Przemysław Olgierd Piwkowski

Urodziłem się 18.01.1969r. we Wrocławiu. Jako zodiakalny koziorożec, jestem ostrożnym, opanowanym i oszczędnym panem. Jako urodzony artysta, szalonym, roześmianym i towarzyskim facetem. Od 1986 do 1990r. występowałem w zespole Polskie Trio. Koncertowaliśmy w całej Polsce, wykonując piosenki E.Stachury i wiersze innych polskich poetów, do których napisaliśmy muzykę. W 1990r. wystąpiłem
w Świnoujściu na festiwalu Fama, w spektaklu „Wędrówki do Ziemi obiecanej”
z Teatrem w Trakcie. W połowie lat 90 tych współpracowałem z wrocławskim zespołem bluesowym Swawolny Dyzio. Piosenka „100 dziewczyn” znalazła się na składance bluesowej „Siemacie ludzie”. Wystąpiliśmy w programach TV, Rower Błażeja, Telewizyjna lista przebojów i wrocławskiej TV. Na potrzeby WOŚP napisałem tekst piosenki „Bez słów”, do której Piotr Dziubek zaaranżował muzykę.

Podczas nagrań, został nakręcony teledysk, emitowany później w TVP. Pod koniec lat 90tych miałem ciężki wypadek. Kuracja i rehabilitacja spowodowały w moim życiu dziesięcioletnią przerwę w działaniach artystycznych. W zeszłym roku na płycie
„Po prostu” Szymona Zychowicza ukazała się piosenka „Wiosenny walc paryski”,
do której napisałem słowa. W lipcu tego roku zacząłem publikować wiersze na portalu E-literaci.pl, Spichlerz poetycki Yvette i po dwudziestu latach przerwy udało się nam odnowić kontakt z Yvette Popławska Matuszak, jedynym menadżerem zespołu Polskie Trio. Moje opowiadanie „Zły opiekun” i kilka wierszy, znajdą się wraz z twórczością innych poetów w Antologii III portalu E-literaci pt. „Drzewo jest jedno, a liści tysiące”. Na razie to tyle, a swoją drogą ciekawe, jak to się wszystko skończy?



gdy tylko zechcesz

kto ci powiedział że boga nie ma
kto cię oszukał jak tego dokonał
co ci obiecał za coś się sprzedał
to nie jest towar to przecież idea

jest w szklance mleka i świeżym chlebie
górskim pejzażu liściach na drzewie
w rwącym potoku ospałej rzece
morzu rozległym w kałuży na ścieżce

tanim hotelu i długiej drodze
huczącym mieście ciszy grobowej
dobrym uczynku i pięknym słowie
w podanej komuś dłoni na zgodę

zawsze i wszędzie

tam gdzie ty będziesz
z tobą i w tobie

gdy tylko zechcesz



dwie epoki

dobry wieczór pani
siedzisz tutaj sama
przy tym pustym stole
bez żadnego pana
w kawiarnianym półmroku
cicha zapłakana
z aureolą smutku
jak z obrazów na ścianach

plotę teraz jak starzec
weź wyluzuj mała
oj tam oj tam nie przyszedł
to już jego strata
oto pierwszy dzień
reszty twego życia
weź się w garść uśmiechnij
zapomnij i znikaj

wyjdź dostojnie z kawiarni
przywołaj dorożkę
pomarudź chwileczkę
poociągaj się troszkę
daj fiakrowi pieniążek
każ się wieźć przed siebie
bądź dumnie spokojna
zapomnij o gniewie

gadam jak z zaświatów
chwytaj plecak i kurtkę
nie trać więcej czasu
i wskakuj w taksówkę
bądź jak rzeźbiarz życia
z idealnym dłutem
krzycz, że masz to w dupie
niech znika twój smutek



Wiosenny walc paryski

Gdy idę sam, a wokół mnie latarnie,
w paryską noc, jak kloszard wbijam się.
A popatrz pan - obrazy i kawiarnie.
Dobry wieczór panu, panie Lautrec.
Czy widzisz, pan, tych panów i te panie?
Czy talent twój ma jeszcze ten błysk?
Bo idę sam, a wokół mnie latarnie.
Namalowałbyś, pan, coś? Namalowałbyś...

Bo Paryż wiosną pachnie radosną.
W paryskich alejkach kasztany rosną.
Paryski błękit, gołębie na rynku i ja.
I ja w paryskich kawiarniach wino ogarniam,
jak pan, panie malarz, jak ty zagarniam,
ten świat co kochałeś, w którym tak grałeś jak ja.

Nie mówisz nic, choć gasną już latarnie.
Nad miastem świt, a ja i tak, jak gdybyś był,
jak gdyby te latarnie. Jak gdybyś był i tak.

Bo Paryż wiosną pachnie radosną.
W paryskich alejkach kasztany rosną.
Paryski błękit, jedwabne sukienki i ja.
I ja w paryskich kawiarniach wino ogarniam,
jak pan, panie malarz, jak ty zagarniam
ten świat co kochałeś, w którym tak grałeś jak ja.