Michał Kowalczyk

Cóż za ponura i okrutna jesień

Ciemne szyby mruczą cichym tchnieniem

Samotności zimno moce nam odbiera

Gdzieś w zarys świata rysa nam się wdziera

 

Myślimy o lecie, by nie dać się smutkom

Kolorowe bajki oglądamy próżno

Czekamy na jakieś spacerowe życie

Leżąc na łóżku, szczelnie nakryci

 

Czekamy, aż minie ten bezduszny czas

Gdy znów jakieś życie będzie w nas

Taka jesień jest przerwą w życiorysie

Zapomina się o szczęścia zarysie

 

Już niedługo to wszystko minie znowu

Nauczy nas pokory byśmy jak co roku

obudzili się prawie całkiem radośni

W nowej Polskiej zielonej wiośnie.

 

 

Improwizacja - >

Przepadło.

Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Tak po prostu znikło.

Tyle dałem, a nic z tego nie wynikło. 

Wszystko, fundament mojego życia.

Do rozpaczy przyznaję się bez bicia. 

 

Już nie ma nad czym, a wciąż się zastanawiam,

Wciąż niezliczone pytania sobie stawiam.

A żyję już tylko wśród beznadziejnych katuszy.

Wszystko znikło, pozostał tylko trwały ślad na mojej duszy.

Strata boli. A ja wciąż rozgrzebuję ranę wiarą.

Jestem wiary najdotkliwszą ofiarą.

Cały czas truję się niechcianą nadzieją. 

Nic już nie wiem, myśli moje mocno kuleją. 

Już mnie nie obchodzi żadna opinia, 

Już nikogo nigdy nie będę obwiniał.

Już nie mam po co żyć, tego się nie da naprawić

Mózg mi rozwaliłaś, chyba teraz czas się zabić.

 

 

 

 

 "koleżanka opuszczona"

 

Widzę Cię w domu

I na ulicy, gdy chmury

w kałużach uśmiechają 

lico. Gdy stajały

największe marzenia.

Widzę Cię w każdym

wolnym skojarzeniu.

Gdy maluję paznokcie

widzę Cię w lakierze,

Widzę Cię na każdym

ulicznym skuterze.

 

Gdy stoisz przede mną,

teraz już naprawdę

Nie chcę Cię już widzieć.

Bo Cię nie ukradnę.