Tomasz Kowalczyk

Jestem poetą (urodzonym w 1990 r. w Lesznie), który ma na koncie dwa wydane tomy wierszy (dostępne chociażby w Empiku, Merlinie, Gandalfie): "Kontrasty" (2011r.),http://www.empik.com/kontrasty-kowalczyk-tomasz,p1045715050,ksiazka-p
 "Stworzenie świata" (wiersze i poemat trzynastozgłoskowy) (2013 r.) http://www.empik.com/stworzenie-swiata-kowalczyk-tomasz,p1067146942,ksiazka-p

Z założenia piszę wiersze z rymem, ale zawierające problemy i treści współczesne. W ideologii swojej dążę do nawrotu ludzi na dawne wartości w świetle codziennym, gdyż pomijając je świat strasznie się zagubił w ekskrementach przeinformatyzowanego życia. Ukończyłem Edukację artystyczną w zakresie sztuki muzycznej. Interesuję się malarstwem, architekturą, konematografią, muzyką i dobrą whisky. :) Wśród osób inspirujących mnie mogę wymienić: Leśmiana, Dantego, Baczyńskiego, Prousta, Dvoraka, Karłowicza, Bergmana, Boscha.

Wywiad dla portalu talent.pl

 

 

Dzisiaj

Dziś smutek mnie objął kasztanim strumieniem,
Kucnąłeś nade mną, by z oczu powróżyć,
Nie lubisz, gdy gubię w złym świecie sumienie,
Kotara zamilkła... jak światom mam służyć?!...

Gdy wokół błędniki z hardej poświaty,
Trzepoczą twe skrzydła zamierzchłym listowiem...
Jak dobrze Cię mieć, gdy jęczą stygmaty,
Jak dobrze Cię mieć, wszak zaraz się dowiem...

I rzekłeś: ,,Nie trwóż się, że trumna gdzieś czyha,
Że śmierć Ci wytchnienia nie daje... cóż po tym?
Jam widział niepamięć - nią wszechświat oddycha!
A wczoraj ukradkiem podjadał ją  motyl..."

Tomasz Kowalczyk




Do ***

W truskawkowym raju motyle bronią swego
I cały ogród wącha wędrowców zagubionych,
I gdy go utraciłem - tęskno mi do niego,
Tak tęskno mi do fiołków, cynii rozpalonych
I do pawia tęczy, co chadzał po błękicie,
Smutno mi bez jego szurających piórek
I że każda wiśnia, szmaragdu ogórek
Szeptały do mnie słówka, które mam w zeszycie.
Nic nie ocalało z rozkwitu serca mego,
W którym istnieć miałaś, lecz strach omamił drzewa,
Może Cię ktoś zabrał do ruczaju opasłego,
Tam, gdzie słowik gwiazdki najpiękniejsze śpiewa...
Może wolisz krochmal księżycowej woni?
Może pragniesz czegoś, co nikt nie potrafi?
A może zwykły ogród dusznością Cię przysłonił,
Że tylko nań patrzyłaś na szarej fotografii...
Już zgrabiłem liście, które brzmiały rdzawo,
Pszczoły nakarmiłem kwiecistą rozterką,
Nie martw się dziś o mnie, o to, co się stało,
Motyle przegoniłem odrętwiałą ręką,
Która, tak naprawdę, miała być pogodna,
Trzymać kiść winogron, które stąd zabrałem,
I koić parne usta, miąższem słodkim do cna,
Które puchem swoich, tak bardzo poznać chciałem...

 


Film

Kino, płetwal peruki czarny,
W korytarzu rytmów brnę maziowatych,
Zgrzyt, chips, okular parny,
W głąb się zatracam widowisk pstrokatych.

W pociągu ponurym koła grzechoczą,
Parsknięcia zza okien, bagaż pszczeli,
Czuć tu korozję, nerwice się toczą,
Z wód tych obłudnych, z wód promieni.

I widzę babkę, szal jej obwisły,
Maleństwo rzewne, słyszę: ,,gdzie tato?"
A nad głowami dech posuwisty,
Krwią stęchłą kłapie - dumny gestapo.

Zabiera to dziecię i mówi: ,,Patrz teraz,
Biedulo, babko, ty kurwo nieczysta!
Jam syn platyny, wy - istna rudera!"
I ciśnie je w okno, gdzie perć porywista.

Me oczy urosły, mięśnie mkną watą,
Myślę, co zatem, skąd piekło się sączy?
I naraz się zdało... że jam jest tym tatą...
Film się urywa... film nagle się kończy..

 




Opowieść

Dlaczego tyle strachu w chłopca miękkiej twarzy?
Co leży nerwicznie, wie, coś się wydarzy.

I pisk kół słychać pachnących benzyną,
Trawę wachlującą szarawą czupryną.

Krzyk, ręce kąsają ciasto chłopięce,
Miętolą, rozpustne, czyje to ręce?...

Łza dziecka opadła po stoku polika.
,,Nie rób mi krzywdy, gdzie pan mnie tyka?!"

Głos czarny jak kosmos wyleciał z ust próżni:
,,Słodkie twe ciałko, dziecino, służ mi".

,,Ja nie chcę, proszę, to strasznie boli!"
,,Spróbujmy raz jeszcze, lecz teraz powoli..."

W noc czarną cylindrem tarł w chłopca wieko,
Wsysał, ocierał, a ranek daleko...

A ranek daleko i noc taka długa,
Nietoperz na drzewie do luny mruga,

Która utknęła w sowich źrenicach,
Głębiej niż grzechy czy tajemnica.

I jeszcze drzewo oddycha sążniście
I płacze, a łzami jego są liście,

Bo stoi już wieki, gdzie, lada chwila,
Spocznie maleńka chłopca mogiła.

