Ryszard Częstochowski

Ryszard Częstochowski rocznik 1957 ,debiutował pod koniec lat 80-tych w miesięczniku POEZJA  ,potem  jego poezje były publikowane prawie we wszystkich znaczących w Polsce periodykach literackich m.in "Literatura", "Tygodnik Powszechny" ,Odra"," "WIĘŹ", "Twórczość","Topos", "Kartki","NOP"," Fraza"," Nowy Nurt", " TYTUŁ", a  także zagranicą w paryskiej KULTURZE .W roku 1993 był współzałożycielem i zastępcą naczelnej " Kwartalnika Artystycznego" , który opuścił w styczniu 1997 .Opublikował 10 książek poetyckich i książkę z  dramatami ,które były  grane w Lublinie(teatr STUDIO dr Witolda Kopecia ), Bydgoszczy(aktorzy TP Bydgoszcz poza sceną) i Polskim Radiu w wykonaniu aktorów teatru Osterwy z Lublina .Zawodowo zajmuje się terapią narkomanów w Poradni Monar www.monar.bydgoszcz.pl, którą założył w Bydgoszczy z woli Marka Kotańskiego w roku 1985.Należy do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich od 1994 roku ,obecnie jest w oddziale warszawskim  (został przyjęty po rekomendacji Wiktora Woroszylskiego i decyzji komisji kwalifikacyjnej z Krzysztofem Karaskiem i Krystyną Rodowską na czele).Od roku redaguje dział prozy w nieregularniku PISMO KWARTALNIK wydawanym w Prudniku (jest na blogu i facebooku). Prywatnie ojciec córki Patrycji  i syna Mikołaja, w trzecim związku z Kamilą!

 

 

LAMENTACJE ŚWIĘTEGO JEREMIASZA

 
dostałem mały gabinet na ulicy brzechwy
wcale nie jak z bajki
nad izbą wytrzeźwień
prawie nikt nie chciał po
przebudzeniu
przychodzić do mnie na rozmowę
pensjonariusze wybiegali
w pośpiechu
ugasić męki tantala

kot wiadomo to kot
pies to pies
mrówka mrówką jest
a kiedy zaczyna się i kończy
człowiek
kiedy możemy już komuś powiedzieć
że przestał nim być
gdy upadnie na brudną chmurę i czy
 słowo człowiek nobilituje
czy raczej człowiek to prostu
człowiek

 

AGATKA

 zamarzył się człowiekowi bóg który otoczył go
 opieką i został przydrożną agatką
przeprowadzającą dzieci i staruszków
przez pasy na drugą stronę ulicy
mimo że od oświęcimia zamilkł całkiem
jakby go zatkało
może wybuch bomby atomowej w
hiroszimie go poparzył i
spalił siwą brodę
że teraz nie
chce
się
nam
ukazywać w swej dobroci

 
WOKÓŁ WIATR

tyle niepokoju jest w sacrum a
tyle spokoju w profanum
tyle i tyle
przewrotnie
trudno jest przejść na drugą stronę
wśród tłumu podobnego do siebie

podążam dzisiaj myślami
za swoją pacjentką
która się powiesiła w
poniedziałek po
hucznym weekendzie
przećpanym
banalnie chłopak ją
zostawił

najbardziej z życia kochała
patrzeć na wiatr
całe szczęście
że go nie było
widać

 

MORFINY

pies merda ogonem na widok
człowieka
niczym człowiek
na widok godota
gdyby przyszedł

mamy tylko siebie i
śmierć
która nam się przygląda
obracamy w jej stronę
lustro
niech się sobie przyjrzy
niewygasła
czym ją oszukać można

śmierć zdarza się tylko raz
a więc z niej korzystaj
bo dzisiaj promocja
rozdajemy pistolety
sznury sztylety truciznę
za darmo
bylebyś odszedł stąd
błyskawicznie i
nie męczył
zadowolonych
jak zginiesz w jaki sposób
zastanawiałeś się kiedyś
nad tym
skruszy cię czas czy raczej
zgniecie tir szczęśliwie
bez uśmierzania bólu morfiną

 

TAJEMNICA SŁUŻBOWA

zdradzam tajemnicę służbową nazwiska swoich
pacjentów
cybulski król fik nowicki pawlicki
tomaszewski wilkowiecka mackiewicz
jarzembowska andrzejewski nowak
kaliszewska potocki bogusławski
pyrzanowski krzysztoń iwaszkiewicz
i setki podobnie
dobrze brzmiących
moich umierających
wiele dla historii narodu
znaczących
wręcz legendarnych
a to tylko pensjonariusze
izby wytrzeźwień którzy dawno
upadli i
tylko przez przypadek mają
tak samo sławne nazwiska

 

