Tomasz Wybranowski


fot. Tomasz Szustek

Tomasz Wybranowski, Roztoczanin z serca Zamojszczyzny, od roku 2005 roku mieszka, pracuje i tworzy w Dublinie. Dziennikarz, publicysta, prezenter radiowy, poeta
i publicysta. Absolwent polonistyki na UMCS (specjalność edytorsko – medialna).
Studiował także jako wolny słuchacz filozofię
i politologię. Redaktor naczelny pism polonijnych w Irlandii, korespondent radiowy
z Irlandii, który współpracował z wieloma antenami (m.in. dla IAR).

Obecnie nieprzerwanie wydawca i prezenter programu „Polska Tygodniówka” (ponad 260 wydań) nadawanego w każdą środę w dublińskiej rozgłośni NEAR 90, 3 FM. Redaktor działu muzycznego kwartalnika „Kontury” oraz redaktor prowadzący portal „Starszaki plus”. W piątkowy poranek ma swój stały program „Irlandzka Polska Tygodniówka” na antenie Radia WNET. Pisuje do prasy ogólnopolskiej (m.in. miesięcznik Poezja DZIŚ, tygodnik „Uważam Rze” – o muzyce rockowej  i literaturze, dwumiesięcznik „Imperium Kobiet”) oraz tytułów polonijnych w Irlandii i Wielkiej Brytanii.

Autor trzech tomików wierszy („Oczy, które...” 1990, „Czekanie na świt” 1992
i „Biały” 1995). Jego wiersze drukowano w ponad dwudzietu antologiach poetyckich (ostatnio „Harmonia Dusz” Warszawa 2011). Rok 2011 przyniósł nominację
do nagrody „Polak roku w Irlandii”. Tomasz Wybranowski wyróżniony został przez środowiska polonijne w Irlandii nagrodą „dziennikarz roku 2010”.

Rozpoczął studia doktoranckie na wydziale Nauk Politycznych UMCS. Przygotowuje dwie publikacje na temat polskiej muzyki rockowej w czasie zrywu wolnościowego 1977 – 1990. Do tej pory ukazało się jego pięć artykułów naukowych poświęconych mediom, głównie imigracyjnym.



OTO CZŁOWIEK

Mój Chrystus
Jest mniej więcej
30 letnim mężczyzną

chodzi na wykłady z literatury
profesora Święcha
pisze wiersze i słucha U2
lubi też długie spacery
wino zmieszane z wodą
nade wszystko jednak przedkłada
długie rozmowy

zna moje kłamstwa
miłości i zdrady
na wyrywki

w towarzystwie Barabasza
rozprawia na mój temat

ostatnio spotkałem Go
czytał Trybunę i umartwiał się
nad losem hutników

zadałem mu pytanie
- „ czy znasz mnie ?”

trzykrotnie się zaparł
budzik obwieścił
kres nocy

* * * * * * * * *

Dla magii jednej chwili...

Annie Marii Jopek

Tajemnice...
Wyblakłe zygzaki czasu
Nie potrzebują tłumaczy

Zamknięta sakwa a w niej
I lustro, i kamień,
I blizna światła, droga na oślep,
I fotografia

Dwie pary oczu – dwa oceany
Dwa ciała – ślady na wodzie
Dwa serca

Tajemnice bez końca
Zdania bez kropek
Świece puste

* * *
Tajemnice



Poświata

Chcę inaczej

Bez telefonu
Laptopa
Internetu
Telewizyjnych sensacji

Chcę Ciebie
Bez pośpiechu
Szumu godzin ściśniętych
W planie zajęć
I mijania w drzwiach

Chcę Siebie

Nasze życie to tunel bez świateł
Szukam cieni na ścianach
By wierzyć, że istnieje
Odbicie nadrealności



