Morfeusz

Urodziłem 15 lutego 1984r w Tychach. Swoje pierwsze utwory, coś na kształt wiersza pisałem już w 1999 roku. Te pierwsze miesiące, w których towarzyszyła mi gra
na gitarze, obfitowały w twórczość głównie miłosną, pełną żalu, pytań, godzin się
z odtrąceniem. Takie nazwijmy to - wspomnienie młodzieńczych lat. Na przełomie 2002/2003 r. założyłem Tyską Stronę Poezji - witrynę umożliwiającą publikację swoich utworów przez amatorskich pisarzy. Strona istnieje po dzień dzisiejszy i dalej się rozwija. Obecnie współorganizuję konkursy literackie jak i wieczorki poetyckie,
w ramach Amatorskiej Twórczości Empirycznej. Propagowaniem poezji zajmuję się również w Radiu Judo, w którym prowadzę, w niedzielne wieczory, audycje poetyckie.



"U progu słowa 'Kocham"

Tyś moim natchnieniem,
najdroższym mym słowem,
wzniosłym wierszem,
niedocenionym rymem

chcę Cię zatrzymać przy sobie,
bym nieustannie mógł chronić się w Twych ramionach,
byś zawsze wskazywała mi drogę,
by Twoja miłość była mi moim codziennym chlebem

przeklinam każdy dzień,
w którym nie powiedziałem Ci 'Kocham',
przeklinam każdy dzień,
w którym roniłaś przeze mnie łzy

każde kłamstwo, co boli podwójnie,
każdą niedotrzymaną obietnicę, których tak wiele,
każdą chwilę, która tylko pozornie wydawała się piękniejsza,
każdą straconą szanse ukazania mej okaleczonej miłości, przeklinam

nie potrafię ogarnąć mym umysłem tego dnia, który nadejdzie,
kiedy telefon od Ciebie przestanie dzwonić,
kiedy Twój uśmiech nie będzie już rozjaśniał mi dnia,
kiedy Twoja podana dłoń przestanie mi odkrywać skrawek nieba

i choć przyjdzie nieoczekiwanie, niemile widziany,
nie zabierze mi Ciebie, ani dziś, ani jutro,
swoim dłońmi utulę Cię w swoim sercu,
w najdroższym dla mnie słowie, Mama



„Poczwarka”

rozstanie,
jedyna droga
do szczęścia

jeszcze wczoraj
wykrzyczałbym, że życie bez ciebie
to Ziemia bez Słońca

jesteś jak niezbędny tlen,
napajałaś mnie
swoją miłością do pełna

każdy wschód słońca
był zapowiedzią
wspólnych wyjątkowych chwil

okazało się teraz,
że Ziemia bez Słońca
nocą może żyć

i oto ona
pożera kolorowe odcienie
mego obrazu życia

ileż on warty?
jedną noc z tobą
czy całe życie z inną?

nawet tego już nie skrywasz,
że wspólny los nasz
jest ci obojętny

i atakujesz brutalnie,
rzucasz mięsem
niczym wyrafinowany rzeźnik

nie powstydziłaby się ich
żadna świnia
rodzaju ludzkiego

oto jak agape przetwarza się
w rynsztok
życiowych niepowodzeń



„Cud”

ejże Cudzie, któryś do mnie zawitał,
tyś piękny, niepowtarzalny,
takiś bezbronny,
takiś jeszcze malutki

będziesz wzrastał
karmiąc się rodzicielską miłością,
będziesz stąpał po schodach mądrości
czerpiąc ją z ojcowskich rozmów
oh Ty piękny kwiecie,
coś w jednej chwili całe miasto napełnił radością,
Twój uśmiech jest spotkaniem wszystkich piękności,
Twoje oczy obrazem czystej miłości

przyszedłeś tak długo oczekiwany
by na nowo uczyć nas tej miłości,
troskliwości, opiekuńczości, wrażliwości,
by wydobyć ciepło z naszych serc

ejże Ty, Cudzie narodzin!