuraw przy studni
I klękając przed każdym ziarenkiem
Minie wiek
Nim spod jej ręki wykiełkuje pustynia
Nad którą wzejdzie zielone słońce
A ja
Jak Pan Bóg przykazał
Zataczam się w koło
Napinam w łuk
Obracam się w proch
I teraz
Wystarczy już tylko jedna iskra