KIM JESTEM

autora widziano lata temu u zbiegu
alei jerozolimskich
z nowym światem
stał i czekał
na coś lub kogoś

potem zobaczono go ponownie
po 10 latach na peronie
w otwocku
aż wreszcie zobaczymy go
na wiejskiej działce
czy będzie to ciągle
ten sam człowiek

inny był w roku 1975
inny w 1989
zupełnie inny w 2012

nie jesteśmy tym kim jesteśmy
całe życie
w takim razie
kiedy jesteśmy sobą i
kim tak naprawdę jesteśmy
tylko życiem przepływającym
przez czas nam dany
nim ustanie
wiemy kim byliśmy
dopiero w ostatniej sekundzie
sami sobie obcy wcześniej
jakby ja i ciało
było czymś osobnym

 
REPETA

ostatecznie wstaniemy z grobów otrzepiemy
garnitury i sukienki żałobne z
piachu i robaków
usiądziemy na swoich pomnikach
każdy będzie miał 27 lat i
spojrzy w niebo z którego
on zejdzie wraz z zastępem
anielskim
który dokona selekcji
niczym w auschwitz
jedni dostaną bilet pierwsza klasa
drudzy bezpowrotny

przerażeni ukryją się ponownie
w trumnach z nadzieją
że ich nikt nie wypatrzy i
jak już sąd minie
wyjdą na spacer do domu
zobaczyć czy nic nie zginęło
no i czy internet działa
aby napisać szybkiego maila do
stwórcy z
przeprosinami za oblany egzamin
z człowieczeństwa
z prośbą o repetę

 

KARNAWAŁOWE POSTY

Nie mam pojęcia jak ujarzmić
Łakome malin ciało
Mimo zapatrzeń
Na malinowe chruśniaki
Do syta

Wiem tylko co zrobić z duszą
Aby uwolnić ją
Na niebieskich łąkach

 

TŁOK

Gdy usiądzie przy stoliku
Dwóch
Bogów
O jednego jest za dużo i
Od razu pojawia się
Pytanie
Po co stworzyłeś
Człowieka
Na swoje podobieństwo?
Żeby wielu bogów się
Kochało czy
Nienawidziło?

          

KRAJ FARAONÓW OD KUCHNI

brudny nil w Kairze leniwie płynie
jak wszechobecna bieda i
skamlenie o
bakszysz za byle usługę

obok tego dumny sfinks
oglądany przez faraonów
4 tysiące lat wcześniej
miasto w smogu
pełne dymiących rzęchów
majestat piramid a
wokół świat bez uroku
widziany starymi oczami
gwiazdy omara sharifa

pod marynarami lufy
kałachów arabskich
dżentelmenów
strzegących nas przed
tubylcami

przyjaznymi ale i
zawistnymi
wobec nas z europy
służalczość i
nieszczerość w
spojrzeniach
pecunia non olet
wyparły allacha

wokół morze czerwone i
góry z pamięcią
niewolników

KAIR ,grudzień 2010   

 


TIP-TOPAMI DO STAROŚCI

 Andrzejowi Przybielskiemu 1944-2011

 
Życie składa się ze śmierci
Ludzi
Którzy odchodzą
Wcześniej od ciebie
Gdybyś nigdy się nie urodził
Miałbyś teraz zero lat
Nie byłbyś wcale młody  

 

POMYLONY SONET KRYMSKI

Zobaczyłem górę ajudah o której Mickiewicz
Napisał przez pomyłkę jeden z sonetów
Bo myślał że jest tutaj najwyższy
Tymczasem roma-kosz o 20 metrów go
Przewyższa
Zamieszkałem w zabytkowym sanatorium na
Ulicy kirowa pod numerem 28
Dom czechowa był bodaj pod 104
Ale nie doszedłem wolałem pójść massandryjską
Plażą z synkiem na występ fok i delfinów
Obok hotelu Jałta
Pojechałem do livadii na basen ale był
Zamknięty a więc zawitaliśmy w słynnym
Złą sławą pałacu gdzie trzech mocarzy jednym
Podpisem wepchnęło nas na długie lata w ręce
sowietów i musiałem się uczyć kilkanaście
lat języka rosyjskiego i mimo ukończenia szkół
na złość go nie umiem
bo nie mam duszy niewolnika
poszedłem szlakiem glicyna w paradizie którym
szedł car Mikołaj i Szaliapin śpiewał w jego
winiarni wykutej w grocie
odczułem zachwyt i grozę ogromu świata
stworzonego przez pomyłkę
szampan nam się zaczopował
mewy nad głowami się chichrały

                                 Lwów , lipiec 2011           

 

NIESPOTYKANY

Przed chwilą stałeś w oknie i
Patrzyłeś na ścieżkę
Którą teraz idziesz

Patrzysz w okno w którym
Przed chwilą stałeś i
Patrzyłeś na ścieżkę
Którą teraz idziesz

Nie ma już ciebie w oknie
Nie patrzysz na siebie idącego
Ścieżką

Gdy jesteś na ścieżce nie ma
Ciebie w oknie
Gdy jesteś w oknie nie ma
Ciebie na ścieżce