REQUIEM

Pamięci Moich Mistrzów Zbigniewa Herberta i Czesława Niemena

Z mroku nocy
Na pajęczynie dźwięków
Przychodzisz
I osaczasz mnie

Przechodzisz przez zamknięte drzwi
Stajesz u mych stóp
I zapalasz świecę

Zasłuchany tonę w nurcie dźwięków
Czarniejszych od bluźnierczych plotek
Na temat poczucia humoru Pana Boga

Moje wołanie podąża ku nocy
Jeszcze jedna gwiezdna ścieżka
I spotkamy się po drugiej stronie
Luster

Tam niżej grają
Requiem
Lacrimosa odkrywa
Źródła słonej wody

Jest ich dużo
Coraz więcej

W kościele panuje półmrok
Płoną tylko świece
I mała czerwona lampka
Przed Najświętszym Sakramentem

Czekam
Wierząc, że dźwięki powrócą
Ale jak na złość
Nikt nie przechodzi przez
Ziemskie ogrodzenie

Chwytam nóż
Ostrą kostką
Szarpię struny życia

Jest mokro i czerwono
Zimno i czerwono

Usypiam
Źródło ostyga
Z rany wycieka ostatnia
Kropla rzeczywistości

Jeżeli umarłem
Dlaczego
Nie słyszę

Requiem



OCZYSZCZENIE PRZEZ DOTYK

dedykowany Vi...

Chciałbym w końcu dotknąć
Twoje dobro i złość
Alabastrową niewinność
I cuchnącą nieprawość

Potykam się o horyzont
Walczę o wszystkie jabłka
Hesperyd niedościgłych
Płynę po złote runo

po to tylko by ledwie
musnąć nić uśmiechu
i cień twoich rąk

Schodzę spiralą brunatnej ziemi
Na dno strumienia snów pachnących
Latem i miłością w niedojrzałym
zbożu
Aby spotkać słowa nigdy przez
Ciebie nie wypowiedziane

Odpłacasz się skurczem nerki
Setką starych listów
Zdjęciem na pół spalonym
I pustą, brudną koszulą



KRÓLESTWO BEZPRZESTRZENNE

Strach mija kiedy Śmierć
rozpala drwa w kominku
I serwuje kawę

Rzucony ku niebu
Widzisz płomienie
Które oplątują korzenie traw
Tylko tyle

Wielki Myśliwy już tropi
niespełnione sny
i skalpuje pragnienia, które
porzucił

Oddech Ojca
kazał upić się
Zbawczą krwią
a szalem wyścielić swoje łoże

Włożyłem lilię do boku Jego
i w ciało wjechał aortą życia
pociąg
brnący przez bezkres mych białek
nawet tam gdzie myślą
boję się grzeszyć

Tam mój początek
i wieczne niespełnienie
Drzewo wiedzy
Mojej ułomności ...

Szepnął
– Wykonało się…
Skłonił głowę
Nikt go więcej nie widział

*** ***

Światło wyobrażone znalazło swoje schronienie
Ono czeka nadejścia prawdziwego światła
Poczekam
Zbyt powoli słowa przechodzą przez lustro
tak zwanej normalności



Boża loteria nieuchronności

Powstrzymaj swój oddech w palcach zmierzchu
Przyszedłem by odebrać swoją nagrodę
Powstrzymaj słowa które burzą barwy na szali
Wykrzykników i znaków zapytania

Wieczna Śmiertelnica grzechocze kośćmi
Jak kołatkami podczas wielkopostnego misterium
Pachnie kadzidłem i smakuje cyną trybularza
Zaraz odda kupon by odebrać w zamian nagrodę

Czasem zdarza mi się zapomnieć o Nie – Bycie
Wtedy mrówki – radości wypełniają żyły
Uśmiech przebija źrenice światłem jak hostia
Rozświetla tabernakulum podczas przemienienia

Częściej jednak pamiętam o brudnej koszuli myśli
Codziennie noszonej o tych samych porach
Bóg nie chodzi do sklepu – pracuje na cały etat
Ścina jabłonie dla firmy „Eden spółka Zło”