Witold Łukaszewski

Urodził się dawno temu w podwarszawskiej wsi Szczecin, gdzieś pomiędzy
Świnoujściem a Kołobrzegiem.

Już do najmłodszych lat nie przejawiał żadnych zdolności artystycznych,
że o muzycznych nie wspomnę. W ramach „życia nienormalnego”, nagrał
najpierw dwie płyty – jedną ze swoim zespołem „Acid Flamenco” (1995),
a drugą i trzecią z zespołem swoim „Red Pink” (1997 i 2002).
W ramach w/w życia I zainteresowania flamenco, stworzył jedyny w Europie
Wschodniej Festiwal Flamenco, na który przyjeżdżali najwięksi mistrzowie
gitary z Paco Penią i Tomatito na czele, a na który nie przyjeżdżały żadne
 media centralne, jako że festiwal odbywał się w Kościanie. Trzykrotnie,
w latach 1995-97, został wybrany najlepszym gitarzystą flamenco w tym kraju..
Gra z najlepszymi muzykami w tym kraju, że wymienię Józefa Skrzeka I SBB,
Tomka Szukalskiego, Jurka Styczyńskiego (Dżem), Andrzeja Przybielskiego
(grupa Niemen), Wojtka Hoffmanna (Turbo) czy Marka Radulego (ex. Budka
Suflera). Właśnie z nimi nagrał bardzo dziwną i „zakręconą” płytę
pod szyldem „Undertow” (2003r.) nawiązującą do najlepszych tradycji jazzu
i rocka. Duszą i ciałem oddany jest jednak swojemu flamenco - rockowemu życiu
I w ten sposób powstały płyty „13 utworów na gitarę i kobietę” (2004)
i „Magia flamenco” (2006).
Mieszkając w okolicach Łagowa Lubuskiego, napisał powieść o bohaterach
młodości - grupie Led Zeppelin "Schodami do nieba" (2007) oraz tom poezji
wraz z płytą „Cafe Poema”(2009).


 
 
 
 
 
 
 
 
Moje serce przebite
 
Umiera
Jak Jezus ,ukrzyżowany krzykiem wron
 
 
Odchodzę
A śmierć wlecze się za mną
W każdą z moich stron
 
Moich dróg
Nie policzysz
In ty ,in księżyc
I schowam miłość za brzęk pieniędzy
 
Mój krzyk
Przebije wasze mury
Z nieba zejdą gwiazdy na piwo
I piać będą piąte kury
A świat nie zdechnie! O dziwo!
 
Moje serce przebite
Wyrzuć na śmieci
Niech kopią je Po polu
Jak piłkę
Małe dzieci.
Aut. Witold Łukaszewski
 
 
 
 
 
Mój statek
Jest tak blisko
 
Już widzisz żagle
Drące niebo
 
I nie ma litości
In dla mnie, in dla ciebie
 
A I bez tego
Odpływam w przestrzeń
Między ustami
A niebem
 
A ty !
Nie czekaj na mnie w progu
In z solą in z chlebem.
 
Mój statek
Jest tak blisko
 
Na żaglach wisi przestrzeń
 
A deszcz pada I pada
I nikt łez nie obetrze.
Aut. Witold Łukaszewski
 
 
 
 
 
Saeta  na stu jeźdźców.

                                                   
Intro:
 
Stu jeźdźców
Sto koni czarnych
Sto milczących źrenic
Patrzących w ciemność nocy
Gdy sto następnych patrząc
Rytm koniom podaje
 
Cante:
 
Sto dłoni na sztyletach
Sto na karkach koni
Patrząc w sto nocy czarnych
Gdzieś na dróg rozstaje
 
Sto krzyży I sto grobów
Które na nich czeka
W stu chwilach umierań
W  stu mękach cierpienia
 
Sto bezsennych nocy
W stu łożach bezsennych
Sto miłości wielkich
W stu sercach z kamienia
 
Sto płonnych nadziei
Na tę chwilę jedną
Która będzie warta
Setnego konania
 
Sto listów wysłanych
Sto kwiatów zdeptanych
Sto chwil nadaremnych
Setnego czekania.
 
Sto zegarów bije
Już setną godzinę
Ich udręki wielkiej
Nocy niespełnionej
 
Sto pościeli zmiętych
Sto kobiet przeklętych
Sto koszul rozdartych
Z wściekłością rzuconych.
 
Sto decyzji szybkich
Sto krzyknięć na sługi
Sto koni już parska
Przy stajniach gotowych
 
Sto koni , stu jeźdźców czarnych
Sto milczących krzyży
And losem stu mężczyzn
Cicho pochylonych.
Aut. Witold Łukaszewski
 
 
 
 
 
 
Za mną , za Tobą.
 
Za mną
Za Tobą
Jest czas
Oparty o ścianę
 
Za mną
Za Tobą
Liście – powdeptywane
 
Za mną
Za Tobą
Skrzydła
Uniesień opadłych
 
Za mną
Za Tobą
Noce czarne
Nocy czarnych
 
Za mną
Za Tobą
Dni mijają
Za dniami
 
I strzały
Z nieba spadają
Z ptakami
Aut. Witold Łukaszewski