Choć stojąc w nim wyglądasz
Jakbyś wypatrywał siebie
Na ścieżce w chwili
Gdy odwracasz się i
Wypatrujesz siebie w oknie
W którym ciebie nie ma
Bo jesteś na ścieżce

Po co się odwracasz
Wypatrując czy nie ma ciebie
W oknie…

                                

MIMO WSZYSTKO

zamiast zachować powagę często
udaje wesołkowatego głupka
żeby ukryć głęboką melancholię
nigdy nie zapomnę tego co do mnie
powiedział miłosz w pociągu
relacji sopot – poznań że
nawet gdy mamy przeczucie iż
boga nie ma
nie powinniśmy tym zasmucać
bliźniego
nie zawsze należy ufać intuicji
ona może nas zmylić
nie ma niezbitego dowodu
że bóg jest lub go nie ma

 

KAŻDY UMIERA W SAMOTNOŚCI KOLEJNY RAZ

ojcze nasz...
stworzycielu wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych
po co stworzyłeś umierającego człowieka
niech będzie tobie dzisiaj przykro
z tego powodu przy obiedzie
teraz gdy znowu ludzie
giną bo jeden na
drugiego rękę
podnosi
po co
chciałeś mieć swoje dzieci żeby przyglądać się ich umieraniu
w samotności
bezszelestnej
ciemnej
boli...

 

ŻYJĘ JUŻ TYLKO TYM CO MINĘŁO

śnił mi się wrocław a w nim ula kozioł
której nie widziałem 20 lat
i różewicz którego nigdy nie spotkałem
jedynie rozmawiałem przez telefon
powiedział mi ponad 20 lat temu
że moje wiersze są lepsze od tych
które czytał w literackich pismach

a jakiś czas później pani urszula
wydrukowała moje wiersze w
swojej odrze i
różewicz przestał się do mnie
odzywać
odłożył słuchawkę zmęczony

moje białe wiersze stały się
gorsze od mojej poezji
którą niosłem za młodu
niewinnie w sobie

 

MAŁE HYMNY I

my garbusy krzywonodzy ze złamanym nosem
dużym brzuchem rzadkim włosem za to
gęstym pod pachą i tam gdzie nie trzeba
z krzywym sztucznym uśmiechem i szczęką
rozumem ograniczonym niepewni siebie
acz w sobie zakochani
złośliwi zazdrośni chciwi
niesprawiedliwi kłamcy
niedomyci
z bólem żołądka po przejedzeniu
powiększoną wątrobą od
alkoholu kawy narkotyków
obolali po pracy
tudzież rozleniwieni od
nieróbstwa
patrzący w gwiazdy z marzeniem
w oku
drapiący się po ciele niczym
małpy
budujący świat tworzący
myśl i dzieło
rzadko jednak idealne
błądzący jak w ciemnej celi
szukający wyjścia z matni
my ludzie
szczęśliwi cierpiący
bosko wzniośli
karykaturalnie wstrętni

 

ŚWIAT ZAPOMNIAŁ O MIŁOŚCI

stałem się swoją mamą
jestem własną mamą
opiekuje się swoim synem
jak ona mną
wiem że przez to wyrośnie na
narcyza jak ja
jednak mam to gdzieś
niech wie że kochałem go
bezwarunkowo
tak jak matka kochała mnie
już nikt nie będzie go tak kochał
 

 

SMAK SPOKOJU

pielęgnujemy harmonię w życiu naszym
ład i ciszę
układamy przedmioty
hodujemy kwiaty w doniczkach
karmimy kota i psa
sycimy się pięknem
dbamy o siebie i bliskich
słuchamy muzyki
bierzemy kąpiele
stosujemy higienę i diety
obiadamy się lubimy
smacznie zjeść
podziwiamy wschody i zachody
słońca
pełnie ksieżyca obrazy mistrzów
pejzaże w podróżach
smak wina kawy soku
wyciskamy z życia szczęście

nagle przychodzi niepokój
kłótnia choroba wypadek
krwotok torsje cierpienie
kryzys wróg wojna
koniec

 

ŚWIAT ZWIERZĄT

wyobraź sobie jesteś psem i jesz suchą karmę
albo dzikim kotem i spijasz wode z kałuży
możesz być też uwięziny w ciele krowy
przeżuwając trawę na pastwisku
lub jako świnia zżerasz pomyje i obierki

trafiłeś w pułapkę ciała
z którego nie możesz się wyzwolić
dopóki śmierć cię nie wybawi
od życia w świecie zwierząt

 

MITOLOGIE

bóg nie był dobrym uczniem
często nie uważał na lekcji
historii wszechświata i
nie cierpiał religii bo
bzdury mówiła katachetka
ledwo zdawał z klasy do klasy
a egzamin końcowy ze
stworzenia człowieka zdał
na niedostateczny tylko
dlatego że minister edukacji
zmienił skalę ocen i tych z
jedynką skazywali na niebyt
w świecie materialnym
dając za karę
niematerialną wieczność