 




Przeprosiny

Gdym szedł deptakiem hucznym, gdzie wiatr parami nucił,
Płachta nekrologu szukała bystrych oczu.
"Gdzie jesteś, moja droga, wszakżem się zasmucił,
Więc możesz wyjść i więcej nie drwić w pchlim zamroczu!".

Nic się odezwało brokatów mdłym burknięciem
Witryn, co wciąż nęcą beztroskie portfele.
I w trakt runąłem płaszczy, żakietów i zerknięciem
Począłem skrytki węszyć, których jest tak wiele...

Ceramiczne płytki zawrzały szachownicą
I nagle w kształt litery posunąłem duszę,
I nadal nic nie było poza rozmównicą,
Z którą nagle istnieć w jednym świecie muszę.

"Wyjdź i nie rób krzywdy sobie, bo ja srogi
Odwet umiem wydać, wykrochmalić pamięć!"
"Herbem żeś, choć nie wiesz, czy to mówią złogi
  Serca, czy to zmysłu jest zdradliwa zamieć!"

Aurelio, Aurelio, tak świat buduje sobie
Iluzję spokoju i też chcę mieć mą własną!
"Więc zapomnij o tym, w tym życiu, w tej osobie,
  Bo razem, widzisz, będzie nam nad wyraz ciasno!"

I po tych słowach smutek, czarodziejski lekarz,
Zniknął i wiedziałem, że chaos mi docina...
I gdy wlokę przykrości, kiedy na mnie czekasz,
Nie gań, bo być może to nie moja wina...

 

 



Przyjaźń

,,Napisz mi wiersz najpiękniejszy na świecie".
,,Napiszę wprost dla Twej wyobraźni,
Słowo po słowie, wiosna po lecie,
Kocham się w mojej do Ciebie przyjaźni".

,,Tylko aby tam drzewa sączyły chmury
I żeby wiatr nucił, co milczy trawa".
,,A nie lepiej smutek, krew i pioruny?
I biedna dziewczynka z domu porwana?"

,,Och, przestań się droczyć, wiesz, czego pragnę".
,,Dobrze, już dobrze... niech staw dzień postrada
I niech płyną łabędzi księżycowe żagle..."
,,Niech zieleń mchu błękitom szum zada!"

,,To w końcu ja mam pisać czy Ty, powiesz może?"
,,W obłąkanych tanach krople tęczowych liści
I każdy kwiat oddycha głębiej niż morze".
,,Tam ludzi brak, ludzie tam jeszcze nie przyszli..."

,,Napisz najpiękniej o tym, jak las zapomniał o sobie
I gór smolnych szczyty tuli bez pchlej bojaźni..."
,,No, ile to razy powtarzać mam Tobie...
Że kocham się w mojej do Ciebie przyjaźni..."

 




Reinkarnacja

Bujam skrzydłem przestworza
Z mieczem zrośniętym do trzewi,
Bieg lotu bez belek nadproża,
Upadek się pewien krzewi
Kiedyś o cug innych globów...
Telegraf w mych żyłach sunie...
Nie to, że ja nie mam bogów,
To Bóg wciąż o mnie plotkuje
I łapie w rąk stygmaty -
Dziury w kosmosach ryczące.
Chwytasz mnie, głupcze, na raty,
Łatwiej uchwycić już słońce!
Pasma makowo-fiołkowe
Tulą mój trzon i gruz skroni,
Aż szukam w połowie połowę,
Uciekam jak kula z broni
I chwytam się Twego oblicza,
Plecy jak grobu płyta...
Czerstwieję... i nagle ta cisza...
I nagle ta cisza ukryta...
...obracam ciała brylancik...
...rozdrabniam się w poszum tchnienia...
Rodzę się znowu na ziemi...
Kruszynka wspomnienia...

 




Spotkanie

Siedliśmy przy stole, w kieliszkach wódka plecie:
Każe nam się przyznać do pieskiej lichoty
I mówić o porażkach, skargach, że na świecie
Nie ma ni miłości, ni kawałka cnoty.

Spod ironii powiek łka melodia czyjaś,
W oknach uprażona szadź głęboko kuta,
Ja wiem - to już było - ta salwa mi mówiła,
Którą - po rozstaniu - zapiszesz snadź w nutach.

Zamęt ponad maszty - wytrych pokolenia,
Abażur spleciony falbankami kłamstwa.
I znowu w takt wracamy do chęci nieistnienia,
A później do przyjaźni i znowuż do pijaństwa.

Samotrzeć, pytania gładzą uszu znicze,
Zdają się być bliżej niźli czasu grdyka,
Asumpt za asumptem, rozeźlone dzicze,
W końcu ucichamy... o nic nikt nie pyta...

Tylko stół wiruje... zadymka się ścieli!
Trunek pono czasem jest zmęczony sobą.
Trudno! Skryte prawa, co mędrcy nie słyszeli,
Będę tkliwie bredzić zmurszałym podłogom.




 

Voyage

Ukradłem falom muszle kaszmiru,
Motylom ukradłem paletę gwaszu,
Łzę gwiezdną trzymam w butelce z bursztynu
I westchnienia świerku mam na poddaszu.
Zabrałem mglisty atrament chmurom,
Gruźlicę piasku w rękach przesiewam,
Lnianym, przyciasnym śniegu koszulom
Nadałem barwę delirium nieba.
Słońce omija mnie odtąd plecami,
Boi się o drogę swą - nieprzebytą,
Śmieszne, bo przecież milenia tu bawi,
A nie chce dać światła starym księżycom!
Lecz co to by było, gdybym Cię ukradł...
I w garncu trzymał z ciemnej kamionki!
Wolę jednak tajemny nasz układ...
Gdy patrzą w Ciebie zgorzkniałe paciorki...